Św. Brygida, Gdańsk
Drodzy Uczestnicy Mszy świętej, sprawowanej w kościele św. Brygidy
w Gdańsku w 50. rocznicę robotniczych strajków,
Drodzy pracownicy gdańskiej stoczni i innych zakładów pracy na Wybrzeżu,
które zatrzymały produkcję w ramach protestu
w dniach 14-15-16-17-18 grudnia i następnych 1970 roku,
Szanowni Goście dzisiejszej uroczystości obecni w bazylice,
Panie i Panowie Parlamentarzyści,
Pani Minister Kancelarii Prezydenta RP [Grażyna Ignaczak-Bandych]
Panie Wojewodo,
Księża Biskupi, Księże Arcybiskupie Generale,
Przedstawiciele władz samorządu Trójmiasta,
Przedstawiciele Instytutu Pamięci Narodowej – Komisji ds. Ścigania Zbrodni
przeciw Narodowi Polskiemu,
Przedstawiciele Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarność,
Panowie Wiceprzewodniczący Komisji Krajowej,
Panie Przewodniczący Regionu Gdańskiego!
Rocznica zdarzeń na Wybrzeżu z roku 1970 wiąże się dla chrześcijan tradycji zachodniej z adwentem, a więc czasem przygotowania do świąt Bożego Narodzenia. Pół wieku temu te święta nie były w Polsce pogodne i radosne. Zakłóciła je świeża, żywa, pamięć o tym, co stało się na Wybrzeżu. Tym bardziej, że brakowało pełnej i obiektywnej informacji. Wiedzieliśmy o zdarzeniach na Wybrzeżu niewiele. Wiedzieliśmy mało. Telewizja i radio uprawiały na ten temat propagandę. Oficjalne komunikaty były nieprzychylne strajkującym. Podawano informacje o przegrupowaniach na szczycie partii rządzącej i w rządzie PRL. Niezwykle ważną rolę w dostępie do pełniejszej wiedzy o zdarzeniach odegrały rozgłośnie spoza Polski, przede wszystkim Radio Wolna Europa.
Strajk jest zawsze rzeczą ostatnią. Gdy w świecie pracy nie funkcjonują mechanizmy rozwiązywania sporów zbiorowych oraz konfliktów o dużej skali pomiędzy pracodawcą a pracownikami, wówczas pozostaje jeszcze strajk, jako ostateczność. Jako wyraz niezadowolenia. Jako protest przeciw rażącej niesprawiedliwości i krzywdzie. Jako krzyk rozpaczy. Strajk to mocne upomnienie się o należne prawa pracownicze, zwłaszcza ekonomiczne, a więc o chleb.
Zdarzają się strajki o innym charakterze, solidarnościowe. Jako wyraz jedności z pokrzywdzonymi, ze zwolnionymi z pracy, z wyrzuconymi na bruk. Taki strajk bywa podjęty dla walki o godność ludzi pracy.
Niestety, bywają też strajki manipulowane, prowokowane, gdzie strajkujący są traktowani przedmiotowo, instrumentalnie. Jakaś grupa osób wywołuje strajk, aby załatwić swoje sprawy, najczęściej jakieś polityczne interesy. Wówczas nie chodzi o dobro strajkujących, ale o interes liderów, przywódców strajku, albo osób, które się za nimi kryją.
Niewątpliwie strajk robotników w 1970 roku na Wybrzeżu, i w innych centrach robotniczych kraju, posiadał podłoże ekonomiczne. Wywołały go podwyżki cen podstawowych artykułów spożywczych. Szybko jednak strajk, a właściwie strajki, przybrały charakter solidarnościowy. Domagano się bowiem zwolnienia aresztowanych kolegów, robotników, towarzyszy pracy.
Pół wieku temu nie funkcjonowały mechanizmy rozwiązywana sporów pomiędzy władzą a pracownikami. W systemie socjalistycznym państwo było wielkim pracodawcą. Nie było też w Polsce wolnych, niezależnych związków pracowniczych. Związki zawodowe, branżowe, zostały sfederowane w jednej centrali, którą sterowała partia rządząca.
Dziś posiadamy dużą wiedzę o dramacie roku 1970. To zasługa świadków zdarzeń, dociekliwych historyków, autorów wspomnień, a także dziennikarzy i nauczycieli. Obliczono już ile wówczas osób zginęło, choć zebrane dane nie muszą być ostateczne. Ustalono, gdzie pod osłoną nocy odbyły się pogrzeby ofiar strajku. Były to pogrzeby pośpieszne, czasami bez obecności najbliższych. Ustalono też ile tysięcy żołnierzy brało udział w operacjach przeciw robotnikom. Ilu milicjantów, ilu funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa. Pozostaje jednak faktem, że po roku 1989 nie określono do końca odpowiedzialności osób, które decydowały o użyciu broni przeciw robotnikom. A istnieje przecież nie tylko odpowiedzialność polityczna, czy moralna, ale także prawna za popełnione zło, za nieudolność w zarządzaniu sytuacją kryzysową, za nieład organizacyjny służb porządkowych. W tym przypadku chodzi o odpowiedzialność za masakrę.
Strajki na Wybrzeżu w 1970 roku posiadały charakter żywiołowy, spontaniczny. Nie miały wyraźnego zaplecza organizacyjnego i przywództwa. Udało się je zdławić. Spowodowało to społeczną traumę. Niemniej strajki na Wybrzeżu okazały się później krokiem społeczeństwa i narodu ku wolności.
Konflikty społeczne są rzeczą naturalną. Zdarzają się co jakiś czas. Trzeba jednak szukać ich rozwiązania poprzez mechanizmy mediacji i dialogu. Konflikty mogą być rozwiązywane pokojowo, gdy strony sporu traktują siebie poważnie, z szacunkiem. Gdy starają się respektować podstawowe normy społecznego współżycia. W roku 1970 władza ludowa nie widziała w klasie robotniczej partnera do dialogu. Rządząca partia robotnicza utraciła kontakt z robotnikami. Sytuacja wymykała się z pod jej kontroli. Aby ten proces zatrzymać, wybrano wówczas najgorsze z możliwych rozwiązań – przemoc.
Patrzymy na wydarzenia grudnia 1970 z pewnej odległości czasowej. Młodzi robotnicy, którzy wówczas zginęli, mieliby dziś po 70 lub 70 i kilka lat.
Dziś nasze społeczeństwo i kraj stoją wobec nowych problemów i wyzwań. Trzeba im sprostać. Punktem wyjścia i zasadą budowania życia społecznego jest konkretny człowiek, obywatel, który posiada zarówno prawa, jak i obowiązki. Słabszy, który ma prawo spodziewać się pomocy. Oponent, który ma prawo, aby się wypowiedzieć i być wysłuchanym.
Ostatecznie wszyscy jesteśmy siostrami i braćmi, dziećmi jednego Boga. Nie możemy być dla siebie wrogami. Wrogami, których zwykło się lekceważyć i marginalizować. Nie wolno nam przeto budzić i pielęgnować wrogości wobec drugich.
W Betlejem narodził się Syn Boży Jezus. Przez narodziny stał się człowiekiem, stał się naszym Bratem.
Archidiecezja Gdańska