Czy można zaprogramować pamięć, odczytać ludzkie myśli, a nawet dotknąć tajemnicy świadomości? W Gdańsku lekarze i naukowcy rozmawiali o granicach medycyny, potędze technologii i godności człowieka, której nie da się zamknąć w żadnym algorytmie.
Sztuczna inteligencja potrafi analizować ogromne ilości danych, wspomagać diagnostykę i dostrzegać zależności niedostępne ludzkiemu oku. Neurotechnologie pozwalają już wpływać na pamięć, rejestrować aktywność pojedynczych neuronów, a nawet rozpoznawać niektóre procesy zachodzące w mózgu. Czy jednak wraz z rosnącymi możliwościami medycyny nie pojawia się pokusa, by człowieka sprowadzić do biologicznego mechanizmu, który można dowolnie naprawiać, modyfikować i udoskonalać? Nad tym zastanawiali się uczestnicy ogólnopolskiej konferencji Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy Polskich, która odbyła się 17 października w Gdańsku.
Spotkanie, zorganizowane przez pomorski oddział stowarzyszenia pod hasłem „Humanizm chrześcijański w medycynie w dobie AI”, zgromadziło przedstawicieli środowiska medycznego, teologów i naukowców. Rozpoczęła je Msza św. w kościele Matki Bożej Częstochowskiej we Wrzeszczu, której przewodniczył bp Piotr Przyborek. Następnie uczestnicy przenieśli się do Ośrodka Naukowo-Szkoleniowego Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku. Patronat honorowy nad konferencją objął prof. Michał Markuszewski, rektor Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.
Święto Lekarzy - rozpoczęcie
Piotr Piotrowski /Foto Gość
Już podczas Eucharystii bp Przyborek wskazał na niebezpieczeństwo, które może towarzyszyć nowoczesnej medycynie: fascynację skutecznością, za którą przestaje być widoczny konkretny człowiek. Punktem wyjścia uczynił postać św. Łukasza, patrona lekarzy, którego Ewangelia zdradza nie tylko wrażliwość na ludzkie cierpienie, ale również dociekliwość badacza. Pasterz przypomniał, że ewangelista nie zadowalał się powierzchowną wiedzą. Badał, sprawdzał i poszukiwał świadectw, aby przekazać wiarygodny obraz wydarzeń. Podobna odpowiedzialność spoczywa na lekarzu, którego wiedza, doświadczenie i umiejętności mają służyć drugiemu człowiekowi. - Celowością powołania, tym przedmiotem, do którego zmierza moja posługa, jest drugi człowiek. Żeby go umocnić, w naszym przypadku żeby go uzdrowić, wesprzeć, pocieszyć, żeby przekazać mu to wszystko, co służy zdrowiu duszy i ciała - mówił kaznodzieja.
Zaznaczył, że rozwój sztucznej inteligencji jest potrzebny i może przynosić znakomite rezultaty. Nie wolno jednak zapominać, że skuteczność działania nie jest jedyną miarą jego wartości. - Sztuczna inteligencja jest bardzo potrzebna, ale ona jest nastawiona na efektywność, na szybkość. I chwała Bogu. Ale kiedy zgubimy drugiego człowieka z radarów naszego serca, to będzie tylko sport dla sportu i coś bardzo ważnego w naszym powołaniu się zatraci - przestrzegał.
Szczególnie osobisty charakter miała opowiedziana przez biskupa historia jego bratanicy, która od dzieciństwa marzyła o zawodzie lekarza. Chcąc pokazać jej realia pracy z chorymi, zabrał ją jeszcze przed maturą do puckiego hospicjum prowadzonego przez ks. Jana Kaczkowskiego. Duchowny od razu zaprowadził dziewczynę do umierającego pacjenta, szczegółowo wyjaśniając jego stan. Pierwsze zetknięcie ze śmiercią okazało się dla przyszłej lekarki tak trudne, że zapowiedziała, iż nigdy więcej nie wejdzie do hospicjum. Dziś wykonuje jednak wymarzony zawód. - My dorastamy, wzrastamy, uczymy się, nabieramy doświadczenia. Ważne jest, żeby nasze serce nie stało się kamienne, żeby cały czas było wrażliwe na drugiego człowieka - podkreślał kaznodzieja.
Święto Lekarzy - fragment homilii
Piotr Piotrowski /Foto Gość
Ta myśl stała się niemal naturalnym wprowadzeniem do naukowej części spotkania. Ks. dr Adam Jeszka, teolog i filozof, podjął temat transhumanizmu i posthumanizmu w świetle encykliki Magnifica humanitas Leona XIV. Przedstawił dokument jako próbę odpowiedzi Kościoła na przemiany technologiczne, które coraz mocniej wpływają na sposób rozumienia ludzkiej natury, wolności i godności. - Jakiekolwiek fragmentaryczne spojrzenie na człowieka go redukuje. Nie można patrzeć na niego wyłącznie przez pryzmat materializmu albo tylko przez soczewkę spirytualizmu - przekonywał.
