Pątnicy dotrą na Jasną Górę 12 sierpnia, a dwa dni później zakończą wędrówkę w Piekarach Śląskich. 45. Kaszubska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę na trasie - 2 sierpnia 202645. Kaszubska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę - wejście do Chełmna - 2 sierpnia 202645. Kaszubska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę - u sióstr szarytek w Chełmnie - 2 sierpnia 2026
Uczestnicy 45. Kaszubskiej Pieszej Pielgrzymki 2 sierpnia zatrzymali się w Chełmnie. Dorota z Częstochowy idzie, by podziękować za lata pracy i modlić się za syna. Siostry szarytki czekają na grupę z posiłkiem oraz intencjami, które powierzają pątnikom. Jak przypomina ks. Robert Jahns, w tej drodze najważniejsi są ludzie i ich historie - te, których nie sposób wpisać w żaden plan trasy.
Najtrudniejszy nie zawsze jest pierwszy dzień. Czasami kryzys przychodzi później, kiedy znika początkowy entuzjazm, zmęczenie nie mija po nocy, a rano trzeba ponownie założyć buty na obolałe stopy.
Dorota z Częstochowy przekonała się o tym już po kilku dniach. Wyruszając z Kaszubską Pieszą Pielgrzymką, wiedziała, że wybrała najdłuższą i jedną z najbardziej wymagających tras prowadzących na Jasną Górę. Czym innym jest jednak świadomość czekających trudności, a czym innym chwila, w której ciało zaczyna odmawiać posłuszeństwa.
- Po pierwszych trzech dniach przyszło ogromne zwątpienie, czy dam radę. Było to przede wszystkim zmęczenie fizyczne, ale ono bardzo szybko przechodzi także na psychikę. Pomyślałam wtedy, że chyba jednak nie dam rady. Najbardziej dokuczał mi ból nóg, bo nie mam takiego przygotowania, które pozwalałoby bez problemu pokonywać każdego dnia tak długą drogę - opowiada.
Nie trenowała wcześniej wielodniowych marszów. Z każdym dniem coraz mocniej czuła w nogach przebyte kilometry, a perspektywa kolejnego długiego odcinka przestała być jedynie liczbą zapisaną w planie. Stała się bólem, który trzeba przyjąć, i pytaniem, na które każdego poranka należy odpowiedzieć od nowa: wstaję i idę, czy zostaję?
- To się łatwo mówi, kiedy idzie się jeden, dwa albo trzy dni. Ale kiedy człowiek wstaje piątego czy szóstego dnia i wie, że znowu ma przed sobą co najmniej 30 kilometrów, a czasami prawie 40, robi się naprawdę ciężko. Nogi już bolą, człowiek jest zmęczony, a mimo to musi ruszyć. Pomaga mi siła psychiczna i to, że bardzo chcę. Naprawdę bardzo chcę dojść. To pragnienie pozwala mi przezwyciężać trudności i wszystkie niedogodności. Jest ciężko, ale warto. Naprawdę warto - zapewnia Dorota.
To nie jest jej pierwsze spotkanie z pielgrzymowaniem. Jako studentka chodziła na Jasną Górę z pielgrzymkami warszawskimi. Od tamtej pory minęło jednak 35 lat. Potem przyszła praca w szkole, rodzina, obowiązki i codzienność, która nie zawsze układa się zgodnie z wcześniejszymi planami. - Obiecywałam sobie, że kiedy będę mogła, znowu zacznę chodzić. Właściwie mogłam, bo pracowałam w szkole, ale jakoś nie było mi to dane. Teraz zakończyłam pracę i przechodzę na emeryturę. Pomyślałam więc, że będzie to dobry moment, żeby podziękować za te wszystkie lata - mówi.
Wędrówka stała się dla niej symboliczną granicą pomiędzy dwoma etapami życia. Nie chciała kończyć pracy zawodowej wyłącznie pożegnaniem, uroczystością czy wspomnieniami. - Idę w podziękowaniu za pracę, za dzieci i za całą rodzinę. Niosę również intencję mojego syna. Właśnie z tym wszystkim wyruszyłam. Chciałam podziękować, ale też powierzyć Bogu to, co nadal jest dla mnie ważne i o co wciąż się martwię - wyjaśnia.
