W Mszy św. rozpoczynającej Festiwal "Prosta Droga do Boga" uczestniczyło ponad 6 tys. osób. Prosta Droga do Boga - rozpoczęcie Mszy św.Prosta Droga do Boga - abp Tadeusz Wojda, metropolita gdański.IProsta Droga do Boga - kard. Robert Sarah.Prosta Droga do Boga - Pater Noster.
Festiwal "Prosta Droga do Boga - Być jak św. Maksymilian" rozpoczął się 15 sierpnia w Ergo Arenie od Eucharystii pod przewodnictwem kard. Roberta Saraha. Na scenie stanął ołtarz, wokół którego zgromadzili się kapłani, a tysiące uczestników rozpoczęły spotkanie od modlitwy w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.
Około 10 tys. osób rozpoczęło wydarzenie od modlitwy w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W homilii kardynał mówił o Maryi jako znaku dobra i zbawienia, polskiej historii, Bitwie Warszawskiej, ks. Ignacym Skorupce, wolności, zagrożeniach współczesnego świata oraz godności każdego ludzkiego życia.
Kard. Sarah na początku homilii przypomniał, że Maryja jest czułą Matką każdego wierzącego i została wybrana przez Boga, aby otworzyć człowiekowi drogę ku niebu, gdzie króluje jako Królowa, ukoronowana wieńcem z dwunastu gwiazd.
Prosta Droga do Boga - rozpoczęcie Mszy św.
Justyna Liptak /Foto Gość
Odwołując się do pierwszego czytania z Księgi Apokalipsy, kardynał zatrzymał się przy obrazie Niewiasty obleczonej w słońce oraz wielkiego smoka. Kard. Sarah wyjaśniał, że Apokalipsa otwiera przed człowiekiem obraz historii, w której ścierają się dobro i zło. Z jednej strony znajdują się Niewiasta i Syn. Chrześcijańska lektura Pisma Świętego dostrzega w tym obrazie Maryję Dziewicę, obraz Kościoła oraz Chrystusa. - Maryja i Chrystus, głęboko ze sobą zjednoczeni, są najwyższym znakiem dobra i zbawienia - mówił.
Po drugiej stronie znajduje się Smok - potworny symbol zła i przemocy. Kardynał zwrócił uwagę, że jest czerwony jak krew przelewana przez upojone władzą rządy, reprezentowane przez ukoronowane głowy.
Maryja wraz z Jezusem są rzeczywistością, która zbawia świat. Kard. Sarah przypomniał, że na początku historii Adam i Ewa zostali pokonani przez zło. W pełni czasów nowy Adam i nowa Ewa ostatecznie pokonują wroga. Wraz ze zwycięstwem Jezusa na krzyżu pokonana zostaje również śmierć - wewnętrzna i fizyczna.
Na horyzoncie historii pojawiają się więc zmartwychwstanie Syna i wniebowzięcie Matki. W tym momencie kard. Sarah zwrócił się bezpośrednio do Polaków. Podkreślił, że 15 sierpnia nie jest dla nich jedynie datą w kalendarzu liturgicznym. - Drodzy bracia i siostry z Polski! Tę kartę Apokalipsy nosicie zapisaną także w waszej historii - mówił.
Przypomniał, że ponad wiek temu, w tych samych dniach, polski naród, który dopiero co zmartwychwstał po 123 latach zaborów, musiał walczyć, aby nie utracić odzyskanej wolności. Polska powróciła do istnienia w 1918 r., a niespełna dwa lata później musiała już bronić tego, na co czekała przez ponad 100 lat.
Prosta Droga do Boga - abp Tadeusz Wojda, metropolita gdański.
Justyna Liptak /Foto Gość
Ze Wschodu nadciągała rewolucja, która - jak podkreślił kardynał - nie zamierzała zatrzymać się na Warszawie. - Wasza stolica nie była tylko miastem do zdobycia. Była bramą, a za tą bramą znajdowała się Europa - mówił.
Jednocześnie kard. Sarah zaznaczył, że Ewangelia zabrania odczłowieczania wrogów. Wielu żołnierzy Armii Czerwonej było ludźmi porwanymi przez machinę dziejową większą od nich samych. Kardynał wskazał jednak na ideologię, która ich prowadziła. W jego ocenie niosła ona głęboką wrogość wobec Boga, czego konsekwencje kolejne dziesięciolecia miały pokazać milionom wiernych: zamykane kościoły, prześladowani kapłani i niezliczeni męczennicy. - Ognisty Smok z Apokalipsy nie jest abstrakcyjną figurą. Narody, które poznały prześladowania, potrafią rozpoznać jego oblicze - powiedział.
