W Gdańskim Seminarium Duchownym odbyły się rekolekcje powołaniowe "Matura i co dalej? Abraham, Piotr, Jan i TY". Wzięło w nich udział dziewięciu młodych mężczyzn, którzy po egzaminie dojrzałości chcieli zapytać nie tylko o studia, pracę czy najbliższe plany, ale także o to, czego w ich życiu chce Bóg.
Rekolekcje miały rytm seminaryjnego dnia. Był czas na konferencje, modlitwę, nabożeństwo majowe, adorację Najświętszego Sakramentu, kompletę, jutrznię z rozmyślaniem, skrutację Pisma Świętego oraz Eucharystię. Uczestnicy odwiedzili dom propedeutyczny i wzięli udział w czuwaniu przed uroczystością Zesłania Ducha Świętego. Dzięki temu mogli zobaczyć seminarium nie tylko z zewnątrz, ale też od środka, jako miejsce codziennej modlitwy, formacji i rozeznawania.
Jedną z konferencji poprowadził ks. Piotr Belecki, prorektor Gdańskiego Seminarium Duchownego. Punktem wyjścia była postać św. Piotra. Nie jako pomnikowego apostoła, którego znamy z końca drogi, ale Szymona, rybaka z Galilei, człowieka zmęczonego, sfrustrowanego i bardzo zwyczajnego. - W Biblii mamy ludzi z ziemi. To znaczy, że w historiach jej bohaterów możemy odnaleźć także własne życie. I właśnie to chciałbym wam zaproponować: spojrzeć na Piotra, na początku Szymona, a dopiero później Piotra - mówił.
Ks. Belecki zwrócił uwagę, że Piotr nie jest przykładem człowieka od początku gotowego, pewnego i bezbłędnego. Przeciwnie, jego droga pokazuje, że powołanie dojrzewa stopniowo. - Dlaczego Piotr? Bo na jego przykładzie bardzo dobrze widać, że powołanie jest procesem. Ma swoje etapy. Nie zaczyna się od tego, że człowiek wszystko rozumie i wszystko potrafi. Zaczyna się od spotkania - podkreślał.
W konferencji przywołał scenę z Ewangelii, w której Jezus przychodzi do Szymona po nocy nieudanego połowu. Piotr siedzi przy brzegu. Jest zmęczony, rozczarowany i zajęty płukaniem sieci. Pracował, znał się na swoim fachu, włożył wysiłek, a jednak nic z tego nie wyszło. To obraz bardzo bliski młodym ludziom, którzy stoją na progu dorosłości. Można się starać, uczyć, planować, wyobrażać sobie przyszłość, a mimo to doświadczać niepewności. Można mieć za sobą maturę, przed sobą rekrutację na studia, pierwszą pracę albo ważne decyzje i jednocześnie nosić w sobie pytanie: czy to naprawdę moja droga? - Piotr jest w takim miejscu, w którym człowiek może powiedzieć: pracowałem, starałem się, zrobiłem wszystko, co umiałem, a jednak nie wyszło. I właśnie wtedy przychodzi Jezus - mówił ks. Belecki.
Zwrócił uwagę, że Chrystus nie zaczyna od wielkich wymagań. Nie mówi od razu: zostaw wszystko. Najpierw wsiada do łodzi Szymona i prosi, by odbił nieco od brzegu. - Jezus nie wchodzi w życie Piotra przemocą. On wsiada do jego łodzi. Wchodzi w jego codzienność, w jego zmęczenie, w jego pracę i w jego rozczarowanie - zaznaczył. Dopiero później pada wezwanie: "Wypłyń na głębię". Dla doświadczonego rybaka mogło ono brzmieć nielogicznie. Przecież całą noc łowili i nic nie złowili. A jednak Piotr odpowiada: "Na Twoje słowo zarzucę sieci". - To jest niezwykłe, że pasterz uczy rybaka. Piotr mógł powiedzieć: Panie, ja wiem lepiej, przecież to jest moja praca. A jednak wcześniej słuchał Jezusa. I to słowo musiało w nim coś poruszyć. Musiało dać mu nadzieję większą niż zmęczenie - mówił prorektor.
W tym sensie powołanie nie jest nagłym olśnieniem oderwanym od życia. Jest drogą, która ma swoje etapy. Najpierw jest spotkanie. Potem słuchanie. Potem zgoda na to, by Jezus wszedł do łodzi. Dopiero później przychodzi decyzja, by wypłynąć dalej, głębiej, poza to, co znane i bezpieczne. - Może właśnie od tego trzeba zacząć rozeznawanie: pozwolić Jezusowi wejść do swojej łodzi. Nie od razu rozwiązać całe życie, nie od razu znać odpowiedź na każde pytanie, ale zrobić pierwszy krok - wskazywał ks. Piotr.
Rekolekcje w oliwskim seminarium były właśnie takim czasem. Nie chodziło o to, by wszyscy uczestnicy od razu znali odpowiedź na pytanie o przyszłość. Ważniejsze było to, by umieli je postawić przed Bogiem. W ciszy kaplicy, podczas modlitwy brewiarzowej, w rozmowach przy stole i w spotkaniach z przełożonymi seminarium mogli zobaczyć, że rozeznawanie nie jest ucieczką od życia, ale bardzo konkretnym sposobem jego przeżywania.
Ostatniego dnia uczestnicy modlili się jutrznią, a następnie wzięli udział w Eucharystii w archikatedrze oliwskiej. Rekolekcje zakończyły się wspólnym spotkaniem, podsumowaniem i obiadem. Z seminarium wyjeżdżali niekoniecznie z gotowym planem na całe życie, ale z ważnym doświadczeniem: pytanie "co dalej?" warto zadać razem z Chrystusem. Bo dojrzałość nie zaczyna się wtedy, gdy człowiek wszystko wie. Zaczyna się wtedy, gdy potrafi usłyszeć Słowo, które zaprasza go dalej.
Archidiecezja Gdańska