Wielki Piątek
Krzyż - symbol miłości Boga do człowieka
Umiłowani w Chrystusie Siostry i Bracia!
1. W Wielki Piątek Kościół nie sprawuje Eucharystii. Milkną dzwony, ołtarz jest obnażony, a liturgia prowadzi nas w ciszę i skupienie. Nie jest to jednak cisza pustki, lecz cisza pełna treści – cisza, która pozwala usłyszeć najważniejsze słowo Boga wypowiedziane do człowieka: słowo miłości objawione na krzyżu. Kościół pozostawia nam dziś do rozważania Mękę Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyśmy mogli wejść w tę wielką i niepojętą tajemnicę, w której Syn Boży oddaje życie za człowieka.
Gromadzimy się dziś jako wspólnota parafii w Kielnie, aby przeżywać tę Pasję, adorować krzyż i na nowo zapytać samych siebie: czym jest krzyż w naszym życiu? Czy jest tylko znakiem zawieszonym na ścianie, czy rzeczywistością, którą przyjmujemy i która nas przemienia? Chcemy także przeprosić Chrystusa za każdy brak szacunku wobec krzyża – również za to, co wydarzyło się z krzyżem w tutejszej szkole. Bo krzyż nie jest rzeczą. Krzyż jest znakiem Osoby. Jest znakiem Miłości.
2. W czasach Jezusa, krzyż był narzędziem największego poniżenia i najokrutniejszej śmierci. Skazywano na niego największych zbrodniarzy, zabójców i przestępców. Był symbolem hańby, odrzucenia i poniżenia. A jednak właśnie na taki krzyż został skazany Jezus – Ten, który nikomu nie uczynił krzywdy.
Ewangelie ukazują Jezusa jako pełnego pokory, miłości, czułości i miłosierdzia. Pochylał się nad chorymi, przebaczał grzesznikom, przywracał nadzieje tym, którzy ją utracili. Dotykał trędowatych, rozmawiał z celnikami i grzesznikami, podnosił upadłych, karmił chlebem, uzdrawiał i uwalniał od złych duchów a nawet wskrzeszał. Tłumy szły za Nim i chętnie słuchały Jego nauczania, bo znajdywały w nim pocieszenie i pomoc. Uczył, że największym przykazaniem jest miłość – nawet do nieprzyjaciół. I właśnie to stało się dla wielu nie do przyjęcia. Bo miłość wymagająca nawrócenia bywa trudna. Prawda, która demaskuje fałsz, boli. Dlatego u wielu, zwłaszcza faryzeuszy i uczonych w Piśmie pojawiła się zazdrość, lęk i decyzja: „Trzeba Go usunąć”, w przeciwnym razie wszyscy z Niego uwierzą – wyrokowali. Postanowili więc Go aresztować, oskarżyć i skazać na śmierć.
3. Dzisiejsza Ewangelia prowadzi nas przez dramatyczne wydarzenia męki. Jezusa pojmany w Ogrójcu, związany jak złoczyńca, staje przed kapłanami Annaszem i Kajfaszem, Herodem i Piłatem. Wszyscy Go oskarżają o rzeczy, których nie popełnił: faryzeusze że chciał zburzyć świątynię Jerozolimską, a jeszcze bardziej, że nazywa się Synem Bożym. Herod wyśmiewa Go, że nie jest w stanie uczynić dla niego i jego biesiadników żadnego cudu. Piłat poddaje w wątpliwość prawdę i karze Go ubiczować. Żołnierze drwiną: „Witaj królu żydowski”.
A Jezus milczy. Nie broni się, nie tłumaczy że jest niewinny. Nie odpowiada nienawiścią za nienawiść. Jest jak baranek na rzeź przeznaczony.
Prorok Izajasz zapowiadał tę wstrząsającą mękę Jezusa. Usłyszeliśmy ją w dzisiejszym pierwszym czytaniu:
„Jak wielu osłupiało na Jego widok -
- tak nieludzko został oszpecony Jego wygląd
i postać Jego była niepodobna do ludzi /…/
Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi,
Mąż boleści, oswojony z cierpieniem,
jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa,
wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic.”
Na koniec włożono Mu na ramiona krzyż i kazano nieść aż na Golgotę. I rzeczywiście – Jezus przyjmuje krzyż. Nie jako przymus, ale jako dar z siebie. Obejmuje go, jakby obejmował człowieka. Niesie go na Golgotę, miejsce swojej śmierci. I tam, pomiędzy dwoma złoczyńcami, zostaje ukrzyżowany.
