Szanowny Panie Profesorze Romanie, organizatorze dzisiejszego spotkania,
Szanowni Państwo, Profesorowie, Lekarze, Specjaliści, Pielęgniarki i Pielęgniarze,
Czcigodni Kapłani,
Drodzy Goście!
80 lat istnienia Kliniki Dermatologii, Wenerologii i Alergologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego, to długa i bogata historia. Wiele w niej było ważnych wydarzeń, Jubileuszy i doniosłych chwil, wspaniałych profesorów, lekarzy, czy pielęgniarek, którzy ją tworzyli i w niej posługiwali. Ta historia to także spektakularne osiągnięcia w zakresie leczenia schorzeń i chorób, jak również historia tych wszystkich pacjentów i chorych, którzy na przestrzeni tego długiego czasu doświadczali zbawiennej posługi Kliniki.
Zachowujemy ich wszystkich we wdzięcznej pamięci ludzkiej i duchowej poprzez coroczne kongresy jak również przez uczestnictwo we Mszy św.
W tym momencie chciałbym podziękować Panu Prof. Romanowi Nowickiemu, Kierownikowi Katedry i tejże Kliniki Dermatologii, że nie zapomina, aby coroczne kongresy, a w tym tegoroczna 80. Rocznica, miały także wymiar duchowy i były celebrowane również w przestrzeni religijnej, to znaczy w kościele i na Eucharystii. Panie Profesorze, dziękuję za to wspaniałe i odważne chrześcijańskie świadectwo, które mówi, że medycynę zawsze można łączyć z wiarą.
Dziękuję również Wam, drodzy lekarze, profesorowie, przedstawiciele świata nauki i służby medycznej, że z odwagą stajecie po stronie wiary i pokazujecie, że wiara jest czymś ważnym w życiu. Wiara rzeczywiście nie tylko nie przeciwstawia się medycynie, ani też medycyna wierze, lecz się wzajemnie uzupełniają i wspierają. Ale niestety, tak rozumiana relacja miedzy medycyną a wiarą, czy w ogóle między nauką w wiarą, dzisiaj nie znajduje uznania. Dokonało się rozdarcie miedzy nauką a wiarą. Jest ono bolesne i ze szkodą zwłaszcza dla chorych ale też i dla samego świata medycyny czy nauki w ogóle. Przypomina to trochę sytuację opisaną w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Św. Paweł, przywołując w nim całą historię zbawienia, wielkie znaki, jakie Bóg uczynił, aby ten naród ratować z głodu, niewoli egipskiej, grzechu, od niewiary, od nieprzyjaciela i wroga, wypomina mu że z taką łatwością o tym wszystkim zapomniał. Wyrzuca mu, że nie pamięta iż Bóg „mocnym ramieniem” prowadził go pośród różnych zawieruch dziejowych, dając mu wielkich patriarchów, królów i proroków. Na koniec, z jego potomstwa wywiódł Zbawiciela Jezusa, ale jakby na nic się to zdało. Naród odwrócił się od Boga i nie przyjął Jezusa. Tak właśnie często dzieje się ze światem nauki, który nie chce przyznać, że Bóg jest początkiem wszystkiego, nie chce odwoływać się do Niego, bo uważa rozum za najwyższą władzą i w zupełności wystarcza do wyjaśnienia wielu kwestii dotyczący życia. Ale czy rzeczywiście rozum wystarcza do wyjaśnienia wszystkich problemów ludzkich? Czy potrafi odpowiedzieć na wszystkie potrzeby człowieka, zwłaszcza cierpiącego i chorego?
Po dziś dzień rozbrzmiewają mi w uszach słowa pewnej młodej kobiety, która ponad 40 lat temu umierała na raka. Jako młody wówczas kapłan, zastępując kapelana w szpitalu, wszedłem do niej z Komunią św. Zapytałem jak się czuje? A ona głosem pełnym zatroskania o dzieci i męża odpowiedziała: „Proszę księdza, ja nie chce umierać. Ja chce żyć! Niech się ksiądz modli za mnie!”
W tym jej głosie nieustannie słyszę wołanie wielu chorych, którzy chcą żyć i którzy potrzebują nadziei. To wołanie o nadzieję jest zawsze mocne bo nawet wobec wielkich postępów medycyny choroba jest zawsze postrzegana jako zagrożenie życia i niebezpieczeństwo śmierci. A człowiek nawet wierzący, z natury lęka się choroby i związanego z nią cierpienia, a jeszcze bardziej śmierci. Tym więc bardziej potrzebuje troski nie tylko o swoje ciało lecz i o duszę. Spotkanie z lekarzem ziemskim jest mu potrzebne, ale też nie mniej potrzebne jest mu spotkanie z lekarzem boskim, Jezusem Chrystusem, który ma moc uzdrowić i duszę i ciało. Wiara otwiera nas na inną perspektywę życia. Wiara daje moc duchową i pomaga spojrzeć na swoje cierpienie w perspektywie cierpienia Chrystusa na Golgocie. Pomaga nam przeniknąć głębiej tajemnicę cierpienia, a samo cierpienie przyjąć i mężnie znosić.
