Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego
Świadkowie Zmartwychwstania dzisiaj
Drodzy Bracia w Kapłaństwie, Alumni,
Czcigodne Siostry Zakonne, Osoby konsekrowane,
Umiłowani w Chrystusie Siostry i Bracia!
Głównym orędziem, jakie wybrzmiewa z dzisiejszej liturgii wielkanocnej, jest: „Niebo i ziemia się radują ze zmartwychwstania Twojego, Panie. Alleluja!”
Ale to orędzie nie było jeszcze tak oczywiste wczesnym rankiem pierwszego dnia po szabacie, gdy Maria Magdalena biegła do grobu. Nic nie zapowiadało, że ten poranek stanie się początkiem największej i najważniejszej nowiny w dziejach świata. Szła, by opłakiwać Mistrza. Szła, by dopełnić obrzędów pogrzebowych, którego nie dokonano z powodu nadchodzącego szabatu. Szła z sercem pełnym bólu, ale też wdzięczności i miłości. Doświadczyła przecież od Jezusa daru nieskończonego miłosierdzia - przebaczenia, które przywróciło jej godność i nadzieję.
Rozumiemy ją bardzo dobrze. Każdy z nas zna doświadczenie powrotu na grób bliskiej osoby - aby się zatrzymać, pomilczeć, pomodlić, wspomnieć. Tak właśnie szła Maria Magdalena. Miłość, która została jej dana, domagała się odpowiedzi.
Idąc z pośpiechem, nie wiedziała jeszcze, że kamień został odsunięty, że straży już nie ma, że dokonało się wydarzenie, które na zawsze zmieni los człowieka i jego relację do Boga.
A kiedy pogrążona w smutku i żałobie dotarła na miejsce, zobaczyła pusty grób. Jej serce zadrżało. Nie rozumiała jeszcze, co się stało. Pobiegła do Piotra i Jana: „Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono”. To pierwsze świadectwo było jeszcze niepełne, naznaczone lękiem i pytaniem - a jednak już stało się początkiem Ewangelii.
Wieść Mari Magdaleny o odsuniętym kamieniu i pustym grobie przeszyła ich jak promień porannego słońca, który rozdzierając ciemności nocy, zwiastuje nowy dzień. Piotr i Jan biegną. Ewangelia podkreśla ten bieg — jakby chciała powiedzieć: wiara rodzi się w drodze, w poszukiwaniu, w niepokoju serca. Wchodzą do grobu. Widzą „leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżąca nie razem z płótnami, ale oddzielnie, zwiniętą w jednym miejscu”.
Nie łatwo im było zrozumieć przesłanie, jakie płynęło z pustego grobu, leżących płócien i zwiniętej chusty, w konfrontacji z dramatycznymi obrazami cierpienia Jezusa, Jego śmierci na krzyżu, czy przebitego przez żołnierza jego boku, z którego wypłynęła krew i woda. A jednak pusty grób, płótna i chustę – milczące znaki przemawiają mocniej, przekonują i otwierają drogę do wiary. Wtedy, jak podkreśla dzisiejsza Ewangelia, padają te niezwykłe słowa: „Ujrzał i uwierzył”. Ujrzał i uwierzył, że Chrystus zmartwychwstał. I to właśnie „ujrzał i uwierzył” jest przesłaniem, które będzie nam towarzyszyć aż po skończenie świata.
To krótkie zdanie jest sercem dzisiejszej Ewangelii. „Ujrzał i uwierzył” — to droga każdego z nas. Nie wszystko jest oczywiste. Nie wszystko da się natychmiast wyjaśnić. A jednak można uwierzyć. Wiara nie jest wynikiem matematycznego dowodu, ale odpowiedzią serca na znaki, które Bóg zostawia w naszym życiu.
Jak przypominał papież Benedykt XVI, echo pustego grobu, które „zaczęło rozchodzić się z Jerozolimy dwadzieścia wieków temu, wciąż rozbrzmiewa w Kościele, a w jego sercu żywa jest niezłomna wiara Mari, Mari Magdaleny i innych kobiet, które pierwsze ujrzały pusty grób, wiara Piotra i innych apostołów” (24.IV.2011).
Echo pustego grobu „wciąż rozbrzmiewa w Kościele”, a wiara pierwszych świadków staje się fundamentem naszej wiary. To nie jest tylko historia sprzed dwóch tysięcy lat — to jest żywa rzeczywistość, która trwa.
Dlatego Wielkanoc nie jest tylko wspomnieniem. Wielkanoc jest pytaniem o dziś, o to co zmienia w naszym życiu Zmartwychwstanie?
