Tablica w Kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Sopocie. Tablica w gdańskim Kościele Morskim franciszkanów (Nowy Port). Tablica w Kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Sopocie. Chrzcielnica ufundowana na 1000. rocznicę chrztu Polski w Kościele pw. NMP Wniebowziętej Gwiazda Morza w Sopocie. Organy w sopockiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa ufundowane w czynie milenijnym, poświęcone 16 czerwca 1968 roku. Tablica w Kościele NMP Wniebowziętej Gwiazda Morza w Sopocie.
Po maju 1966 r. zostały fotografie tłumów pod Bazyliką Mariacką, meldunki bezpieki i wspomnienie zniszczonych propagandowych plansz przy gdańskim dworcu. Zostały też ślady mniej oczywiste: tablice, dzwony, chrzcielnice, kielichy, ornaty, obrazy i parafialne kroniki. Wiele z nich wciąż jest na swoim miejscu. Mijane bez większej uwagi, przechowują pamięć o Milenium Chrztu Polski lepiej niż niejeden oficjalny dokument.
Władze PRL mówiły o Tysiącleciu Państwa Polskiego. Kościół świętował Milenium Chrztu Polski. Różnica nie dotyczyła tylko nazwy. Chodziło o pamięć, o początek, o sens polskiej historii. W Gdańsku napięcie osiągnęło szczyt 28 i 29 maja 1966 r., gdy do miasta przyjechał prymas Stefan Wyszyński. O tych wydarzeniach przypominała otwarta w czerwcu przy Dworcu Głównym wystawa IPN "Pierwsza próba sił na ulicach Gdańska. Obchody Polskiego Milenium w 1966 roku", przygotowana przez dr. Daniela Gucewicza.
Otwarcie wystawy IPN "Pierwsza próba sił na ulicach Gdańska. Obchody Polskiego Milenium w 1966 roku"
Jednak obok wielkich obchodów, prowokacji i ulicznych zajść toczyło się życie parafii. Proboszczowie i wierni przygotowywali świątynie, odnawiali chrzcielnice, fundowali tablice, kupowali dzwony, zamawiali organy i przedmioty liturgiczne. W kraju biednym i rządzonym przez nieufne wobec Kościoła komunistyczne władze każdy taki gest miał znaczenie.
Niepozorne, ale wymowne
Dr Daniel Gucewicz, historyk z gdańskiego oddziału IPN i autor książki "Próba sił? Rok 1966 w Gdańsku. Milenium kontra Tysiąclecie", zwraca uwagę, że najbardziej istotne znaki pozostałe po tamtym czasie wcale nie muszą być fizyczne. - Zapewne za najważniejsze pamiątki milenijne należałoby uznać te, których nie widać, niematerialne, duchowe: nawrócenia, powroty do Kościoła, odnowienie więzi z Bogiem. O nich jednak niewiele wiadomo, nie mam żadnej wiedzy, czy ktoś je badał, a byłoby to niezwykle interesujące. Z drugiej strony chodziło o materialne uczczenie wielkiej historycznej rocznicy. Nie znam bliższych szczegółów dotyczących procesu fundowania pamiątek w poszczególnych wspólnotach parafialnych czy zakonnych, zapewne nie w każdej udało się czegoś takiego dokonać. Z punktu widzenia dzisiejszego widza czy też osoby współcześnie odwiedzającej kościoły najważniejsze wydają się tablice milenijne: w zasadzie niepozorne, ale wymowne - mówi.
Tablica w gdańskim Kościele Morskim franciszkanów (Nowy Port). Wioleta Żurawska /Foto Gość
Dopiero potem przychodzi kamień, metal, drewno, tkanina i papier. Tablica była najprostszym znakiem pamięci. Można ją było wmurować w ścianę kościoła i zostawić przyszłym pokoleniom krótką informację: byliśmy tu, pamiętaliśmy, chcieliśmy zapisać tę datę. W diecezji gdańskiej miało to dodatkowe znaczenie. Po wojnie wiele kościołów trzeba było odbudowywać, porządkować, urządzać niemal od początku. Nie było to środowisko przesycone pamiątkowymi tablicami. - Warto dodać, że przez wiele lat po wojnie w kościołach diecezji gdańskiej raczej nie wmurowywano podobnych pomników. Działo się tak z wielu powodów, m.in. ogólnego ubóstwa i innych priorytetów w dziedzinie sztuki sakralnej, jak odbudowa po zniszczeniach wojennych - podkreśla historyk.
