Pozwól, by Twoje serce wyrwało się ku niebu!
Umiłowani w Chrystusie Siostry i Bracia!
Bogatym w symbolikę posypaniem głów popiołem rozpoczynamy Wielki Post. Kapłan słowami „Pamiętaj, że prochem jesteś i w proch się obrócisz” przypomni nam, że ciało nasze z prochu ziemi wywodzi się i kiedyś do ziemi powróci. Te słowa kryją w sobie prawdę, że Bóg przy stworzeniu świata schylił się ku ziemi i z niej wyprowadził najpierw Adama a potem Ewę. Człowiek jest więc prochem, ale ukształtowanym w ludzkie ciało na wzór i podobieństwo samego Boga. Następnie tchnął w ich nozdrza tchnienie życia. Człowiek zatem to nie tylko popiół, materia, ale też duch i dusza nieśmiertelna. To istota cielesno-duchową. Pozostaje na zawsze w relacji do Boga, swojego Stwórcy, nawet kiedy się od Niego oddala. Dlatego w liturgii słyszymy równie mocną zachętę: „Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.
Ta zachęta jeszcze mocniej wybrzmiewa w ustach św. Pawła z drugiego dzisiejszego czytania, w którym usłyszeliśmy: „W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem! On to dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 6,20-21).
Wielki Post zatem, to czas wyjątkowy, która daje niepowtarzalną szansę otwarcia się na coś więcej niż tylko przyziemna rzeczywistość. Rozumiemy to i dlatego w przyjęciu tej odrobiny popiołu, wyrażamy pragnienie otwarcia się na Ewangelię Jezusa Chrystusa i w jej świetle zmierzenia się ze sobą samym i ze swoimi słabościami. Prosimy o posypanie głowy popiołem, bo chcemy podjąć drogę praktyk duchowych i cielesnych, które obudzą nasze serce i otworzą je na działanie Bożę w nas i na przemianę naszego życia. Potrzebujemy tego znaku, aby z pomocą Boga nasze życie, wypalone jak popiół, ożywić, napełnić nowym ogniem miłości i nową nadzieją.
Posypanie głowy popiołem nie jest więc jedynie gorzkim przypomnieniem prawdy o przemijaniu naszego życia, które wcześniej czy później zakończy się śmiercią. Oznacza bardziej, że wraz z innymi braćmi i siostrami, pozwalamy się wcielonemu Synowi Bożemu, Jezusowi Chrystusowi porwać ku górze, ku niebu, ku wiecznemu zmartwychwstaniu. Jezus przyszedł na ziemię, stał się Człowiekiem, cierpiał za nas, umarł na krzyżu i zmartwychwstał, by nam otworzyć i utorować drogę do nieba. Jakże głęboko i dosadnie wyraził tę prawdę wielki teolog soborowy Karl Rahner, mówiąc, że w Jezusie Chrystusie „sam Bóg posypał sobie głowę popiołem ziemi, padł swoim obliczem na ziemię, która chciwie i ze złością wchłonęła Jego łzy i krew”.
Wobec tej prawdy o niepojętej dobroci Boga trudno przejść obojętnie. Dlatego słusznie przekonuje prorok Joel w pierwszym czytaniu: „Nawracajcie się do Pana, Boga waszego! On bowiem jest litościwy, miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę, a lituje się nad niedolą”.
A skoro Bogu tak bardzo zależy na dobru nas wszystkich, to czyż jeszcze bardziej nie powinno zależeć nam na poprawie naszego życia? Przecież każdy z nas doświadcza słabości, trudności, grzechu. Każdy z nas wie, jak niedoskonałe jest jego życie, jak bardzo tęskni za czymś większym, doskonalszym, dającym więcej pokoju. Jakże bliskie są nam usłyszane przed chwilą słowa Psalmisty – „Uznaję bowiem nieprawość moją a grzech mój jest zawsze przede mną. Przeciwko Tobie samemu zgrzeszyłem i uczyniłem, co złe jest przed Tobą.”