Kard. Sarah połączył tę refleksję ze słowami św. Pawła z drugiego czytania. - Ponieważ bowiem przez człowieka przyszła śmierć, przez człowieka też dokona się zmartwychwstanie. I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni - przypomniał.
Wniebowzięcie Maryi z duszą i ciałem - mówił - jest znakiem przyszłości człowieka. - My również będziemy z ciałem i duszą u boku Pana. Wraz z dzisiejszym świętem rozpoczyna się pełne zwycięstwo zmartwychwstania - podkreślił.
Kard. Sarah nazwał 15 sierpnia w pełnym tego słowa znaczeniu świętem Matki Bożej. To dzień, w którym Kościół kontempluje sposób, w jaki Maryja zostaje otoczona chwałą przez Pana. Jest to święto wywyższenia Maryi Dziewicy, ale zarazem - jak zaznaczył kardynał - święto człowieczeństwa.
Maryja jaśnieje w niebie i przed oczami każdego człowieka, który może spojrzeć na Nią jak na znak nowej drogi nadziei w swojej własnej ludzkiej wędrówce ku ostatecznemu szczęściu.
IProsta Droga do Boga - kard. Robert Sarah.
Justyna Liptak /Foto Gość
Dzięki Maryi człowiek uświadamia sobie, że jego życie jest stworzone do chwały. Przeznaczenie Matki Bożej może stać się również udziałem człowieka, jeśli pozwoli się prowadzić przez posłuszeństwo woli Bożej z taką samą pokorą jak Maryja. - Pragnijmy wypowiadać tak jak Ona swoje codzienne "oto jestem", które pozwala obecności Pana zapanować nad wszystkim, działać w naszym życiu i pozwala nam kosztować owoców łaski - mówił.
Podkreślił, że wniebowzięcie Maryi powinno stać się codziennym horyzontem chrześcijanina, punktem, w który człowiek nieustannie się wpatruje i z którego może wyruszać na nowo, zwłaszcza w sytuacjach trudnych i wymagających. Jeżeli człowiek pragnie uczestniczyć w chwale Matki Bożej, musi - jak Maryja - powierzyć swoje życie Bogu.
Bożej chwały nie osiąga się wyłącznie ludzkim wysiłkiem. Potrzebne jest ufne powierzenie własnego człowieczeństwa i świadomość, że człowiek sam z siebie nie jest w stanie przynieść owocu. - Jak przypomina nam Jezus: "Beze Mnie nic nie możecie uczynić" - zaznaczył kardynał.
Tylko w jedności z Chrystusem człowiek może żyć pełnią. Jeżeli natomiast liczy wyłącznie na siebie, ryzykuje, że pogrąży się w lęku i rozpaczy, przygnieciony złudzeniem, że może osiągnąć szczęście wyłącznie własnymi siłami.
W dalszej części homilii kard. Sarah odniósł tę refleksję do konkretnej postaci z polskiej historii - ks. Skorupki. Przypomniał 31-letniego kapelana wojskowego, który 14 sierpnia 1920 r. zginął pod Ossowem, w samym środku walki. Kapłan był wśród młodych ochotników walczących w obronie Warszawy. Kardynał podkreślił, że ks. Skorupka nie miał wojskowej strategii ani planu obrony stolicy. - Miał krzyż. I ten krzyż mówił tym chłopcom coś, czego nie mógłby im powiedzieć żaden rozkaz wojskowy: wasze życie ma większy sens niż wasz strach - mówił kard. Sarah.
W jego postawie kardynał zobaczył obraz pasterza pozostającego ze swoim stadem w godzinie niebezpieczeństwa. Jednocześnie zwrócił uwagę, że nikt w tamtych dniach nie uważał, iż sama modlitwa zwalnia z działania. - Wiara chrześcijańska nigdy nie oznaczała biernego czekania, aż Bóg zrobi za nas to, o co nas prosi - podkreślił.
