Jedni pokonują drogę własnymi nogami, inni spotykają się wieczorami w gdańskich kościołach. Łączy ich ta sama intencja i codzienna modlitwa. Pielgrzymi pamiętają o osobach pozostających w domach, a one duchowo biorą na siebie część wysiłku grupy. 44. Gdańska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę - wyjście z Puszczy w Leszycach - 2 sierpnia 202644. Gdańska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę - dojście do Karczówki - 2 sierpnia 2026
Na tej pielgrzymce nikt nie idzie wyłącznie własnymi siłami. Jednych podtrzymują osoby maszerujące obok, innych gospodarze, a całą grupę - modlitwa tych, którzy zostali w domach. Uczestnicy 44. Gdańskiej Pieszej Pielgrzymki 2 sierpnia weszli także w dwugodzinną ciszę Puszczy Bydgoskiej.
Był szósty dzień drogi. Pielgrzymi wyruszyli rano z Bydgoszczy-Fordonu, a wieczorem mieli dotrzeć do Złotnik Kujawskich. Plan przewidywał blisko 37 kilometrów marszu. Na jednym z postojów ks. Michał Zegarski, kierownik Gdańskiej Pieszej Pielgrzymki, obserwował grupę przygotowującą się do dalszej wędrówki. Następna część dnia miała być inna od wszystkich pozostałych. - Udali się właśnie na bardzo oczekiwany, wyczekiwany i upragniony etap ciszy. Przez dwie godziny będą szli przez Puszczę Bydgoską: po piasku, między drzewami i, daj Boże, w cieniu. Nie będzie tuby, śpiewu ani programu modlitewnego narzuconego całej grupie. Każdy otrzyma czas, żeby spotkać się sam na sam z Panem Bogiem, pobyć w samotności, przemyśleć słowo Boże albo indywidualnie odmówić Różaniec - wyjaśnia ks. Zegarski.
Pielgrzymkowej drodze zwykle towarzyszą rozmowy, konferencje, modlitwa i śpiew. Grupa porusza się wspólnie, reaguje na głos dobiegający z tuby i dostosowuje do rytmu wyznaczanego przez prowadzących. Tym razem każdy miał przejść ten sam odcinek we własnym skupieniu. Cisza nie oznaczała zatrzymania. Wciąż trzeba było pilnować drogi i stawiać kolejne kroki w miękkim piasku. Znikały jednak słowa wypowiadane przez innych. Pozostawało to, co każdy przyniósł ze sobą: intencje, pytania, wdzięczność, lęk i zmęczenie.
Przed wejściem w las ks. Michał oceniał dotychczasową wędrówkę z dużym optymizmem. - W tym roku idzie się fantastycznie. Od samego początku właściwie wszystkie dni były słoneczne. Wyjątkiem był poprzedni etap, kiedy porządnie zlał nas deszcz. Poza tym mamy przepiękną pogodę. Pan Bóg błogosławi nam słońcem, choć czasami robi się oczywiście zbyt ciepło i zbyt gorąco. Na szczęście nie mieliśmy udarów ani żadnych poważniejszych komplikacji. W porównaniu z poprzednimi latami można powiedzieć, że jest to najlepsza pielgrzymka z ostatnich trzech lat - mówi.
Liczba osób widocznych w kolumnie zmienia się wraz z kolejnymi etapami. - Oscylujemy wokół 140 pielgrzymów, mniej więcej, bo nie każdego dnia jest nas dokładnie tyle samo. Jedni dołączają na krótko, inni muszą wracać do swoich obowiązków, ale grupa pozostaje liczna - wyjaśnia kierownik.
Wysoka temperatura, jeden dzień deszczu i perspektywa wielu kilometrów nie odbierają grupie dobrego humoru. Ks. Michał żartuje, że jako kierownik przestał już rozpoznawać dni w kalendarzu. - Powoli zbliżamy się do Lichenia, chociaż nie wiem już, czy można powiedzieć, że nastąpi to wkrótce. Straciłem rachubę czasu. Wiem tylko, że dzisiaj jest niedziela, bo podczas Mszy św. były dwa czytania - śmieje się.
44. Gdańska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę - wyjście z Puszczy w Leszycach - 2 sierpnia 2026
Wioleta Żurawska /Foto Gość
Etap ciszy miał być czasem duchowego odpoczynku, ale nie zmniejszał trudności całego dnia. - Dzisiejszy dzień skończymy chyba zgonem - żartuje kapłan. - Mamy do przejścia prawie 40 kilometrów, a ponad 20 wciąż jest przed nami. Kiedy dotrzemy do Złotnik Kujawskich, będziemy się już poruszać na kolanach i łokciach. To będzie naprawdę trudny dzień i wieczorem wszyscy będziemy padnięci - przyznaje ks. Michał.
