"Choć strajki szybko starano się wymazać ze zbiorowej pamięci, tłumacząc że były tylko zatrutym owocem pogłębiającej się zapaści ekonomicznej, wyznaczały one drogę ku wolności i suwerenności Narodu oraz ku prawdziwej demokracji" - podkreślił abp Tadeusz Wojda podczas homilii w bazylice św. Brygidy w Gdańsku.
„Śpiewaj z radości, niepłodna, któraś nie rodziła, wybuchnij weselem i wykrzykuj, któraś nie doznała bólów porodu! Bo liczniejsi są synowie porzuconej niż synowie mającej męża, mówi Pan” (Iz 54,1).
Drodzy Bracia w Kapłaństwie,
Siostry Zakonne i osoby konsekrowane,
Szanowny Panie Prezydencie,
Przedstawiciele Władz Państwowych i Samorządowych,
Stoczniowcy, Przedstawiciele Wojska i Służb Mundurowych, Harcerze, Poczty Sztandarowe, Kombatanci,
Siostry i Bracia!
Przywołane z pierwszego czytania słowa wielkiego proroka Izajasza mają mocno profetyczny wydźwięk. Zostały one wypowiedziane pod tchnieniem Ducha Świętego w VIII wieku przed narodzeniem Chrystusa. Miały one wielkie znaczenie. Niosły nadzieję nowego życia i nowej przyszłości dla ludu. Były jak prawdziwe lekarstwo na schorzały duchowo i społecznie Naród. Prorok walczy o dobre obyczaje w życiu publicznym i prywatnym. Piętnuje wady panoszące się w różnych sferach społeczeństwa judzkiego, zwłaszcza pychę i zbytek, zepsucie moralne, wyzysk i ucisk klas niższych, niesprawiedliwość w wyrokach sądowych i w nakładaniu świadczeń publicznych, praktyki wróżbiarskie i formalizm w zewnętrznym kulcie Boga (por. Wstęp do Księgi Izajasza). Upomina, że jeśli nie nastąpi zdecydowana poprawa, Naród poniesie klęskę. Niestety, niedługo potem klęska stała się rzeczywistością. W 721 roku p.n.e., król asyryjski napadł i zdobył Jerozolimę a lud deportował na długie lata w niewolę asyryjską.
Nawet jeśli Izajasz prawdopodobnie nie dożył niewoli, w swojej prorockiej wizji roztacza perspektywę wyzwolenia i odrodzenia Narodu, która dokona się dzięki interwencji Boga Jahwe. Czyni to posługując się obrazem oblubieńczej miłości i nawiązaniu bliskich relacji, która jednoczy. W tej miłości oblubieńczej wygnanie narodu jest przez niego porównywane do okresu wdowieństwa lub sytuacji porzucenia, tragiczne zaś zburzenie Jerozolimy do pełnego smutku stanu niepłodności kobiety pragnącej porodzić liczne potomstwo.
Izajasz przepowiada także, że nowe Przymierze z Bogiem stanie się źródłem odnowy duchowej narodu, a wraz z nią i odnowy społecznej, że Bóg sprawi, iż lud wróci z niewoli do ziemi ojczystej, że zaludni ponownie miasta i wioski. W ojczyźnie wróci życie i radość. Obumarła miłość rozkwitnie ponownie dziełami.
Wsłuchując się w mowę proroczą Izajasza, która stała się częścią historii Narodu Wybranego, nasuwa się nieodparcie porównanie do historii naszego Narodu.
Burzliwe dzieje nie szczędziły również nam cierpienia i zniewolenia, krzywd i poniżenia. Po długiej niewoli rozbiorów, spowodowanej jak za czasów Izajasza prywatą i hulactwem, brakiem poszanowania Ojczyzny i zaprzedaniem jej obcej władzy, ale też i rozwiązłością moralną i religijną, nadeszła upragniona wolność, okupiona licznymi ofiarami i strugami krwi Polaków walczących pod różnymi szerokościami geograficznymi „za naszą i waszą wolność”. Wolność nadeszła, ale niestety na krótko. Niedługo cieszyliśmy się niepodległością, bo przyszła II wojna światowa i okupacja niemiecka, a po niej okupacja ideologii sowieckiej.
