„Wszechmogący Boże, strzeż nieustannie swojej rodziny z ojcowską dobrocią, a ponieważ całą nadzieję pokładamy w łasce niebieskiej, otaczaj nas swoją opieką”.
Umiłowani w Chrystusie Siostry i Bracia, Czciciele błogosławionej rodziny Ulmów!
Zacytowane przed chwilą słowa są częścią modlitwy, zwanej kolektą, którą rozpoczęliśmy dzisiejszą Eucharystię. W tę V Niedzielę zwykłą wpisuje się również wyjątkowe wydarzenie - peregrynacja do naszej archidiecezji relikwii błogosławionej rodziny Ulmów. Dzisiaj pozostają do weneracji w naszej archikatedrze.
Wspomniana wcześniej modlitwa zawiera prośbę, aby Pan Bóg pomagał nam budować rodzinę opartą na łasce i na wartościach Bożych, na dobroci i miłości. One stanowią bezwzględnie konieczny fundament rodziny, który zapewnia jej naturalny rozwój, bezpieczeństwo i możliwość realizacji swoich celów. Bez tego fundamentu rodzina jest jak dom zbudowany na piasku, który może lec w gruzach nawet przy niewielkiej burzy. Ileż to rodzin, nawet z naszego otoczenia, rozpadło się właśnie dlatego, że pozbawione mocy Bożej, nie były w stanie oprzeć się przeciwnościom i sprostać pojawiającym się trudnościom. Dlatego ostatnia prośba we wspomnianej modlitwie brzmi: „Otaczaj nas swoją opieką!”
Odpowiedzią na tę prośbę zawartą w kolekcie, jest dzisiejsza Ewangelia. Opisuje ona jeden z pierwszych cudów, jakiego dokonał Jezus po rozpoczęciu swojej publicznej działalności. Mowa o uzdrowieniu teściowej Szymona, czyli Piotra. Czytamy w Ewangelii: „Zaraz po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, gorączka ją opuściła. A ona im usługiwała” (Mk 1,29-31).
Zwykłe uzdrowienie z gorączki nie ma nic ze spektakularności, jakiej można było oczekiwać od Jezusa na rozpoczęcie publicznej działalności. Ale Jezusowi wcale nie chodzi o czynienie cudów spektakularnych. Jeśli je czyni to tylko dlatego, aby potwierdzić, że to co przepowiada i czego naucza pochodzi od Boga. Prawdziwy cud, jakiego Jezus pragnie dokonać, to przemiana naszego ludzkiego serca, uwolnienie go z niewoli zła i grzechu, uzdrowienie go z niemocy i napełnienie zdolnością miłowania i służenia innych, zwłaszcza tym, którzy pozostają w potrzebie.
Miejscem tego pierwszego cudu jest dom, rodzina. Jezus wyszedł z synagogi i wszedł do domu, wszedł do rodziny, aby tam dokonać cudu uzdrowienia. Dom jest drugim po świątyni miejscem spotkania z Panem Bogiem i doświadczenia Jego niepojętej dobroci. Wiele wieków później, Sobór Watykański nazwie rodzinę „domowym Kościołem.” To piękny i zaszczytny tytuł. Jeśli jest domowym kościołem, to Bóg czuje się w nim dobrze. W domu u Szymona Jezus uzdrawia niewiastę, która w ówczesnej kulturze hebrajskiej nie liczyła się zbytnio. Czyni ten znak, aby wszyscy uwierzyli w Niego. Bóg często wybiera ludzi słabych, niepozornych, nie mających wielkiego znaczenia w społeczeństwie, aby przez nich działać i z ich pomocą dokonywać wielkich znaków. Nie wielkość człowieka liczy się w oczach Bożych, lecz jego wiara i całkowite otwarcie na Boga. Szymon i jego dom był otwarty na Boga, dlatego, że była tam wiara.
Dzisiejsza Ewangelia przypomina nam, że wiary uczymy się w domu. W domu uczymy się zawierzać Bogu, otwierać mu drzwi naszego serca.
