Panie pokaż nam Ojca!
1. Dzisiejsza Ewangelia przytacza nam rozmowę Jezusa ze swoimi uczniami. Rozmowa dotyczy Boga Ojca. Jezus mówi: „Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i Ojca”. Uczniowie chcą poznać Ojca, ale nie rozumieją tego co do nich mówi Jezus. Potwierdzeniem tego są słowa Filipa: „Panie pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy”.
Słowa Filipa wydają się być zaskakujące. Jezusa i owszem, znają, ale Ojciec wydaje im się daleki, nieosiągalny. Nie potrafią jeszcze zrozumieć, że Bóg nie jest odległy ani nieznany, że objawił się rzeczywiście i w pełni w Jezusie Chrystusie, że jest obecny pośród nich. Aby to potwierdzić Jezus mówi: „Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca”. A potem jeszcze dodaje: „Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł”.
Poznanie zatem Ojca jest owocem poznania Jezusa Chrystusa. Trzeba więc poznać Jezusa Chrystusa, aby poznać Boga Ojca. W świetle doświadczenia uczniów warto sobie postawić pytanie o naszą znajomość Jezusa Chrystusa. Czy znamy Jezusa Chrystusa? Na ile Go znam z osobistych z Nim relacji, a na ile z opowiadania innych?
2. Uczniowie tak naprawdę poznali Jezusa Chrystusa dopiero po Jego zmartwychwstaniu. Poznali Go dzięki darowi Ducha Świętego. To Duch Święty ich uświęcił, wszystko przypomniał co Jezus nauczał i czynił. Gdy Go więc poznali, zrozumieli, że Jezus był obrazem Ojca. Zrozumieli też, że Zmartwychwstały posyła ich do świata właśnie z tym orędziem, orędziem miłości Boga do człowieka, którego najwymowniejszym momentem jest męka, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. To w krzyżu Bóg w pełni okazał człowiekowi swoją bliskość i swoją miłość.
Kiedy uczniowie zrozumieli to, radowali się i cieszyli, że mogą głosić Jezusa, że mogą za Niego cierpieć a nawet za Niego oddać życie. Św. Paweł powie nawet: „I owszem, nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym tylko pozyskał Chrystusa”(Flp 3,8)
Podobnie Piotr i inni Apostołowie wyznają: „Nie możemy nie głosić Ewangelii!”.
3. Czy my chrześcijanie jesteśmy gotowi na podjęcie w świecie tej misji, którą rozpoczął Jezus, a potem zlecił Apostołom, a na koniec wszystkim ochrzczonym? Czy jesteśmy gotowi kontynuować misję Jezusa Chrystusa w dzisiejszym świecie?
Odpowiedź na to pytanie jest ściśle związana z poznaniem Jezusa. Im mniej znamy Jezusa tym mniej jesteśmy otwarci na realizacje woli Bożej. Im lepiej znamy Jezusa, tym bardziej stajemy się Jego świadkami w dzisiejszym świecie. Znać Jezusa wcale nie znaczy zaraz opuszczać wszystko i jechać nie wiem gdzie. Poznać Jezusa, znaczy w pierwszym rzędzie odnaleźć w sobie miłość Bożą, na niej oprzeć swoje życie i nią się dzielić z innymi. Znaczy stać się autentycznym uczniem Jezusa tam gdzie się żyje, pośród swoich, bliskich, przyjaciół czy też nieprzyjaciół. Znaczy podjąć troskę o dobro świata w którym żyję, poznać Jezusa, to budować wspólnotę opartą na sprawiedliwości i braterstwie, w której każdy człowiek ma swoje prawa i swoje obowiązki, w której nikt nikogo nie ogranicza i nie odbiera mu wolności.
Czy rzeczywiście poznaliśmy Jezusa? Gdybyśmy lepiej poznali Jezusa, nasze życie byłoby inne. Nie byłoby tak wielu grzechów, tak wielu podziałów i nienawiści, nie byłoby nieustannej wojny między nami, nie byłoby ideologii przeciwnych Ewangelii, ani zwalczania wiary, nie byłoby rozwiązłości moralnej i obyczajowej. Byłoby więcej pokoju, harmonii między ludźmi, więcej wzajemnego poszanowania, więcej bezinteresownej współpracy, nasze wzajemne relacje byłyby oparte na miłości…
4. Patrząc na własne życie uświadamiamy sobie potrzebę dogłębniejszej znajomości Jezusa. Ale jak to zrobić? Jak poznać Jezusa?
