Czcigodni i drodzy Jubilaci!
Okazja dzisiejszej celebracji jest wyjątkowa: 50-lecie kapłaństwa czcigodnych i drogich Jubilatów: ks. Zbigniewa Bryka, ks. Waldemara Ośki, ks. Henryka Tribowskiego (28 maja 1972 r) i ks. Jerzego Pobłockiego (29 października ’72).
Kapłaństwo to wielki dar. Każdy kto wstępuje na drogę kapłańską, z pewnością stawia sobie pytanie jak powinno wyglądać jego kapłańskie życie i posługiwanie.
Jestem przekonany, że te pytania towarzyszyły również naszym Jubilatom, kiedy wstępowali do seminarium i kiedy w 1972 roku otrzymywali sakrament kapłaństwa.
Często bywa, że młody chłopak podejmuje drogę do kapłaństwa dlatego, że zafascynował się wspaniałym przykładem jakiegoś kapłana: katechety, proboszcza, wikariusza, misjonarza. Z własnego doświadczenia wiem, że taki przykład kapłański rozbudza pragnienie naśladowania go, pójścia w jego ślady. Osobiście byłem tak właśnie zafascynowany kapłanem w mojej rodzinnej parafii, który swoim wzorowym, rozmodlonym życiem, pociągnął wielu do kapłaństwa.
W dniu dzisiejszym, podobne świadectwo kapłańskie, stawia przed nami liturgia dnia: wspomnienie błogosławionego kard. Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Tysiąclecia. Znamy jego życie, jego wielkie umiłowanie Boga i Ojczyzny. Kard. Wyszyński, był wyjątkowym kapłanem. Jak sam kilkakrotnie wspominał, został wyświęcony z pomocą Matki Najświętszej, która go wspierała i umacniała, mimo jego bardzo słabego zdrowia. To Jej zawierzył całe swoje kapłańskie życie i posługiwanie. Po latach, a dokładnie w roku 1974 napisał: "Od tamtej chwili czuję, że ciągnę nie swoimi siłami, tylko mocami Bożymi, dlatego niczego nie mogę przypisać sobie, nie mogę zbyt dużo mówić o swoim kapłaństwie, o tym co miało miejsce w moim życiu, bo byłem uległy tylko Bogu". Zawierzyć kapłaństwo Bogu i Mary, to chyba najlepsza dewiza jaką podpowiada ten Błogosławiony Patron.
Nasi dzisiejsi Jubilaci z pewnością przebyli tę samą drogę kształtowania świadomości swojego kapłaństwa. Każdy z nich mógłby dać budujące świadectwo rodzenia się w nich powołania kapłańskiego, jego dojrzewania i wreszcie jego realizacji pod szczególną opieką Chrystusa Kapłana i Maryi Jego Matki, może jakiegoś Świętego.
Dzisiaj z perspektywy 50 lat posługi kapłańskiej mogliby opowiedzieć jak wiele dobra zadziało się przez ich posługę. A my możemy sobie wyobrazić owe rzesze wiernych, które dzięki sprawowanej przez nich Eucharystii, mogły się nieustannie karmić Ciałem Jezusa Chrystusa, doznawać Bożego miłosierdzia w sakramencie pojednania, umacniać swoją wiarę przez kazania i katechezy, ze spokojem iść na spotkanie z Panem, dzięki otrzymanemu wiatykowi, czy wreszcie doświadczyć ogromu wszelkie dobra dzięki uczynkom miłosierdzia co do duszy i ciała, które rodziły się w ich kapłańskie serce i realizowały przez ich kapłańskie ręce. Ile kojącego balsamu duchowego zostało wlane w serca ludzkie poranione i okaleczone różnymi trudnościami i dramatami życiowymi.
Ale czy trzeba o tym wszystkim mówić, zwłaszcza gdy przychodzą na myśl słowa Jezusa z Ewangelii: "Strzeżcie się, abyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi". Jezus w tych słowach nie mówi o uczynkach, które jako takie nie mogą nie być widziane. One są i wcale nie musza być utrzymywane w tajemnicy, gdyż to one winny budować w ludziach uznanie dla wielkości Boga, która objawia się przez kapłana. Jezus zwraca uwagę na intencję z jaką są wykonywane. Nie chce, aby one były wykonywane dla otrzymania chwały bądź w nadziei na wzbudzenie podziwu. Gdyby tak było, byłaby to próżność. Wartość gestów tak wielkich jak i małych może być pomniejszona jeśli jest praktykowana z ostentacja i dla rozgłosu.
W sercu kapłana nie ma miejsca na próżność, nie ma miejsca na oczekiwanie pochwały, nagrody. Serce kapłana powinna wypełniać zawsze wdzięczność ku Chrystusowi, za to, że go wybrał i powołał do kontynuacji zaszczytnej misji zbawiania drugiego człowieka. Ta misja jest piękna, ale również trudna i wymagająca. Niekiedy prowadzi przez doświadczenie porażki, przegranej. W realizacji tej misji nie jesteśmy jednak sami. Towarzyszy nam sam Jezus. On też doznał nie jednej, po ludzku mówiąc, porażki: mieszkańcy Kafarnaum chcieli go zrzucić z Góry, Faryzeusze nieustanni Go prześladowali i oskarżali o bluźnierstwa przeciw Bogu Ojcu, został skazany na śmierć i ukrzyżowano, wówczas nawet i uczniowie Go zdradzili. Jako Bóg był mocny, ale jako człowiek pozwalał się doświadczać. W swojej ludzkiej słabości nieustannie prosił swojego Ojca, aby Go umacniał. Najwymowniejszym tego wyrazem jest jego modlitwa w Getsemani: "Ojcze, oddal ode mnie ten kielich, ale niech się stanie Twoja wola". Kapłan w modlitwie musi prosić o zrozumienie woli Bożej!
Jezus zatem nie oczekuje, aby kapłan wszystko wiedział, wszystko umiał, wszystko potrafił zrobić. Gdy kapłan doświadcza niemocy, porażki i słabości, wówczas jest bardziej dysponowany, aby stanąć w pokorze przed Jezusem i poprosić o moc Bożą. Tylko w swojej słabości, jak kiedyś Apostoł Paweł, będzie w stanie zapytać Jezusa: "czego oczekujesz ode mnie Panie?". Tylko wtedy kapłan będzie naprawdę rozumiał tych, których Jezus stawia na jego drodze. Jezus oczekuje, aby kapłan miał serce przepełnione miłością i aby tą miłością pałał i nią przemieniał innych.
Bóg tego co rodzi się w miłości i z miłości nie zapomina. Każdy czyn zrodzony z miłości jest skrzętnie zapisany w księdze naszego życia, która prowadzi Bóg.
Dzisiaj więc wszyscy razem: Jubilaci i my pragniemy wyrazić wdzięczność Bogu za długie lata ich kapłańskiej posługi. Cieszymy się wszelkim dobrem duchowym i ludzkim, które dokonało się przez ich posługę kapłańską, za ich żywą przyjaźń z Jezusem Chrystusem i za świadectwo zażyłości z Bogiem.
Dziękując, życzę Wam, abyście dalej mogli pełnić piękną i wzniosłą posługę kapłańską i pasterską na niekończącej się niwie Pańskiej. Amen.
Archidiecezja Gdańska