Dramatyczne wezwanie do głębokiej refleksji nad...
Cinta Costera to wizytówka panamskiej metropolii - nowoczesne wieżowce tworzą imponujący waterfront, przed nimi szerokie promenady z pięknymi parkami i miejscami do uprawiania sportu. Ścieżka rowerowa daje możliwość wspaniałej wycieczki do starej, kolonialnej części stolicy. Wystarczy jednak przejść kilkaset metrów, a wspaniałe budowle zastąpią rozsypujące się kamienice i bloki mieszkalne; uśmiechnięci, bogaci i wystawnie ubrani mieszkańcy stolicy zamienią się w biedaków przesiadujących na wiklinowych fotelach i młodych, wytatuowanych chłopaków wystających godzinami przy krawężnikach wąskich ulic. To właśnie Panama. Ale też cała Ameryka Łacińska i Karaiby.
Do takiego świata nawiązali w rozważaniach Via Dolorosa młodzi ludzie m. in. z Hondurasu, Salwadoru, Kolumbii, Haiti czy Puerto Rico. Swoją rzeczywistość z rodzinnych stron wkomponowali w kolejne stacje Męki Chrystusa. Mówili m. in. o emigrantach i imigrantach, kobietach, które cierpią w ich ojczyznach, dzieciach, które jeszcze w łonie matek, walczą o prawo do życia i narodzin, czy o pozbawionej szacunku przez człowieka i wyjaławianej Ziemi. Te wyrzucone z siebie z wielkim bólem, rozważania młodych Latynosów, papież powtórzył w końcowym przemówieniu.
- Chrystus dziś idzie i cierpi w wielu obliczach obojętności. Przede wszystkim naszego społeczeństwa, które konsumuje i zużywa się, które ignoruje innych i siebie w cierpieniu swoich braci. Trudno było rozpoznać Ciebie w cierpiącym bracie. Łatwiej jest być blisko tego, który jest uważany za popularnego i wygrywającego - mówił papież Franciszek na scenie, zbudowanej na promenadzie nad Oceanem Spokojnym.
Papież w swym rozważaniu przypomniał też, że dziś "łatwo wpaść w kulturę znęcania się, molestowania i zastraszania". - Dla Ciebie Panie tak nie jest: na krzyżu utożsamiłeś się z każdym cierpieniem, z każdym zapomnianym - dodał Ojciec Święty.
Papież nawiązał też do obrazów z panamskiej ulicy. - Droga na Kalwarię trwa w stłumionym krzyku dzieci, którym uniemożliwia się narodziny, którym odmawia się prawa do posiadania dzieciństwa, rodziny, edukacji; które nie mogą się bawić, śpiewać ani marzyć - mówił Franciszek.
I kontynuował: - W maltretowanych kobietach, wyzyskiwanych i opuszczonych, pozbawionych godności. W smutnych oczach ludzi młodych, którzy widzą, że zabrano im nadzieje na przyszłość z powodu braku wykształcenia i przyzwoitej pracy. W sieciach wyzysku, przestępczości i przemocy, które zżerają życie młodych. Są wśród nich też ludzie, którzy twierdzą, że służą Tobie, Panie.
Franciszek mówił o krzyżu ludzi bez zdolność marzenia, tworzenia i wymyślania jutra, ulegających konformizmowi i apatii. - Taka postawa to jeden z najbardziej zażywanych narkotyków naszych czasów - napomniał.
Receptą papieża na trudne, obecne czasy ma być Kościół. - Ten, który wspiera i towarzyszy, który potrafi powiedzieć: Oto jestem! Pojawić się w życiu i krzyżach wielu Chrystusów, którzy idą obok nas - mówił.
Przywołał też przykład Matki Bożej od której "mamy uczyć się mówić: tak, tym, którzy nie milczeli i nie milczą w obliczu kultury molestowania i nadużycia, złego traktowania i przemocy, oszczerstw i agresji, działając na rzecz zapewnienia szans oraz bezpieczeństwa i ochrony".
Papież zakończył naukę skupiając się na problemie emigracji. - Chcemy być Kościołem, który sprzyja kulturze zdolnej do przyjmowania, chronienia, promowania i integrowania: która nie piętnowałaby, a tym bardziej nie uogólniała z absurdalnym i nieodpowiedzialnym potępieniem, utożsamiając każdego imigranta jako niosącego zło społeczne - zakończył Franciszek piątkowe spotkanie z młodymi.