W czasie przemarszu żołnierze nieśli portrety zamordowanych w 1946 r. bohaterów. Uroczystości na Cmentarzu Garnizonowym - fragment przemówienia min. Jana J. KasprzykaUroczystości na Cmentarzu Garnizonowym - fragment przemówienia prezesa Karola Polejowskiego z IPN
Tysiące uczestników i wspólny hołd dla bohaterów. Gdańsk uczcił 80. rocznicę śmierci Danuty Siedzikówny "Inki" i Feliksa Selmanowicza "Zagończyka". Uroczystości na Cmentarzu Garnizonowym zakończyła efektowna oprawa przygotowana przez kibiców.
Obchody rozpoczęła Msza św. w Bazylice Mariackiej. Następnie ulicami Gdańska ruszył uroczysty pochód pod hasłem "Inka i Zagończyk. Pamiętamy o bohaterach”. Jego uczestnicy nieśli wielką biało-czerwoną flagę. Trasa prowadziła m.in. ulicami Piwną, Szeroką, Hucisko i 3 Maja.
Szczególnym momentem przemarszu było zatrzymanie przy Areszcie Śledczym przy ul. Kurkowej. To właśnie w gdańskim więzieniu 28 sierpnia 1946 roku wykonano wyroki śmierci na "Ince” i "Zagończyku”.
Kulminacją obchodów były uroczystości na Cmentarzu Garnizonowym, gdzie dziś spoczywają oboje bohaterowie. Przy ich grobach zgromadzili się przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, Instytutu Pamięci Narodowej, Wojska Polskiego, środowisk kombatanckich i antykomunistycznych, harcerze, młodzież, mieszkańcy Gdańska oraz goście przybyli z różnych części kraju. W uroczystościach uczestniczyli także działacze antykomunistyczni Joanna i Andrzej Gwiazdowie.
Wyraźnie widoczne były również środowiska kibicowskie. Do Gdańska przybyły delegacje kibiców, m.in. Lechii Gdańsk, Zawiszy Bydgoszcz i Bałtyku Gdynia. Wspólnie z pozostałymi uczestnikami oddali hołd "Ince” i "Zagończykowi”, pokazując, że pamięć o żołnierzach podziemia niepodległościowego pozostaje żywa także w środowiskach kibicowskich.
Na Cmentarzu Garnizonowym można było spotkać ludzi, którzy specjalnie na rocznicowe obchody pokonali setki kilometrów. Wśród nich była pani Anna z Bydgoszczy.
- Przyjechałam tutaj, bo 28 sierpnia to ważna data i nie możemy o niej zapominać. "Inka” i "Zagończyk” zapłacili życiem za wierność Polsce i swoim przekonaniom. Jesteśmy im winni pamięć i szacunek. Chciałam być dzisiaj przy ich grobach i osobiście oddać im hołd - mówiła.
Z Podlasia przyjechała Joasia, harcerka, dla której historia niespełna osiemnastoletniej Danuty Siedzikówny jest także opowieścią o wartościach ważnych dla współczesnego młodego pokolenia.
- "Inka” pokazuje nam, czym są odwaga, honor i wierność wartościom. Była bardzo młoda, a mimo tego w najtrudniejszej chwili nie wyrzekła się tego, w co wierzyła. Dla mnie jest wzorem postawy prawdziwej Polki. Chcę pamiętać o takich ludziach i przekazywać tę pamięć dalej - podkreślała Joasia.
Takich osób było tego dnia więcej. Starsi i młodsi, harcerze, kibice, rodziny z dziećmi, mieszkańcy Gdańska i osoby, które przyjechały z odległych części Polski. Obok oficjalnych delegacji stali ludzie, którzy pojawili się na Cmentarzu Garnizonowym z własnej potrzeby pamięci i oddania hołdu bohaterom.
Jednym z najbardziej osobistych momentów uroczystości było wystąpienie Anny Tertel, wnuczki siostry Danuty Siedzikówny. Apelowała, by pamiętać o "Ince” nie tylko jako o symbolu i bohaterce znanej z podręczników historii, lecz również jako o młodej dziewczynie, której brutalnie odebrano życie.
- Historyk powie nam, gdzie była i z kim walczyła. Rodzina pamięta człowieka, a ten nigdy nie składa się wyłącznie z wielkich czynów. Składa się także z drobiazgów: sposobu, w jaki się śmiał, tego, co lubił, z relacji z bliskimi. Pamiętajmy "Inkę” nie tylko jako sanitariuszkę, łączniczkę i żołnierza podziemia niepodległościowego, ale także jako młodą kobietę, której brutalnie odebrano życie - mówiła Anna Tertel.
Jej słowa nadały obchodom szczególnie osobisty wymiar. Za jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli polskiego podziemia niepodległościowego stała przecież siedemnastoletnia dziewczyna, która za wierność swoim wartościom zapłaciła najwyższą cenę.
