„Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.”
Czcigodny Księże Prałacie Ireneuszu, kustoszu tutejszej Bazyliki wraz z Braćmi Kapłanami diecezjalnymi i zakonnymi; Siostry Zakonne, Osoby Konsekrowane, Szanowni przedstawiciele Władz państwowych i samorządowych, Przedstawiciele Wojska i Służb Mundurowych, Harcerze, Poczty Sztandarowe, Kombatanci, Mieszczki i Mieszczanie, Goście, Siostry i Bracia!
Ten krótki, a zarazem niezwykle głęboki dialog rozgrywa się na Golgocie - w godzinie konania Jezusa. W chwili największego cierpienia, opuszczenia i ofiary, Chrystus wypowiada słowa, które nie są tylko gestem troski o swoją Matkę. Są testamentem duchowym dla całego Kościoła. W tych słowach kryje się potrójna prawda. Najpierw, że Jezus nie zostawia swoich uczniów sierotami. Odchodząc z tego świata, nie pozostawia nas samych wobec życia, cierpienia, śmierci i własnych słabości. Powierza nas swojej ukochanej Matce. W godzinie krzyża rodzi się nowa relacja: Maryja staje się Matką wszystkich wierzących. To dar realny, żywy i trwały. Po wtóre, że my zostajemy powierzeni Maryi. Nie tylko Ona jest dana nam, ale i my jesteśmy oddani Jej. To oznacza, że chrześcijaństwo nie jest drogą samotności, nie jest drogą w pojedynkę. Jest drogą synostwa, a więc drogą podążania z Maryją, naszą Matką. A Matka nigdy nie zostawia swojego dziecka. Matka czuwa, wychowuje, broni i prowadzi. Jak pisał św. Jan Paweł II, Maryja „jest obecna w tajemnicy Chrystusa i Kościoła jako Matka”, a więc w tajemnicy życia każdego z nas. Po trzecie, ten akt zawierzenia dokonuje się na Golgocie, na krzyżu. A więc w cierpieniu, w ofierze, w miłości aż do końca. To znaczy, że więź z Maryją rodzi się w samym sercu misterium odkupienia. Maryja stoi tam, gdzie rodzi się Kościół. Ona ten Kościół otacza i napełnia miłością. Te dramatyczne okoliczności sprawiają, że jako wierzący czujemy się do głębi związani z Jezusem, który za nas oddał swoje życie na krzyżu, ale też i z Maryją, która jest naszą Matką. Dlatego chrześcijanin, który naprawdę przyjmuje Maryję „do siebie”, jak umiłowany uczeń, zaczyna patrzeć na życie inaczej - z perspektywy krzyża, czyli miłości, nadziei i wiary, której prawdziwym wzorem jest właśnie Maryja.
Drodzy Bracia i Siostry! My, Polacy, tę więź z Maryją przeżywamy w sposób szczególny. Jest ona wpisana w nasze dzieje, w naszą tożsamość i duchowość. Od najdawniejszych czasów towarzyszyła naszemu narodowi. W chwilach zwycięstw i klęsk, w czasach chwały i upadku. Mocno wpisała się również w naszą kulturę, architekturę, malarstwo, w nasza polską duchowość i w nasze chrześcijańskie życie. Słusznie napisał kiedyś wielki nasz polski pisarz Henryk Sienkiewicz: „Weszła w każdą dziedzinę naszego życia tak bardzo, że Jej wpływom i działaniu zawdzięczamy tężyznę moralna naszych rodzin”. Nie jest więc przypadkiem, że gdy przychodziły trudne chwile naród zwracał się ku Maryi. Tak właśnie było podczas potopu szwedzkiego. W katedrze lwowskiej król Jan Kazimierz oddał Polskę pod Jej opiekę, nazywając Ją Królową Polski. Ten akt nie był jedynie gestem politycznym - był wyznaniem wiary narodu. Podobnie w czasach rozbiorów. Gdy Polska zniknęła z mapy Europy, nie zniknęła z serc ludzi. To właśnie wtedy, jako nasza Królowa, Maryja skierowała najpierw do dziewczynek w Gietrzwałdzie zapewnienie, że Polska nie zginie. A później znanej polskiej mistyczce, Słudze Bożej Wandzie Malczewskiej, Maryja ukazując się powiedziała: „Kocham Polskę, bo to moje królestwo. Nie zapomnę o was, a mój Syn nie da wam zginąć”. Słusznie więc przypominał Jan Paweł II, naród przetrwał dzięki wierze i kulturze. A Maryja była ich strażniczką. To na kanwie tej świadomości także bł. kard. Stefan Wyszyński, przywołując prorocze słowa kard. Hlonda, mówił: „Zwycięstwo, jeśli przyjdzie, przyjdzie przez Maryję.” Dlatego w trudnych powojennych czasach, gdy komunizm niszczył Kościół i dążył do wyrwania wiary z serc Polaków, naród nie szukał pomocy gdzie indziej jak w swojej Królowej. Prowadzony przez swojego Wielkiego Prymasa podjął na Jasnej Górze drogę Ślubów ze słynnymi „Przyrzekamy”, które wyrażały się w wierności Ewangelii, Chrystusowi, Przykazaniom oraz tradycji chrześcijańskiej.