Nowa komunistyczna władza starała się wszystkim wpajać, że socjalizm to bezkryzysowa, pełna harmonii i pokoju droga rozwoju społeczeństwa i jednostki. Starsi pamiętają jak bardzo „bezkonfliktowa” była to droga! Szerzył się marazm społeczny i beznadzieja, postępowało zubożenie, ludziom odbierano wolność i godność, a wtórowało temu zafałszowane sądownictwo, prześladowania oponentów, i systemowa walka z wiarą, Kościołem i praktykami religijnymi. Skutkiem tego były rosnące napięcia społeczne i coraz bardziej dostrzegalne kryzysy społeczne, których przejawem były strajki robotników. Te ostatnie tłumiono bezlitośnie i krwawo jako przejaw nietolerancji i wrogości wobec państwa i władzy.
Z pewnością przyczyn strajków było wiele, ale chyba wszystkie one świadczą o obcości ówczesnego systemu społeczno-politycznego w rzeczywistości polskiej, o kruchości władzy i jej braku zainteresowania losem Polaków. Swoją słabość władze przykrywały systemem bezwzględnej kontroli społeczeństwa posługując się przy tym drakońskimi metodami.
Nic więc dziwnego, że strajki i niezadowolenie narastały i pojawiały się z regularnością: 1956 r., 1968, 1970, 1976 oraz 1980 i 1981. Władze robiły wszystko, aby każdy z tych strajków przykryć grubym kurzem zapomnienia. Nie pozwalała o nich mówić, ani pisać, ani też upamiętniać w jakikolwiek sposób. Choć strajki szybko starano się wymazać ze zbiorowej pamięci, tłumacząc że były tylko zatrutym owocem pogłębiającej się zapaści ekonomicznej, wyznaczały one drogę ku wolności i suwerenności Narodu oraz ku prawdziwej demokracji. Wzrastała świadomość Polaków, że narastający kryzys ma korzenie nie tylko ekonomicznie, ale także społeczne i polityczne.
Dzisiaj upamiętniamy jeden z tych kryzysów. Przerodził się on w manifestacje i strajki, które mocno odcisnęły piętno na naszej historii. Mówimy o Grudniu 1970 roku. Bezpośrednia wówczas przyczyna wybuchu społecznych protestów, jak się wydaje, była drastyczna podwyżka cen wielu artykułów, zwłaszcza żywnościowych, ogłoszona na niespełna dwa tygodnie przed świętami Bożego Narodzenia. Trudno powiedzieć na co liczyły ówczesne władze wprowadzając podwyżki właśnie w przedświątecznym czasie. Możliwe że liczono, iż świąteczny klimat złagodzi społeczne nastroje niezadowolenia. A może to był kolejny element walki z wiarą Polaków, jak to się dzieje również i dzisiaj, gdy przed każdym większym wydarzeniem religijnym Internet i niektóre media pełne są odgrzewanych informacji o skandalach w Kościele.
Naród nie mógł już dłużej tego znosić i dlatego, nazajutrz po podwyżkach, rano 14 grudnia 1970 roku zastrajkowała Stocznia Gdańska, a następnego dnia pracownicy stoczni w Gdyni. Do stłumienia strajku i zapobieżenia szerzeniu się zamieszek ulicznych, jak wynika z tajnych dokumentów Biura Politycznego, władze postawiły w stan gotowości tysiące żołnierzy, milicji i Zomo, helikoptery, czołgi i samochody opancerzone. Nie zważając na to, rzesze strajkujących wyszły na ulice, zaczęły się walki, polała się krew. Manifestacje i protesty robotników spotkały się z brutalna represją. Zginęło przynajmniej 45 osób a 1165 zostało rannych. Ile w rzeczywistości zginęło trudno dzisiaj ustalić. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że w walkach ze strajkującymi został zraniony polski robotnik, ale też polski Naród, polska godność, kultura, tradycja…
A przecież na początku strajkujący nie tyle pragnęli zmiany władzy, ile zapewnienia im godnych warunków życia. Postulaty strajkujących w Gdyni i Gdańsku z 15 i 16 grudnia dotyczyły podwyżki zarobków, obniżki cen, swobodnego dostępu do dóbr społecznych i kultury, wolności słowa, uwolnienia aresztowanych bezpośrednio związanych z wypadkami marcowymi 1968 r, równego i sprawiedliwego traktowania wszystkich oraz swobodnego wyznawania wiary.