Najbardziej intrygujący jest trop pięciu granitowych tablic milenijnych, które 29 maja 1966 r. poświęcił kard. Stefan Wyszyński. Miały trafić do świątyń związanych z ówczesnymi dekanatami. Po niemal sześćdziesięciu latach nie wszystko da się jednak odtworzyć bez znaków zapytania. - Z tego, co wiem, tablice te miały trafić do świątyń, które były siedzibami pięciu ówczesnych dekanatów, m.in. do św. Ignacego na gdańskich Starych Szkotach, Najświętszego Serca Pana Jezusa w Sopocie, zapewne też do Nowego Dworu Gdańskiego, Nowego Stawu i Pruszcza Gdańskiego. Ale podobne tablice umieszczano też w wielu innych kościołach. Decydowali o tym ich administratorzy. Nie da się ukryć, że to w jakiejś mierze najprostszy, a zarazem najwymowniejszy sposób na uczczenie wiekopomnej rocznicy. Interesujące, że istnieje kilka wzorów takich tablic zaprojektowanych i wykonanych przez Janinę Stefanowicz-Schmidt - wyjaśnia dr Gucewicz.
Tablica w Kościele Najświętszego Serca Pana Jezusa w Sopocie. Wioleta Żurawska /Foto Gość
Jedne tablice można łączyć z uroczystością 29 maja i serią poświęconą przez prymasa. Inne były późniejszymi, lokalnymi fundacjami. W Kościele Morskim w Gdańsku-Nowym Porcie zachowała się tablica wmurowana 31 grudnia 1966 r. W parafii pw. Matki Bożej Królowej Korony Polskiej w Oliwie pamiątkową tablicę milenijną wmurowano 21 sierpnia. W Sopocie takowa znajduje się również w Kościele NMP Wniebowziętej - Gwieździe Morza. Część informacji, zwłaszcza dotyczących Nowego Dworu Gdańskiego i Nowego Stawu, wymaga jeszcze sprawdzenia w terenie i w parafialnych kronikach. Nie zawsze da się zresztą łatwo oddzielić pamiątkę zaplanowaną jako "pomnik" milenium od rzeczy, którą ufundowano po prostu w tym szczególnym roku. W kościelnej rzeczywistości jedno często przechodziło w drugie. - Zapewne każda rzecz ufundowana w roku milenijnym stała się, co zrozumiałe, pamiątką obchodów tysiąclecia chrztu Polski - zaznacza dr Gucewicz.
Przy chrzcielnicy i ołtarzu
Milenium nie było jednak tylko datą na kamieniu. Skoro świętowano tysiąc lat od chrztu Mieszka, naturalnym miejscem pamięci stała się chrzcielnica. W wielu parafiach odnawiano ją właśnie z tej okazji. Nie była to jedynie sprawa wystroju. Przy chrzcielnicy wielka rocznica schodziła z poziomu historii narodu do życia konkretnej rodziny. - Wynikało to z zachęty episkopatu Polski, przekazanej proboszczom przez kurię biskupią, niemniej jednak wszystko zależało od proboszczów, ich chęci włączenia się w tę akcję oraz umiejętności pozyskania funduszy. Można przypomnieć, że połowa lat 60. to był trudny czas dla całego polskiego społeczeństwa, dla kapłanów również, ponieważ wielu z nich było obciążanych wygórowanymi podatkami - opowiada historyk.
Na jednej z plansz wystawy IPN widać ks. Kazimierza Kluza, późniejszego biskupa, który w Kościele Chrystusa Króla w Gdańsku udziela pierwszego chrztu w drugim tysiącleciu chrześcijańskiej Polski. Dzieci otrzymały imiona Mieszko i Dobrawa. Ten obraz mówi więcej niż długi komentarz. Rok 966 przestał być odległą datą z podręcznika. Wrócił w sakramencie, w imionach dzieci, w decyzji rodziców.
Także imiona stały się pamiątką. Dziś brzmi to zaskakująco, ale w latach przygotowań do milenium i w samym roku 1966 pojawiały się wybory bardzo świadome. - Nadawanie imion związanych z polską tradycją i historią było popularne w tamtym czasie i wynikało również z zachęty przekazywanej przez Kościół. Wiadomo oczywiście, że ostateczna decyzja o nadaniu imienia należała do rodziców. Swoją drogą byłoby bardzo ciekawe, ilu Mieszków urodziło się w 1966 r. Zresztą jeden z moich przyjaciół, skądinąd bardzo dobrze znany historyk, urodzony w tamtym roku, otrzymał wówczas na drugie imię Mileniusz. Co ciekawe, w świadomości społecznej wiedza o źródle pochodzenia tego niezwykle rzadkiego imienia prawdopodobnie nie istnieje. Obecnie imię to jako pierwsze nosi kilkanaście osób, a jako drugie 42 osoby. Z moich pobieżnych ustaleń wynika, że około 45 Mileniuszy bądź Milleniuszy przyszło na świat właśnie w okresie przygotowań do obchodów lub świętowania polskiego Milenium, czyli w latach 1959-1969 - mówi dr Gucewicz.
