Eucharystia w kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej zwieńczyła jasnogórski etap pielgrzymowania grup z archidiecezji gdańskiej. Bp Piotr Przyborek przypomniał jednak, że dojście do celu nie oznacza końca drogi duchowej. To, czym pątnicy żyli na szlaku, powinni teraz przenieść do swoich domów, parafii i codziennych relacji.
W kaplicy Jasnogórskiej Pani zgromadzili się uczestnicy 45. Kaszubskiej, 44. Gdańskiej i 41. Gdyńskiej Pieszej Pielgrzymki. Przynieśli własne prośby i dziękczynienia, a także intencje osób spotkanych po drodze, gospodarzy oraz wiernych wspierających ich modlitwą. - Przez 19, 18 i 16 dni czekaliśmy na ten moment, kiedy staniemy przed Matką Przenajświętszą tutaj, w jasnogórskim klasztorze. I oto jest ten dzień. Bardzo się cieszę, że mogliśmy tutaj dotrzeć, że jesteśmy teraz wspólnie na Eucharystii, która nas umocni i która nas roześle - mówił bp Piotr Przyborek.
Biskup zaznaczył w ten sposób, że liturgia nie jest wyłącznie uroczystym zakończeniem wielodniowego marszu. Eucharystia umacnia, ale również posyła. Istotę pielgrzymowania hierarcha przedstawił za pomocą trzech historii zaczerpniętych z życia pątników.
Pierwszą z nich był podsłuchany dialog służby porządkowej. Porządkowi, posługując się krótkofalówkami, przekazywali sobie informację dotyczącą przejeżdżającego samochodu: "Przepuszczać, nie wolno zatrzymywać". Wystarczyłoby zmienić miejsce przecinka albo postawić kropkę w innym punkcie, aby komunikat nabrał przeciwnego znaczenia: „Przepuszczać nie wolno. Zatrzymywać”. Niewielki znak mógłby więc zdecydować o bezpieczeństwie ludzi.
Ta historia stała się punktem wyjścia do refleksji nad pozornie małymi wydarzeniami, z których składa się ludzkie życie. Biskup wskazał na dyskretną obecność Maryi na kartach Ewangelii. Po zwiastowaniu idzie Ona do Elżbiety. W Kanie dostrzega brak wina, później stoi pod krzyżem i modli się wraz z uczniami w Wieczerniku. Nie stara się znajdować w centrum, a jednak Jej obecność za każdym razem coś zmienia.
- Ewangeliści bardzo subtelnie podkreślają obecność Matki Przenajświętszej. Taka kropeczka, przecinek, niby mimochodem, a jednak to wszystko zmienia. Wszystko wygląda zupełnie inaczej. I w naszym życiu te drobiazgi również mają niesamowitą wartość. To z nich tak naprawdę składa się nasza codzienność - podkreślił.
Podobną wartość mają proste gesty podejmowane na pielgrzymce. - Czasem oczekujemy wielkich rzeczy, wielkich wydarzeń, a one nie przychodzą. Tymczasem wielkość sprawdza się w codzienności. Tak jak na pielgrzymce: kubek wody, dobre słowo, popchnięcie wózka, pieśń, w którą się włączam, jakieś pocieszenie. To są drobiazgi, które chcemy dalej wprowadzać w nasze życie - mówił bp Przyborek.
Druga historia dotyczyła jednej z intencji różańcowych. Ktoś poprosił o modlitwę, "żeby jego siostra była mniej wredna i żeby znalazła chłopaka". Zabawne sformułowanie zawierało - jak zauważył biskup - właściwą kolejność. Najpierw trzeba podjąć pracę nad sobą, a dopiero później oczekiwać jej owoców. - Tak czasami jest z naszym życiem, że chcielibyśmy od razu osiągnąć to, co sobie zamierzyliśmy, nie przechodząc całej drogi. Mówimy: "Panie Boże, rozwiąż to tak, żebym nie musiał się natrudzić. Panie Boże, zrób to, bo teraz przecież musi się to stać". Tymczasem w życiu ważna jest droga. Nie ma efektu od razu - zaznaczył.
Tak samo jest z pielgrzymowaniem. Nikt nie mógł znaleźć się na Jasnej Górze bez przejścia kolejnych etapów. Każda pobudka, każdy kilometr i ponowne ruszenie po odpoczynku prowadziły do celu. Trud kształtował wytrwałość, relacje oraz sposób patrzenia na drugiego człowieka.
Ta zasada obowiązuje również w życiu duchowym. Odwołując się do nauczania św. Jana od Krzyża, kaznodzieja mówił o drodze oczyszczenia, oświecenia i zjednoczenia. - Człowiek chciałby pójść na skróty: "Panie Boże, żebym tak Ciebie czuł, żebyś był blisko”. Pan Jezus jest blisko i nieustannie nam towarzyszy. Ale zacznij od oczyszczenia. Zacznij od tego, żeby starać się żyć bez grzechu. Później módl się o oświecenie, a wtedy przyjdzie zjednoczenie. Nie ma drogi na skróty - podkreślił biskup.
