Dzisiejsza VI Niedziela zwykła daje nam okazję do celebrowania Światowy Dzień Chorego. Zapoczątkował je św. Jan Paweł II, a w tym roku obchodzimy je już po raz XXXII. Dzień Chorych zwieńcza również XX Międzynarodowy Kongres Dermatologów i Alergologów.
Niech mi zatem będzie wolno bardzo serdecznie pozdrowić obecnych na tej Eucharystii: Kałanów, Pana prof. Dr. hab. Romana Nowickiego, organizatora Międzynarodowego Kongresu Dermatologów, ustępującego i nowego Prezesa Katolickiego Stowarzyszenia Lekarzy, wszystkich przedstawicieli Służby Zdrowia według tytułów i godności, Siostry zakonne oraz każdego kogo nie wymieniłem z osobna. Pozdrawiam wszystkich was, drodzy Bracia i Siostry.
Dzisiejszy dzień, to ważny gest solidarności z chorymi. Wszyscy jesteśmy tego świadomi: lekarze i służba zdrowia, my jako kapłani i każdy, kto ma do czynienia z chorobą, wie jak bardzo potrzeba takich gestów, a jeszcze bardziej postaw troski o chorych i cierpiących. Pośród nas jest wielu chorych, którzy potrzebują wsparcia. Choroby doświadczył również każdy z nas i dlatego wie co to znaczy doświadczyć pomocy w chorobie. To właśnie ze zrozumienia potrzeby takich postaw zrodziło się w św. Janie Pawle II wołanie: „Zatrzymajmy chorego i kalekiego w centrum naszego życia. Strzeżmy ich i uznajmy z wdzięcznością dług, który im się od nas należy. Na początku wydaje się nam, że to my im dajemy, a w końcu uprzytamniamy sobie, że to oni nas wzbogacają”.
Każda choroba jest dla człowieka swego rodzaju dramatem. Dla wielu dramatem jest nawet starzenie się. Człowiek boi się choroby i cierpienia z nią związanego. Dlatego stara się w sobie rozwijać nie tylko pragnienie dobrego zdrowia, ale czyni wszystko, aby je sobie zapewnić. Chce cieszyć się zawsze dobrym zdrowiem, choć wie, że jest to niemożliwe. Gdy więc dotknie go choroba i cierpienie, potrzebuje pomocy i wsparcia. Nieść chorym pomoc jest obowiązkiem nie tylko chrześcijan lecz każdego człowieka.
Sens niesienia pomocy w chorobie przypomina papież Franciszek w Orędziu na tegoroczny Światowy Dzień Chorego: „Nie jest dobrze, by człowiek był sam” (Rdz 2, 18). Od początku Bóg, który jest miłością, stworzył człowieka dla komunii, wpisując w jego istotę wymiar relacji. W ten sposób nasze życie, ukształtowane na obraz Trójcy Świętej, jest powołane do pełnego realizowania się w dynamizmie relacji, przyjaźni i wzajemnej miłości. Jesteśmy stworzeni, by przebywać razem, a nie samotnie. I właśnie dlatego, że ów projekt komunii jest tak głęboko wpisany w ludzkie serce, doświadczenie opuszczenia i samotności przeraża nas i okazuje się dla nas bolesne, a nawet nieludzkie. Staje się ono jeszcze bardziej dotkliwe w czasie słabości, niepewności i poczucia braku bezpieczeństwa, często spowodowanych wystąpieniem jakiejś poważnej choroby.”
Praktyczny pierwowzór do słów papieża są dzisiejsze czytania liturgiczne. Stawiają one przed nami kazus człowieka chorego na trąd.
W czasach biblijnych trąd z ścisłym tego słowa znaczeniu był chorobą zakaźną. Tym niemniej oznaczał także rozmaite dolegliwości i zaburzenia skóry. Zawsze jednak był chorobą odrażającą i przeraźliwą, bo:
- zwykle prowadził do zniekształcenia ciała ludzkiego, utraty kończyn, a niekiedy do ślepoty;
- oprócz fizycznego wyniszczenia organizmu, był postrzegany jako kara za grzech. Człowiek tradowany był nieczysty, nie mógł więc wchodzić do świątyni, nie mógł się w niej modlić, ani składać Bogu ofiary;
- wreszcie, człowiek trędowaty był całkowicie izolowany od społeczności. Przypomina o tym dzisiejsze pierwsze czytanie z Księgi Kapłańskiej: „Trędowaty, dotknięty tą plagą, będzie miał rozerwane szaty, włosy nie uczesane, brodę zasłoniętą i będzie wołać: Nieczysty, nieczysty! /…/ Będzie mieszkał w odosobnieniu. Jego mieszkanie będzie poza obozem” (KK 13,45n).
W rzeczywistości, trąd skazywał chorego na straszliwą śmierć w całkowitym osamotnieniu i izolacji. Wygnany na pustynię, bez możliwości relacji z innymi, za życia był skazywany na piekło i powolną śmierć.
