Przy parafii trwa dłuższy postój. Pielgrzymi mogą usiąść, zdjąć plecaki i odpocząć przed dalszą drogą. Wieczorem mają dotrzeć do Nowej Wsi Wielkiej, gdzie zakończą ósmy dzień pielgrzymowania. 41. Gdyńska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę - w bydgoskiej parafii Św. Polskich Braci Męczenników
Na trasie zmieniają się ludzie i rytm kolejnych dni, ale nie energia młodej gdyńskiej grupy. Kiedy 2 sierpnia uczestnicy 41. Gdyńskiej Pieszej Pielgrzymki zatrzymali się w parafii Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy, ważniejsze od zmęczenia okazały się spotkania z ludźmi, ich gościnność i odpowiedzialność za tych, którzy idą obok.
Przyjęciem pątników zajmują się miejscowi parafianie. Wśród nich jest pani Bożena. - Przygotowania zaczęliśmy wcześniej, bo chcieliśmy, żeby pielgrzymi mogli tutaj spokojnie zjeść i odpocząć. Kiedy widzi się, ile kilometrów mają już w nogach, a mimo zmęczenia nadal są radośni, człowiek sam chce im pomóc. Dla nas to kilka godzin pracy, a dla nich siła na dalszą drogę. Cieszymy się, że w ten sposób możemy dołączyć do ich pielgrzymowania, chociaż sami zostajemy w Bydgoszczy - mówi.
Ks. Krzysztofowi Czai, kierownikowi Gdyńskiej Pieszej Pielgrzymki, obraz bydgoskiego postoju kojarzy się z Ewangelią czytaną tego dnia. - Wielka jest gościnność gospodarzy, którzy podejmują nas po drodze. Przypomina mi to dzisiejszą Ewangelię o rozmnożeniu kilku chlebów i ryb dla pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci. My tutaj doświadczamy czegoś podobnego. Gospodarze przygotowują dla nas tyle jedzenia, że nie jesteśmy w stanie wszystkiego przejeść. Widać, że robią to z wielkim sercem - podkreśla.
Kierownik tylko dogląda
Kiedy rozmowa schodzi na dotychczasowy przebieg pielgrzymki, ks. Krzysztof nie potrzebuje wiele czasu do namysłu. - Idzie się wyśmienicie, naprawdę wyśmienicie. Wiadomo, że lipiec i sierpień mają swoje prawa. Jest gorąco, czasami pada deszcz, więc po drodze doświadczamy wszystkiego. Mamy jednak bardzo dobrą grupę, a pątnicy świetnie sobie radzą. To już ósmy dzień, dlatego wszyscy są rozchodzeni, grupa jest zwarta i mobilna, a służby mają swoje zadania opanowane - mówi.
Trudno podać jedną, ostateczną liczbę uczestników. Jedni są w drodze od początku, inni dołączają tylko na pewien czas. - Zwykle jest nas między 80 a 100. Ta liczba cały czas się zmienia. Tutaj, w Bydgoszczy, trochę osób do nas dojechało, bo w weekend zawsze przybywa więcej pielgrzymów. Niektórzy zostają z nami dłużej, a inni mogą przejść tylko jeden albo kilka etapów - wyjaśnia kierownik.
Jest jeszcze jedna cecha, która szczególnie wyróżnia gdyńską grupę. - Są z nami całe rodziny z dziećmi, ale od kilku lat Gdyńska Pielgrzymka składa się właściwie z samej młodzieży. Nie wiem, czy mamy nawet dziesięć starszych osób, które chodziły z nami przez wiele lat. Można powiedzieć, że 99 procent grupy to młodzi ludzie. Są pełni werwy i doskonale sobie radzą - opowiada ks. Czaja.
Zmianę pokoleniową widać nie tylko w metrykach uczestników, lecz także w sposobie funkcjonowania grupy. - Ja jako kierownik właściwie tylko doglądam. Młodzi wszystko sobie organizują i ze wszystkim świetnie sobie radzą. Kiedy podchodzę do mikrofonu, zaczynają się nawet zastanawiać, czy wydarzyła się jakaś poważna sprawa, skoro kierownik chce coś powiedzieć. Oni wiedzą, co mają robić, podejmują posługi i czują się odpowiedzialni za całą grupę - mówi z uśmiechem kapłan.
Dwa dni próby
Grzegorz z Gdyni dobrze ocenia pierwszą część pielgrzymowania. Kiedy jednak myśli o najbliższych dniach, w jego głosie pojawia się ostrożność. - Przed nami dwa najtrudniejsze etapy: do Kruszwicy i do Lichenia. W ciągu dwóch dni mamy przejść łącznie około 89 kilometrów i trochę się tego obawiamy. Szczególnie wymagający będzie drugi dzień, kiedy czeka nas prawie 47 kilometrów, a według prognoz temperatura może sięgnąć 34 stopni. To będzie duży wysiłek, ale damy radę. Z Bożą pomocą będzie to możliwe - zapewnia.