Chrzcielnica ufundowana na 1000. rocznicę chrztu Polski w Kościele pw. NMP Wniebowziętej Gwiazda Morza w Sopocie. Wioleta Żurawska /Foto Gość
Historyk zwraca uwagę, że Gdańsk w ostatnich dekadach przeżywał kilka "tysiącleci". To ciekawe tło dla roku 1966, który dziś bywa przykryty przez późniejsze rocznice. - W 1962 r. komuniści wymyślili, że w ramach ogólnopolskich obchodów Tysiąclecia Państwa Polskiego, w tym właśnie roku najważniejszym ich punktem będzie świętowanie "dziesięciu wieków Gdańska". Z kolei w 1997 r. odbyły się uroczystości właściwego Milenium Gdańska ściśle związane z misją św. Wojciecha, a w 2000 r. świętowano dwa tysiące lat chrześcijaństwa, czego pamiątką jest krzyż milenijny na Górze Gradowej - mówi.
- Symboliczną pamiątką jest niewątpliwie nadanie tytułu bazyliki mniejszej Kościołowi Mariackiemu: powstającemu jako katolicki, służącemu kilkaset lat protestantom, bardzo mocno zniszczonemu w marcu 1945 r., wreszcie zwróconemu katolikom i odbudowanemu głównie na koszt państwa. Co jeszcze wymowniejsze, od 1958 r. zarządzanemu przez ks. Józefa Zatora-Przytockiego, dziekana Armii Krajowej i więźnia stalinowskiego - podkreśla autor.
W Bazylice Mariackiej przygotowania miały też wymiar plastyczny i liturgiczny. Przebudowano prezbiterium, zamówiono obraz Barbary Massalskiej "Chrzest Polski" oraz tkaniny dekoracyjne Krystyny Jacobson. Sprzedawano pamiątkowe obrazki fotograficzne. Podczas głównych uroczystości świątynia i przestrzeń wokół niej stały się centrum gdańskiego milenium. W innych miejscach pamiątki były skromniejsze, ale nie mniej znaczące. W Świętym Wojciechu kronika wspomina obraz olejny św. Wojciecha, namalowany przez Klukowskiego i ufundowany przez Mikołaja Podhoreckiego. Był też zielony ornat z napisem "Dar Milenium", ofiarowany przez parafian ze Świętego Wojciecha i Niegowa, duża puszka na 2,5 tys. komunikantów jako "Dar Tysiąclecia" oraz kielich z pateną. W Niegowie mieszkańcy ufundowali metalową kapliczkę. Na Strzyży, u zmartwychwstańców, Straż Honorowa Najświętszego Serca Pana Jezusa ofiarowała fioletowy gotycki ornat.
Do tej samej mapy pamięci należą dzwony i organy. - Przynajmniej w kilku parafiach udało się ufundować dzwony milenijne, które biją do dziś, m.in. w archikatedrze oliwskiej czy Kościele Morskim Franciszkanów w Nowym Porcie. Sporym wydatkiem musiały być organy sprawione w czynie milenijnym dla Kościołów św. Jakuba i NSPJ w Sopocie - zauważa dr Gucewicz.
Organy w sopockiej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa ufundowane w czynie milenijnym, poświęcone 16 czerwca 1968 roku. Wioleta Żurawska /Foto Gość
Te przedmioty nie były muzealnymi eksponatami. Dzwon bił. Ornat zakładano do Mszy św. Kielich służył liturgii. Konfesjonał był miejscem spowiedzi. Chrzcielnica miejscem nowego życia w Chrystusie. W tym sensie pamiątki milenijne nie tylko przypominały rocznicę, ale wchodziły w rytm parafii.
Znaki pod kontrolą
Władze dobrze rozumiały, że znaki mają znaczenie. Nie musiały kontrolować każdej tablicy, ale interesowało je wszystko, co wychodziło poza zwykłe wyposażenie kościoła. Pieczątka, obrazek, chorągiew, świetlny krzyż na wieży czy wystawa historyczna mogły stać się dowodem "wrogiej" aktywności. - Nie wiem nic na temat ingerencji władz komunistycznych w proces tworzenia tablic milenijnych. Największą uwagę władz przykuwały te rzeczy, na które były potrzebne zezwolenia, bez czego zdobywało się haki na wrogich księży. Wiem np., że bez zezwolenia urzędu cenzury wykorzystywano m.in. pieczątki z okolicznościowym nadrukiem bądź obrazki powielane wówczas techniką fotograficzną i kolportowane m.in. w Bazylice Mariackiej. Nie wiem, czy kogoś spotkały za to konsekwencje, niemniej każdorazowe ujawnienie przez funkcjonariuszy SB takich przestępstw było skrupulatnie odnotowywane w raportach i przekazywane do odpowiednich władz - mówi historyk.