Przykładem tej prawdy jest życie błogosławionej rodziny Józefa i Wiktorii Ulmów oraz ich siedmiorga dzieci. Dzisiaj mamy wielką radość i zaszczyt gościć w naszej bazylice archikatedralnej ich relikwie. Przybyli z Markowej, miejsca ich urodzenia i życia, aby do nas mówić świadectwem swojego życia. Aby zrozumieć to swiadectwo, pozwólmy się zaprosić najpierw do symbolicznego odwiedzenia rodzin, z których się wywodzą Józef i Wiktoria.
O rodzinie Józefa Ulmy wspomina brat Władysław: „Rodzina nasza była zwyczajna, rodzice byli religijni, matka w ostatnich latach codziennie uczestniczyła we Mszy św. było nas czworo rodzeństwa, rodzice modlili się w domu, śpiewano codziennie Godzinki, w niedzielę regularnie uczestniczyli we Mszy św. W takich duchu wzrastał także Józef, który jak wszyscy z rodzeństwa przyjmowali w swoim czasie sakramenty święte”.
Podobnie o rodzinie Wiktorii mówiła jedna z krewnych: „Znałam rodzinę Wiktorii, zwłaszcza matkę, siostrę mojej mamy. Była ona osobą bardzo religijną. W tym duchu wychowała także swoje dzieci”.
Piękno wychowania wyniesionego z rodzinnego domu stanowiło fundament, na którym Józef i Wiktoria budowali swoją jedność małżeńską i rodzinne gniazdo. Jak zeznawali w procesie do beatyfikacji liczni świadkowi, „życie Ulmów charakteryzowała wspólna troska o budowanie i pogłębianie miłości małżeńskiej. Czynili to na wiele sposobów: przez wzajemny szacunek, życzliwość, dobroć, cierpliwość, dawanie, bezinteresowność, pokorę, życzliwość i opiekuńczość, okazywane sobie za pomocą prostych codziennych gestów” (Ku szczytom świętości, s. 37 nn).
Ulmowie, zwyczajni mieszkańcy Markowej, byli świadomi swoich ludzkich słabości. Dlatego nie wahali się sięgać po niezwykle istotne i skuteczne narzędzia, jakim są sakramenty, Słowo Boże, modlitwa. Często czytali Ewangelię, żywe Słowo Boże. Zastanawiali się jak je wcielać w codzienne życie. Najważniejsze wskazania Jezusa w Ewangelii podkreślali czerwonym kolorem, na znak, że bezwzględnie trzeba nimi żyć. Jednym z tekstów podkreślonych na czerwono było przykazanie miłości Boga i bliźniego jak siebie samego. Często o tym rozmawiali i zastanawiali się je wyrazić swoim zżyciem.
Słowo Boże ich inspirowało do poszukiwania wspólnej bliskości i zbliżania ich odmiennych światów z zachowaniem jednak ich odmienności i niepowtarzalności, jakimi obdarował ich Bóg. Ich wielką troską było sumienne wypełnianie obowiązków i wzajemne się w tym wspieranie. Dzień po dniu wzrastali w komunii małżeńskiej i we wzajemnym szacunku budowali swoją rodzinę, która powiększała się o kolejne dzieci.
Piękna, zwyczajna historia rodziny, zbudowana na solidnym fundamencie wiary. Nie trudno zatem sobie wyobrazić, że Józef i Wiktoria starali się ten fundament zaszczepić również w swoich dzieciach. Z dziećmi dzielili się tym co było najlepsze w ich życiu. „Mama Wiktoria była dla dzieci wzorem kobiecości, bo była delikatną, subtelną, wrażliwą i piękną kobietą. Ojciec Józef natomiast – wzorzec męskości – był odpowiedzialnym, mądrym, opanowanym mężczyzną i bohaterem dla swoich dzieci” (Tamże, s.54 ). Z dziećmi dzielili się swoją wiarą, wspólnie się modlili, wpajali szacunek do rzeczy świętych, do Kościoła, ale też i do życia, do ludzi. Dzieci wzrastały w duchu odpowiedzialności i solidarności, chodziły do szkoły, pomagały rodzicom w różnych pracach domowych. Patrząc na rodziców, odkrywały jak ważna w życiu człowieka jest wiara, praca, szkoła, rozwijanie osobistych talentów.
