Ponad 350 maturzystów z archidiecezji gdańskiej pielgrzymowało 14 marca na Jasną Górę, by przed egzaminem dojrzałości zawierzyć Bogu swoją przyszłość. W homilii podczas Liturgii w intencji abiturientów bp Przyborek rozpoczął od przypomnienia Ewangelii o uzdrowieniu niewidomego od urodzenia.
Centralnym punktem pielgrzymki maturzystów z archidiecezji gdańskiej na Jasną Górę była Eucharystia w Kaplicy Cudownego Obrazu, której przewodniczył bp Piotr Przyborek. W homilii mówił o wierze, duchowym wzroku i o tym, że Chrystus nie obiecuje drogi łatwej, ale prowadzi taką, która ma sens.
Następnie przywołał historię studentów, którzy chcieli przechytrzyć profesora i przygotować się tylko z jednej tezy egzaminacyjnej. Plan się nie udał, bo wykładowca zmienił kolejność pytań. Ta opowieść stała się dla kaznodziei obrazem ludzkiej pokusy chodzenia na skróty. - Tamci studenci byli leniwi, chcieli sobie ułatwić i ominąć wysiłek. I spotkało ich to, co spotkało. A tu mamy człowieka, który podejmuje wyzwanie, choć wydaje się ono dziwne. Jezus nakłada mu błoto na oczy i każe przejść przez całe miasto do sadzawki Siloam. To nie jest droga wygodna, to nie jest rozwiązanie proste, ale właśnie przez ten wysiłek, przez tę drogę, przez okazanie wiary człowiek otrzymuje wzrok, otrzymuje nowe życie, otrzymuje coś, czego nawet nie mógł się spodziewać - tłumaczył kaznodzieja.
Biskup podkreślił, że także młodzi chętnie wybraliby rozwiązanie szybkie, bezbolesne i przewidywalne. Tymczasem Bóg często prowadzi inaczej. - My chcielibyśmy pójść na łatwiznę. Wiedzieć wcześniej, co będzie na maturze, wejść, zdać i po godzinie wyjść spokojnie do domu. Ale właśnie wysiłek, właśnie droga, właśnie to wszystko, co Pan Bóg przed nami układa, jest po coś. To nie jest przypadek. To nie jest strata czasu. Pan Bóg umie posłużyć się także tym, co trudne, żeby człowieka poprowadzić dalej - zaznaczył.
Rozwijając ewangeliczny obraz, duchowny zwrócił uwagę na błoto, które Jezus położył na oczy niewidomego. Jak zaznaczył, nie był to przypadkowy gest. - Pan Jezus mógł wybrać inną metodę, przecież nie musiał posługiwać się błotem. Ale właśnie to błoto mobilizuje tego człowieka. Kiedy coś uwiera, kiedy coś przeszkadza, człowiek chce to z siebie zmyć, chce się tego pozbyć. Jezus wykorzystuje to, żeby go podnieść, żeby wyrwać go z bezruchu, kazać mu wstać i pójść. Paradoksalnie przez to, co niewygodne, prowadzi go ku uzdrowieniu - powiedział bp Piotr.
Biskup zauważył też, że niewidomy nie tylko odzyskuje wzrok, ale zostaje wyrwany ze swojej dotychczasowej codzienności. - On siedział i żebrał. Był przyzwyczajony do swojego miejsca, do swojego rytmu, do tego, że każdy dzień wygląda podobnie. Może już niczego się nie spodziewał. I właśnie wtedy przychodzi Jezus i mówi: teraz pójdziesz. Wybiję cię z tego, do czego się przyzwyczaiłeś. Każę ci wstać, ruszyć w drogę, podjąć wysiłek. Bo czasem właśnie tak wygląda początek cudu - wyjaśnił kapłan.