Żołnierze walczyli, rodziny oddawały swoich synów, kapłani trwali przy mężczyznach wyruszających na front, a Polska się modliła. Odmawiano Różańce, a potem szło się bronić Warszawy. Klękano przed ikoną jasnogórską, a potem wracano, aby wypełnić swój obowiązek. Właśnie tego - zdaniem kardynała - uczy Maryja. - Ona nie mówi: "Nie róbcie nic". Mówi: "Zróbcie wszystko, cokolwiek On wam powie" - przypomniał.
Zawierzenie Matce Bożej nigdy nie zwalniało narodu z jego własnej odpowiedzialności. Przeciwnie - dawało mu powód, aby się nie poddawać, kiedy strach podsycał chęć ucieczki. Kard. Sarah zauważył, że Boża opatrzność może działać poprzez ludzkie działania i decyzje: odwagę żołnierza, mądrość dowódcy, ofiarę kapłana, wierność matki i modlitwę całego narodu.
Prosta Droga do Boga - Pater Noster.
Justyna Liptak /Foto Gość
Następnie kardynał przeszedł do refleksji nad współczesnością. Z jednej strony - mówił - postęp naukowy pokazał człowiekowi, że jego życie może zmierzać ku wyższej jakości i dłuższej perspektywie. Z drugiej strony rozwój ten niesie ze sobą również zagrożenia. Człowiek, szukając szczęśliwej drogi wolnej od bólu, cierpienia i trudności, może stracić z oczu perspektywę Bożej chwały. - A tę można osiągnąć jedynie ścieżką wytyczoną przez Jezusa. Poprzez cierpienie krzyża, nie traktowanego już jako narzędzie bólu, ale jako droga prowadząca do zmartwychwstania - mówił.
Kardynał przestrzegał przed sytuacją, w której człowiek, korzystając z możliwości techniki, nie tylko odłącza się od Boga, ale zaczyna być przekonany, że może się bez Niego obejść. - Wierzy, że uda mu się stworzyć nie tylko zwykłego nadczłowieka, ale człowieka nieśmiertelnego, niezwyciężonego, zdolnego do samowystarczalności i samostanowienia - powiedział. Zdaniem kardynała, człowiek podążający tą drogą zatraca sens sacrum. - A przez to jego życie zmierza ku nicości - przestrzegł.
Kard. Sarah mówił o "nowym pogaństwie", w którym człowiek nie odczuwa już potrzeby spoglądania na Boga, który daje mu życie i sprawia, że w każdej chwili bije jego serce. Jego wzrok - mówił - skierowany jest wyłącznie na niego samego. - To prowadzi człowieka do uznania siebie za własnego boga i w konsekwencji za źródło swojej własnej radości i szczęścia - powiedział. W ten sposób, jak zaznaczył, unieważnienie sensu sacrum prowadzi do unieważnienia obecności Pana.
Zamiast jednego Boga, który oddał za człowieka życie na krzyżu, pojawiają się różni bożkowie. Mogą oni przybierać oblicze rozmaitych osiągnięć i odkryć naukowych, które obiecują człowiekowi dobrobyt, spokój i pełnię szczęścia. - W rzeczywistości nigdy nie będą w stanie tego zaoferować - mówił kardynał.
W tym miejscu kard. Sarah ponownie powrócił do polskiej historii. Pamięć o 1920 roku - jak mówił - stawia dziś Polsce kolejne pytania. - Co robisz z wolnością, która została ci darowana? - pytał. I natychmiast dodał: - Wolność nigdy nie jest zdobyta raz na zawsze.
Można stracić kraj pod naporem obcej armii, ale można także wewnętrznie utracić to, o co walczyły poprzednie pokolenia. Naród może zachować swoje granice, a jednocześnie zapomnieć o własnej duszy. - I to być może jest najbardziej ciche ze wszystkich niebezpieczeństw - zauważył.
Kardynał przypomniał, że ludzie, którzy bronili Warszawy w 1920 r., mieli za sobą 123 lata niewoli. Przed sobą mieli natomiast własne dzieci, którym chcieli zostawić wolną ojczyznę. - A my co chcemy przekazać? - zapytał. Odpowiadając, wskazał na wartości, które budują naród. - Naród nie żyje samym chlebem. Żyje także pamięcią, wiernością, rodziną, prawdą i wiarą. Ale przede wszystkim każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych - mówił.
W dalszej części homilii kard. Sarah wrócił do tajemnicy wniebowzięcia. Przypomniał, że człowiek został stworzony do nieba, a droga do niego została mu ofiarowana przez Boga za pośrednictwem Maryi. - To nie człowiek za pomocą własnych środków może wytyczyć sobie drogę szczęścia - mówił.