Zmartwychwstanie zmienia wszystko. Zmienia perspektywę naszego życia. Otwiera przed nami horyzont wieczności. Pokazuje, że życie się nie kończy — ono się przemienia. Że miłość jest silniejsza niż śmierć. Że grzech nie ma ostatniego słowa.
To właśnie dlatego Jezus mówi do Marty przy wskrzeszeniu przyjaciela Łazarza: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”. Nie mówi: „będę”, ale „jestem” — już teraz, w tej chwili, w naszym życiu.
Zmartwychwstanie zaczyna się w nas wtedy, gdy podnosimy się z grzechu, gdy przebaczamy, gdy odzyskujemy nadzieję, gdy zaczynamy kochać mimo wszystko. To są nasze małe paschy — przejścia ze śmierci do życia.
Wczoraj odwiedziłem jedno z hospicjów. Spotkałem ludzi cierpiących, a jednak pełnych pokoju. Budowałem się ich postawą, gdy w rozmowie widziałem, że ich wiara nie była teorią — była żywym świadectwem. Pokazywali, że można przeżywać cierpienie inaczej, gdy patrzy się na nie w świetle Zmartwychwstania. To jest właśnie wiara paschalna — wiara, która nie usuwa cierpienia, ale nadaje mu sens.
To ich świadectwo wiary całkowicie zbiega się z tym, co mówi dzisiejsze czytanie z Listu do Kolosan. Św. Paweł przypomina w nim prawdę paschalną: „Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi” (Kol 3,1-2).”. To wezwanie jest niezwykle konkretne. Ono oznacza: nie zatrzymuj się tylko na tym, co przemijające. Nie buduj życia wyłącznie na tym, co doczesne. Patrz dalej, patrz wyżej.
Ale jest jeszcze jedna ważna prawda: pusty grób nie zatrzymuje uczniów w sobie. On ich posyła, posyła z pospiechem. Wiara zawsze ma wymiar misyjny, prowadzi do dzielenia się tą dobrą nowiną. Maria Magdalena nie zatrzymała tej wiadomości dla siebie. Pobiegła. Apostołowie nie zamknęli się w grobie — wyszli. Uczniowie z Emaus wrócili do Jerozolimy. Zmartwychwstanie zawsze rodzi świadków. Dlatego i my jesteśmy posłani. Do naszych rodzin, do naszych wspólnot, do świata często zranionego, zagubionego, pełnego lęku. Świata, który nieraz żyje tak, jakby grób był ostatnim słowem.
Pięknym obrazem tej prawdy jest historia Kościoła w Azerbejdżanie – kraju który miałem okazję odwiedzić. W Azerbejdżanie, gdzie kiedyś katolików były dziesiątki tysięcy — Kościół niemal przestał istnieć w czasach prześladowań komunistycznych. Wydawało się, że wszystko się skończyło: zostały zburzone świątynie, uwięzieni lub wypędzeni kapłani. A jednak wiara przetrwała. Wystarczyła jedna Eucharystia, jeden kapłan i jedna osoba wierząca — i zaczęło się odradzać życie religijne. Parę lat później katolików było już trzydzieści. Potem dwieście. A dziś znów jest wspólnota, jest Kościół, jest żywa wiara. To jest logika Zmartwychwstania: Bóg potrafi rozpocząć wszystko od nowa, nawet z najmniejszego ziarna.
Jakże wymowna jest ta historia! Ma ona swoje najgłębsze korzenie w wydarzeniach paschalnych i w wierze tych, którzy uwierzyli.
Siostry i Bracia, prośmy dzisiaj Zmartwychwstałego Pana, aby ożywił w nas tę samą wiarę, którą mieli pierwsi uczniowie. Niech sprawi, aby nasze serca nie były nigdy pustym grobem, ale miejscem Jego obecności. Niech uczyni nas świadkami — tu i teraz. A my, jak zachęcała kiedyś papież Franciszek (Rzym 2017), idźmy, aby głosić tę nowinę, idźmy... Do wszystkich tych miejsc, gdzie wydaje się, że grób miał ostatnie słowo i gdzie zdaje się, że śmierć była jedynym rozwiązaniem. Idźmy, aby głosić, dzielić się, objawić, że to prawda: Pan żyje. Żyje i pragnie zmartwychwstać w wielu twarzach, które pogrzebały nadzieję, pogrzebały marzenia, pogrzebały godność.
Idźmy, Chrystus żyje ! Alleluja! Amen.
Archidiecezja Gdańska