św. Jan Paweł II

Nic tak nie jest potrzebne człowiekowi jak Miłosierdzie Boże - owa miłość łaskawa, współczująca,

wynosząca człowieka ponad jego słabość ku nieskończonym wyżynom świętości Boga.

św. Siostra Faustyna Kowalska

Niech wszechmoc miłosierdzia Twego, o Panie, rozsławiona będzie po świecie całym,

niechaj cześć Jego nigdy nie ustanie, głoś, duszo moja, miłosierdzie Boże z zapałem.

bł. ks. Michał Sopoćko

Decydującym czynnikiem w otrzymaniu miłosierdzia Bożego jest ufność.

Ufność Bogu ma być mocna i wytrwała, bez zwątpień i słabości.

św. Matka Teresa z Kalkuty

Największym złem jest brak miłości i miłosierdzia, okrutna obojętność wobec bliźniego,

który wyrzucony został przez margines życia w skutek wyzysku, nędzy, choroby.

Papież Franciszek

Miłosierdzie to jest słowo, które objawia Przenajświętszą Trójcę.

Miłosierdzie to najwyższy i ostateczny akt, w którym Bóg wychodzi nam na spotkanie.

Zanim zaczęliśmy szukać pomocy...........?????

 

....... Byłam mężatką, na urlopie wychowawczym po urodzeniu córki, mieszkaliśmy z moją mamą. Na drodze do zmiany mojego życia stanął ksiądz, który odwiedzał nas po kolędzie. On poinformował mnie o grupie samopomocowej dla rodzin, która działała w naszej parafii oraz zaprosił mnie na spotkanie opłatkowe Maksymiliańskiego Ruchu Trzeźwości. Pomoc tę przyjęłam za pierwszym razem, bez żadnego, wahania lecz ze strachem. Byłam bezsilna, wystraszona. Wykończona fizycznie i duchowo wobec sytuacji, jaka panowała w rodzinie z powodu alkoholizmu mojego męża......

 

 

....żyłam beznadziejnie. Jedna wielka huśtawka. Raz dobrze raz źle. Wszystko toczyło się w zależności od tego, co mój mąż nawywija. Ciągle żyłam w niepewności, strachu, lęku o to, co może się jeszcze wydarzyć przykrego. Było to nie do wytrzymania, ale ja to znosiłam. Nie wierzyłam, że sama mogę sobie poradzić w życiu. Nie dałabym sobie rady ani finansowo, ani psychicznie. Przerażała mnie taka perspektywa, ale żyłam tak dalej, bo nie widziałam możliwości żeby coś zmienić. Jedynie, co mi przychodziło do głowy to tłumaczenie mu, proszenie, straszenie, awantury..... Robiłam się coraz bardziej zgorzkniała, niezaradna, zaniedbana....., Myślami ciągle byłam przy nim i jego problemach. Moje życie stało się straszne. Ciągłe narzekania, płacz, odgrażanie się.... Zapomniałam jak powinno się żyć? Dawałam się nabierać na jego głupie gadki, oskarżenia, przeprosiny, obietnice. Żyłam w obłędzie i nic nie umiałam zrobić z tym. Wstyd przed ludźmi towarzyszył mi wszędzie. Żyłam tak i łudziłam się, że może tym razem on się zmieni, że coś zrozumie. Liczyłam na to i byłam święcie przekonana, że jeśli on tylko się zmieni to będzie wszystko znowu w porządku. Ale tak ciągle nie było........?!

 

.....Gdy poznałam męża wiedziałam, że lubi wypić, że codziennie musi być chociaż piwo. Pochodzę z domu, gdzie tata pił alkohol, wiedziałam, że ojciec męża również pije, ale myślałam, że gdy się pobierzemy i będą dzieci to mąż przestanie pić?? Myślałam, że moja miłość i mój spokój zmienią wszystko. Trwało to 12 lat, było coraz gorzej, coraz więcej alkoholu, awantur, złości i nienawiści. Miłość u mnie przeplatała się z nienawiścią do męża, do jego rodziny. Winiłam go za wszystko. Kiedyś po wielkiej awanturze poszłam do kościoła, przystąpiłam do spowiedzi i powiedziałam wszystko księdzu. Ksiądz był osobą, której się posłuchałam, pierwszy raz poszłam na grupę z duszą na ramieniu. Tam zobaczyłam, że można zmienić swoje życie i pomóc sobie i innym................?!