Ale rządzącym nie spieszyło się do rzetelnych i uczciwych rozmów ze strajkującymi, ani do akceptacji ich postulatów. „Autentyczny dialog społeczny – jak podkreślił Jerzy Eisler – wydawał się całkowicie obcy praktyce realnego socjalizmu”. Potwierdza to również treść notatki jednego z funkcjonariuszy MO, ppor. T. Wójcika, który w następujący sposób relacjonował zajścia jakie miały miejsce 15 grudni na ulicach Gdańska: „Tłum [strajkujących] liczył kilka tysięcy ludzi. wśród tłumu przeważali mężczyźni w wieku 15-30 roku życia. Uzbrojeni byli w łomy pręty żelazne, haki, śruby… kamienie, butelki z winem. Tłum chuligańsko-bandycki ubrany był w większości w kombinezony i hełmy koloru pomarańczowo-żółtego /.../ Wszyscy funkcjonariusze MO z SPMO bronili wolności i bezpieczeństwa naszej ojczyzny – Polski Ludowej, poświęcając swoje siły i zdrowie w obronie ładu i porządku PRL” (IPN Gd, 003/14, t.34, Notatka Służbowa por. T. Wójcika, 22 XII 1970). Jak widać, dla ówczesnych władz liczył się „ład i porządek PRL” a nie dobro ludzi. Dlatego strajkujących nazywano chuliganami, wichrzycielami porządku społecznego, bandytami, elementami dywersji, a nie ludźmi którzy walczyli o lepszy byt dla siebie i dla następnych pokoleń.
Czy można było uniknąć dramatu Grudnia 1970 roku? Z pewnością można było, gdyby ówczesny system polityczny wsłuchał się bardziej w głos społeczny, gdyby okazał więcej wrażliwości na potrzeby ludzi i otworzył się na dialog społeczny. Władze nie doceniały zachodzących zmian w świadomości ludzi pracujących, która budziła się coraz mocniej i radykalizowała nastroje przeciw władzy komunistycznej. Symbolem tej świadomości stawała się biało-czerwona flaga.
Na zakończenie naszej refleksji duchowo-patriotycznej zajrzyjmy jeszcze do dzisiejszej Ewangelii. Mówi nam ona, że w trudnych sytuacjach Bóg posyła proroków, aby napominali, ale też nieśli nadzieję. W pierwszym czytaniu był nim prorok Izajasz. W Ewangelii jest nim Jan Chrzciciel. „I cały lud, który Go słuchał – czytamy w Ewangelii – a nawet celnicy przyznawali słuszność Bogu, przyjmując chrzest Janowy”.
Prorokiem na miarę Izajasza czy Jana Chrzciciela w rzeczywistości polskiej tamtych czasów był kard. Stefan Wyszyński, Wielki Prymas Tysiąclecia, dziś błogosławiony! Obdarzony niezwykłą charyzmą i mądrością, przypominał o niezbywalnych prawach człowieka do godności, o konieczności poszanowania praw ludzkich i zapewnieniu godnych warunków życia. Za to doświadczał wiele nienawiści ze strony władz komunistycznych, ale kiedy w grę wchodziło dobro Narodu starał się łagodzić nastroje, aby nie doszło do jeszcze większej tragedii. Jak Jan Chrzciciel wskazywał, że prawdziwym źródłem odnowy Narodu jest wiara w Boga i oddanie Narodu w macierzyńską opiekę Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski.
Wsłuchajmy się na koniec jeszcze raz w jego piękne i inspirujące słowa o Polsce: „Polska jest jak wielka rodzina, wspaniała Bożą mocą i siłą przedziwną. Polska jest zespolona jednym węzłem, nie parcianym powrozem, Polska jest zespolona sercem wiary. Jej siła jest wiara Chrystusowa!”. Oby zawsze tak było! Amen.
Archidiecezja Gdańska