"Spójrzmy na Jezusa który nie broni się, lecz oddaje za nas swoje życie. To nasz prawdziwy Król! Tylko wydaje się, że jest przegrany. On jest niezwyciężony!" - mówił abp Tadeusz Wojda podczas Mszy św. odpustowej w kościele pw. Chrystusa Króla w Gdańsku.
Jezus Chrystus - Król z tego świata i nie z tego świata!
1. Dzisiejsza niedziela jest ostatnią w roku liturgicznym. W następną rozpoczynamy już Adwent i przygotowanie do Bożego Narodzenia. W tę ostatnią niedzielę roku obchodzimy uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata.
Czytania liturgiczne przybliżają nam postać Jezusa Chrystusa Króla ale też i prawdę o końcu świata. To temat trudny, a opisy końca świata nieco nas przerażają. Nie lubimy na ten temat mówić, choć jest on obecny we wszystkich kulturach, religiach i wierzeniach. Nawet współczesna astrologia mocno przekonuje, że taki koniec kiedyś nastąpi.
2. Pismo Święte podejmuje często temat końca świata. Wiąże go z Sądem Ostatecznym, któremu zostaną poddani wszyscy ludzie na ziemi. Nie jest to tylko domniemanie, że tak może być, lecz jasny przekaz. Wybrzmiewa on mocno na kartach Starego Testamentu, ale jeszcze bardziej w nauczaniu Jezusa Chrystusa. Na Sądzie Ostatecznym, ku któremu, bez wyjątku wszyscy zmierzamy, ujrzymy Jezusa Chrystusa – Króla, który dokona ostatecznego osądu nad każdym człowiekiem. Mówią nam o tym wszystkie trzy czytania liturgiczne.
„Patrzyłem w nocnych widzeniach – mówi Daniel w pierwszym Czytaniu – a oto na obłokach nieba przybywał jakby Syn Człowieczy /…/ Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską /…/ Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego królestwo nie ulegnie zagładzie”.
Daniel, który jest symbolem człowieka prawego i wiernego Bogu, który z odwagą daje świadectwo pośród niewierzących, ma tę wizję prawie 6 wieków przed narodzeniem Jezusa. Nie wie więc kim jest Syn Człowieczy i nie może Go kojarzyć z Jezusem, ale rozpoznaje Go jako wielkiego Sędziego.
3. Danielowa wizja powraca w drugim Czytaniu, z Apokalipsy. Tym razem doświadcza jej Jan Apostoł. Jan zna Jezusa, był Jego umiłowanym uczniem. Towarzyszył Jezusowi przez wszystkie lata jego publicznej działalności, słuchał Jego nauczania, widział znaki i cuda Jezusa, był w Wieczerniku, a potem w Ogrodzie Oliwnym i widział pojmanie Jezusa, był świadkiem procesu nad Jezusem, patrzył jak Jezus dźwigał krzyż na Golgotę, jak był krzyżowany i jak umierał na krzyżu. To do niego Jezus wypowiedział jedne z ostatnich słów: Synu oto Matka twoja….
Jan jest więc świadkiem wyjątkowym. W wizji, jaka jest mu dana, widzi Jezusa Chrystusa jako „pierworodnego wśród umarłych i Władcę królów ziemi”. W wizji, rozpoznaje Jezusa Chrystusa, „który nas miłuje i który przez swoją krew uwolnił nas od naszych grzechów i uczynił nas królestwem – kapłanami dla Boga i Ojca swojego”.
Dla Apostoła Jana to co widzi nie jest nieznane, jak w przypadku Daniela. Wie, że ta wizja dotyczy Sądu Ostatecznego, gdyż Jezus mówił o nim wielokrotnie i dał wiele jasnych i jednoznacznych wskazań jak ów Sad będzie się odbywał. Wystarczy wspomnieć przypowieści o uczcie królewskiej, o zagubionej owcy, o talentach, o błogosławieństwach, o Sądzie Ostatecznym (Łk 25,31-46), o królestwie niebieskim i wiele innych.
Jan więc daje świadectwo, że Jezus będzie nas sądził z miłości, że nas miłuje, że przez swoją śmierć na krzyżu uwolnił nas od grzechów, że uczynił nas członkami Królestwa Bożego i kapłanami dla Boga. Zachęca nas zatem, aby nasze życie stawało się podobne do życia Jezusa Chrystusa i było równie pełne miłości.
4. Również dzisiejsza Ewangelia nawiązuje do czasów ostatecznych. Wybrzmiewa to w dialogu Piłata z Jezusem. Jezus jest w Pretorium, u Piłata. Jest przesłuchiwany. Żydzi Go oskarżyli o bluźnierstwo, bo się nazywa Synem Bożym i Królem. Pojmali Go i przyprowadzili do Piłata, aby skazał Go na śmierć. Piłat widząc Jezusa, pyta Go: "Czy ty jesteś Królem żydowskim?". Jezus potwierdza, ale zaraz dodaje: „Królestwo moje nie jest z tego świata /…/ Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mego głosu”.
Piłat mimo, iż nie znajduje w Jezusie winy, każe Go ubiczować. Tak ubiczowanego stawia przed tłumem mówiąc: Ecce Homo – Oto Człowiek. Widok ubiczowanego Jezusa jest przerażający. Jezus jest wycieńczony i ledwie trzyma się na nogach. Jest pochylony z oczami głęboko zapadniętymi, ma na wpół otwarte usta jak ktoś, kto ma trudności z oddychaniem. Na głowie cierniowa korona, spod której spływają po twarzy stróżki krwi. Cierniste kolce ranią i przysparzają Mu wiele bólu. Na poranione chłostami ramiona zarzucony czerwony jak szkarłat płaszcz. W skrepowane szorstkie powrozem ręce, wetknięty długi kij, jako berło. Ma przypominać Jego królewską władzę. To nawiązanie do pytania Piłata: „Czy ty jesteś królem” i odpowiedzi Jezusa: „Tak, ja nim jestem, ale moje królestwo nie jest z tego świata…”.