 

......Jeszcze przed ślubem, w narzeczeństwie, zorientowałam się, że mój chłopak pije za dużo. Do ślubu było już niedaleko. Kiedy zgłosiłam się do księdza i opowiedziałam mu o swoich wątpliwościach, ksiądz długo ze mną rozmawiał, tłumaczył, proponował, aby poczekać jeszcze ze ślubem? Rozmawiał ksiądz też z moich chłopakiem. Jednak podjęliśmy sami decyzję o ślubie. Ja wtedy nie chciałam uznać, że mój chłopak może być alkoholikiem? Na grupę trafiłam na krótko przed ślubem, dzięki informacji od księdza. W 1992 roku jeszcze nie wierzyłam, że potrzebuję pomocy, zrozumiałam to dopiero po ślubie, gdy mój mąż rozkręcił się z piciem na dobre.........?

 

........Byłam mężatką, dwoje dzieci, pracowałam zawodowo, mieszkałam w domu teściów – własne mieszkanie. Tam się wszystko rozpoczęło, gehenna życia z alkoholikiem, rozwód, wyprowadzka - ucieczka do spokojnego życia, bez pijanego nękania mnie i dzieci. Po raz pierwszy znalazłam się nas grupie samopomocowej raczej z poczucia obowiązku, po pierwszym obozie rodzinnym w Sulęczynie. Nie czułam osobiście takiej potrzeby. Główną motywacją do zmiany mojej wcześniejszej sytuacji były stany lękowe mojej wówczas siedmio letniej córki. Właśnie z tego powodu zaczęłam szukać pomocy. Bardzo ważną rolę w tej decyzji odegrali psycholog z przechodni, gdzie pracowałam oraz ksiądz. Tak naprawdę to ja szukałam pomocy dla własnego dziecka. Byłam bardzo zdziwiona, gdy psycholog zaczął pytać się przed laty jeszcze, o moją sytuację domową? Czy ja potrzebowałam pomocy? Na tamten czas tak nie myślałam, chociaż motywacją do zmiany mojego życia, było to, że zrozumiałam, że mam prawo do własnej godności!! Dopiero wtedy zaczęłam szukać pomocy dla siebie i moich dzieci............?!

 

...........Podejmowałam wiele prób ratowanie mojej rodziny i małżeństwa. Alkoholizm mojego męża spowodował, że zamknęłam się zupełnie. Podejmowałam wiele różnych decyzji w moim domu w stosunku do męża, nawet szantaż, że odejdę. Ale nie wiedziałam, dokąd? Odstawiłam go od jedzenia, przestałam mu prać,........ Płakałam, żądałam a on składał solenne obietnice, że przestanie pić, a to wszystko na nic. Byłam sama, nie miałam koleżanek, znajomych. O moich problemach mogłam rozmawiać tylko z moją siostrą. Zdawałam sobie sprawę, że swoim zachowaniem krzywdziłam dzieci. Modliłam się żądając od Boga pomocy, użalałam się nad sobą, to było straszne. Tak szły lata. Trochę pod presją siostry, szwagra i mojego brata podejmowałam już odważniejsze kroki szukania pomocy. Największy wpływ miała spowiedź, kiedy ksiądz wysłuchał mnie do końca, porozmawiałam o swojej sytuacji, zrzuciłam wtedy z siebie cały ciężar lęku, wstydu, bólu. Obiecałam wtedy księdzu, że pójdę na spotkanie grupy samopomocowej, ale dopiero.....Po trzeciej spowiedzi. Zostałam tam aż do tej pory. Dowiedziałam się, że mogę zmienić moje życie, tam znalazłam spokój, radość i pogodę ducha, znalazłam przyjaciół............?!

 

............Najstarsza córka miała wtedy miesiąc. Przebywałam na urlopie wychowawczym. Znalazłam się w punkcie bez wyjścia, ogarnęła mnie beznadziejność, brak przyszłości. Rodzina zastraszona przez męża alkoholika, dzieci bojące się ojca, bojące się również mnie ciągle wrzeszczącej i złej na nie i na cały świat. Zamknięte w sobie i chodzące cicho na paluszkach żeby nikogo nie drażnić. Spotkanie w konfesjonale z księdzem zmieniło trochę moje nastawienie do problemu. Długo nie mogłam zrozumieć tego, że ja mam się zmieniać, przecież to mój mąż ma problem. To on musi przestać pić, a wszystko będzie dobrze........?!