Ale to właśnie tam, na Golgocie, w miejscu największego poniżenia, objawia się prawda, że Jezus jest niewinny. Nie wypowiadają jej faryzeusze, uczeni w Piśmie ani nawet uczniowie, lecz jeden ze złoczyńców: „Ten nic złego nie uczynił”. To niezwykłe świadectwo niewinności Jezusa! Jakby Bóg chciał pokazać, że nawet w największej ciemności może rozbłysnąć światło prawdy.
4. Wobec tej nieludzkiej męki Jezusa, rodzi się pytanie, dlaczego tyle cierpienia? Czy nie można było inaczej ?
Odpowiedź daje nam św. Paweł w Liście do Filipian, wyjaśniając, że Jezus przyjął dobrowolnie cierpienie z miłości do człowieka. „Jezus ogołocił samego siebie… stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej” (2,7-8).
Jezus przyjął dobrowolnie cierpienie i krzyż, aby odkupić człowieka z niewoli grzechu i pojednać ze sobą. Przyjął krzyż, aby pokazać, że nie cofa się przed niczym, aby nas ocalić. On kocha nas miłością bezgraniczną, miłością posuniętą aż do szaleństwa, której nigdy i w żaden sposób nie będziemy w stanie odwzajemnić. Patrząc na krzyż, każdy z nas może powiedzieć: On umarł również za mnie, za moje grzechy, za moje słabości, za moje życie.
Dlatego, kiedy czytamy Pasję i przeżywamy mękę i śmierć Jezusa, nie czynimy tego dla upamiętnienia wydarzeń sprzed dwóch tysięcy lat. Czynimy to, by spotkać żywego i kochającego Chrystusa. Tego samego, który i dziś mówi: „Umiłowałem cię aż do końca”.
5. Potrzebujemy tego spotkania z Nim, bo wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat wciąż powracają. Wciąż są ludzie, którzy chcą usunąć Boga z życia osobistego, rodzinnego, czy społecznego, skazywać Go na śmierć, by nie mieć z Nim więcej problemów. Wciąż próbuje się usunąć krzyż z przestrzeni publicznej, z serc i sumień. Wciąż pojawia się krzyk: „Nie chcemy Go!”
6. Obok tych, którzy walczą z krzyżem, są też tacy dla których krzyż nic nie znaczy. Nie walczą z nim, po prostu go ignorują. A przecież krzyż domaga się odpowiedzi. Nie można wobec niego przejść obojętnie.
Wszystkim tym, którzy nie przyjmują krzyża lub go odrzucają, odpowiada sam Jezus w pięknej i dającej do myślenia inskrypcji, która znajduje się w Kościele w Lisieux, gdzie jest pochowana św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Inskrypcja mówi:
Jestem Światłem - lecz mnie nie widzicie.
Jestem Drogą - lecz nią nie idziecie.
Jestem Prawdą - lecz w nią nie wierzycie.
Jestem Życiem - ale mnie nie szukacie.
Jestem Nauczycielem - lecz mnie nie słuchacie.
Jestem Panem - ale nie jesteście mi posłuszni.
Jestem Bogiem - lecz się do mnie nie modlicie.
Jestem waszym wiernym Przyjacielem - ale mnie nie kochacie. Jeśli jesteście nieszczęśliwi, nie wińcie mnie za to - Jezus.
To słowa, które poruszają sumienie, bo pokazują, że największym dramatem człowieka nie jest cierpienie, ale życie bez Boga.
7. Drodzy Siostry i Bracia, my, wierzący, świadomi wielkiego daru krzyża, nie możemy pozostawać obojętni na wszelkie jego znieważanie. Dlatego w tym miejscu chcę jeszcze raz podziękować tym wszystkim, którzy mieli odwagę stanąć w obronie krzyża w waszej szkole, którzy domagali się jego poszanowania, doznając z tego powodu cierpienia i przykrości.
Bądźcie zawsze wierni krzyżowi i stawajcie w jego obronie, bo krzyż to nasze zwycięstwo, to nasza wolność. Broniąc krzyża pamiętajcie także o słowach, które kieruje do nas Jezusa: „Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi”.
Jesteśmy przyjaciółmi Jezusa. On oddał życie za każdego z nas.
Dlatego dziś klękamy przed krzyżem, adorujmy go i dziękujmy Chrystusowi za Jego śmierć na krzyżu. Święty Franciszek, modląc się i patrząc na krzyż, płakał i wołał, że „Miłość nie jest kochana”. Niech to wołanie staje się także naszym wołaniem. Adorujmy krzyż. Dziękujmy za niego i uczmy się z niego miłości cierpliwej, ofiarnej i wiernej do końca. Amen.
Archidiecezja Gdańska