Nie jest to obawa oparta wyłącznie na przewidywaniach. Grupa zdążyła już sprawdzić, jak organizm reaguje na długi marsz w wysokiej temperaturze. - Kilka dni temu trafiliśmy na największy upał, a do tego zgubiliśmy się w lesie. Zamiast planowanych 37 kilometrów przeszliśmy ponad 40. W takich warunkach trzeba przede wszystkim pamiętać, żeby pić bardzo dużo wody. Służby pielgrzymkowe stale nam o tym przypominają i naprawdę dobrze o nas dbają. Woda jest podawana na kolejnych etapach, ktoś cały czas pilnuje, żeby nikomu jej nie zabrakło. Dzięki temu dajemy radę - opowiada Grzegorz.
41. Gdyńska Piesza Pielgrzymka na Jasną Górę - w bydgoskiej parafii Św. Polskich Braci Męczenników
Wioleta Żurawska /Foto Gość
Grzegorz równie dobrze ocenia to, co czeka pielgrzymów po zakończeniu codziennego marszu. - Noclegi na Gdyńskiej Pielgrzymce są bardzo dobre. Do tej pory tylko raz spaliśmy wspólnie w szkole, ale taki nocleg ma swój szczególny, integracyjny charakter. Część osób prawdopodobnie mogłaby znaleźć miejsce w domach, jednak obok szkoły organizowany jest pogodny wieczór. Zależy nam, żeby uczestniczyło w nim jak najwięcej ludzi. Gdyby wszyscy zostali rozproszeni po całej miejscowości, byłoby to znacznie trudniejsze. Poza tym jednym wspólnym noclegiem jesteśmy przyjmowani przez rodziny i wszyscy są bardzo zadowoleni - mówi.
Wieczorne spotkanie jest przedłużeniem drogi, choć odbywa się już bez plecaków i równego rytmu kroków. Można porozmawiać z ludźmi, których wcześniej znało się jedynie z widzenia, zażartować z trudnych momentów minionego dnia i przez chwilę nie myśleć o kilometrach czekających nazajutrz.
Także gospodarze stają się częścią pielgrzymkowej wspólnoty. Przyjmują nieznanych wcześniej ludzi, oddają im miejsce do odpoczynku i słuchają opowieści z trasy. Rano żegnają osoby, które zaledwie kilka godzin wcześniej po raz pierwszy przekroczyły próg ich domu.
Po jubileuszu
Ubiegłoroczna, 40. Gdyńska Piesza Pielgrzymka zgromadziła wiele osób związanych z nią w poprzednich latach. Obecna edycja ma już inny charakter. - Rok temu pojawiło się bardzo wielu dawnych pielgrzymów. Często przyjeżdżali ze swoimi rodzinami, żeby wspólnie przeżyć jubileusz. Teraz jest trochę spokojniej. Ponieważ sam idę już kolejny raz, większość osób znam przynajmniej z widzenia. Zawsze pojawia się jednak ktoś nowy. Przychodzą bardzo młodzi ludzie, rodziny z dziećmi i kolejni uczniowie czy studenci. Dzięki temu grupa cały czas się odnawia - opowiada Grzegorz.
Najlepiej można to usłyszeć w pielgrzymkowym śpiewie. - W tym roku nastąpiła właściwie całkowita wymiana zespołu muzycznego. Wieloletni muzycy trochę się wycofali, a ich miejsce zajmuje bardzo młode pokolenie. To naturalne, że skład zmienia się także w czasie samej pielgrzymki. Szesnasto- czy siedemnastolatek nie jest przecież w stanie grać na gitarze przez kilkaset kilometrów bez przerwy. Część muzyków przyjeżdża, część wyjeżdża, ale zawsze znajduje się ktoś, kto może przejąć instrument - mówi.
Muzyczna sztafeta dotyczy również rodziny Grzegorza. - Mój syn jest teraz na rekolekcjach Oazy Nowej Drogi, gdzie posługuje jako animator muzyczny. Młodzi gitarzyści są bardzo potrzebni, można powiedzieć, że są wręcz rozchwytywani. Lada dzień syn do nas dołączy i również będzie grał. Każdy, kto potrafi śpiewać albo grać na instrumencie, bardzo się tutaj przydaje - dodaje pielgrzym.
Wśród osób wspierających gdyńską grupę muzyczną jest Laura. Jej historię Grzegorz opowiada z wyraźnym uznaniem. - Laura przeszła całą Pielgrzymkę Bydgoską na Jasną Górę. Później wróciła do domu, przespała się jedną noc i dołączyła do nas. Teraz pójdzie z nami przynajmniej do Lichenia. Od razu zaczęła śpiewać i grać, bo nasza grupa muzyczna potrzebuje wszystkich osób, które chcą się zaangażować. Dwa lata temu zrobiła podobnie. Dołączyła do nas w Nowej Wsi Wielkiej właściwie bez przygotowania. Nie miała nawet rzeczy na zmianę, bo po prostu przeniosła się z jednej pielgrzymki na drugą. Teraz przyszła już z plecakiem i od razu włączyła się w życie grupy - wspomina.
Pątnicy dotrą do Częstochowy 12 sierpnia. Wcześniej czekają ich jednak kolejne pobudki, długie kilometry trasy, nowe miejsca noclegowe i spotkania z gospodarzami podobnymi do tych z bydgoskiej parafii. Ktoś bierze gitarę. Ktoś inny sprawdza zapas wody. Służby zajmują swoje miejsca, a kierownik ponownie może jedynie doglądać, bo młodzi niosą tę pielgrzymkę dalej.
Archidiecezja Gdańska