Wobec wielkiego dramatu ludzkiego cierpienia, rodzi się w sercu pytanie: Czy Jezus „Ecce Homo” to tylko zwykły człowiek, na którego nie warto stawiać? Kim jest Jezus Chrystus Człowiek - Ecce Homo? Kim jest ten Król, który pozwala się biczować i krzyżować?
5. Tę dramatyczną scenę upamiętnił Adam Chmielowski – późniejszy św. Brat Albert, w obrazie zatytułowanym "Ecce Homo – Oto Człowiek". Poruszony do głębi i dotknięty ewangelicznym opisem ubiczowanego Jezusa, postanowił go odmalować na płótnie. Tak powstał w 1879 roku ten słynny, choć niedokończony, obraz „Ecce Homo”. Obraz ten odpowiada na pytanie - kim naprawdę jest Jezus i czy jest Królem.
Przestawia on Jezusa w czerwonym płaszczu rozchylonym na piersiach, spod którego odsłania się fragment umęczonego, ubiczowanego i związanego sznurami ciała. Ten skrawek ciała przybiera kształt wielkiego serca. Najświętszego Serca Jezusa, które kocha bez granic, które całkowicie poświecą się człowiekowi w potrzebie. To serce to symbol wielkości Króla i Jego Królestwa.
6. „Ecce Homo” zatem, to nie tylko bezsilny, osamotniony skazaniec, to Bóg w ludzkiej postaci, który przyszedł, aby nam opowiedzieć o bezgranicznej miłości Boga do człowieka. Narodził się w skrajnym ubóstwie, musiał uciekać do Egiptu, bo Herod chciał Go zabić, trudził się przemierzając wioski i miasta, aby do wszystkich dotrzeć z Dobrą Nowiną o zbawieniu.
W „Ecce Homo” rozbrzmiewają Jego słowa pełne miłości i przebaczenie, Jego "idź i Ja cię nie potępiam", Jego uzdrowienia, Jego uwalnianie od złych duchów, Jego gromienie faryzeuszy za brak współczucia, Jego nauczanie pełne mocy i dobroci, pociągające tysiące słuchaczy, Jego "pójdź za Mną", Jego błogosławieni ubodzy, nadzy, głodni, cierpiący, bezdomni, uchodźcy, wygnani…
W „Ecce Homo” dostrzegamy Jego rozmnażanie chleba, Jego bierzcie i jedzcie to jest Moje Ciało i to jest Moja Krew, a także Jego „daje wam przykazanie nowe, abyście się miłowali, jak Ja was umiłowałem”.
7. Wyrażona zatem w procesie pozorna słabość Jezusowa ujawnia bezprecedensową siłę miłości, która nas przewyższa i która ma moc dokonać w nas całkowitej przemiany. Śmierć przez ukrzyżowanie jest tylko potwierdzeniem tej niepojętej miłości. Czy istnieje miłość większa niż ta, gdy ktoś oddaje swoje życie za przyjaciół? Jezus jest tym, który oddał swoje życia za nas, nazywając nas swoimi przyjaciółmi.
Brat Albert zanurzając się w medytację męki Jezusa zrozumiał czym jest Jego Królewskość. Pod jej wpływem doznał głębokiego nawrócenia, bo zrozumiał czym jest prawdziwa miłość, która nie cofa się przed niczym.
8. Drodzy Siostry i Bracia! W dzisiejsze święto ten sam Chrystus Król staje i przed nami z tym samym przesłaniem: Ja jestem drogą, prawdą i życiem, Ja jestem zbawicielem świata. Dzisiejszy świat, podobnie jak kiedyś arcykapłani, faryzeusze i Piłat, nie chce Jezusa. Świat często robi Jezusowi proces, skazując ponownie na śmierć, bo jest niewygodny, bo stawia wobec prawdy, bo mówi o potrzebie miłości drugiego, bo mówi o prymacie bycia nad posiadanie, bo każe przebaczać, bo przypomina o celu ostatecznym ludzkiego życia. Tej prawdy wielu w dzisiejszym świecie nie chce przyjąć i dlatego odrzuca Jezusa, wyrzuca Go z przestrzeni życia publicznego, wyśmiewa, profanuje znaki Jego obecności.
Bez Jezusa życie staje się koszmarnym dramatem, pasmem nieustannej przemocy jednych nad drugimi. Dlatego, w tym haniebnym procesie nad Jezusem, jako chrześcijanie musimy stanąć po Jego stronie i z odwagą zaświadczyć, że Jezus jest naszym zbawicielem, że jest największym naszym dobrem. Żeby to jeszcze lepiej zrozumieć, zanurzmy się w medytację dzisiejszych czytań liturgicznych. Spójrzmy na Jezusa który nie broni się, lecz oddaje za nas swoje życie. To nasz prawdziwy Król! Tylko wydaje się, że jest przegrany. On jest niezwyciężony! Jest Królem, który pragnie nas włączyć do swojego Królestwa i uczynić nas kapłanami naszego życia. Za św. Bratem Albertem wołajmy: „Królu niebios cierniem ukoronowany, ubiczowany, w purpurę odziany, Królu znieważany, oplwany, bądź Królem i Panem naszym tu i na wieki. Amen.
Archidiecezja Gdańska