Także Maryja najpierw uwierzyła słowu Boga, a dopiero później oglądała jego wypełnienie. Jej "Magnificat" poprzedziło "fiat" wypowiedziane podczas zwiastowania.
Trzecia historia wydarzyła się w Swarzewie podczas rozdzielania miejsc noclegowych. Kwatermistrzyni poinformowała, że "pięciu braci zostało jeszcze nierozebranych". Pielgrzymi wiedzieli, że pięciu mężczyzn nie zostało przydzielonych gospodarzom. Osoby nieznające wewnętrznego języka grupy mogły jednak zrozumieć te słowa inaczej.
Ta sytuacja pozwoliła biskupowi zwrócić uwagę na szczególny styl życia uczestników. - Kiedy jesteśmy na pielgrzymce, mamy taką gwarę, nasz wewnętrzny język. Mówimy do siebie "bracie" i "siostro", mamy chrześcijańskie zwyczaje, które na pielgrzymce bardzo żywo funkcjonują. Mówimy "Szczęść Boże", modlimy się przed posiłkiem, dziękujemy sobie wzajemnie. Mamy ten styl życia - wyliczał.
Za pielgrzymkowym językiem stoi sposób budowania relacji. Nieznajomy szybko przestaje być obcy, a osoba potrzebująca pomocy może liczyć na reakcję grupy. Problem pojawia się po powrocie, gdy te zwyczaje często znikają już po kilku dniach.
- Wracamy do domu i później w 99 procentach to wszystko po tygodniu znika. Jakby nie było pielgrzymki. Mówimy: "Szkoda, że to już się kończy". Nie szkoda. Zachowajmy naszą chrześcijańską gwarę dalej. Nie mówię o rozbieraniu braci, ale o tych zwyczajach, o tym, czym tutaj żyjemy. Przecież możemy być dla siebie życzliwi - apelował kapłan.
Przywołał pierwszą wspólnotę jerozolimską. Chrześcijanie różnili się od otaczającego ich świata, ale jednocześnie budzili podziw wzajemną miłością. - Na nich też dziwnie patrzono, ale ludzie byli nimi zachwyceni: "Zobaczcie, jak oni się miłują". Zachowajmy więc to, czym tutaj nasiąkliśmy. Niech nie zwycięży nas świat, ale niech mocą Chrystusa to my zwyciężamy świat - zachęcał.
Najbardziej konkretną wskazówką bp. Przyborka było zaproszenie do częstszego uczestnictwa w Eucharystii. Codzienna Msza św. wyznacza rytm pielgrzymki. Uczestnicy, mimo zmęczenia, gromadzą się przy ołtarzu, korzystają z sakramentu pokuty i przyjmują Chrystusa w Komunii Świętej.
- Wiem, że mówię o tym co roku, i że się powtarzam, ale jest to świadectwo mojego osobistego życia. To, co najbardziej wartościowe na pielgrzymce, to codzienna Eucharystia. To, że mogliśmy się wyspowiadać, kiedy ktoś tego potrzebował, i codziennie przyjmować Chrystusa - powiedział biskup.
Podkreślił, że w Polsce możliwość uczestniczenia we Mszy św. nie kończy się wraz z zejściem ze szlaku. W większości parafii Eucharystia sprawowana jest każdego dnia. Potrzebna jest jednak osobista decyzja, aby zachować to, co podczas pielgrzymki było naturalną częścią planu.
Pasterz podzielił się własnym świadectwem. Na piesze pielgrzymki zaczął chodzić jako uczeń siódmej klasy. Gdy miał 17 lat, doświadczenie szlaku doprowadziło go do decyzji o codziennym uczestnictwie we Mszy św. - Od 17. roku życia zacząłem chodzić na Mszę św. codziennie, także po pielgrzymce. I z perspektywy kilkudziesięciu lat mogę powiedzieć, że jest to największy skarb i największa wartość mojego życia. Codzienna Eucharystia, w której przyjmuję Chrystusa, przemienia mnie i pozwala, żebym ja przemieniał świat - wyznał.
Regularne spotkanie z Chrystusem chroni przed obojętnością, brutalnością i wulgarnością, a jednocześnie uzdalnia do wnoszenia dobra tam, gdzie go brakuje. - Niech codzienna Eucharystia przemienia nasze życie. Nie pozwólmy sobie wyrwać Chrystusa – nie tylko od święta, ale również z codzienności, w której żyliśmy na pielgrzymce i którą możemy żyć nadal - zakończył bp Piotr.
Dojście przed Cudowny Obraz zakończyło wędrówkę do Częstochowy. Eucharystia w kaplicy Jasnogórskiej Pani rozpoczęła jednak kolejny etap - drogę, na której pielgrzymkowy styl życia ma zostać przeniesiony do rodzin, parafii, szkół i miejsc pracy. Dopiero tam okaże się, czy przebyte kilometry naprawdę zmieniły tych, którzy przez wiele dni szli do Matki.
Archidiecezja Gdańska