Prelegent wyjaśniał, że chrześcijańska antropologia ujmuje człowieka jako jedność cielesną, duchową i osobową. Wskazywał przy tym na dwie biblijne rzeczywistości przywoływane w papieskiej refleksji. Pierwszą jest wieża Babel, symbol pragnienia nieograniczonej władzy i samowystarczalności. Drugą - odbudowa murów Jerozolimy za czasów Nehemiasza, obraz wspólnoty opartej na solidarności i współodpowiedzialności. W tym zestawieniu ujawnia się zasadniczy dylemat współczesnej technologii. Czy człowiek wykorzysta ją do budowania świata bardziej ludzkiego, czy też ulegnie pokusie nieograniczonego panowania nad własną naturą?
Ks. Jeszka przypomniał, że transhumanizm nie jest jednolitym nurtem filozoficznym. Łączy jednak różne koncepcje wykorzystania nauki i techniki do przezwyciężania biologicznych ograniczeń człowieka. Zwrócił uwagę na wizję przyszłości, w której doskonalenie ludzkich możliwości mogłoby stać się ważniejsze niż przyrodzona godność osoby.
- Gdy wydajność staje się miarą wartości, człowiek ulega pokusie myślenia o sobie bardziej jako o projekcie, który należy zoptymalizować, niż jako o stworzeniu powołanym do relacji i komunii - przytoczył myśl papieskiej encykliki. Filozof mówił również o szczególnym niebezpieczeństwie związanym z rozwojem systemów AI. Potrafią one naśladować rozmowę, analizować emocjonalny kontekst wypowiedzi i sprawiać wrażenie zainteresowania człowiekiem. Nie oznacza to jednak, że przeżywają doświadczenia w taki sam sposób jak osoba ludzka. Zdaniem prelegenta pojawia się tu ryzyko zastępowania rzeczywistych relacji ich technologiczną imitacją.
Nie chodzi przy tym o odrzucenie postępu. Przeciwnie, jak podkreślał duchowny, technologia może służyć człowiekowi, pod warunkiem że nie stanie się ostatecznym kryterium oceny jego wartości. -Rozbroić technologię nie znaczy wyrzec się technologii, lecz nie dopuścić, by zapanowała nad tym, co ludzkie - tłumaczył.
O tym, jak daleko zaszedł już rozwój technologii oddziałujących na ludzki mózg, opowiadał dr hab. Michał Kucewicz z Laboratorium Elektrofizjologii Mózgu i Umysłu Politechniki Gdańskiej. Jego wystąpienie poświęcone etycznym wyzwaniom inżynierii umysłu było zarazem fascynującą podróżą przez historię neuronauki -od kontrowersyjnych eksperymentów po współczesne badania nad elektryczną stymulacją mózgu. Naukowiec rozpoczął od hipotezy, że najwyższe zdolności ludzkiego umysłu, w tym pamięć i wyobraźnia, mają swoje biologiczne podstawy w aktywności sieci neuronowych. Jeszcze bardziej zdumiewające jest jednak to, że za pomocą impulsów elektrycznych można na część tych procesów wpływać. - Możemy wpływać na funkcje umysłu przez tę samą energię elektryczną, która uczestniczy w ich powstawaniu. I właśnie tutaj wkraczamy w tematy etyczne - wyjaśniał.
Przywołał pionierskie doświadczenia neurochirurga Wildera Penfielda, który podczas operacji pacjentów z padaczką odkrył, że elektryczna stymulacja określonych obszarów mózgu może wywoływać niezwykle żywe wrażenia przypominające wspomnienia. W kolejnych dekadach naukowcy zaczęli poznawać mechanizmy zapisywania i odtwarzania informacji w mózgu. Eksperymenty na zwierzętach pokazały nawet możliwość wywoływania sztucznych śladów pamięciowych.
Święto Lekarzy - konferencja
Piotr Piotrowski /Foto Gość
Jeszcze bardziej praktyczny wymiar miały badania prowadzone z udziałem Kucewicza w amerykańskiej Mayo Clinic. W ramach projektu finansowanego przez agencję DARPA naukowcy testowali możliwość poprawy zapamiętywania słów u pacjentów z padaczką poprzez stymulację kory skroniowej. W niektórych próbach pacjenci zapamiętywali wyraźnie więcej słów niż bez odpowiedniej stymulacji. - Pojawiły się zastrzeżenia etyczne, czy nie tworzymy w ten sposób jakiejś nadludzkiej pamięci, czy technologia nie posłuży do stworzenia superżołnierzy - relacjonował badacz.
