- Dzięki św. Benedyktowi przetrwało to, co najcenniejsze. I dzięki niemu możemy się dziś tutaj spotkać - mówił bp Przyborek podczas Mszy św. rozpoczynającej zjazd. Kaszubi nieśli w procesji z darami dary ziemi i regionalne wyroby. W roku stulecia Gdyni i 70-lecia Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego uczestnicy zjazdu przypomnieli, że kaszubska tożsamość wyrasta nie tylko z języka i tradycji, lecz także z wiary.
XXVII Światowy Zjazd Kaszubów rozpoczął się od Eucharystii w kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gdyni. Bp Piotr Przyborek mówił o rodzinie, przekazywaniu wiary i "opcji Benedykta", która może stać się odpowiedzią na niepewność współczesnego świata.
Do świątyni uczestnicy dotarli w barwnym korowodzie, który wyruszył sprzed dworca Gdynia Główna. Szły w nim całe rodziny, zespoły regionalne i delegacje z dziesiątkami sztandarów. Nad głowami maszerujących rozciągała się stumetrowa czarno-złota flaga kaszubska. Mszy św. przewodniczył bp Piotr Przyborek, biskup pomocniczy archidiecezji gdańskiej. W Liturgii uczestniczyli Kaszubi z różnych części Pomorza oraz goście przybyli z Polski i zagranicy.
Witając zgromadzonych, hierarcha wyraził radość, że zjazd rozpoczyna się od wspólnej modlitwy. - Bardzo serdecznie witam wszystkich przedstawicieli władz państwowych i samorządowych, działaczy zrzeszenia, kapłanów oraz was wszystkich. Cieszę się, że możemy spotkać się w naszej Gdyni i rozpocząć nasz zjazd od liturgii, od Eucharystii - mówił.
Tego dnia Kościół wspominał św. Benedykta, patrona Europy. Biskup zauważył, że jego obecność w liturgicznym kalendarzu dobrze współgra z kaszubskim świętem. - Można powiedzieć, że Benedykt pojawił się dziś przypadkiem. Wiemy jednak, że w języku religijnym przypadek to imię Ducha Świętego. Duch Święty sprawił, że dzisiaj nam go zesłał. Dlatego pozwólcie, że od niego rozpocznę i poszukam pewnych analogii dla naszego życia chrześcijańskiego, naszej codzienności i naszego dzisiaj - zapowiedział.
Przypomniał, że św. Benedykt żył w czasie rozpadu dotychczasowego porządku. Upadkowi Cesarstwa Rzymskiego towarzyszyły kryzys moralności, osłabienie wiary oraz zastępowanie prawa siłą. - Benedykt ocalił to, co było najcenniejsze. Najpierw szukał życia samotniczego, związanego z Panem Bogiem. Kiedy jednak zaczęli gromadzić się wokół niego bracia, zbudował klasztor na Monte Cassino. Stworzył wspólnotę, która była odpowiedzią na upadek wiary, moralności i prawa ówczesnego świata - wyjaśniał kaznodzieja.
Klasztor stał się domem, w którym zakonnicy mogli czuć się bezpiecznie, wspólnie pracować, modlić się i wzrastać. Życie braci porządkowała reguła wyrażona w słowach "ora et labora", czyli "módl się i pracuj". Jedną z wykonywanych przez nich prac było przepisywanie dawnych ksiąg, dzięki czemu ocalono znaczną część starożytnego dziedzictwa. - Kiedy powstają wspólnota, bezpieczeństwo, praca, modlitwa i relacja z Panem Bogiem, zaczyna się odradzać to, co najpiękniejsze. Odradza się wspólnota i chrześcijaństwo. Myślę, że śmiało można powiedzieć, że dzięki Benedyktowi to wszystko przetrwało. Dzięki niemu również my możemy się tutaj dzisiaj spotkać - zaznaczył bp Przyborek.
Kaszubi nieśli w procesji z darami dary ziemi i regionalne wyroby. Wioleta Żurawska /Foto Gość
Zdaniem biskupa także współczesność potrzebuje "opcji Benedykta". Nawiązał do rozmów z rodzicami, którzy martwią się, że ich dzieci porzucają wiarę i tracą moralne punkty odniesienia. - Rodzice mówią nieraz: „Nasze dzieci odchodzą od wiary, żyją, jak chcą". Fundament, który tworzył jeszcze nasze dzieciństwo, został im zabrany. Młodzi nie czują się bezpiecznie, bo zagraża im to czy tamto. Pojawia się kult pieniądza: kto ma więcej, ten ma lepiej. W tym znaczeniu nasze czasy można porównać do czasów św. Benedykta - mówił.
