Biskupi i kapłani modlili się jak co roku w Krypcie Biskupów Gdańskich w oliwskiej świątyni.
Nie wystarczy pamiętać o tych, którzy odeszli. Trzeba zapytać, jak żyją ci, którzy zostali. Podczas Mszy św. za zmarłych duchownych abp Tadeusz Wojda mówił o wieczności, ludzkiej godności i Polsce, która coraz trudniej ze sobą rozmawia
Przez lata stawali przy ołtarzu, głosili Ewangelię, spowiadali i towarzyszyli rodzinom. We wtorek 3 listopada o godz. 18 w archikatedrze oliwskiej modlono się za zmarłych biskupów i kapłanów archidiecezji gdańskiej. Ta wpisana w tradycję lokalnego Kościoła Eucharystia stała się również rachunkiem sumienia dla żyjących. Abp Tadeusz Wojda SAC pytał, co robimy z czasem, który jeszcze otrzymaliśmy.
Msza św. za zmarłych biskupów i duchownych - rozpoczęcie
Piotr Piotrowski /Foto Gość
Intencja obejmowała zarówno pasterzy lokalnego Kościoła, jak i księży, których posługa toczyła się z dala od pierwszych stron gazet. Zostają po nich parafie, wspomnienia rozmów w konfesjonale, odwiedzin u chorych, katechez i pogrzebów. Nie wszystko daje się zapisać w kronice. Tym bardziej listopadowa modlitwa ma sens: przywraca ich służbie miejsce we wspólnej pamięci.
- W ten sposób spłacamy wobec nich dług wdzięczności za przekazaną nam wiarę, za ich posługę duszpasterską, świadectwo życia i troskę o powierzony im lud Boży - mówił metropolita gdański. Listopadowa pamięć, tłumaczył, skłania także do refleksji nad własnym przemijaniem, codziennymi wyborami i spotkaniem z Bogiem. Nie zamyka w przeszłości, lecz każe zapytać o teraźniejszość.
Punktem wyjścia do rozważania była ewangeliczna przypowieść o wielkiej uczcie. Gospodarz przygotował wszystko, ale goście znaleźli wymówki: kupione pole, woły, małżeństwo. W tej opowieści arcybiskup dostrzegł nie obraz odległej przeszłości, lecz opis świata, w którym sprawy pilne wypierają te najważniejsze.
- To historia, która wciąż się powtarza, to historia żywa, dramatyczna i nieustannie aktualna - podkreślił. W natłoku pracy i obowiązków człowiek przestaje znajdować czas na modlitwę i rozwijanie wiary. Nie chodzi o potępienie codziennych spraw, ale o pytanie, czy nie stają się one jedyną miarą życia.
Metropolita mówił również o narastającej niechęci wobec religii w przestrzeni publicznej. Wskazał na sprzeciw wobec krzyża, symboli wiary, a nawet kościelnych dzwonów. Ostrzegał też przed sprowadzaniem człowieka do samej biologii. Arcybiskup wskazał na praktykę biokompostowania zwłok jako przykład podejścia, w którym ciało po śmierci zostaje potraktowane jedynie jak materiał podlegający przetworzeniu. Łączył ten sposób myślenia z zanikiem wrażliwości na świętość i godność ludzkiego życia.
Jednak w homilii nie zabrakło odpowiedzi na pytanie, jak nie zmarnować perspektywy wiecznego szczęścia. Metropolita znalazł ją w hymnie o Chrystusie z Listu św. Pawła do Filipian. Syn Boży przyjął postać sługi i uniżył samego siebie aż do śmierci na krzyżu. Naśladowanie Jezusa nie może więc ograniczać się do deklaracji czy zewnętrznych znaków.