Najpierw otworzyła dom
Ada z Burzenina zna pielgrzymowanie z dwóch stron. Jej droga nie rozpoczęła się od spakowania plecaka, ale od spotkania z ludźmi, których przyjęła pod własnym dachem. - Jestem gospodarzem z Burzenina. Kiedyś pielgrzymi przyszli do mojego domu i przynieśli do niego tyle miłości, nadziei i dobra, że pomyślałam: chciałabym iść razem z nimi. Najpierw poszłam do Częstochowy, ale było mi mało. Dlatego od kilku lat rozpoczynam pielgrzymkę już w Gdańsku - opowiada.
Od tamtego spotkania co roku czeka na możliwość powrotu na trasę. Pielgrzymka stała się dla niej miejscem, w którym może odnawiać nadzieję i spotykać ludzi pomagających jej również w przeżywaniu wiary. - To bardzo dobra droga. Nie zawsze jest łatwa, ale daje dużo nadziei. Spotykam tutaj niesamowitych ludzi, którzy wspierają mnie w wierze i w chwilach, kiedy robi się trudno. Każdego roku czekam na pielgrzymkę i nie mogę doczekać się następnej - mówi Ada.
W tym roku była już przygotowana na wysiłek, choć nawet dobre przygotowanie nie chroni przed chwilami słabości. - Fizycznie idzie mi się dobrze, bo myślę, że jestem już przygotowana. Czasami jednak zmęczenie przynosi taką średnią chwilę. Wtedy pojawia się ktoś z grupy. Ludzie są wyrozumiali, potrafią pocieszyć i po chwili znowu jest dobrze. Tutaj naprawdę nie zostaje się samemu ze słabszym momentem - podkreśla.
Kiedy Ada sama ruszyła na szlak, zaczęła przyjmować pomoc, którą wcześniej ofiarowywała jako gospodyni. To doświadczenie nadal ją porusza. - Bardzo mnie rozczula, że ludzie, których zupełnie nie znam, dają mi to, co mają. Czasami ofiarowują nawet rzeczy, na które sami na co dzień sobie nie pozwalają. To jest naprawdę dobre i niesamowite. Jako gospodarz wiem, że człowiek chce przyjąć pielgrzymów najlepiej, jak potrafi. Dopiero jednak kiedy samemu jest się w drodze, widzi się jeszcze wyraźniej, jak wiele serca kryje się za tą gościnnością - przyznaje.
Pielgrzymowanie stopniowo objęło także jej bliskich. - Można powiedzieć, że pielgrzymujemy całą rodziną. Niektórzy idą przez kilka dni, inni pokonują całą trasę, ale od kilku lat rodzina regularnie się tutaj pojawia. Powstało też bardzo dużo trwałych przyjaźni. Relacja między Gdańskiem a Burzeninem stała się u nas czymś naturalnym. Spotykamy się później na urodzinach i rodzinnych imprezach. Te znajomości nie kończą się wraz z odejściem pielgrzymki - opowiada Ada.
Wiara na wysokości dziecka
Kamila z Gdańska pielgrzymuje od dziesięciu lat, od kilku z 5-letnim w tym roku synem Florianem. Jej mąż dołącza do rodziny w tych dniach, w których pozwalają mu na to obowiązki zawodowe. Pytana o miejsce najmłodszych uczestników, Kamila patrzy nie tylko na własne dziecko. - Mam poczucie, że dzieci są tutaj bardzo ważne i naprawdę chciane. Pielgrzymi zwracają na nie uwagę, pomagają nam przy nich na postojach, a dzieci również opiekują się sobą nawzajem. Pielgrzymka pozwala pokazywać im żywą wiarę od najmłodszych lat. Nie jest to coś, o czym tylko się opowiada. One widzą modlących się ludzi, wspólnie z nimi idą i obserwują konkretne postawy - mówi.
Dla Floriana wspomnienia ze szlaku nie kończą się po powrocie do Gdańska. - Cały rok mówi o pielgrzymce. Wie, czym ona jest, pamięta różne sytuacje i bardzo dobrze je wspomina. Może jeszcze nie planuje szczegółowo, co będzie robił za rok, ale widać, że jest tutaj zadowolony. Myślę, że obecność rodzin z dziećmi jest bardzo ważnym świadectwem. Pokazuje, że rodzina jest filarem wspólnoty, a dzieci nikomu nie przeszkadzają. Przeciwnie, wszyscy cieszą się, że są z nami - dodaje Kamila.