Pierwszym elementem odpowiedzi powinna być rodzina. - To, czym dla Benedykta były klasztor i wspólnota braci, dla nas mogą być nasze rodziny, tutaj, na Kaszubach. Rodziny Bogiem silne. Trzeba o nie dbać, aby dzieci miały fundament, wiedziały, po co żyją i jak żyć. Potrzebujemy także spotkań rodzin myślących podobnie, żeby można było dzielić się wartościami i żeby ci, którzy je wyznają, nie czuli się ludźmi z marginesu - podkreślił pasterz.
Drugim zadaniem jest uporządkowanie codzienności według zasady ora et labora. Chodzi o szacunek dla pracy i nauki, ale także o stałe miejsce dla Eucharystii, modlitwy domowej i życia rodzinnego. Biskup opowiedział przy tym historię gospodarza, który w czasie żniw siedział pod drzewem i płakał. Gdy żona zapytała, co się stało, odpowiedział: "Zapomniałem zasiać". - To jest chyba istota problemu. Kiedy człowiek zapomina, ciągle coś zamierza albo mówi sobie: "Zrobię to później", może przyjść taki czas, że nie będzie miał czego zbierać. Te słowa ora et labora są czymś bardzo mocnym. Musimy sami o nich pamiętać, ale też przekazywać je dalej - przekonywał.
Trzecim elementem jest wiara. Nie wystarczy bowiem wiedzieć, jak żyć. Trzeba jeszcze znać odpowiedź na pytanie, po co żyć. - Święty Piotr mówi do Jezusa: "My opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą". Jest w tym trochę pytania: "Panie Jezu, czy nam się to opłaca, czy warto?". Jezus odpowiada, że stokroć tyle otrzymają. Gdybyśmy chcieli jednym zdaniem zdefiniować wiarę, to jest ona zostawieniem wszystkiego albo oddaniem wszystkiego Jezusowi, podaniem Mu ręki i pójściem za Nim - tłumaczył.
Człowiek boi się takiego zawierzenia, ponieważ oznacza ono rezygnację z pełnej kontroli nad własnym życiem. Biskup przywołał jednak ewangeliczne sceny rozmnożenia chleba oraz wesela w Kanie Galilejskiej. - Chłopiec przynosi Jezusowi pięć chlebów i dwie ryby. To niewiele, ale mówi: "Panie Jezu, weź to". Jezus karmi tym pięć tysięcy ludzi, a pozostaje jeszcze dwanaście koszów. W Kanie słudzy przynoszą wodę. Pewnie nie widzą w tym większego sensu, ale Jezus bierze ją i przemienia w wyśmienite wino. Podczas Eucharystii przynosimy chleb i wino, a On przemienia je w swoje Ciało i Krew - mówił. - Kiedy oddaję Jezusowi to, co moje, On mi tego nie zabiera. Bierze to, przemienia i zwraca po dwakroć, pięciokroć, dziesięciokroć, a nawet stokroć. Daje to, co najlepsze, i ostatecznie prowadzi mnie do Boga - dodał.
W roku stulecia Gdyni i 70-lecia Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego uczestnicy zjazdu przypomnieli, że kaszubska tożsamość wyrasta nie tylko z języka i tradycji, lecz także z wiary. Wioleta Żurawska /Foto Gość
Na zakończenie zwrócił się do Matki Bożej, przypominając o gdyńskiej Bazylice Morskiej oraz o zbliżającej się Kaszubskiej Pieszej Pielgrzymce na Jasną Górę. Przywołał słowa pieśni: "Kaszëbskô nasza Matinkò, na strażë stojimë kòl Ce", prosząc Maryję, aby prowadziła kaszubski lud. - Niech nasza Matka nas umacnia i uczy, jak wszystko oddawać Jezusowi. Wtedy On będzie błogosławił naszym Kaszubom, ojczyźnie i Kościołowi. Będzie sprawiał, że nasze dzieci będą wzrastały w tradycji, kulturze i wierze - zakończył bp Przyborek.
Podczas uroczystości złożono również kwiaty na grobie ks. prał. Hilarego Jastaka, długoletniego proboszcza gdyńskiej parafii, kapelana Solidarności i jednej z ważniejszych postaci powojennej historii miasta.
Archidiecezja Gdańska