Dzisiejsze święto stawia przed nami przykład św. Józefa. Ten cichy, nieco w cieniu święty, opiekun Jezusa, jest dla nas dobrym przykładem jak poznać Jezusa. Jest nam bliski, dlatego, że on również miał wielkie trudności ze zrozumieniem tego wszystkiego co się działo w jego życiu z woli samego Boga. Najpierw poczęcie Maryi za „sprawą Ducha Świętego”, którego w żaden sposób nie mógł zrozumieć. Potem głos we śnie, który mu mówi: „Józefie nie bój się…”, „przyjmij Maryję i dziecię, które się w niej poczęło”. Innym razem, gdy Jezus się już narodził, słyszy we śnie zabierz Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu, bo Herod czyha na życie Dziecięcia. Jeszcze innym razem, w Egipcie głos mu mówi: „wracaj do Nazaretu, bo już nie żyje ten, który czyhał na Jego życie”. Choć wiele z tych rzeczy było dla niego tajemnicą, której do końca nie pojmował, zrozumiał jednak, że Bóg jest obecny w jego życiu i że musi zaufać Bogu, że musi zawierzyć swoje życie Bogu, bo Bóg nigdy człowieka nie opuszcza.
Józef zrozumiał, że Bóg go dopuścił do największej tajemnicy, powierzył Mu opiekę nad swoim Synem. Bóg stał się słaby, mały, niepozorny, i powierzył się człowiekowi, aby się Nim zaopiekował, zapewnił Mu wszystko, czego potrzebował. Jakże wielka ufność Boga względem człowieka. Józef, kiedy to zrozumiał, podjął swoją misję wychowania Syna Bożego. Przyjął Jezusa pod swój skromny dach, ale przede wszystkim przyjął Go w swoim życiu. Otoczył Go ojcowska miłością. Codziennym wyrazem tej miłości była praca, zwykła praca cieśli – jak podają Ewangelie. Przez tę prostą codzienną pracę, wykonywaną sumiennie i z miłości, zapewniał Jezusowi wzrost, wychowanie, uczył Jezusa pracy, był dla Niego wzorem uczciwości. Jego praca stawała się częścią tajemnicy odkupienia, odgrywała ważną rolę w procesie ludzkiego wzrastania Jezusa „w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi” (….). Praca więc stała się dla Józefa środkiem do uczestnictwa w życiu Jezusa, Syna Bożego.
Obchodząc dzisiaj wspomnienie św. Józefa Rzemieślnika, chcemy rzeczywiście zatrzymać nasze spojrzenie na św. Józefie, cichym i pracowitym rzemieślniku, „który – jak napisał kiedyś papież Paweł VI – daje Jezusowi nie pochodzenie, lecz stan cywilny, status społeczny, podstawy ekonomiczne, doświadczenie zawodowe i wychowanie. Trzeba nam dobrze przyjrzeć się tej relacji istniejącej pomiędzy św. Józefem a Jezusem, ponieważ może nam pomóc w zrozumieniu niejednej rzeczy z zamysłów Boga, który przychodzi na ten świat, aby żyć jako człowiek między ludźmi, a jednocześnie jako ich Nauczyciel i ich Zbawca” (Insegnamenti di Paolo VI, Citta’ del Vaticano 1964, 187n).
Pracy zatem trzeba nadać wymiar bardziej duchowy, aby mogła oznaczać coś więcej niż zwykłe techniczne wykonanie czynności w celu uzyskania korzyści. Praca powinna pozostawać w ścisłym związku z modlitwą i życiem duchowym, dlatego nie może być czymś oddzielnym od wiary. W tej perspektywie nawet zmęczenie fizyczne, staje się darem od Boga. W przeciwnym razie praca staje się uciążliwa, męcząca, irytuje i nie daje satysfakcji, co najwyżej zapewnia pewne zabezpieczenie społeczne. Słusznie więc napisał św. Jan Paweł II w encyklice Redemptoris Custos: „Ze względu na wielkie znaczenie pracy w życiu człowieka, wszyscy ludzie powinni rozumieć i w pełni przeżywać jej sens, aby przez nią przybliżać się do Boga – Stwórcy i Odkupiciela, uczestnicząc w Jego zbawczych zamierzeniach w stosunku do człowieka i świata, i pogłębić w swym życiu przyjaźń z Chrystusem, podejmując przez wiarę żywy udział w Jego trojakim posłannictwie: Kapłana, Proroka i Króla” (n.22-23).
W połączeniu z wiarą, każda praca, nawet ta najmniej znacząca i pokorna, może więc być uczestnictwem w Bożym dziele doskonalenia tego świata. Będzie taka na tyle, na ile będzie wykonywana z poczuciem obowiązku i ze świadomością czynienia dobra dla innych oraz w duchu odpowiedzialności stwórczej. Praca tak wykonywana nie będzie nigdy ciężarem, ani przymusem, wyrazem współpracy z Bogiem dla dobra innych. W dniu dzisiejszym pragnę wszystkim życzyć, aby praca każdego z Was nabierała takiego właśnie wymiaru. Amen.
Archidiecezja Gdańska