45. Kaszubska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę na trasie - 2 sierpnia 2026
Wioleta Żurawska /Foto Gość
Wybrała Kaszubską Pieszą Pielgrzymkę, choć jej uczestnicy wyruszają z Helu i przez kolejne tygodnie przemierzają Polskę. Dorota sama pochodzi z Częstochowy. Idzie więc do miejsca, które zna od lat, ale tym razem zbliża się do niego w zupełnie inny sposób. Jasna Góra nie jest już tylko sanktuarium znajdującym się w jej mieście. Staje się celem, do którego prowadzi każdy bolesny krok. - Na pielgrzymce zawsze kogoś się poznaje i wszyscy są dla siebie bardzo życzliwi. Poznałam tutaj prawie swoją córkę - Katarzynę. To młoda dziewczyna, ma 26 lat, a moje dzieci są już po trzydziestce. Różnica wieku nie przeszkadza nam jednak być blisko. Właśnie to jest fantastyczne. Bardzo się cieszę, że mogę tutaj być i uczestniczyć w tej pielgrzymce - mówi Dorota.
W jej głosie zmęczenie nie wyklucza radości. Jedno istnieje obok drugiego. Ból przypomina o ograniczeniach, ale spotkani po drodze ludzie pomagają o nich na chwilę zapomnieć.
Ktoś już na nich czeka
Kiedy 2 sierpnia pielgrzymi docierają do Chełmna, w klasztorze sióstr szarytek wszystko jest już przygotowane. Czeka gorący posiłek i coś słodkiego. Przede wszystkim czekają jednak same siostry. Przyjmują Kaszubów każdego roku. Znają rytm tego spotkania: pojawienie się zmęczonej grupy, odkładane plecaki, posiłek, krótkie rozmowy i odpoczynek, który zawsze kończy się zbyt szybko.
Dla s. Anny przygotowania nie zaczynają się jednak w kuchni. - Najpierw modlimy się za pielgrzymów, żeby szczęśliwie doszli do celu, zrealizowali swoje postanowienia i mieli siłę. Dopiero później przygotowujemy się fizycznie. Gotujemy zupę, od rana robimy kanapki, przygotowujemy wodę, ciasto i miejsce do odpoczynku. Potem jesteśmy tutaj, żeby ich przyjąć i obsłużyć. Angażuje się około dziesięciu sióstr, właściwie wszystkie, które mogą. Te, które mają służbę na oddziałach albo inne obowiązki, muszą tam pozostać, ale pozostałe przychodzą do pielgrzymów - opowiada szarytka.
Siostry nie traktują przyjęcia grupy jak kolejnego zadania do wykonania. Na ten dzień rzeczywiście czekają. Pielgrzymi przywożą ze sobą historie z drogi, pytania i świadectwa. Sami natomiast są ciekawi życia za klasztornymi murami. - Każde takie spotkanie coś wnosi. Pielgrzymi pytają nas o różne rzeczy, zwłaszcza o nasze życie zakonne. Myślę, że osoby, które nigdy nie były na pielgrzymce, są ciekawe samej drogi, ale pielgrzymi z kolei chcą dowiedzieć się czegoś o nas. Jako młoda siostra sama chodziłam na pielgrzymki, wędrowałam z grupą bydgoską, więc wiem, czym jest ten trud. A może dzięki takim rozmowom w kimś zrodzi się również myśl o powołaniu? Dałby Bóg, żeby tak się stało - przyznaje s. Anna.
45. Kaszubska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę - wejście do Chełmna - 2 sierpnia 2026
Wioleta Żurawska /Foto Gość
Spotkania są krótkie, ale nie pozostają bez znaczenia. Siostry podają zupę i kanapki, pytają o drogę, słuchają odpowiedzi. Pielgrzymi odpoczywają, ale wraz z jedzeniem otrzymują coś jeszcze – świadomość, że ktoś oczekiwał ich przyjścia i wcześniej się za nich modlił. Gospodynie klasztoru także mają prośbę. - To jest obustronna korzyść. My ich przyjmujemy i staramy się dać im wszystko, czego w tej chwili potrzebują, a im powierzamy nasze intencje. Prosimy tych, z którymi rozmawiamy, żeby zabrali nasze sprawy na Jasną Górę i pozdrowili od nas Matkę Bożą. W ten sposób, chociaż same pozostajemy tutaj, jakaś część nas idzie razem z nimi - mówi siostra.
Nie tylko pogoda
Tego dnia w grupie idzie około 140 osób. Są stali uczestnicy, dobrze znający pielgrzymkowy rytm, i debiutanci, którzy dopiero odkrywają, ile kosztuje codzienne wstawanie i ruszanie w dalszą drogę. Każdy przyniósł własną historię oraz intencje, o których nie zawsze chce opowiadać.
Ks. Robert Jahns, kierownik Kaszubskiej Pieszej Pielgrzymki, na pytanie, jak się idzie, odpowiada, że wspaniale. - Pogoda nam dopisuje. Trochę nas poprzedniego dnia zlało, ale był to właściwie jedyny deszcz, który do tej pory nas złapał. Warunki są więc bardzo dobre do maszerowania. Jeszcze ważniejsze od pogody jest jednak to, jaki jest stan ducha i nastrój panujący w grupie. Liczy się radość, którą dzielimy się między sobą. Każda pielgrzymka jest w jakiś sposób wyjątkowa, ale w tym roku rzeczywiście idziemy w bardzo dobrej grupie - podkreśla.