 

............Mam męża, dwójkę dzieci, mieszkanie, swoją pracę, wydawało się, że nic do szczęścia mi nie potrzeba. A jednak picie mojego męża, jego niesłowność ciągle nie dawało mi spokoju. W momencie zagrożenia i niepewności stale krzyczałam. Przerażone dzieci, wstyd przed sąsiadami, oddawanie pożyczonych pieniędzy przez męża, niepewność dołowały mnie. Nosiłam to w sobie, ale bywały momenty, że nie mogłam wytrzymać. Chciałam z kimś porozmawiać, dlaczego tak musi być? Odważyłam się powiedzieć o tym księdzu. Uwierzyłam, że Pan Bóg stawia na naszej drodze ludzi i przez nich nam pomaga. Cieszę się dziś, że wtedy się odważyłam i powiedziałam o moim problemie........?!

 

 

 

Moje nowe życie, moje odkrycie wspólnoty i Boga!

 

......Na grupie usłyszałam, że mam prawo do godnego życia, zrozumiałam, że ja też mogę i muszę się zmieniać. Na spotkania chodziłam systematycznie, nie mogłam się ich doczekać. Dużo słuchałam, powiedziano też, że najpierw chodzą nogi a potem głowa? Odzyskiwałam wiarę w siebie, a po rozwiązaniu problemu z moim mieszkaniem zrozumiałam, że jednak i Bóg jest obecny w moim życiu. Zmieniam się ja i moje dzieci, dzięki temu, że nasze życie staram się opierać na Bogu. Wspólne wyjazdy pomagają mi i moim dzieciom. Prawie wszystkiego musimy uczyć się od nowa. Stare życie pozostawiło na nas wszystkich wiele ran. Cieszę się, kiedy widzę jak dzieci się zmieniają, stając się odważniejsze, wesołe, mimo tego, co przeszły i słyszały? Dzięki katechezom zaczynam więcej rozumieć, wiedzieć. Słowa Pisma Świętego są dla mnie bardzo ważne i wiele mnie uczą. Na dziś nie wyobrażam sobie, żebym opuściła Mszę św., albo nie mogła przyjąć Komunii św. Systematyczna spowiedź jest jeszcze dla mnie trudna, ale pomocna, jeśli chcę pozbyć się poczucia winy. Uczy pokory przed Bogiem, jeśli On mi przebaczył moje grzechy, to ja muszę umieć przebaczyć nawet moim największym krzywdzicielom, wrogom? Dziś moje życie wygląda inaczej, mimo że mój mąż odszedł od nas? Żyję z dziećmi, jestem wierna przysiędze małżeńskiej. Wiemy, co to spokój, bezpieczeństwo, jakaś stabilizacja. Czuję potrzebę duchowego rozwoju, wiem, że dzięki temu będę mogła żyć w sposób bardziej wartościowy. Chcę, aby moje życie miało sens..............?!

 

 

........Dziś mam troje dzieci, trwam w moim małżeństwie. Od ośmiu lat trwam w abstynencji. Mój mąż obchodził w tym roku 7 rocznicę abstynencji. Oboje pracujemy. Ja dalej uczęszczam na grupę samopomocową Al.-anon. Cieszę się, że z moim problemem wyszłam z czterech ścian mojego domu i poprosiłam o pomoc. To było też moje zwycięstwo – pokonać wstyd, że alkoholizm to choroba, którą trzeba poznać i leczyć. Mój plan duchowego rozwoju na dziś to: modlitwa, sakramenty św., pielgrzymki, czuwania, częsta spowiedź, rozmowy, katecheza. Chcę iść tą drogą, chcę iść za Jezusem, którego znalazłam na swojej drodze! Mam w sobie pogodę ducha, czuję się potrzebna innym, powoli uczę się akceptacji i zrozumienia siebie, oraz wszystkich poranionych osób wokół mnie. Praca nad sobą – to zadanie do końca mojego życia. Moje życie się zmienia i ma sens..............?!

 

........Obecnie sama wychowuję moich dwóch synów. Mąż mój nie żyje od trzech lat. Początkowo nie mogłam się z tym pogodzić. Muszę dziś dla moich synów być jednocześnie ojcem i matką, to trudne zadanie. Dziękuję Bogu za mojego męża, że postawił go na mojej drodze, bo dzięki niemu w moim życiu nastąpiła przemiana. Odkryłam, że czasem trzeba coś utracić, aby wiele zyskać! Pomagają mi, na co dzień: modlitwa, czytanie Pisma Świętego, wyjazdy i katechezy. Podczas ostatniego wyjazdu odkryłam też, że miłość trzeba pielęgnować i na nowo odkrywać w drugim człowieku....?