Droga ta prowadzi poprzez przyjęcie Bożego królestwa i pozwolenie, aby człowieka prowadziło czułe spojrzenie Najświętszej Maryi Panny. Kardynał przypomniał prawdę zawartą w dogmacie o wniebowzięciu. Maryja została wzięta do nieba z duszą i ciałem, a Jej los jest zapowiedzią przyszłości człowieka. W dniu ostatecznym, podczas paruzji, ludzkie ciało połączy się z duszą i zostanie przeobrażone w nieśmiertelność, czystość i piękno, aby wejść do wiecznego królestwa Bożego na wzór Najświętszej Maryi Panny.
Kard. Sarah podkreślił, że wejście Maryi do chwały z duszą i ciałem ukazuje fundament godności każdej osoby ludzkiej. Wymienił szczególnie małe dziecko w łonie matki, osobę starszą, osobę przykutą do wózka oraz człowieka z niepełnosprawnością. - Ukazuje w szczególności godność naszego ciała, które musimy szanować i otaczać czcią, ponieważ jest ono powołane do zmartwychwstania - mówił.
Odwołał się do nauczania św. Pawła, który nazywa ludzkie ciało świątynią Ducha Świętego otrzymanego na chrzcie. Kardynał zwrócił uwagę na szczególną więź między Duchem Świętym, który mieszka w człowieku, a tajemnicą wcielenia. Ten sam Duch Święty ukształtował Słowo Boże, Chrystusa Zbawiciela, w przeczystym i dziewiczym ciele Maryi.
- Dziś widzimy, że Matka Boża weszła do chwały nieba nie tylko ze swoją duszą, ale także ze swoim ciałem - podkreślił. To właśnie to ciało - przypomniał - pospieszyło wcześniej w góry Judei, aby odwiedzić krewną, świętą Elżbietę.
Maryja, prowadzona przez Ducha Świętego, otworzyła swoje serce na miłość wobec starszej krewnej. Kardynał wskazał w tym wydarzeniu wzór troski o tych, którzy potrzebują pomocy. Miłość - mówił - pozwala ludzkiemu życiu rozkwitać i ukazywać jego prawdziwy blask. - Dzięki Maryi możemy uświadomić sobie, że miłość do Boga prowadzi przez drogę służby braciom - podkreślił. Właśnie w służbie miłosierdzia obecność Boga staje się wyczuwalna i namacalna. Dzięki niej ludzkie serce może zasmakować bezgranicznego szczęścia.
W zakończeniu homilii kard. Sarah jeszcze raz powrócił do znaczenia 15 sierpnia i historii Polski. - Kościół nie świętuje dziś potęgi militarnej. Świętuje Maryję wziętą do nieba - przypomniał. Wniebowzięcie Maryi jest jednocześnie przypomnieniem, że żadne ziemskie zwycięstwo nie jest zwycięstwem ostatecznym. - Wszystkie imperia przemijają, wszystkie ideologie przemijają, zmieniają się granice, znikają moce tego świata. Bóg pozostaje - mówił. Pozostaje również Maryja, którą Polacy od wieków nazywają swoją Królową. Kardynał wskazał na Maryję z Jasnej Góry, która niesie Dzieciątko Jezus i której oblicze naznaczone jest bliznami. - Matka nie przechodzi przez historię swoich dzieci, nie odnosząc ran - powiedział. Przypomniał, że pod Jej obronę Polacy uciekali się w przeszłości i zachęcił, aby robili to także dzisiaj.
Na zakończenie kard. Sarah modlił się o rozwój Kościoła Jezusa Chrystusa oraz o to, aby żadne z Jego dzieci nie utraciło nadziei na osiągnięcie szczęścia w raju.
Po Mszy św. przyszedł czas na adorację Jezusa w Najświętszym Sakramencie, a w ogromnej Ergo Arenie zapadła zupełna cisza. - To był niesamowity moment, aż trudny do opowiedzenia. Bo arena była pełna, a panowała zupełna cisza - opowiada pani Ela.
Następnie Najświętszy Sakrament został przeniesiony do kaplicy adoracji, gdzie przez cały wieczór można było spotkać ludzi modlących się w ciszy.
A tak wyglądała dalsza cześć festiwalu:
Archidiecezja Gdańska