Wspaniałe owoce tej pięknej i budującej szkoły życia Ulmów można było podziwiać w czasie wojny, kiedy w Markowej ukrywało się wielu Żydów. Józef i Wiktoria na wszystkie możliwe sposoby wspierali ich, nabywając i rozdzielając miedzy nich środki do życia. Pomagały im w tym dzieci. Ale prawdziwy sprawdzian tej miłości przyszedł pod koniec roku 1942, kiedy do drzwi ich skromnego domu zapukało ośmiu Żydów. Za ukrywanie Żydów groziła śmierć. Ulmowie, świadomi grożącego niebezpieczeństwa, ani przez chwilę się nie zastanawiali. Otworzyli dla nich drzwi swojego domu. „Spełnili niewątpliwie czyn – podkreślali świadkowie – wynikający z Bożego przykazania miłości bliźniego.” Ukrywali Żydów przez blisko półtora roku, wierząc, że kiedyś nadejdzie koniec okrucieństwa wojennego. Niestety, zostali zdradzeni przez kolaborantów niemieckich, a w szczególności przez żandarma czeskiego pochodzenia Josepha Kokotta, żywiącego nienawiść do Polaków i Żydów. 24 marca 1944 roku wczesnym świtem żandarmeria niemiecka otoczyła dom Ulmów i dokonała mordu na całej rodzinie. Najpierw na oczach dzieci zabili Wiktorię i Józefa a następnie sześcioro dzieci. Ostatnie, siódme, zginęło w łonie matki.
„To ze względu na przykazanie miłości okazali pomoc prześladowanym i ze względu na wierność temu przykazaniu ponieśli śmierć męczeńską /... / Słudzy Boży mieli możliwość ocalenia życia za cenę odmowy pomocy Żydom, czyli za cenę zaprzeczenia przykazania miłości.” Nie odmówili, bo byli świadomi największego przykazania jakie pozostał nam Jezus: miłości Boga i bliźniego jak siebie samego. To jest najgłębsza istota życia ludzkiego. Jest to najwspanialsze i Boże przesłanie jakie pozostawia nam dzisiaj błogosławiona rodzina Ulmów.
Dzisiaj jak nigdy potrzebujemy tego przesłania, abyśmy oczami miłości spojrzeli na każde życie ludzkie i z odwagą przeciwstawiali się temu wszystkiemu co jest przeciw życiu i miłości. Potrzebujemy go, aby uczyć się jak budować małżeństwo i rodzinę, relacje międzyludzkie wewnątrz i na zewnątrz rodziny, na fundamencie miłości.
To przesłanie jest ważne dzisiaj, kiedy wprowadza się zabójczą pigułkę „dzień po”, która zabija poczęte w łonie niewiasty niewinne dziecię, a przy tym dewastuje jej organizm!
To przesłanie jest nam potrzebne, abyśmy protestowali przeciwko jakiemukolwiek unicestwianiu życia, niezależnie czy przed 12 tygodniem od poczęcia, czy z powodu domniemanych powikłań, czy wreszcie w starczym wieku przez eutanazję! Zabicie życia ludzkiego nie jest prawem, lecz pogwałceniem przykazania miłości, i jako takie jest smutnym dramatem ludzkim.
Dzisiaj błogosławiona rodzina Ulmów zachęca nas, abyśmy nie akceptowali abstrakcyjnych i oderwanych od rzeczywistości ideologii i recept życia, prowadzących do śmierci, lecz starali się zawsze wybierać miłość, bo tylko w autentycznej Bożej miłości możemy znaleźć prawdziwy pokój, radość i szczęście. Tylko miłość Boża otworzą przed nami drzwi życia wiecznego, w którym oczekuje nas Bóg – miłość nieskończona i Jego syn Jezus Chrystus, który z miłości oddał na krzyżu za nas swoje życie. Tak było w życiu błogosławionej rodziny Ulmów. Prośmy za ich przyczyną, abyśmy zawsze umieli opowiadać się po stronie dobra i miłości życia. Amen.
Archidiecezja Gdańska