Taki właśnie trędowaty w dzisiejszej Ewangelii zbliża się do Jezusa prosząc o uzdrowienie. Wie, że Jezus jest lekarzem, który przyszedł do chorych, a nie do zdrowych (por. Mk 2,17). Wie, że go nie odrzuci. Łamie więc wszelkie prawa i zakazy. Pragnienie zdrowia jest większe od wszelkich zakazów. Zbliża się do Jezusa, pada na kolana i woła: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić.” Jezus zdjęty litością dotyka go i mówi: „Chce, bądź oczyszczony”.
Jak zauważamy z tego krótkiego dialogu, pełnego wiary, chory nie prosi wprost o uzdrowienie lecz o oczyszczenie. I zostaje oczyszczony najpierw z przypisywanej mu winy/grzechu względem Boga i ludzi, aby mógł wejść do świątyni, modlić się…
Po wtóre Jezus uwalnia go od ciążącego na nim nakazu całkowitej separacji i daje możliwość powrotu do wspólnoty ludzkiej. „Według Chrystusa uzdrawiać, przypominał w jednej z homilii św. Jan Paweł II, znaczy zarazem przywracać na łono społeczeństwa: podczas gdy choroba wyłącza człowieka ze wspólnoty, uzdrowienie powinno mu pozwolić na odzyskanie swego miejsca w rodzinie, w Kościele i w społeczeństwie”.
Wreszcie, prosi i otrzymuje dar uzdrowienia. Z radości zaczyna „opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych”.
Historia uzdrowienia trędowatego, przekazana nam przez Ewangelistę Marka nie kończy się w tym miejscu. Ona odkrywa przed nami najważniejsze przesłanie. Jest nim sama osoba Jezusa. Uzdrowienie trędowatego jest realizacją starotestamentalnych zapowiedzi o nadejściu Mesjasza. Jezus jest zapowiedzianym Mesjaszem, który przyszedł, aby zwrócić człowiekowi utraconą godność w swej integralności ciała i ducha. Dotykając i uzdrawiając trędowatego, Jezus pokazuje, że jest Panem życia i śmierci. Ma moc oczyścić i uzdrowić. Nadto daje do zrozumienia, że trędowaty nie jest wyklęty, odrzucany czy też ukarany przez Boga. Społeczność może odrzucić i niestety często to robi, ale nie Bóg. Trędowaty jest przez Boga umiłowany. Podkreśla to Ewangelista, gdy mówi, że „Jezus zdjęty litością, podniósł go…” Nie jest to politowanie nad losem biednego, chorego człowieka, lecz litością jak lituje się matka nad swoim dzieckiem. Jezus jest poruszony wewnętrznie losem trędowatego, jak zresztą był poruszony losem innych chorych, których do Niego przynoszono. A On ich wszystkich uzdrawiał!
To piękne i głębokie przesłanie jest dla dzisiejszego świata bardzo potrzebne. Ale czy świat zechce je przyjąć? Jezus Chrystus, Zbawiciel, chce „uczłowieczyć” świat, napełnić go i rozpalić miłością. Ale dzisiejszy świat nie chce tego zrozumieć. Zamiast widzieć w Jezusie swojego lekarza, traktuje Go jak trędowatego, wyrzuca go za nawias społeczny, każe mu umierać w samotności. Zakazuje mu wstępu do ludzkiego serca, do przebywania w miejscach publicznych, między ludźmi. Jezus choć przychodzi do nas jako lekarz, jest traktowany jak trędowaty!
W dzisiejszym opisie ewangelicznym jest jeszcze jeden ważny szczegół. Trędowaty nie ma imienia ani nazwiska. Ewangelista chce nam w ten sposób powiedzieć, że każdy z nas jest dotknięty jakimś trądem nieczystości zła, niesprawiedliwości, uzależnienia od grzechu, nałogu, zagubienia… Ale mój grzech, moja słabość mnie nie przekreśla. Wręcz przeciwnie, staje się zaproszeniem do odnalezienia Jezusa i poproszenia Go o oczyszczenie i uzdrowienie. Nie trzeba się lękać zbliżenia do Jezusa w przekonaniu, że tylko sprawiedliwi mają bezpośredni do Niego dostęp. Przez to dzisiejsze oczyszczenie - uzdrowienie trędowatego On chce mi powiedzieć, że czeka na każdego z nas. Czeka nie dlatego, że jestem sprawiedliwy i doskonały, ale dlatego, że jestem niesprawiedliwy i nieczysty, grzeszny i słaby. Właśnie taki mam prawo do Niego się udać, by doświadczyć Jego wielkiego miłosierdzia. On jest Ojcem który nie potępia lecz otacza miłością, nie osądza lecz obdarowuje zaufaniem, nie przekreśla lecz napełnia nadzieją.
Oto prawdziwe przesłanie dzisiejszej Ewangelii: Jezus czeka na każdego z nas, aby okazać miłość miłosierną i nią oczyścić wszelkie formy naszego trądu. On pragnie napełnić nasze serce prawdziwą radością życia.
Ode mnie więc zależy, czy Jezus będzie i moim lekarzem. Jakże ważne jest, abyśmy zawsze mieli odwagę zawołać do Jezusa: Panie jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić! A On nie będzie miał innej odpowiedzi jak ta, którą dał trędowatemu: Chcę, bądź oczyszczony! Amen.
Archidiecezja Gdańska