Od modlitwy przy ołtarzu rozpoczęły się w Gdańsku uroczystości 80. rocznicy śmierci Danuty Siedzikówny "Inki" i Feliksa Selmanowicza "Zagończyka". W wypełnionej wiernymi Koronie Gdańska przypominano nie tylko o ich walce i ofierze, ale przede wszystkim o wierze, z którą szli na śmierć. - Chodzi tylko o miłość. Nic innego nie ma sensu - mówił w homilii ks. Jarosław Wąsowicz SDB.
Uroczysta Msza św. w Bazylice Mariackiej w Gdańsku rozpoczęła 28 sierpnia obchody 80. rocznicy śmierci Danuty Siedzikówny "Inki" i Feliksa Selmanowicza "Zagończyka", żołnierzy 5. Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, zamordowanych 28 sierpnia 1946 roku w więzieniu przy ul. Kurkowej w Gdańsku.
Eucharystii przewodniczył abp Tadeusz Wojda SAC, a homilię wygłosił kapelan Prezydenta RP ks. Jarosław Wąsowicz SDB. W uroczystości uczestniczyły tysiące osób z całej Polski. Obecna była rodzina "Inki", przedstawiciele szkół noszących jej imię, harcerze, żołnierze, przedstawiciele służb mundurowych, władz państwowych i samorządowych oraz liczna młodzież.
Msza św. za Inkę i Zagończyka w Bazylice Mariackiej - rozpoczęcie liturgii
Piotr Piotrowski /Foto Gość
Centralnym punktem uroczystości była modlitwa za zamordowanych żołnierzy podziemia antykomunistycznego. W homilii historia "Inki" i "Zagończyka" została odczytana w świetle chrześcijańskiej nadziei, która nie kończy się wraz ze śmiercią człowieka.
Ks. Wąsowicz przywołał słowa z Księgi Mądrości: "A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka". Jak podkreślił, nabierają one szczególnej wymowy w miejscu, w którym po 80 latach wierni zgromadzili się na modlitwie za zamordowanych żołnierzy. - Ci, których imiona przywołujemy dzisiaj przed najświętszym ołtarzem Jezusa Chrystusa, trwają w pokoju, ponieważ uwierzyli, że nasz Pan pokonał śmierć - mówił kaznodzieja.
Przypomniał, że komunistyczny terror miał odebrać swoim ofiarom nie tylko życie. Miał także zatrzeć po nich ślad, wymazać ich imiona z historii i ludzkiej pamięci. W perspektywie chrześcijańskiej śmierć nie mogła jednak oznaczać ostatecznego zwycięstwa ich oprawców. - W chwili śmiertelnych ciosów bestialskich katów, wśród strzałów plutonów egzekucyjnych, ich nadzieja pełna była nieśmiertelności - podkreślił ks. Wąsowicz.
Szczególnie mocno w homilii wybrzmiał religijny wymiar ostatnich chwil życia "Inki" i "Zagończyka". Obecny podczas ich egzekucji ks. Marian Prusak wcześniej wyspowiadał skazanych. Kapłan towarzyszył im także w chwili śmierci, trzymając krzyż, który podał im do ucałowania.
Kaznodzieja przypomniał, że przed egzekucją skazani przystąpili do sakramentu pokuty, przyjęli Komunię Świętą i pojednali się z Bogiem. - Nasi żołnierze walczyli i umierali z modlitwą na ustach - mówił ks. Wąsowicz. - Zachowało się wiele świadectw potwierdzających, że w chwili śmierci nasi bohaterowie, jako ludzie wierzący, byli pełni nadziei nieśmiertelności.
Kapłan zaznaczył, że właśnie ten wymiar ich świadectwa pozostaje aktualny także dzisiaj. Nie chodzi wyłącznie o pamięć o bohaterstwie czy patriotyzmie, ale o wierność Bogu i wartościom również wtedy, gdy wymaga ona najwyższej ceny. - To niezwykłe, wzruszające przykłady, które dzisiaj umacniają nas wszystkich w mężnym wyznawaniu wiary - podkreślił.
Kaznodzieja przywołał również testament ppłk. Łukasza Cieplińskiego, który z celi śmierci pisał do najbliższych: "Odbiorą mi tylko życie. A to nie najważniejsze". Dalej wyznawał: "Wierzę dziś bardziej niż kiedykolwiek, że idea Chrystusowa zwycięży".
