Bazylika św. Mikołaja wypełniona po brzegi, dominikanie i kapłani z gdańskiego Śródmieścia przy ołtarzu, kard. Timothy Radcliffe OP mówiący o nadziei w świecie wojen i podziałów, a po liturgii rozmowy i odpustowy żurek podawany przez braci na klasztornym dziedzińcu. Gdańscy dominikanie świętowali odpust św. Dominika, założyciela zakonu i patrona ich klasztoru oraz jarmarku.
W samym środku gwarnego Jarmarku św. Dominika gdańscy dominikanie świętowali uroczystość swojego założyciela. I przypomnieli, że wszystko zaczęło się nie od straganów, lecz od kaznodziejów. W sobotę 8 sierpnia tłum na ulicach centrum Gdańska był czymś oczywistym. Trwa 766. Jarmark św. Dominika, jedno z najstarszych i największych wydarzeń plenerowych w Europie. Tegoroczna edycja rozpoczęła się 25 lipca i potrwa do 16 sierpnia. Organizatorzy zaplanowali blisko 300 wydarzeń i przygotowali dla gości ponad 700 stoisk. Hasło tegorocznej edycji brzmi: "Tu każdy ma swoją historię”.
Ale 8 sierpnia jedna z tych historii prowadziła wprost do źródeł jarmarkowej tradycji: do dominikanów i Bazyliki św. Mikołaja. Kościół wypełnili wierni. Przy ołtarzu stanęli dominikanie, kapłani z dekanatu Gdańsk-Śródmieście oraz gość tegorocznego odpustu, kardynał Timothy Radcliffe OP, jeden z najbardziej znanych współczesnych dominikanów. Mszy św. przewodniczył o. Michał Osek OP, przeor gdańskiego klasztoru.
Odpust św. Dominika 2026 - uroczyste wejście
Piotr Piotrowski /Foto Gość
To właśnie tutaj, podczas liturgii, pośród tysięcy ludzi przemierzających tego dnia centrum Gdańska, padło pytanie znacznie poważniejsze niż to związane z jarmarkowymi atrakcjami: skąd współczesny człowiek ma czerpać nadzieję?
Kard. Radcliffe rozpoczął homilię od prostego pytania: jakie przesłanie ma dziś dla nas człowiek żyjący osiem wieków temu? Odpowiedź zawarł w jednym zdaniu: "Dominik jest kaznodzieją nadziei”. Brytyjski dominikanin mówił o świecie, w którym nasilają się wojny, narasta lęk przed katastrofą ekologiczną, a część młodych ludzi boi się zakładać rodziny, bo nie wierzy w bezpieczną przyszłość. W takim świecie nadzieja przestaje być pobożnym dodatkiem. Staje się zadaniem. – Przyszłość należy do tych, którzy potrafią dać nadzieję następnemu pokoleniu – mówił kardynał.
Kaznodzieja zwracał uwagę, że politycy, celebryci i influencerzy chętnie przedstawiają siebie jako tych, w których należy pokładać nadzieję. – Problem zaczyna się wtedy, gdy oczekujemy od nich zbawienia. Nie są w stanie go dać, więc prędzej czy później przychodzi rozczarowanie. Św. Dominik proponował zupełnie inną drogę. Nie stawiał siebie w centrum. Był po prostu ”bratem Dominikiem” – mówił.
W tej części homilii pojawił się jeden z najważniejszych wątków odpustowego kazania: braterstwo. Kardynał wspominał młodego człowieka, którego zapytał kiedyś, dlaczego chciałby zostać dominikaninem. Odpowiedź była zaskakująco prosta: ”Wydaje się, że wy po prostu się lubicie”.
Kardynał Timothy Radcliffe, który odwiedzał dominikańskie wspólnoty w ponad stu krajach, przyznał, że właśnie serdeczność, przyjaźń i wzajemna sympatia należą do doświadczeń szczególnie mocno obecnych w zakonie. – Ale dominikańskie braterstwo nie może być zamkniętym klubem – dodał.
”Brat” i ”siostra” są, jak przekonywał kardynał, jednymi z najważniejszych chrześcijańskich tytułów. Nabierają szczególnego znaczenia właśnie teraz, gdy świat coraz łatwiej dzieli ludzi na swoich i obcych, przyjaciół i wrogów.
Odpust św. Dominika 2026 - fragment homilii
Piotr Piotrowski /Foto Gość
Kaznodzieja przywołał własne doświadczenie. Kilka miesięcy temu rozmawiał przez internet z o. Łukaszem. Sam przebywał wtedy w bombardowanym Charkowie, jego rozmówca był w znajdującej się pod ostrzałem Jerozolimie. – Właśnie w takim świecie chrześcijanie mają głosić, że nienawiść i przemoc nie muszą mieć ostatniego słowa – dodał.
Dla wielu osób obecnych w bazylice odpust św. Dominika nie jest jednorazowym wydarzeniem wpisanym w kalendarz gdańskiego lata. To osobista tradycja. Anna mówi, że została wychowana w duchowości dominikańskiej. Dlatego 8 sierpnia ma dla niej stały punkt na mapie Gdańska. – Co roku w uroczystość św. Dominika jestem w Bazylice św. Mikołaja. Wychowałam się w duchowości dominikańskiej i ten dzień jest dla mnie ważny – mówi.
