Wyjazd na misję na Kubę to spełnienie wieloletnich pragnień ks. Andrzeja.
Krzyż misyjny, modlitwa i długie oklaski od parafian. W Gdańsku-Brzeźnie abp Tadeusz Wojda SAC posłał ks. Niemcewicza na misje na Kubę. - To jest posłanie, a nie pożegnanie - mówił kapłan, który 27 września wyruszy do diecezji Bayamo-Manzanillo.
Ta droga zaczęła się wiele lat temu. Jeszcze zanim ks. Niemcewicz wstąpił do seminarium, jako student Politechniki Gdańskiej należał do wspólnoty akademickiej Efraim u gdańskich jezuitów. Podczas czuwania przed Zesłaniem Ducha Świętego w Kościele św. Ignacego otrzymał fragment 2. Listu św. Pawła do Tymoteusza: "Pan stanął przy mnie i wzmocnił mnie, żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie Ewangelii i żeby wszystkie narody je posłyszały".
Te słowa zostały z nim na lata. Wracały, gdy odkrywał powołanie kapłańskie, angażował się w Przystanek Jezus, działał w seminaryjnym kole misyjnym, a później przez lata w Gdańskiej Szkole Nowej Ewangelizacji. Wśród swoich zainteresowań seminaryjnych zapisał kiedyś: ewangelizacja, misje i nowe technologie. Teraz jedno z tych słów nabiera bardzo konkretnego znaczenia.
Posłanie ks. Andrzeja Niemcewicza na Kubę - wejście
Justyna Liptak /Gość Gdański
3 września w Kościele św. Antoniego Padewskiego w Gdańsku-Brzeźnie ks. Andrzej uklęknął przed metropolitą gdańskim. Abp Wojda pobłogosławił krzyż misyjny i wręczył go kapłanowi. - "Ukochany bracie, Bóg wybrał cię, abyś szedł i owoc przynosił, i aby owoc twój trwał. Idź więc i głoś Ewangelię wszelkiemu stworzeniu" - zabrzmiały słowa obrzędu posłania.
27 września ks. Andrzej wyleci na Kubę. Razem z nim wyruszy ks. Jarosław Dziedzic, kapłan diecezji siedleckiej i doświadczony misjonarz, który przez kilkanaście lat posługiwał w Boliwii. Czeka na nich diecezja Bayamo-Manzanillo. Ok. 814 tys. mieszkańców, obszar ponad trzykrotnie większy od archidiecezji gdańskiej i zaledwie 11 parafii. W najbliższym czasie będzie tam pracować ośmioro misjonarzy z Polski - czterech księży i cztery siostry zakonne. Abp Wojda zna kubańską rzeczywistość. Odwiedził wyspę w 2019 roku. - Zastanawiałem się wówczas, jak można wytrzymać w tak trudnych warunkach - wspominał w czasie homilii w brzeźnieńskim kościele.
Mówił o braku podstawowych produktów i o biedzie, z którą każdego dnia mierzą się mieszkańcy. - Pamiętam, jak misjonarze mówili mi: "Od dwóch miesięcy nie możemy kupić nawet kromki chleba. Po prostu go nie ma" - wspominał.
Jeszcze bardziej uderza na Kubie niedobór kapłanów. - Samo miasto Bayamo liczy ok. 130 tys. mieszkańców, a posługuje w nim jeden kapłan. Ten jeden ksiądz jest do dyspozycji całej, ogromnej wspólnoty parafialnej. Jak w takich warunkach ewangelizować? Odpowiedzią są świeccy. W kubańskich wioskach katechiści gromadzą ludzi, prowadzą katechezę i przekazują wiarę. Raz w miesiącu przyjeżdżają do parafii na całodniową formację, a potem wracają do swoich wspólnot - mówił metropolita gdański. "Dzięki temu nasz Kościół jest żywy. Jest żywy i piękny" - takie słowa miejscowego kapłana zapamiętał abp Wojda. To właśnie do takiego Kościoła jedzie ks. Andrzej.
W homilii pasterz przywołał ewangeliczny obraz Piotra, który po bezowocnej nocy jeszcze raz zarzucił sieci, ponieważ zaufał Chrystusowi. - Kiedy jesteśmy słabi i nie potrafimy sobie poradzić, kiedy wydaje nam się, że nasz zasiew nie przynosi żadnych owoców, ale mimo wszystko zawierzamy Jezusowi Chrystusowi, wówczas dokonuje się wielki zasiew w sercach ludzi - mówił.