Według ks. Wąsowicza te słowa powinny być odczytywane nie tylko jako świadectwo minionego pokolenia, lecz także jako zobowiązanie dla współczesnych chrześcijan. - Obyśmy nosili w sercach ten testament z celi śmierci i starali się żyć taką samą heroiczną nadzieją jak ppłk Łukasz Ciepliński, jak "Inka", jak "Zagończyk" - dodał.
Nawiązał przy tym do słów przypisywanych "Ince" i jej słynnego przesłania, by "zachować się jak trzeba". W homilii otrzymało ono wyraźnie religijną interpretację. - Byśmy w ostatnich chwilach naszego życia mogli powtórzyć za bohaterską sanitariuszką, że zachowaliśmy się jak trzeba. Czyli nie zdradziliśmy wartości, w których zostaliśmy wychowani; nie zdradziliśmy Pana Boga i naszej chrześcijańskiej wiary - przypomniał salezjanin.
Drugim biblijnym obrazem, który prowadził przez homilię, były słowa Księgi Mądrości: "Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę". Ks. Wąsowicz mówił, że życie "Inki" i "Zagończyka" było naznaczone cierpieniem i poświęceniem, lecz w perspektywie wiary nie zakończyło się klęską. - Było zwycięskie, bo zakorzenili je w Chrystusie - podkreślił.
Msza św. za Inkę i Zagończyka w Bazylice Mariackiej - fragment przemówienia Marka Szymaniaka z IPN
Piotr Piotrowski /Foto Gość
Przypomniał też ostatni okrzyk skazanych: "Niech żyje Polska!". Według relacji ks. Mariana Prusaka wykrzyknęli te słowa wspólnie tuż przed salwą plutonu egzekucyjnego. - Pan Bóg doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął jak całopalną ofiarę. Dlatego dzisiaj do nas wracają. Wypalają ściernisko i na nowo rozświetlają naszą drogę - mówił kaznodzieja.
Szczególną uwagę zwrócił na obecność podczas gdańskich uroczystości młodego pokolenia. Jego zdaniem pamięć o żołnierzach podziemia może stać się dla młodych ludzi także szkołą wiary. - Jak iskry pośród ścierniska rozlewa się dziś chwała męczenników naszej wiary - powiedział. Jak dodał, z ich świadectwa wyrasta pokolenie, które chce swoje życie i trudne sprawy codzienności zawierzać Bogu.
Homilia rozszerzyła perspektywę także na powojenne dzieje Polski. Ks. Wąsowicz przypomniał, że zaledwie kilka dni po egzekucji "Inki" i "Zagończyka", 8 września 1946 roku, prymas Polski kard. August Hlond poświęcił ojczyznę Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny. Dziesięć lat później, w czasie komunistycznych represji, ponad milion wiernych zgromadziło się na Jasnej Górze, aby odnowić śluby króla Jana Kazimierza i złożyć Jasnogórskie Śluby Narodu. Kapłan przypomniał także późniejsze obchody Sacrum Poloniae Millennium i religijny wymiar narodzin Solidarności, gdy na bramach strajkujących zakładów pojawiały się krzyże, wizerunki Matki Bożej i portrety Jana Pawła II. W takim ujęciu historia oporu wobec komunizmu była również historią duchową, historią ludzi, którzy w momentach pozornej beznadziei szukali oparcia w Bogu.
Kulminacją homilii stały się słowa modlitwy o. Władysława Gurgacza, kapelana żołnierzy niezłomnych: "Spraw, o Panie, ażeby Polska wprowadziła w życie polityczne ewangeliczne prawo miłości". To właśnie miłość, a nie śmierć, przemoc czy nienawiść, stała się ostatnim akcentem kazania. - Chodzi tylko o miłość. Nic innego nie ma sensu. A prawdziwa miłość to taka, która nie boi się śmierci, bo pełnią miłości jest zmartwychwstanie - dodał. Na zakończenie wezwał, aby życie było przeniknięte "miłością do Chrystusa, do ojczyzny i do tych wszystkich, których Pan stawia na drogach naszego życia".
Msza św. za Inkę i Zagończyka w Bazylice Mariackiej - błogosławieństwo tablicy
Piotr Piotrowski /Foto Gość
Po Eucharystii w Bazylice Mariackiej odsłonięto tablicę poświęconą Danucie Siedzikównie i Feliksowi Selmanowiczowi. W ten sposób świątynia, z której 10 lat wcześniej rozpoczął się ich państwowy pogrzeb, stała się ponownie miejscem pamięci. Tym razem jednak pamięć ta wybrzmiała przede wszystkim jako modlitwa i chrześcijańskie świadectwo nadziei, że śmierć nie ma ostatniego słowa.
Archidiecezja Gdańska