Uroczystości na Cmentarzu Garnizonowym - fragment przemówienia min. Jana J. Kasprzyka
Piotr Piotrowski /Foto Gość
Podczas uroczystości Kancelarię Prezydenta RP reprezentował doradca prezydenta Jan Józef Kasprzyk. Przekazując pozdrowienia od prezydenta Karola Nawrockiego, podkreślił, że "Inka” i "Zagończyk” należeli do pokolenia, dla którego wolność Polski była wartością nadrzędną.
- Należeli do pokolenia, dla którego niepodległość była absolutem. Inka w swoim krótkim grypsie przekazała nam testament tamtego pokolenia. W słowach "zachowałam się jak trzeba” jest wszystko: duma, honor i przywiązanie do najpiękniejszych wartości, których nawet w obliczu śmierci nie można zdradzić - mówił Jan Józef Kasprzyk.
Do odpowiedzialności za zachowanie pamięci o bohaterach podziemia niepodległościowego nawiązał zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej dr hab. Karol Polejowski. - Osiemdziesiąt lat temu komunistyczni zbrodniarze, zdrajcy i zaprzańcy na usługach Moskwy, zamordowali dwójkę polskich patriotów - mówił.
Jak podkreślił, śmierć "Inki” i "Zagończyka” nie oznaczała klęski wartości, którym pozostali wierni. - Jestem głęboko przekonany o tym, że kiedy oddawali oni życie, to widzieli Polskę wolną i czystą jak łza. Tak jak śpiewali w hymnie 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej - powiedział Karol Polejowski.
Zwracając się do uczestników uroczystości zaznaczył, że pamięć historyczna nie może ograniczać się do kolejnych rocznic. - My dzisiaj, polscy patrioci zgromadzeni tutaj, w Gdańsku, jesteśmy zobowiązani do tego, aby tę tradycję, tę historię i te wartości kultywować i przenieść w przyszłe pokolenia - podkreślił.
Wiceprezes IPN zapowiedział również kontynuację poszukiwań bezimiennych miejsc pochówku kolejnych żołnierzy podziemia niepodległościowego. - Praca Instytutu Pamięci Narodowej jest jeszcze daleka od zakończenia. Musimy odnaleźć dowódcę "Inki”, porucznika Zdzisława Badochę "Żelaznego”, a także ich towarzyszy broni - zadeklarował.
Uroczystości na Cmentarzu Garnizonowym - fragment przemówienia prezesa Karola Polejowskiego z IPN
Piotr Piotrowski /Foto Gość
Danuta Siedzikówna "Inka” urodziła się 3 września 1928 roku. W wieku 15 lat złożyła przysięgę Armii Krajowej i odbyła szkolenie sanitarne. W czerwcu 1946 roku została wysłana do Gdańska po zaopatrzenie medyczne. Tutaj aresztował ją Urząd Bezpieczeństwa. Po ciężkim śledztwie została skazana na karę śmierci.
Razem z nią zginął Feliks Selmanowicz "Zagończyk”, doświadczony żołnierz, który jako ochotnik uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku. W czasie II wojny światowej służył m.in. w 3 i 5 Wileńskiej Brygadzie AK mjr. Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki”. Został aresztowany w lipcu 1946 roku.
Wyroki na "Ince” i "Zagończyku” wykonano 28 sierpnia 1946 roku. Przez kolejne dziesięciolecia miejsce ukrycia ich szczątków pozostawało nieznane. Komunistyczne władze próbowały odebrać im nie tylko życie, ale także grób i pamięć. Szczątki odnaleziono na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku. 1 marca 2015 roku Instytut Pamięci Narodowej poinformował, że badania genetyczne potwierdziły identyfikację Danuty Siedzikówny. W czerwcu 2016 roku IPN ogłosił, że odnalezione obok męskie szczątki należą do Feliksa Selmanowicza. Rodziny zdecydowały o ich wspólnym pochówku. 28 sierpnia 2016 roku, dokładnie 70 lat po egzekucji, na Cmentarzu Garnizonowym odbył się uroczysty państwowy pogrzeb. Danuta Siedzikówna została pośmiertnie awansowana na stopień podporucznika, a Feliks Selmanowicz na podpułkownika.
Dziesięć lat później uczestnicy obchodów ponownie stanęli przy ich grobach. Odbył się uroczysty apel pamięci, a modlitwę poprowadził bp Wiesław Szlachetka. Przedstawiciele instytucji, organizacji i licznych środowisk złożyli kwiaty i zapalili znicze. Mocnym finałem obchodów była oprawa przygotowana przez kibiców. Gdy uroczystości dobiegały końca, na Cmentarzu Garnizonowym zapłonęły race. Ich blask rozświetlił miejsce spoczynku "Inki” i "Zagończyka”, tworząc symboliczną oprawę kończącą rocznicowe obchody.
Osiemdziesiąt lat temu komunistyczni oprawcy chcieli, by po zamordowanych żołnierzach nie pozostał nawet grób. Dziś przy ich mogiłach gromadzą się ludzie przyjeżdżający z całej Polski, by powiedzieć, że pamiętają.
Archidiecezja Gdańska