Przykład Chrystusa nie jest przy tym wzorem tak nieosiągalnym, że zwalnia z działania. Arcybiskup podkreślał, że choć człowiek nigdy nie dorówna Jezusowi, powinien podejmować wysiłek naśladowania Go. Także wtedy, gdy wymaga to rezygnacji z własnej wygody, przyznania się do błędu albo wykonania pierwszego kroku ku drugiemu człowiekowi.
Msza św. za zmarłych biskupów i duchownych - fragment homilii
Piotr Piotrowski /Foto Gość
Pierwszym krokiem jest modlitwa i osobista więź z Bogiem. Drugim - otwarcie na człowieka. - Uniżyć się na wzór Chrystusa to wyzbywać się egoizmu, egocentryzmu i nieustannego koncentrowania się na sobie, aby uczynić w swoim sercu miejsce dla drugiego człowieka i przyjąć wobec niego postawę służby - tłumaczył abp Wojda. Wiarygodność takiej postawy ujawnia się w sposobie traktowania innych.
Wówczas homilia nabrała wyraźnego wymiaru społecznego. Metropolita odniósł naukę o służbie do polskich sporów - politycznych, ideologicznych, kulturowych, medialnych i rodzinnych. Do rzeczywistości, w której odmienny pogląd bywa usprawiedliwieniem pogardy.
- Nasze polskie społeczeństwo jest głęboko podzielone i skłócone. Nie brakuje przemocy politycznej, ideologicznej, kulturowej, medialnej, a nawet rasowej. Zbyt często zamiast dialogu wybiera się konfrontację, zamiast wzajemnego szacunku - pogardę, a zamiast szukania tego, co łączy - podsycanie podziałów - mówił. Był to apel nie tylko do polityków czy komentatorów, ale do każdego, kto własnym językiem współtworzy atmosferę życia społecznego.
Arcybiskup przypomniał, że troska o Polskę nie może sprowadzać się do głośnych deklaracji. Wymaga poszanowania godności innych ludzi, także tych, z którymi się nie zgadzamy, oraz poszukiwania dobra wspólnego. - Nie możemy nieustannie prowadzić bratobójczych sporów i walk - ani w życiu społecznym, ani politycznym, ani w przestrzeni ekonomicznej, ani tym bardziej w naszych rodzinach - apelował. W tym apelu religijna refleksja o przemijaniu spotkała się z odpowiedzialnością za relacje między żyjącymi.
Msza św. za zmarłych biskupów i duchownych - krypta biskupów gdańskich
Piotr Piotrowski /Foto Gość
Nie proponował wielkich programów. Wskazywał na codzienną życzliwość, wysłuchanie i konkretną pomoc. - Chrystusowa służba drugiemu człowiekowi nie musi rozpoczynać się od wielkich czynów. Trzeba zacząć od prostych gestów codzienności - przypomniał. W takich gestach, często bez świadków, ma urzeczywistniać się Ewangelia.
Przywołując Benedykta XVI, abp Wojda mówił o dobroci, pokorze, miłosierdziu i zaangażowaniu na rzecz pokoju. Papież nazywał taką postawę „paszportem” do życia wiecznego. Obraz ten domknął rozważanie o uczcie: zaproszenie jest dla wszystkich, lecz odpowiedzią na nie jest całe życie.
Dlatego finał liturgicznego rozważania wrócił do tych, za których tego wieczoru się modlono. Zmarli biskupi i kapłani pozostawili po sobie nie tylko daty, parafie i pełnione funkcje. Pozostawili historię przekazywanej wiary, spotkań, sakramentów i codziennej służby. Modlitwa za nich była wyrazem wdzięczności i prośbą o życie wieczne. Dla żyjących - zobowiązaniem, aby nie trwonić czasu na to, co dzieli, i umieć dostrzec drugiego człowieka, zanim stanie się on już tylko wspomnieniem. - Niech nam wszystkim towarzyszy nadzieja zawarta w słowach Ewangelii: ”Szczęśliwy ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym” - zakończył metropolita.
Archidiecezja Gdańska