Kilka tras, dziesiątki kilometrów w nogach i jeden wspólny cel: Piaśnica. W sobotę 26 września rowerzyści z różnych części archidiecezji ponownie wyruszyli w drogę, która jest czymś więcej niż sportową wyprawą.
VI Rowerowy Rajd Piaśnicki połączył blisko 200 uczestników z Gdyni, Rumi, Redy, Pucka, Władysławowa, Kielna, Luzina, Strzebielina, Stężycy i Chwaszczyna.
- W tym rajdzie nie chodzi o wynik, tempo czy liczbę przejechanych kilometrów. Rower jest sposobem, żeby razem dotrzeć do miejsca, które domaga się pamięci. Jedziemy do Piaśnicy jako pielgrzymi - mówi ks. Grzegorz Błasiak, wikariusz parafii pw. Świętych Apostołów Szymona i Judy Tadeusza w Chwaszczynie, współtworzący rajd.
Jedni mieli przed sobą około 20 kilometrów, inni 40, a grupa ze Stężycy aż około 60. Na trasie z Gdyni peleton stopniowo rósł. Z Gdyni wyruszyło 18 osób, w Rumi było ich już 30, a w Redzie - Ciechocinie około 45. Dalej kolejne grupy łączyły się w coraz większy strumień rowerzystów zmierzających w stronę Lasu Piaśnickiego.
- To ma swój niezwykły wymiar. Na początku widzisz kilkanaście osób, później dołączają następni i nagle jedzie duży peleton. Są ludzie w różnym wieku, z różnych miejscowości, ale w pewnym momencie wszyscy mamy jeden kierunek - podkreśla ks. Grzegorz.
W tym roku rajd szczególnie nawiązywał do 100-lecia Gdyni oraz stulecia parafii pw. NMP Królowej Polski. To właśnie z Gdynią związanych było wielu duchownych, którzy zostali zamordowani w Piaśnicy - ponad dwudziestu gdyńskich kapłanów, ojców i braci zakonnych.
Dlatego po dotarciu do Lasu Piaśnickiego rowery zeszły na dalszy plan. Przy Grobie Kapłanów odbyło się nabożeństwo błagalne prowadzone przez ks. Marka Radomskiego z Kolegium Ojców Jezuitów w Gdyni. Następnie uczestnicy spotkali się przy Kaplicy bł. Alicji Kotowskiej, gdzie przywitał ich ks. infułat Daniel Nowak, kustosz Sanktuarium bł. Alicji Kotowskiej i Towarzyszy.
Centralnym punktem pielgrzymki była Msza św. w Kaplicy Leśnej bł. Alicji Kotowskiej i Męczenników Piaśnicy. Liturgii przewodniczył i homilię wygłosił ks. kan. Jan Kowalski, proboszcz parafii pw. NMP Królowej Polski i kustosz bazyliki Morskiej w Gdyni. Co charakterystyczne dla rajdu, część księży koncelebrujących Eucharystię sama przyjechała do Piaśnicy na rowerach.
- Kiedy wjeżdża się do lasu po kilkudziesięciu kilometrach, człowiek naturalnie zwalnia. Wiesz, dokąd przyjechałeś i co się tutaj wydarzyło. Zmęczenie przestaje mieć znaczenie. Najważniejsza jest pamięć i to, że przeżywamy ją razem - mówi ks. Grzegorz Błasiak.
To właśnie połączenie wysiłku, wspólnoty i pamięci sprawia, że Rowerowy Rajd Piaśnicki ma szczególny charakter.
- Można o Piaśnicy przeczytać, można obejrzeć zdjęcia, ale czymś innym jest pokonanie drogi i przyjechanie tutaj razem. Chcemy, żeby pamięć o ofiarach Piaśnicy była żywa i żeby trafiała również do młodszych pokoleń - mówi Michał Kowalski, poseł na Sejm RP, jeden z uczestników rajdu.
Po modlitwie przyszedł czas na pamiątkowe zdjęcia i wspólną agapę w pobliskim Domatówku. Potem peleton zaczął się dzielić. Uczestnicy ruszali w drogę powrotną w mniejszych grupach, część bezpiecznym szlakiem rowerowym prowadzącym w kierunku Wejherowa.
Tegoroczny rajd zgromadził około 160 rowerzystów. Razem z kapłanami, seniorami, służbami i osobami wspierającymi wydarzenie było to około 200 osób. Kilometry zostały za nimi. Pozostało jednak to, co w tej drodze najważniejsze: pamięć o ludziach, których życie zakończyło się w Piaśnickim Lesie.
Archidiecezja Gdańska