Posłanie ks. Andrzeja Niemcewicza na Kubę - fragment homilii
Justyna Liptak /Gość Gdański
Potem zwrócił się bezpośrednio do misjonarza: - Niech ks. Andrzej zawsze pozwala Jezusowi wchodzić w swoje życie, tak jak Chrystus wszedł do łodzi Piotra. Niech pozwala Mu prowadzić się tam, dokąd chce Jezus, a nie tam, dokąd on sam chciałby pójść.
Metropolita przypomniał też, że ks. Andrzej nie wyrusza na Kubę wyłącznie ze swoją osobistą wiarą. - To wiara wspólnoty, z której wyrastasz i z której teraz wychodzisz, aby dzielić się tym, czym dotychczas tutaj żyłeś - podkreślił.
Dlatego kaznodzieja prosił parafian o modlitwę. - Będzie potrzebował modlitwy, która doda mu skrzydeł, a w trudnych momentach przyniesie siłę - przypomniał.
Posłanie ks. Andrzeja Niemcewicza na Kubę - piosenka od parafian
Justyna Liptak /Gość Gdański
Pan Jerzy, jeden z parafian, mówi: - Żegnam ks. Andrzeja z żalem. Będzie nam go brakowało, ale rozumiem jego posłannictwo i misję. Kapłan idzie tam, gdzie jest potrzebny. Skoro dzisiaj potrzebują go ludzie na Kubie, trzeba to przyjąć. Będę codziennie modlił się za ks. Andrzeja i za jego misję na Kubie - deklaruje.
Ks. Andrzej przez ostatnie trzy lata posługiwał w parafii św. Antoniego Padewskiego w Brzeźnie. Wcześniej przez 6 lat pracował w parafii św. Urszuli Ledóchowskiej na gdańskim Chełmie, a przez 4 lata - w parafii św. Brata Alberta Chmielowskiego w Kokoszkach. Przez 7 lat związany był także z Zarządem Katolickiego Stowarzyszenia Gdańskiej Szkoły Nowej Ewangelizacji "Jezus Żyje", w tym przez 5 lat jako jego przewodniczący.
Podczas uroczystości dziękował parafianom ze wszystkich tych wspólnot. - Kapłan jest bowiem posłany nie tyle do rodziny czy przyjaciół, ile właśnie do was, do parafian. To wy wielokrotnie wspieraliście mnie wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebowałem - mówił.
Wyjazd na Kubę nie jest nagłą decyzją gdańskiego kapłana. Misyjne pragnienie dojrzewało w ks. Andrzeju przez lata. Kiedy zakończyła się jego kadencja w Szkole Nowej Ewangelizacji, zgłosił arcybiskupowi gotowość do wyjazdu. Na horyzoncie pojawiła się Kuba. Rok temu poleciał na wyspę, żeby zobaczyć tamtejszy Kościół i poznać ludzi, wśród których miałby pracować. Przez ostatni rok uczył się hiszpańskiego i przygotowywał do misyjnej posługi. - Dziś widzę, że wyjazd na Kubę nie jest nagłą decyzją, ale kolejnym etapem drogi, którą Pan Bóg prowadził mnie przez wiele lat - mówi. Prosił jednak, aby modlitwa nie skupiała się wyłącznie na nim. - Proszę przede wszystkim o modlitwę za naród kubański - zaapelował.
Na zakończenie uroczystości ks. Andrzej zwrócił uwagę na jedno słowo. - Cieszę się, że chyba nie padło tutaj słowo "pożegnanie”. Z jednej strony rzeczywiście tak jest, ale zostało ono przedstawione przede wszystkim jako posłanie. To jest posłanie, a nie pożegnanie. - Nie żegnamy się przecież jak przy odejściu z tego świata. Idę po prostu do innej parafii, tyle że na innym kontynencie - dodał.
Odpowiedziały mu długie oklaski. - Te brawa są mocnym zapewnieniem, że ks. Andrzej może spokojnie jechać, ponieważ będzie miał tutaj wsparcie, i to porządne wsparcie - podsumował abp Wojda.
27 września ks. Andrzej wyruszy na Kubę. Zabierze krzyż misyjny i słowa, które towarzyszą mu jeszcze od czasów studenckich: "Żeby się przeze mnie dopełniło głoszenie Ewangelii i żeby wszystkie narody je posłyszały". Teraz jednym z tych miejsc będzie Kuba.
Archidiecezja Gdańska