- Pielgrzymka jest czasem odkrywania dobra ukrytego w sercu, ale także mierzenia się z tym, co je zagłusza - mówił bp Piotr Przyborek podczas Mszy św. rozpoczynającej 44. Gdańską Pieszą Pielgrzymkę na Jasną Górę. Liturgia odbyła się 28 lipca o godz. 6.30 w Bazylice Mariackiej.
Na początku homilii biskup wyraził radość, że po raz kolejny może wraz z pątnikami rozpocząć drogę do Częstochowy. Zwrócił uwagę, że gdańskie pielgrzymowanie łączy już kolejne pokolenia. - Dobrze, że jesteście. Bardzo się cieszę, że możemy dzięki łasce Bożej wspólnie rozpocząć nasze pielgrzymowanie. Czterdziesta czwarta pielgrzymka to już czwarte pokolenie. I ta pielgrzymka dalej idzie. Niech Pan Bóg nas prowadzi za wstawiennictwem Matki Najświętszej - powiedział.
Nawiązując do odczytanej Ewangelii, pasterz przypomniał, że zanim uczniowie zaczęli słuchać wyjaśnień Jezusa, musieli najpierw do Niego podejść. Ten ruch ku Chrystusowi porównał do wymagającego wejścia na górę. - Zanim uczniowie zaczęli Go słuchać, św. Mateusz napisał, że przystąpili do Niego. Słowo „przystąpić” jest często obecne w Ewangelii i bardzo często wiąże się z wchodzeniem na górę. Pan Jezus nauczał na Górze Błogosławieństw, na górze wyznaczył apostołom zadania, a Piotra, Jakuba i Jana zabrał na górę Tabor, żeby się wobec nich przemienić. Wchodzenie na górę wiąże się z dużym wysiłkiem. I to nie tylko fizycznym, ale również duchowym i emocjonalnym - wyjaśniał bp Przyborek.
Jak zaznaczył, podczas wielodniowej drogi mogą pojawić się zmęczenie, zwątpienie i pytania o sens podjętego trudu. Szczególną pokusą może stać się porównywanie własnego wysiłku z wakacyjnym odpoczynkiem innych osób. - Zaczynają się pojawiać pytania: właściwie po co? Co to mi da? Namęczę się, zostawię wszystko… A może wrócić do codzienności? Dla niektórych będą to prawdziwe zmagania. Zły duch będzie starał się człowieka zniechęcić, pokazując mu inne możliwości. W czasie wakacji jest ich dużo. Będzie sączył różne pomysły, szczególnie wtedy, kiedy będziemy przechodzić obok jezior i innych wakacyjnych miejsc: "Po co mam się męczyć, skoro inni odpoczywają i robią coś innego?". Jeżeli jednak wytrwamy, łaska Boża będzie dużo większa, bo wtedy człowiek naprawdę coś Panu Bogu ofiaruje - mówił.
Jednym z najbardziej obrazowych fragmentów homilii była opowieść o ptakach rozbijających orzechy. Biskup zauważył, że zlatują się one do lasu w Oliwie, chwytają orzechy w dzioby, wzbijają się w powietrze, a następnie zrzucają je na ziemię, aby dostać się do tego, co znajduje się pod twardą łupiną. - Myślę, że czasem tak jest z człowiekiem. Pan Bóg dał nam piękne serce, dał nam powołanie i wszystko to, co nazywamy miłością, dobrem i świętością. Na początku skórka jest delikatna i to, co znajduje się wewnątrz, przebija na zewnątrz. Ale na skutek egoizmu, grzechu i słabości człowiek obrasta w taką skorupę. Czasem potrzebna jest terapia wstrząsowa - tłumaczył pasterz.
Biskup podkreślił, że nie chodzi o cierpienie dla samego cierpienia. Trud pielgrzymowania może jednak pomóc człowiekowi zobaczyć prawdę o sobie, nazwać swoje słabości i ponownie odkryć dobro, które zostało przysłonięte przez codzienność. - Czasem, żeby człowiek naprawdę zobaczył, dokąd zmierza, po co żyje i co znajduje się w jego sercu, potrzeba mocnego uderzenia. Wierzymy, że pielgrzymka może stać się czymś takim: w znaczeniu fizycznym, duchowym, relacyjnym albo przez odkrycie tego, kim naprawdę jestem. Chodzi o to, żeby zobaczyć swoje słabości, ale także dobre strony, i się z nimi zmierzyć. Pan Bóg będzie z nami. To jest nasza pociecha - zapewnił.
- Nie uciekajmy przed taką terapią. Pan Bóg chce wydobyć z nas to, co najpiękniejsze, żebyśmy zrzucili skorupę i może po raz pierwszy w życiu zobaczyli świat innymi oczami. Żebyśmy poczuli i doświadczyli go innym sercem, zobaczyli w sobie dziecko Boże i odkryli podobieństwo do Boga, które każdy i każda z nas posiada - dodał.
Wyjście 44. Gdańskiej Pieszej Pielgrzymki na Jasną Górę
Wioleta Żurawska /Foto Gość
W ostatniej części homilii bp Przyborek powrócił do ewangelicznej przypowieści o dobrym ziarnie i chwastach. Zauważył, że gospodarz nie pozwala natychmiast wyrwać chwastów, ale każe pozostawić je aż do czasu żniwa. Jest to obraz cierpliwości Boga, który nie przekreśla człowieka i daje mu kolejną szansę. - Pan Jezus mówi: "Poczekajcie do żniwa". Tak jakby chciał powiedzieć: "Dajcie im szansę". Czasem jestem dobrym owocem i przynoszę plon, a czasem niestety pojawia się we mnie coś z chwastu. Pan Bóg pokazuje mi: "Masz czas, żeby to życie przemienić. Masz czas, żeby wydać owoc. Masz czas, żeby zobaczyć, co jest piękne w twoim sercu, i podzielić się tym z innymi" - mówił biskup.
Na zakończenie podkreślił, że pielgrzymka ma być zarówno czasem wdzięczności za dobro, jak i pracą nad tym, co wymaga przemiany. - Pielgrzymka to czas kontemplowania tego, co piękne, i cieszenia się dobrymi owocami. Z drugiej strony jest to również czas, żeby przemienić to, co w naszym życiu zachwaszczone. Tak, aby Pan Bóg na żyznej glebie naszego serca mógł ponownie zasiać, a my wydali plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny, a daj Boże - stokrotny - zakończył bp Przyborek.
Po Mszy św. uczestnicy przygotowali się do wymarszu. Około godz. 8 pielgrzymkowa kolumna opuściła okolice Bazyliki Mariackiej. Trasa prowadziła ulicami Podkramarską, Plebania i Kramarską, a następnie Długą, przez Targ Węglowy, ul. Bogusławskiego i Okopową. Dalej pątnicy skierowali się na Trakt św. Wojciecha.
Archidiecezja Gdańska