Kaznodzieja podkreślił, że taka chwila działania Boga powinna zostać w człowieku na długo, bo po doświadczeniu łaski przychodzą także pytania, trudności i zmagania. - Zapamiętaj ten dzień. Zapamiętaj ten moment. Zapamiętaj cud, który Pan Bóg uczynił w twoim życiu. Bo przyjdą trudne chwile, przyjdą wyzwania, pojawi się pokusa, żeby powiedzieć: Po co mi to było? Po co mi było wychodzić z mojego kąta? Po co mi było widzieć więcej? Po co mi ta matura, po co mi studia, po co mi ta droga? I właśnie wtedy trzeba wrócić do tego momentu, w którym Bóg otworzył oczy i pokazał, że chce od człowieka czegoś więcej - dodał.
Codzienny Różaniec w Kaplicy Cudownego Obrazu (16.15, sobota 14.03.2026)
Jasna Góra Klasztor Ojców Paulinów
W dalszej części homilii bp Przyborek mówił o potrzebie głębszego patrzenia. Nawiązując do powołania Dawida, przypomniał, że Bóg nie zatrzymuje się na tym, co zewnętrzne, ale patrzy na serce. - My bardzo łatwo oceniamy po pierwszym wrażeniu. Patrzymy i już wiemy: ładne, brzydkie, dobre, złe. A Pan Bóg uczy nas innego spojrzenia. Uczy nas patrzeć głębiej. Bo człowiek, którego ja tak szybko oceniam, ma swoją historię, trudności, zranienia, swoje dobro. Jeśli zatrzymam się tylko na tym, co zewnętrzne, bardzo łatwo zrobię krzywdę - mówił duszpasterz.
Drugim ważnym wątkiem było duchowe widzenie Chrystusa. Biskup przypomniał, że można patrzeć na Jezusa, a mimo to nie rozpoznać w Nim Zbawiciela. - Można widzieć fizycznie, ale nie zobaczyć duchowo. Można patrzeć i nie odkryć, kim naprawdę jest Jezus. I my właśnie tego wzroku potrzebujemy. Potrzebujemy takiego spojrzenia, które pomoże nam odkryć Chrystusa, odkryć sens naszej wiary, naszą drogę życiową. Bo bez tego można widzieć wiele rzeczy, a nie zobaczyć tego, co najważniejsze - zaznaczył biskup pomocniczy.
Nawiązując do drugiego czytania, mówił również o świetle i ciemności, które człowiek nosi w sobie. Przywołał prosty obraz ciemnych okularów, przez które świat wydaje się jeszcze mroczniejszy. - Czasem człowiek patrzy na świat tak, jakby miał założone okulary przeciwsłoneczne. Wtedy wszystko wydaje się ciemne, trudne, bez sensu, bez przyszłości. A Pan Jezus chce te okulary zdjąć. Chce, żebyśmy patrzyli na świat w świetle, które daje Chrystus. Chce, żebyśmy zobaczyli więcej, głębiej, prawdziwiej - tłumaczył.
Na końcu homilii bp Piotr Przyborek przypomniał, że pielgrzymka na Jasną Górę nie jest metą, ale początkiem dalszej drogi. Jezus daje człowiekowi znaki swojej obecności, sakramenty, pokarm i światło, ale nie pozwala zatrzymać się w miejscu. - To jest dopiero pierwszy krok. Pan Jezus daje człowiekowi odkryć coś dobrego, daje mu światło, daje mu pokarm, daje mu sakramenty, ale potem mówi: mam dla ciebie coś więcej. Prowadzi dalej. Człowiek stopniowo odkrywa, że jego życie to przyjaźń z Chrystusem, który oddał za niego życie, pozostał przy nim i prowadzi go do życia wiecznego - zaakcentował.
Na zakończenie biskup postawił młodym pytanie, które wybrzmiewa także w Ewangelii: "Czy wierzysz?". Odpowiedź, jak podkreślił, nie ma być tylko słowem wypowiedzianym podczas Liturgii, ale decyzją, która nadaje kierunek całemu życiu. - Dzisiaj chcemy odpowiedzieć: tak, Panie, wierzę. I chcemy wejść w relację, która prowadzi do miłości. A ponieważ miłość jest nieskończona, ta relacja nie kończy się na jednym etapie życia. Ona trwa, dojrzewa i prowadzi człowieka dalej, aż do wieczności - podsumował pasterz.
Archidiecezja Gdańska