Pielgrzymka Rowerowa do Matemblewa wpisała się już na stałe w kalendarz wrześniowych wydarzeń parafii św. Brata Alberta na gdańskim Przymorzu.
Nie była to tylko dziesięciokilometrowa trasa rowerowa, ale okazja do modlitwy, spotkania i rozpoczęcia nowego roku duszpasterskiego. Od 26 lat parafianie św. Brata Alberta z Gdańska-Przymorza jadą razem do Matemblewa. W tym roku na trasie znów spotkały się całe rodziny - od najmłodszych dzieci po seniorów.
Przed kościołem św. Brata Alberta na gdańskim Przymorzu znów zrobiło się gwarno, ale zamiast pośpiechu i codziennych spraw były rowery, kaski, dziecięce foteliki i przyczepki. Jedni przyjechali przygotowani do kilkunastokilometrowej wyprawy, inni po prostu przyszli rozpocząć razem z parafią nowy rok duszpasterski. To wszytsko za sprawą 26. już Rowerowerowej Pielgrzymki do Sanktuarium Matki Bożej Brzemiennej w Matemblewie. Jak co roku nie było ograniczeń wiekowych - najmłodsi jechali z rodzicami, a seniorzy mogli dołączyć do pielgrzymki, korzystając z przygotowanego przez parafię autokaru.
26. Rowerowa Pielgrzymka do Matemblewa - ks. Andrzej Pradela.
Justyna Liptak /Foto Gość
To właśnie ta możliwość sprawia, że wydarzenie nie jest wyłącznie wyprawą rowerową. Na pielgrzymkę może przyjechać cała parafia. - Kiedy 25 lat temu przyszedłem do parafii świętego brata Alberta i objąłem funkcję proboszcza, oczywiście bardzo mi zależało na tym, żeby oprócz tego takiego duchowego pokarmu, duchowej strawy, która jest fundamentem istnienia każdej wspólnoty parafialnej, wymyślić też i zaproponować parafianom coś, co będzie trochę aktywizowało - mówi ks. Grzegorz Stolczyk, proboszcz parafii św. Brata Alberta.
- Takim pierwszym pomysłem było to, żeby wyciągnąć parafian z tego przymorskiego blokowiska. Wtedy wymyśliliśmy pielgrzymkę do Matemblewa - naszego diecezjalnego sanktuarium. To piękne miejsce, a odległość jest niewielka. I tak nasze pielgrzymowanie trwa już od 25 lat - to jest 26. pielgrzymka - dodaje proboszcz.
- Zaczynaliśmy od około 30 osób, a dziś średnio uczestniczy w pielgrzymce 120–130 osób. Z czasem pojawili się także seniorzy, którzy nie mogą już jeździć na rowerach, ale również chcieli być razem z nami. Dlatego przygotowujemy dla nich autokar, którym mogą przyjechać do Matemblewa i uczestniczyć w całym wydarzeniu. To jest zresztą takie nasze wspólne rozpoczęcie nowego roku duszpasterskiego - wyjaśnia ks. Stolczyk.
Po przyjeździe był czas na najważniejszy punkt pielgrzymowania - Eucharystię. Msza św. została odprawiona w intencji całej parafialnej wspólnoty: dzieci, młodzieży, dorosłych, seniorów, chorych i cierpiących, a także tych, którzy z różnych powodów nie są obecni w kościele.
Dla ks. Stolczyka jest to również jeden z momentów, w których szczególnie mocno widać, czym przez lata stała się pielgrzymka. Nie chodzi już tylko o sam przejazd rowerem, ale o spotkanie ludzi, którzy przez cały rok tworzą parafię.