To nie co innego, ale właśnie ta świadomość grzechu i słabości sprawia, że wciąż wyrywa się z naszego serca wołanie, które i tym razem Psalmista pomaga nam wypowiedzieć: „Stwórz, Boże, we mnie serce czyste i odnów we mnie moc ducha. Nie odrzucaj mnie od swego oblicza i nie odbieraj mi świętego ducha swego. Przywróć mi radość Twojego zbawienia i wzmocnij mnie duchem ofiarnym. Panie, otwórz wargi moje, a usta moje będą głosić Twoją chwałę.”
Słabości, grzech, zło, odwracanie się od Boga, uporczywe trzymanie się własnej woli, pycha, nienawiść i inne, sprawiają, że tracimy otrzymaną wolność, entuzjazm i sens życia. „Zdajemy sobie z tego sprawę, gdy brakuje nam nadziei i wędrujemy przez życie jak przez pustkowie, bez ziemi obiecanej, do której moglibyśmy wspólnie dążyć” - napisał papież Franciszek w Orędziu na tegoroczny Wielki Post. „Wielki Post – kontynuuje Papież - jest czasem łaski, w którym pustynia ponownie staje się – jak zapowiada prorok Ozeasz – miejscem pierwszej miłości (por. Oz 2, 16-17). Bóg wychowuje swój lud, aby wyszedł ze swoich zniewoleń i doświadczył przejścia ze śmierci do życia. Jak oblubieniec, ponownie przyciąga nas do siebie i szepcze do naszych serc słowa miłości.”
Skoro już wiemy jak bardzo nam potrzeba nawrócenia, to kolejne pytanie jakie rodzi się w sercu brzmi: co robić, aby rzeczywiście spotkać miłosiernego Boga i przeżyć prawdziwe nawrócenie?
Kolekta na pierwszą Niedzielę Wielkiego Postu formułuje do Boga naszą modlitwę: „Boże, spraw, abyśmy przez doczesne ćwiczenia wielkopostne postępowali w rozumieniu tajemnicy Chrystusa i dzięki Jego łasce prowadzili życie święte”.
W tej modlitwie wybrzmiewa prośba, aby Pan Bóg nas wsparł w podejmowaniu ćwiczeń wielkopostnych. Następnie upewnia, że na tej drodze Bóg chce nam towarzyszyć bogactwem swojej łaski. Wreszcie, że ta droga pomaga nam odkryć i zrozumieć tajemnicę Chrystusa. Oto więc plan na tegoroczny Wielki Post.
Kiedy rozpoczynamy Wielki Post robimy sobie wiele postanowień: trochę postu, ograniczamy konsumpcję pokarmów, staramy się zachować abstynencje od alkoholu, rezygnujemy ze słodyczy, z oglądania TV, ograniczamy korzystanie ze smartfonu i wiele innych. Dobrze, że to robimy, bo to jest jakaś ofiara, wyrzeczenie. Temu wszystkiemu jednak trzeba nadać sens wyższy, aby stało się ono prawdziwym lekarstwem nie tylko dla ciała ale i dla duszy. Liturgia wielkopostna faktycznie podpowiada nam, że trzeba pójść głębiej, aby nie zatrzymać się tylko na tym co ludzkie. Zachęca nas do głębszej refleksji nad tym co duchowe, nad tym co rzeczywiście przybliża nas do Jezusa Chrystusa. Dlatego proponuje nam spojrzeć na Jezusa, który zanim rozpoczął swoją publiczna działalność, najpierw udał się na pustynię i tam pozostał przez 40 dni. Podczas tych dni Jezus pościł, rozmawiał ze swoim Ojcem, umacniał swego ducha, walczył z Szatanem.
Podobnie więc jak dla Jezusa, niech i dla nas będzie to czas umartwienia i modlitwy naszego ciała i ducha. Słusznie pisze św. Atanazy: „Zauważ, co czyni post: leczy choroby, /…/ przepędza złe duchy, płoszy natarczywe myśli, nadaje duchowi większą przejrzystość, oczyszcza serce, leczy ciało i wiedzie w końcu człowieka przed tron Boży. Post jest ogromną siłą i niesie ze sobą ogromne skutki”. Możemy nadto nadać mu dodatkowy sens, podejmując go w jakiejś intencji: za swoją rodzinę, chorych, kogoś w trudnościach, w potrzebie.