Waldemar również podkreśla osobisty związek z zakonem. Dominikanie są dla niego przede wszystkim kaznodziejami, których posługa pomaga przeżywać i rozumieć wiarę. – Czuję mocny związek z zakonem dominikańskim. Od lat korzystam z ich posługi kaznodziejskiej i jest ona dla mnie ważna – opowiada.
W ich słowach pobrzmiewa coś, o czym tego dnia mówił kard. Radcliffe: zakon to nie tylko historia zapisana w księgach. Tworzą go relacje, spotkania i ludzie, którzy przez lata wracają w to samo miejsce.
Kard. Radcliffe zwrócił uwagę również na inną cechę św. Dominika: odwagę spotkania z człowiekiem, który myśli inaczej. – To przesłanie brzmi wyjątkowo aktualnie w epoce społecznych i politycznych baniek, w których coraz łatwiej słuchać wyłącznie tych, którzy potwierdzają nasze własne przekonania. Św. Dominik robił coś odwrotnego. Posyłał młodych braci na najlepsze europejskie uniwersytety. Mieli się uczyć, poznawać świat, rozmawiać i przekraczać granice dzięki inteligencji, wyobraźni i serdeczności. Nie chodziło o zwyciężanie przeciwnika, ale o zdolność spotkania. To właśnie z takich spotkań może rodzić się nadzieja – przekonywał.
Druga część homilii mogła zaskoczyć wiernych. Kard. Radcliffe przeszedł od braterstwa do... ludzkiego ciała. Przypomniał, że początki Zakonu Kaznodziejskiego wiążą się ze sporem z ludźmi przekonanymi, że materialny świat i ciało są czymś złym, od czego człowiek powinien się uwolnić. Dominik odpowiadał na to chrześcijańskim przekonaniem o dobroci stworzenia.
Zdaniem kardynała także współczesny człowiek musi ponownie nauczyć się patrzeć na ciało jak na dar. – Nie tylko wtedy, kiedy jest młode, zdrowe i odpowiada obowiązującym kanonom piękna, lecz także wtedy, kiedy się starzeje i słabnie – mówił. Przemoc, rasizm, pornografia, przemoc seksualna, zaburzone podejście do jedzenia czy aborcja zostały przez niego wskazane jako różne przejawy odrzucenia godności ludzkiego ciała.Chrześcijańska odpowiedź jest radykalnie inna: Bóg przyjmuje ludzkie ciało, a Jezus daje człowiekowi swoje Ciało.
Odpust św. Dominika 2026 - poczęstunek na dziedzińcu klasztornym
Piotr Piotrowski /Foto Gość
Po zakończeniu uroczystej liturgii świętowanie przeniosło się z bazyliki na klasztorny dziedziniec. Tam czekał odpustowy żurek na białej kiełbasie, przygotowany przez gdańskiego restauratora Piotra Dzika. W role kelnerów wcielili się sami dominikanie. Bracia nalewali żurek i podawali go uczestnikom uroczystości.
Po podniosłej liturgii atmosfera szybko zrobiła się rodzinna. Był czas na jedzenie, rozmowy i spotkanie i zdjęcia z kardynałem Radcliffem i z braćmi.
Ten prosty obraz dobrze współgrał z homilią. Kilkadziesiąt minut wcześniej kaznodzieja mówił z ambony o braterstwie, serdeczności i ludzkim ciele. Teraz ludzie stali obok siebie z miskami gorącego żurku, rozmawiali, spotykali znajomych i świętowali imieniny człowieka, który ponad 800 lat temu zapragnął stworzyć wspólnotę kaznodziejów.
Sobotnia liturgia przypomniała także, co kryje się za imieniem w nazwie Jarmarku. Dominik. Kaznodzieja. Brat. Człowiek przekonany, że z ludźmi trzeba rozmawiać i że Ewangelia ma być głoszona nie z bezpiecznego dystansu, lecz pośród świata.
Kard. Radcliffe streścił tę nadzieję w trzech słowach zaczerpniętych z Ewangelii: droga, prawda i życie. – Jezus jest drogą, więc ludzkie życie, nawet jeśli prowadzi przez zakręty, ma swój cel. Jest prawdą, więc chaos nie musi mieć ostatniego słowa. Jest życiem, dlatego człowiek jest wezwany nie do egzystowania w lęku, lecz do życia w pełni – zakończył.
Kiedy po Mszy św. wierni wychodzili z bazyliki, kilka kroków dalej czekał na nich jeden z najbardziej ruchliwych dni Jarmarku św. Dominika. Stragany, turyści, zapach jedzenia, gwar rozmów. A na klasztornym dziedzińcu dominikanie nalewali żurek.
Ten kontrast najlepiej opowiada o gdańskim odpuście. Wielka historia spotkała się tu ze zwyczajnym życiem. Kardynał mówił o nadziei dla świata, a potem ludzie usiedli obok siebie przy wspólnym posiłku. Bo nadzieja, o której mówił tego dnia kard. Timothy Radcliffe OP, nie zaczyna się od wielkich deklaracji. Zaczyna się od tego, że człowiek może nazwać drugiego człowieka bratem.
Archidiecezja Gdańska