- Pielgrzymujemy do Matemblewa zawsze w drugą sobotę września. Staramy się, aby tego dnia razem z parafianami byli wszyscy księża i siostry zakonne, jeśli oczywiście nie ma innych obowiązków, takich jak pogrzeb. W sanktuarium sprawujemy Mszę św. w intencji naszych parafian, a także wszystkich, którzy z nami współpracują, naszych dobrodziejów i ofiarodawców. Po Eucharystii przychodzi czas na część integracyjną, podczas której możemy po prostu być razem i spędzić ze sobą trochę czasu - mówi.
I właśnie ta druga część pielgrzymki jest równie ważna dla wielu uczestników. Po Eucharystii pielgrzymi spotkali się na polanie. Była grochówka, rozmowy i wspólna zabawa. Nie zabrakło też tego, na co szczególnie czekają najmłodsi - drożdżówek.
- Patrząc dzisiaj na uczestników, można było zobaczyć, że w pielgrzymce biorą udział całe pokolenia. Najmłodsi mieli pewnie cztery, pięć lat - jechali już na własnych rowerkach, a niektórzy jeszcze w fotelikach albo przyczepkach razem z rodzicami. O tym, kto był najstarszym uczestnikiem, dowiemy się później, bo jak co roku przygotowujemy nagrody dla najmłodszego i najstarszego pielgrzyma. Staramy się też, żeby każda pielgrzymka miała swój charakterystyczny akcent. W tym roku są to czapeczki, wcześniej były chusty czy kominy - mówi.
26. Rowerowa Pielgrzymka do Matemblewa - ks. Grzegorz Stolczyk - fragment homilii.
Justyna Liptak /Foto Gość
Wśród uczestników tegorocznej pielgrzymki była Dominika. Dla niej wyjazd do Matemblewa ma wymiar szczególnie osobisty, ponieważ związany jest z historią jej rodziny. Na pielgrzymkę jeździ od dziecka. Przed laty pokonywała trasę razem z rodzicami. Dziś nadal przyjeżdża, choć już w inny sposób - ona na rowerze, a jej mama autokarem przygotowanym przez parafię dla seniorów.
- To moja rodzinna parafia i pamiętam te pielgrzymki jeszcze z dzieciństwa. Wtedy jeździłam razem z mamą i tatą. Dzisiaj taty już z nami nie ma, ale nadal przyjeżdżam tutaj z mamą. Ja jadę na rowerze, a mama korzysta z autokaru - wyjaśnia.
Dla Dominiki ważne jest jednak nie tylko to, że co roku wraca do miejsca, które zna od dzieciństwa. W Matemblewie widzi także sposób na budowanie parafialnej wspólnoty - poprzez połączenie modlitwy i zwyczajnego spotkania.
- Ta pielgrzymka jest dla mnie niesamowitym doświadczeniem. Możemy się wspólnie modlić, a za chwilę usiąść przy zupie, pośmiać się i porozmawiać z dzieckiem, młodzieżą czy osobą starszą. Rzeczywiście, przez te wszystkie lata bardzo zacieśniamy tutaj więzi. Widzę to od wielu, wielu lat - dodaje.
Tegoroczna pielgrzymka była dla niej już 26. edycją tego wydarzenia, choć nie we wszystkich uczestniczyła. Jak sama przyznaje, była na około dwudziestu. Przez lata zdążyła więc dobrze poznać nie tylko samą trasę, ale przede wszystkim ludzi, z którymi co roku spotyka się w Matemblewie.
Jej obecność ma również wymiar modlitewny. Każdego roku przywozi ze sobą intencję związaną z parafią. - Kiedy jest się w innych miejscach, różne intencje nam przyświecają. Tutaj natomiast jest dla mnie naturalne, że modlę się za naszych kapłanów, za siostry zakonne i za całą parafię - mówi.
Na pielgrzymkę od kilkunastu lat przyjeżdża także rodzina Karola i Asi. W tym roku na rowery wsiedli razem z synami - 14-letnim Mateuszem i 8-letnim Adasiem. Nie zawsze udaje się zebrać wszystkich. Tym razem najstarsza córka została w pracy, ale pozostali zgodnie ruszyli do Matemblewa.