Pątniczka zwraca uwagę również na osoby, dla których pokonanie trasy wymaga szczególnego wsparcia. - Mamy na pielgrzymce siedem osób z niepełnosprawnościami. Każda z nich ma jednego albo dwóch opiekunów. Staramy się również, żeby na noclegach zawsze był ktoś, kto w razie potrzeby pomoże. Na trasie w opiekę angażuje się jednak cała grupa. Jeśli jednej osobie jest już ciężko pchać wózek, ktoś ją zmienia. Szczególnie potrzebne jest to na podjazdach, bo na płaskiej drodze jest znacznie łatwiej - wyjaśnia.
Nie chodzi jedynie o rozwiązanie organizacyjnego problemu. - Z perspektywy wiary ich obecność pokazuje, że osoby z niepełnosprawnościami również potrzebują wspólnoty, uwagi i możliwości przeżywania swojej wiary. Pokazują nam, że mimo przeszkód, jeśli naprawdę się chce, wiele rzeczy staje się możliwych. Dają całej grupie ogromną motywację, a często także bardzo dużo siły - podkreśla Kamila.
Pchają ich z Gdańska
Wspólnota Gdańskiej Pieszej Pielgrzymki jest znacznie większa niż grupa widoczna na trasie. Tworzą ją również osoby należące do Grupy Biało-Złotej, które z różnych powodów pozostały w domach. - Pchają nas, naprawdę nas pchają. Ci, którzy zostali w domach, robią to każdego dnia swoją modlitwą. My również modlimy się za nich. Każdego ranka wyczytujemy parafię, w której wieczorem o 20.30 odbędzie się Apel Jasnogórski w naszej intencji. Podczas naszego wieczornego apelu odmawiamy dziesiątkę Różańca za wspólnotę, która tego dnia modli się w Gdańsku - wyjaśnia ks. Zegarski.
Kontakt nie jest jednostronny. Dzięki relacjom publikowanym w internecie pielgrzymi mogą zobaczyć ludzi gromadzących się w kolejnych kościołach. - Docierają do nas zdjęcia i informacje z tamtej strony. Widzieliśmy pełne ławki w Brętowie, w sanktuarium na Żabiance czy na Złotej Karczmie. Żartowaliśmy nawet, że w duchowej Grupie Biało-Złotej modli się więcej osób, niż fizycznie idzie z nami. Bardzo nas to cieszy, bo czujemy ich wsparcie. To również dzięki nim w tym roku tak dobrze nam się idzie - podkreśla kierownik.
44. Gdańska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę - dojście do Karczówki - 2 sierpnia 2026
Wioleta Żurawska /Foto Gość
Nie każdy może przeznaczyć na pielgrzymowanie 16 dni. Można jednak dołączyć do grupy na krótszy czas. - W kolejny weekend przyjedzie z Gdańska autokar, który przywiezie pielgrzymów choćby na dwa dni. Warto spróbować, zobaczyć, z czym to się je, poczuć wspólnotę i ducha modlitwy. Można też przez te dwa dni trochę się zmęczyć i ofiarować ten trud Panu Bogu przez ręce Matki Bożej w swoich intencjach. Serdecznie zapraszamy, żeby zobaczyć choć mały fragment pielgrzymki i przekonać się, jakie to jest dobre doświadczenie - mówi ks. Michał.
Po postoju pielgrzymi ponownie zakładają plecaki. Przed nimi Puszcza Bydgoska, miękki piasek i kilometry, podczas których nie zabrzmią ani śpiew, ani głos z tuby. Każdy będzie szedł w ciszy, ale nikt nie będzie szedł sam. Obok pozostaną ludzie gotowi podać wodę, przejąć wózek albo poczekać na osobę przeżywającą słabszą chwilę. Dalej będą gospodarze, którzy otworzą swoje domy. W Gdańsku o 20.30 zbierze się kolejna wspólnota Grupy Biało-Złotej.
Pątnicy dotrą na Jasną Górę 12 sierpnia. Zanim to nastąpi, przejdą jeszcze wiele kilometrów. Nie wszystkie będą wypełnione rozmową i śpiewem. Czasami właśnie wtedy, gdy wszystko milknie, najwyraźniej można usłyszeć, kto pomaga zrobić następny krok.
Archidiecezja Gdańska