Dziś, kiedy zmieniła się rzeczywistość naszego życia i przeżywania wiary, trzeba zapytać: co znaczy, że Ona jest naszą Królową? Przede wszystkim, musimy być świadomi, że to nie jest tylko tytuł historyczny. To jest zobowiązanie podjęte w sumieniu. Dziś, nawet jeśli nie musimy już walczyć o granice państwa, nie możemy zaprzestać walki o granice ludzkiego sumienia. Nie musimy bronić polskiej ziemi, ile musimy bronić ziemie serca ludzkiego, którą trzeba obsiewać prawdą o człowieku. Musimy bronić prawdy, bo widzimy jak łatwo podważa się wartość życia, jak relatywizuje się prawdę, jak próbuje się rozdzielić wolność od odpowiedzialności. Widzimy jak wmawia się człowiekowi, że Bóg nie jest potrzebny, że może on sam decydować o życiu i śmierci, że może sam określać swoją naturę. Wiele jest ideologii, podziałów, kultury śmierci, kłamstwa, nienawiści, odrzucania się Przykazań Bożych, i sprowadzania wiary do jakichś opinii i przekonań. Tę trudną rzeczywistość dzisiejszego świata ukazał Jezus wspomnianej wcześniej Słudze Bożej Wandzie Malczewskiej, 9 kwietnia 1852 w piąty piątek Wielkiego Postu. Pod datą roku w swoim dzienniczku mistyczka zapisała słowa Jezusa: „Zbliżają się czasy przewrotne. Ojczyzna wasza będzie wolna od ucisku wrogów zewnętrznych, ale ją opanują wrogowie wewnętrzni. Przede wszystkim starać się będą wziąć w swe ręce młodzież szkolną i dowodzić będą, że religia w szkołach niepotrzebna, że można ją zastąpić innymi naukami. Spowiedź i inne praktyki religijne, kontrola Kościoła nad szkołami zbyteczna, bo ścieśnia myślenia ucznia. Krzyże i obrazy religijne ze sal szkolnych będą chcieli usunąć, aby te wizerunki chrześcijańskie nie drażniły. Przez młodzież pozbawioną wiary zechcą w całym narodzie wprowadzić niedowiarstwo. Jeżeli naród uwierzy temu i pozbędzie się wiary, straci przywróconą Ojczyznę”. To co ujrzała mistyczka, to są poważne i trudne zmagania duchowe naszych czasów, to są granice ludzkiego sumienia, niestety cięgle przełamywane, z dramatycznymi konsekwencjami zarówno dla dobra osobistego człowieka jak i dla dobra społeczno-narodowego.
Ale jak z nimi się mierzyć? Czy w mierzeniu się z tak trudnymi wyzwaniami pozostajemy sami? Nie, nie pozostajemy sami. Jest z nami Maryja. Spójrzmy raz jeszcze na Golgotę i zapytajmy czy Matka może opuścić swoje dziecko? Czy może odwrócić się od niego, gdy jest słabe, chore, zagubione? Obrazem z Golgoty mówi nam, że prawdziwa Matka tym bardziej się pochyla nad swoim dzieckiem, gdy ono cierpi i jest chore duchowo. Dlatego Maryja nie odrzuca nikogo. Nie odrzuca grzesznika. Nie odrzuca człowieka pogubionego. Nie odrzuca narodu, który czasem błądzi. Ona trwa i czeka. Ona prowadzi do Chrystusa, przypominając najprostszą prawdę: że człowiek nie jest Bogiem, ale jest kochanym dzieckiem Boga. Że życie jest darem, a nie własnością. Że miłość polega na ofierze, a nie na wygodzie. W tym szczególnym dniu, gdy czcimy Maryję jako naszą Królowej, Ona przypomina, że dzisiejszy świat bardzo potrzebuje duszy. A duszą Polski, Europy i świata jest Ewangelia, jest wiara, jest miłość. Bez niej człowiek gubi sens, a wolność zamienia się w chaos. Maryja prowadzi nas do tej duszy. Prowadzi nas do Jezusa Chrystusa. Dlatego trzeba na nowo - osobiście i jako naród - przyjąć Ją „do siebie”. Do swojego życia. Do swojej rodziny. Do swojego sumienia. Ona pomoże nam przemierzać drogi dzisiejszego życia i mierzyć się z wszystkimi wyzwaniami, które napotykamy. Z Nią będzie nam łatwiej im sprostać. Ona pomoże nam obronić suwerenność i niepodległość naszego sumienia, suwerenność i niepodległość naszego myślenia, suwerenność i wolność w wyznawaniu wiary i bronieniu wartości płynących z Ewangelii i naszej chrześcijańskiej tradycji. Wdzięczni więc, za to, że Maryja została nam dana jako Matka i Królowa, nie przestajmy wołać z wiarą: Maryjo, Królowo Polski miej nas zawsze w swojej opiece! Umacniaj naszą wiarę, aby nie zwyciężyło w nas zwątpienie, lecz abyśmy z nadzieją spoglądali w przyszłość. Strzeż naszych rodzin. Prowadź nas do Twojego Syna. Ucz nas wierności w czasach próby. A my, jak umiłowany uczeń, chcemy Cię wziąć do siebie i żyć tak, jak uczy nas Twój Syn. Amen.
Archidiecezja Gdańska