- Jesteśmy blisko Kościoła i od kilkunastu lat uczestniczymy w tej pielgrzymce. Dla nas to również symboliczne rozpoczęcie nowego roku duszpasterskiego. Staramy się co roku przyjeżdżać całą rodziną, choć nie zawsze jest to możliwe. Czasem pojawiają się różne, losowe przeszkody. W tym roku najstarsza córka nie mogła z nami jechać, bo była w pracy, ale cała reszta bardzo chętnie wsiadła na rowery - mówi Karol.
Druga sobota września na dobre wpisała się w rodzinny kalendarz. - Staramy się tak organizować czas, żeby ta sobota była zarezerwowana na pielgrzymkę. Wiemy, że co roku przypada ona w tym samym terminie, więc po prostu planujemy ją z wyprzedzeniem. Oczywiście zdrowie czy naprawdę trudna pogoda mogłyby nam przeszkodzić, ale jeśli nie ma takich przeciwności, bardzo chcemy tutaj być. To jest dla nas ważne wydarzenie - dodaje Asia.
Ich rodzinna historia pielgrzymowania zaczęła się jednak nieco inaczej. Dzieci były wtedy małe i nie mogły jeszcze samodzielnie pokonywać trasy. - Próbuję sobie przypomnieć, jak to dokładnie było. W pierwszej pielgrzymce chyba jeszcze nie uczestniczyłam, bo Mateusz był mały i mieszkaliśmy wtedy na Przymorzu. Pamiętam natomiast, że Karol pojechał z naszą najstarszą córką Olą. Później, kiedy dzieci dorastały i były już w stanie same jechać na rowerach, zaczęliśmy uczestniczyć w pielgrzymce całą rodziną. Najmłodszy był chyba Adaś - wspomina Asia.
Rzeczywiście, najmłodszy syn zaczął swoją przygodę z pielgrzymką bardzo wcześnie. - Jak miał rok, też już uczestniczył. Przyjechał z nami, oczywiście jeszcze w foteliku - dopowiada Karol.
26. Rowerowa Pielgrzymka do Matemblewa - festyn.
Justyna Liptak /Foto Gość
Dzisiaj Adaś nie potrzebuje już ani fotelika, ani przyczepki. Na trasę rusza własnym rowerem. - Teraz jeżdżę już sam. Trasa jest łatwa, tylko pod górkę trochę trudno. Fajnie jeździ się z rodzicami. Lubię też, że później można coś zjeść i się pobawić - mówi 8-latek.
Dla jego starszego brata pielgrzymka również ma swój wyjątkowy charakter. Mateusz nie pamięta pierwszego przejazdu, ale dobrze wie, dlaczego warto co roku pojawić się w Matemblewie. - To bardzo fajna inicjatywa i bardzo mi się podoba. Fajnie, że można tutaj przyjechać także po to, żeby się pomodlić i spędzić trochę czasu w kościele. Ale można też później posiedzieć, porozmawiać z innymi i zjeść coś ciepłego. No i są też fajne rzeczy do jedzenia - mówi.
Jest też jeszcze jeden powód, dla którego co roku chcą znaleźć się w Matemblewie. Przywożą ze sobą intencje, z którymi rozpoczynają kolejny rok. - Co roku zawierzamy Matce Bożej wszystko to, co ma się wydarzyć, a jednocześnie dziękujemy za to, co już było - za Jej wierność i opiekę. To dla nas ważny moment, żeby wejść w kolejny rok i powierzyć Jej to wszystko, co przed nami - mówi Asia.
Rowerowa Pielgrzymka z Przymorza do Matemblewa jest więc czymś więcej niż coroczną wycieczką. Jej historia pokazuje, jak z prostego pomysłu na wyjście mieszkańców osiedla z bloków powstało wydarzenie, które przez lata zaczęło łączyć całe pokolenia.
Archidiecezja Gdańska