Jezus jest nam potrzebny. On otwiera przed nami perspektywę życia wiecznego, daje nadzieję. Dawał ją, gdy żył na ziemi pośród ludzi. Ten boski Lekarz przemierzając drogi Palestyny, uzdrawiał tysiące ludzi z różnych chorób, dokonywał spektakularnych wskrzeszeń ze śmierci do życia. Z Ewangelii wiemy o wskrzeszeniu młodzieńca z Naim, którego matka w kondukcie żałobnym odprowadzała na cmentarz. Podobnie było i z Łazarzem, który już od czterech dni leżał w grobie i czuć było zapach jego rozkładającego się ciała.
Kiedy wsłuchujemy się w nauczanie Jezusa i przyglądamy Jego działaniu, zauważamy że Jego troską o chorych, cierpiących, uzależnionych, opętanych, nakierowana była na rozbudzanie w nich nadziei. Nic więc dziwnego, że „gdziekolwiek [Jezus] wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, ażeby ci choć frędzli u Jego płaszcza mogli dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie” – odnotowuje św. Marek w swojej Ewangelii (Mk 6,55-56). Jezus wiedział doskonale, że człowiek doświadczony chorobą potrzebuje najbardziej właśnie nadziei.
To właśnie dlatego, jak mówi dalej św. Paweł, w przeciwieństwie do swojego narodu, Jezusa przyjęli poganie. Uradowali się z Jego przyjęcia, bo otrzymali nadzieję. Ta nadzieja rodzi się z poznania prawdy, że w Jezusie jest zbawienie człowieka i życie wieczne. Zbawienie i życie wieczne to istota i serce naszej wiary. Wiara więc zmienia całkowicie perspektywę naszego ludzkiego życia i pozwala zrozumieć, że cierpienie i śmierć są przestrzeniami, w których już tu na ziemi możemy stawać się uczestnikami życia wiecznego. Wiara rodzi nadzieję, której wszyscy potrzebujemy. Ma całkowitą rację zmarły niedawno papież Franciszek, gdy w Orędziu na tegoroczny Światowy Dzień Chorego przypomina, że w chorobie „odczuwamy potrzebę wsparcia większego od nas: potrzebujemy pomocy Boga, Jego łaski, Jego Opatrzności, tej siły, która jest darem Jego Ducha” (por. KKK nr 1808).
Ale czy tej nadziei potrzebuje tylko człowiek w chorobie ? Nie tylko. Słusznie więc zauważa dalej papież Franciszek: „Ileż razy, przy łóżku chorego uczymy się nadziei! Ileż razy, stojąc blisko tych, którzy cierpią, uczymy się wierzyć! Ileż razy, pochylając się nad potrzebującymi, odkrywamy miłość! A więc uświadamiamy sobie, że jesteśmy aniołami nadziei, posłańcami Boga, jedni dla drugich, wszyscy razem: chorzy, lekarze, pielęgniarki, członkowie rodzin, przyjaciele, kapłani, zakonnicy i zakonnice”(Orędzie Światowy Dzień Chorego 2025).
Zachęceni tą piękną papieską myślą spójrzmy na tegoroczną 80. Rocznicę Kliniki przez pryzmat Jubileuszu Roku Świętego, jako na szansę głębszej osobistej refleksji. Bowiem Jubileusz to czas szczególnej łaski, zbliżenia się do Boga i do drugiego człowieka, doświadczenia miłości miłosiernej Jezusa. Przypomina o tym dzisiejsza Ewangelia, w której Jezus wyjaśnia uczniom gest umycia nóg. Uczynił go w czasie Ostatniej Wieczerzy, zanim ustanowił Eucharystię. Przez gest, który był zarezerwowany niewolnikom, Jezus pokazał, że stał się niewolnikiem człowieka, niewolnikiem z miłości. Umycie przez Niego nóg jest „aktem daru z siebie, daru z miłości aż do końca” (Benedykt XVI, Jezus z Nazaretu).
Do takiego gestu - daru zachęca każdego z nas. Umywanie nóg innym, to nic innego jak niesienie im posługi miłości. W nim odnajdujemy całą posługę medyczną, posługę każdego lekarza, pielęgniarki czy personelu medycznego. Jesteście jak Jezus w służbie innych, w służbie ludzi chorych. Niosąc im pomoc medyczną, jak Jezus obmywacie im nogi.
Na zakończenie tego naszego rozważania chciałbym jeszcze raz powrócić do wspominanego Orędzia, w którym Papież zachęca nas, „abyśmy potrafili uchwycić piękno i znaczenie tych spotkań łaski i nauczyli się zapisywać je w duszy, aby o nich nie zapominać: aby zachowywać w sercu życzliwy uśmiech pracownika służby zdrowia, wdzięczne i ufne spojrzenie pacjenta, wyrozumiałą i troskliwą twarz lekarza lub wolontariusza”. Amen.
Archidiecezja Gdańska