Kapłan szczególnie mocno dostrzega gotowość pątników do pomagania. - Ludzie są radośni, chętnie sobie pomagają i angażują się w różne rzeczy. Można powiedzieć, że rwą się do różnych posług i aktywności. Nie czekają, aż ktoś wszystko za nich zrobi, ale sami współtworzą tę pielgrzymkę. Dzięki temu jest naprawdę dobra atmosfera, która udziela się całej grupie. To bardzo pomaga, zwłaszcza wtedy, kiedy zaczyna brakować sił - mówi ks. Jahns.
Pielgrzymka powstaje każdego dnia z setek drobnych gestów. Ktoś poda wodę, poczeka na słabszą osobę, opatrzy stopy, poniesie potrzebny sprzęt albo znajdzie odpowiednie słowa, gdy ktoś obok zacznie wątpić. Równie ważni są ludzie spotykani po drodze. Ich zaangażowanie ks. Robert nazywa drugą radością, która udziela się pielgrzymom. - Towarzyszą nam radość i entuzjazm ludzi, którzy nas goszczą. Jest nas obecnie około 140 osób, więc tworzymy dosyć liczną grupę. Mimo to wszędzie jesteśmy przyjmowani z wielką gościnnością, otwartością i ogromnym sercem. Niczego nam nie brakuje. Pan Bóg troszczy się o nas przez tych dobrych ludzi i zapewnia nam wszystko, czego potrzebujemy, żeby odpocząć, nabrać sił i ruszyć w dalszą drogę - podkreśla.
W Chełmnie ta troska ma smak zupy przygotowanej przez siostry i kanapek robionych od rana. W innych miejscach będzie miała postać kubka wody, miejsca do spania, opatrunku albo dobrego słowa wypowiedzianego przez kogoś stojącego przy drodze.
Jubileusz przeżywany każdego roku
Tegoroczna Kaszubska Piesza Pielgrzymka odbywa się po raz 45. Z okazji jubileuszu po dotarciu na Jasną Górę grupa nie zakończy wędrówki, lecz pójdzie dalej - do Piekar Śląskich.
Ks. Robert nie chce jednak, aby rocznica przesłoniła istotę pielgrzymowania. - Każda pielgrzymka, niezależnie od tego, czy przypada bardziej, czy mniej okrągła rocznica, jest sama w sobie wydarzeniem szczególnym i czasem łaski. To, o co chodzi w jubileuszu, czyli uświęcenie czasu i świętowanie, jest właściwie obecne na każdej pielgrzymce. Pod tym względem tegoroczna droga niewiele różni się od tego, co przeżywaliśmy rok, dwa, pięć czy dziesięć lat temu - zauważa.
45. Kaszubska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę - u sióstr szarytek w Chełmnie - 2 sierpnia 2026
Wioleta Żurawska /Foto Gość
Widocznym znakiem 45. edycji będzie przede wszystkim przedłużenie drogi. W uroczystym wejściu wezmą udział także związani ze Śląskiem pątnicy, którzy założą swoje regionalne stroje. - Kiedy będziemy wchodzić do Częstochowy, a później do Piekar Śląskich, obok strojów kaszubskich pojawią się również stroje śląskie. Myślę, że będzie to piękna forma uczczenia jubileuszu. Przede wszystkim jednak idziemy z radością, w duchu wdzięczności Panu Bogu i w duchu świętowania - tak jak każdego roku - dodaje kierownik pielgrzymki.
Po odpoczynku w Chełmnie trzeba ponownie założyć plecak i ruszyć. Siostry pozostają w klasztorze, ale ich intencje idą dalej razem z grupą. Dorota również wraca na trasę. Nogi wciąż bolą, a do Częstochowy pozostało jeszcze wiele dni wędrówki. Nie wie, czy następnego ranka ponownie nie pojawi się zwątpienie. Wie jednak, dlaczego chce wstać. Idzie podziękować za lata pracy, rodzinę i dzieci. Idzie w intencji syna. Idzie również dlatego, że 35 lat temu obiecała sobie, iż kiedyś powróci na pielgrzymkową drogę. - Jest ciężko, zwłaszcza kiedy człowiek pomyśli, ile jeszcze kilometrów przed nim. Ale spotyka się tutaj niezwykle życzliwych ludzi. I nawet jeśli przychodzi zwątpienie, to pragnienie, żeby iść dalej, jest silniejsze. Dlatego naprawdę warto - mówi. I robi następny krok.
Archidiecezja Gdańska