Umocnieniem dla postu jest modlitwa. Bez niej upadają siły, słabnie duch. Jezus w najtrudniejszych momentach swojego życia pozostawał zawsze na modlitwie, ale to właśnie w Getsemani, w chwili największej próby, wołał najmocniej: „Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił?” Jezus wypowiedział to wołanie również w naszym imieniu, którzy zmagamy się z codziennymi trudnościami. Modlitwa jest dialogiem dzięki któremu przenika do naszego wnętrza światło Boże i rozpala nas miłością Bożą. Ona otwiera nas również na brata i siostrę, którzy stoją pokornie u drzwi mojego serca i proszą o wysłuchanie, przebaczenie, albo o pomoc. Modlitwa oczyszcza mnie z egocentryzmu i skupia moją uwagę bardziej na drugim człowieku.
Ojcowie pustyni mawiali, że modlitwa powinna angażować duszę ale też i ciało. Możemy więc modlić się całym sobą i zmieniać w modlitwę wszystko co czynię. Św. Tereska Mała wyznała, że pewnego dnia „spacerowała w ogrodzie w intencji pewnego misjonarza”. A więc nawet spacer, zwykła posługa, wykonywanie czynności, mogą być modlitwą. Warto więc skorzystać i zacząć intensywniej się modlić.
I wreszcie jałmużna. W środowisku żydowskim, jałmużna była instytucją prawną, odpowiadającą poniekąd dzisiejszym ośrodkom pomocy społecznej. Jako taka jest konkretnym wyrazem braterstwa i sprawiedliwości, wymaganym przez prawo Przymierza.
W tradycji biblijnej dobra tego świata służą „dobru wspólnemu”. Jałmużna nie jest więc prerogatywą dobroci, ale obowiązkiem, praktykowaniem sprawiedliwości. Czy nie warto więc pomyśleć i o tym. Droga wielkopostna zbliża nas do Boga, pomaga nam zobaczyć lepiej braci i dostrzec ich potrzeby. Tym samym otwiera przed nami większe możliwości praktykowania jałmużny. Warto więc rozejrzeć się wokół siebie, aby dojrzeć potrzebujących. A jest ich z pewnością wielu. To ludzie z ulicy, z sąsiedniego domu, to dzieci z rodzin trudnych i z domu dziecka, to uzależnieni od alkoholu, narkotyków, to może chorzy z pobliskiego DPS, alby uchodźcy z Ukrainy czy innego kraju… Jest ich naprawdę dużo. Wystarczy spojrzeć oczami Jezusa.
Jezus w Ewangelii przypomina na koniec, aby dając jałmużnę, nie trąbić przed sobą i nie szukać poklasku przed ludźmi. Oznacza to, że nikt, nawet najbliższy powiernik, nie musi wiedzieć, że daję jałmużnę. W przeciwnym razie staję się niewolnikiem tego co powiedzą inni i własnych starań, aby dobrze wypaść przez innymi. A to jest czysta obłuda! Jeśli ktoś daje jałmużnę po to, aby go widziano, tak naprawdę niczego nie daje. On płaci za pochwały ze strony innych. W takiej postawie nie ma nic z pokory. Jezus natomiast mówi, aby nawet lewa ręka nie widziała tego co czyni prawa! Na tym polega prawdziwa bezinteresowność.
Mamy więc dobrze nakreśloną drogę nawrócenia wielkopostnego. Stać nas na to, aby ją rozpocząć bez ociągania. Przyjmując na głowę popiół, powiedzmy Jezusowi Chrystusowi, że jesteśmy gotowi podjąć trud czterdziestu dni i podczas niego praktykować post, modlitwę i jałmużnę. Ojciec nasz, który widzi w ukryciu, z pewnością odda nam to po wielokroć. Amen.
Archidiecezja Gdańska