Wskazał także na doświadczenia historyczne, które powinny pozostać przestrogą dla współczesnych naukowców. Jednym z nich była lobotomia, procedura niegdyś uznawana za przełom w leczeniu chorób psychicznych, za której rozwój przyznano nawet Nagrodę Nobla. Dziś jej historia przypomina, że zachwyt nad nową metodą nie może zastępować rzetelnej oceny skutków i odpowiedzialności za pacjenta.
Badania prowadzone obecnie przez gdański zespół dotyczą między innymi rejestrowania aktywności neuronów uczestniczących w zapamiętywaniu i przywoływaniu informacji. Naukowcy analizują charakterystyczne wyładowania elektryczne pojawiające się w określonych momentach pracy mózgu. To otwiera perspektywę coraz skuteczniejszego leczenia zaburzeń pamięci czy padaczki, ale rodzi również pytania o prywatność ludzkich myśli. - Jeśli mamy te informacje, możemy je odkodować. Jeśli możemy je odkodować, możemy próbować odczytywać to, co znajduje się w umyśle, i możemy to również modulować - tłumaczył Kucewicz.
Zastrzegł, że badania te dotyczą rozpoznawania określonych korelatów aktywności mózgowej, a nie nieograniczonego odczytywania cudzych myśli. Jednak połączenie neurotechnologii ze sztuczną inteligencją może w przyszłości znacząco zwiększyć możliwości interpretowania takich danych. Szczególnie istotny staje się moment, w którym informacje o aktywności mózgu trafiają do systemów komputerowych, także do chmury, gdzie mogą być przetwarzane przez algorytmy. Naukowiec zwrócił uwagę, że te same rozwiązania mogą służyć do przewidywania i ograniczania napadów padaczkowych, poprawy pamięci, ale potencjalnie również do ingerowania w najbardziej osobistą sferę człowieka. - Nasze badania pokazują, że w tej aktywności znajdują się także informacje o treściach naszego umysłu. I to jest wielkie wyzwanie etyczne inżynierii umysłu - zaznaczył.
W końcowej części wystąpienia badacz postawił pytanie wykraczające poza granice samej neuronauki: czy poznając biologiczne mechanizmy myślenia, człowiek może zbliżyć się również do zrozumienia tajemnicy własnej duchowości? Nawiązał do chrześcijańskiej refleksji nad Słowem, ludzką świadomością i doświadczeniem religijnym. Była to przede wszystkim filozoficzno-teologiczna perspektywa, nie zaś twierdzenie, że nauka potrafi zidentyfikować czy zmierzyć duszę.
Dwa pierwsze wykłady konferencji, choć wychodzące z odmiennych dziedzin, spotkały się więc w jednym miejscu. Filozof przypominał, że ludzka osoba nie może zostać zredukowana do biologicznego mechanizmu. Neuronaukowiec pokazywał, jak niezwykle złożony jest ów mechanizm i jak wiele jego tajemnic dopiero zaczynamy poznawać.
Druga część spotkania skierowała uwagę uczestników ku medycynie paliatywnej. W programie znalazły się wystąpienia dr Aleksandry Modlińskiej z sopockiego hospicjum św. Józefa, lek. Karoliny Siemienowicz z białostockiej Fundacji „Pomóż Im” oraz litewskiej neonatolog dr Eglė Markūnienė. Poruszono temat opieki nad osobami nieuleczalnie chorymi oraz rodzinami oczekującymi narodzin dzieci z ciężkimi schorzeniami. W ten sposób program konferencji tworzył szczególną całość. Z jednej strony nauka poszukująca sposobów przezwyciężania biologicznych ograniczeń, z drugiej -medycyna, która musi umieć towarzyszyć człowiekowi również wówczas, gdy nie potrafi już usunąć przyczyny jego cierpienia.
Właśnie dlatego słowa bp. Piotra Przyborka wypowiedziane podczas porannej Eucharystii można uznać za najważniejszą myśl całego spotkania. Lekarz musi nieustannie rozwijać swoją wiedzę, doskonalić umiejętności i korzystać z osiągnięć nauki. Nie może jednak pozwolić, by wraz z postępem zawodowym utracił zdolność współczucia. Bo medycyna, nawet wyposażona w najdoskonalsze algorytmy, pozostaje przede wszystkim spotkaniem dwóch ludzi - tego, który potrzebuje pomocy, i tego, który przyjął powołanie, by jej udzielać.
Archidiecezja Gdańska