Kary spadały m.in. za chorągwie maryjne i papieskie. Te drugie komuniści traktowali jak flagi obcego państwa, z którym PRL nie utrzymywała kontaktów. - Na administratorów zabytkowych kościołów narzucano kary grzywny za umieszczenie na wieżach tych świątyń krzyży zbudowanych ze świetlówek, co pewnie było pierwszą, dość prymitywną formą iluminacji gdańskich świątyń. Wiemy jednak, że instalacje te pozostały jeszcze długo - dodaje autor.
Władze interesowały się także wystawami historycznymi. - Wiadomo o dwóch wystawach przygotowanych przez niezłomnych księży: Józefa Zatora-Przytockiego w Bazylice Mariackiej i Hilarego Jastaka w Kościele Serca Jezusowego w Gdyni. Co ciekawe, tego pierwszego ukarano mandatem, drugiego już nie, ponieważ nie do końca wiedziano, kto jest jej organizatorem: proboszcz czy kuria biskupia w Pelplinie - zaznacza D. Gucewicz.
Nie wszystkie pamiątki przetrwały w miejscu, w którym pojawiły się w 1966 r. Niektóre obrazy usunięto z kościołów, zapewne dlatego, że po Soborze Watykańskim II zmieniał się sposób urządzania wnętrz sakralnych. Tak stało się m.in. z obrazem Barbary Massalskiej "Chrzest Polski". - Choć jest to fascynujący temat, trudno mi odpowiedzieć. Wiem, że niektóre obrazy pierwotnie umieszczone w kościołach zostały z nich usunięte, zapewne z tego powodu, że nie pasowały do zmieniającego się, szczególnie po Soborze Watykańskim II, wystroju wnętrz. Stało się tak m.in. z obrazem Barbary Massalskiej "Chrzest Polski" - opowiada.
- Może kiedyś znajdzie się jakiś historyk sztuki, który pójdzie tym tropem i odkryje wszystkie pamiątki milenijne w przynajmniej gdańskich kościołach oraz zbada ich losy. Będzie to jednak zadanie niezwykle trudne, ponieważ niektóre archiwa parafialne z dokumentami z tamtego okresu nie istnieją, a pamięć ludzka jest bardzo zawodna, tym bardziej że minęło już 60 lat - dodaje pracownik IPN.
Tablica w Kościele NMP Wniebowziętej Gwiazda Morza w Sopocie. Wioleta Żurawska /Foto Gość
Do takich śladów należą także pamiątki późniejsze, które wracały do wydarzeń z 1966 r. W okresie Solidarności w Kościele Najświętszego Serca Jezusowego we Wrzeszczu zawisła tablica dedykowana Janowi Pawłowi II, wykonana przez Wawrzyńca Sampa. Przypominała dwie wizyty Karola Wojtyły w tej świątyni: milenijną i późniejszą, związaną z 50-leciem diecezji gdańskiej. Dr Gucewicz zwraca uwagę, że tablica zawiera drobny błąd: informuje, że abp Wojtyła "celebrował i przemawiał" 28 maja, gdy faktycznie miało to miejsce rankiem 29 maja; wieczorem 28 maja był obecny podczas milenijnego spotkania kard. Wyszyńskiego ze studentami.
Pamięć o milenium zapisywała się więc warstwami. Najpierw w samych obchodach, potem w przedmiotach fundowanych przez parafie, a później także w tablicach, które już z perspektywy kolejnych lat przypominały, kto wtedy był w Gdańsku i jaką drogę przeszła tutejsza wspólnota. To dobrze pokazuje, dlaczego warto wrócić do tematu teraz. Pamiątki milenijne nie zawsze stoją w miejscach oczywistych. Czasem są w zakrystii. Czasem na plebanii. Czasem wisi nad nimi kurz i nikt już nie pamięta, kto je ufundował. Czasem zachowała się tylko wzmianka w kronice. Ale razem tworzą mapę roku 1966 widzianego od strony parafii, a nie tylko aparatu władzy.
Po milenium pozostały przedmioty. Za nimi stoją ludzie: proboszczowie, artyści, fundatorzy, członkowie wspólnot i parafianie, którzy w trudnym czasie chcieli zostawić ślad wiary. Władza miała akademie, hasła i plansze. Kościół miał tablice, chrzcielnice, dzwony i liturgię. Na pozór odległy rok 1966 nie zamknął się w kilku dniach maja. Został w kościołach. Czasem bardzo blisko, na ścianie mijanej od lat.
Archidiecezja Gdańska