 

 

...........Obecnie nie pracuję zawodowo, przejście na emeryturę było dla mnie ciężkim doświadczeniem. Potrzebowałam wsparcia. Wielką pomocą była wspólnota. To wypróbowani przyjaciele, a mam ich wielu. Uważam i mam taką potrzebę, aby pośród nas był kapłan, który leczy nasze dusze. Znam ich wielu, którzy pomagają ludziom poranionym przez alkoholizm. Moje życie się zmieniło, dziękuję za to Bogu!...........?!

 

 

 

 

 

 

...........Trudno mi mówić jeszcze o duchowej przemianie. Myślę, że ten proces cały czas będzie trwał. Po tej wcześniejszej zwariowanej sytuacji w moim domu i małżeństwie, uwierzyłam, że Bóg jest, że modlitwa ma sens, moje życie ma sens. Cieszą się dzieci. Pomagają mi wyjazdy do Wieżycy, gdzie rozważamy fragmenty Pisma Świętego, gdzie uczymy się wspólnej rodzinnej zabawy i bycia ze sobą. Na samą myśl o wyjeździe, czy pielgrzymce, cieszę się bardzo, nie wspomnę tutaj moich dzieci. Jestem z siebie zadowolona, przede wszystkim za to, że pokonałam własny wstyd i zgłosiłam się po pomoc, że przełamałam się! Wielką radością jest dla mnie modlitwa, spowiedź, Komunia święta, różaniec rodzinny................?!

 

 

...............Dzisiaj już jestem zdecydowana zostawić kierowanie moim życiem – Bogu! Dziś idę do Niego ze swoimi bólami, niepowodzeniami, grzechami. Do niedawna jeszcze chciałam odgrywać rolę „Boga” w stosunku do mojego męża. Nawet nie zdawałam sobie z tego sprawy, ale tak było. Mówiłam mu, że trzeba wierzyć w Boga, że musi się zmienić....Na każdym kroku napominałam mojego męża, że coś trzeba zrobić. Nie pytałam go wcale czy on to chce. Teraz wiem, że nic na siłę??? Dzisiaj chcę zmieniać moje życie, rozmawiam i pytam innych. Przestałam się wstydzić, nie przejmuję się tym, co powiedzą inni? To trudne, ale tak trzeba. Potrafię kochać dzieci, kocham je bardzo, są dla mnie wszystkim!! Swoich bliskich, rodzinę, rodziców – też kocham. Jest to inna miłość niż jeszcze tak niedawno? Jest to miłość bardziej dojrzała. Potrafię powiedzieć moim bliskim, że ich kocham, wcale się tego nie wstydzę. Nie wiem natomiast, czy potrafię kochać męża? Boję się go jeszcze? Nie chcę znowu przeżywać rozczarowania, skrzywdzenia? Boje się, żeby nie wróciło rozczarowanie, smutek, ból, wspomnienia z przeszłości?? Tutaj może pomóc mi tylko Jezus. Sakrament pokuty pomaga mi przebaczyć sobie i bliźniemu! Jezus daje mi nową nadzieję i siłę! Dzisiaj znalazłam sens mojego życia, również i dla trójki moich dzieci! Moje życie się zmieniło, cieszę się, że potrafię się śmiać, cieszyć. Jestem spokojna o męża, jeśli będzie chciał to wie, gdzie szukać pomocy? Jestem wierna jednej miłości, a praca nad sobą to zadanie na nową przyszłość. Modlę się i wołam o pomoc do Boga, o moje wewnętrzne uzdrowienie, o uzdrowienie mojej rodziny. Pamiętam o częstej spowiedzi i o rozmowie z kapłanem. Uczęszczam też na terapię w ośrodku. Wiem, że warto się trudzić. Efekty już są a inne przyjdą. Warto iść dalej i nie wracać do przeszłości.......................?!

 

Jeśli alkohol jest lub zaczyna być problemem w twoim życiu lub twoich bliskich? Szukaj pomocy i zadzwoń..... Grup samopomocowych jest wiele, zapytaj twojego duszpasterza, spowiednika, lekarza......... TEN CHOROBLIWY UKŁAD MOŻNA ZMIENIĆ,                                                            WYMAGA JEDNAK PROFESJONALNEJ POMOCY!!!

 

 

 

 

Kuria Metropolitalna Gdańska

ul. Biskupa Edmunda Nowickiego 1
80-330 Gdańsk Oliwa

tel.:(+48 58) 552-00-51
fax.: (+48 58) 552-27-75
kuria@diecezja.gda.pl

od poniedziałku do piątku w godz. 9.00 - 13.00