Wiara jest lampą, która w nocy prowadzi nasze kroki
Czcigodni Bracia w Kapłaństwie, Kapelani Staży Pożarnej,
Szanowni Panowie Komendanci, Funkcjonariusze i Pracownicy Straży Ochotniczej i Zawodowej wg. godności i stopnia,
Przedstawiciele Władz Samorządowych,
Przedstawiciele Służb Mundurowych i straży Granicznej,
Poczty Sztandarowe,
Siostry i Bracia!
Tegoroczne wojewódzkie obchody „Dnia Strażaka” mają wyjątkowy kontekst liturgiczny. Zbiegają się z Jubileuszem Roku Świętego i 100. Rocznicą powstania naszej gdańskiej archidiecezji. A patronują im św. Stanisław, biskup i męczennik, którego dzisiaj jest wspomnienie liturgiczne, i oczywiście św. Florian, patron Strażaków.
Wszystkie te wydarzenia chcemy przeżywać w klimacie zarówno społeczno-wspólnotowym jak i duchowo-religijnym.
Opatrzność Boża nadto daje nam możliwość przeżywania tego dnia na Eucharystii w tej wyjątkowej świątyni, zwanej perłą w koronie Gdańska. Pozwólmy zatem, aby przemówiło do nas Słowo Boże, które przekazuje nam dzisiejsza liturgia.
Dzisiejsze Słowo Boże, zawarte w trzech czytaniach, stawia przed nami figurę Dobrego Pasterza. Jest nim Jezus Chrystus. W Ewangelii odnajdujemy wiele przypowieści i obrazów ukazujących kim jest Dobry Pasterz. Jest przede wszystkim przewodnikiem, który troszczy się o swoje owce, prowadzi je na zielone pastwiska, nad orzeźwiające wody, a w razie zagrożenia broni je i chroni, jest gotów oddać za nie swoje życie. Dobry Pasterz to również ten, który szuka zagubionej owcy, podnosi ją gdy upada, bierze na swoje ramiona i przynosi do owczarni, opatruje zranienia.
Te piękne i wymowne obrazy biblijne wyrażają wielką troskę Jezusa Chrystusa o człowieka, o każdego z nas. Nie są to tylko obrazy, lecz rzeczywistość, potwierdzona aż do końca, aż po przelanie krwi. Przeżywaliśmy to zaledwie kilka tygodni temu podczas Triduum Paschalne.
To właśnie w perspektywie swojej śmierci Jezus, jako Dobry Pasterz, przestrzegał również uczniów, że gdy już odejdzie, w owczarni pojawią się drapieżne wilki. „Mnie prześladowali i was prześladować będą” – mówił. Chciał w ten sposób przygotować ich na trudne czasy i wyzwania z którymi będą musieli się zmierzyć.
W podobnym tonie również św. Paweł zwraca się do młodego Kościoła w Efezie, którego był założycielem. Jak słyszeliśmy w dzisiejszym pierwszym czytaniu z Dziejów Apostolskich, żegnając się z umiłowaną wspólnotą Kościoła Efeskiego, zaprasza ją do Miletu, aby umocnić ją i przekazać ostatnie pouczenia. Sam nie mogąc już dłużej opiekować się nią, powierza ją Bogu, aby On, działający przez „słowo łaski”, zatroszczył się o jej wzrost i bezpieczeństwo. Członków tej wspólnoty przestrzega, że po jego odejściu, „wilki drapieżne nie oszczędzą stada”. Drapieżne wilki, to fałszywi nauczyciele - wyjaśnia, spoza i z wewnątrz Kościoła, którzy dla własnej korzyści będą porywać jej bezbronnych członków, głosząc „przewrotne nauki”. Będą fałszować nauczanie Jezusa, by podważyć wiarę i jedność wierzących z Jezusem”.
W drugim dzisiejszym czytaniu Paweł uzupełnia tę myśl precyzując, że owej drapieżności wilków będziemy wszyscy doświadczać z racji na wierność Jezusowi Chrystusowi. Szatan i jego słudzy nienawidzą Boga tych, którzy w Niego wierzą. Dlatego każdy, kto wierzy w Jezusa może doświadczyć oskarżeń, potępień, pomówień, czy odrzucenia a nawet prześladowań. Jeśli jednak pozostanie przy Jezusie, poucza Paweł, jeśli Mu zawierzy swoje życie, odniesie zwycięstwo. Dlatego założonej przez siebie wspólnocie pozostawia ważną egzortę: „czuwajcie!”. Zachęca, aby wszyscy: przełożeni i członkowie, prowadzili pobożne życie, aby byli strażnikami własnej wiary. Każdy, kto pozostaje w jedności z Chrystusem, otrzymuje od Niego moc, aby móc się przeciwstawić wilkom. Wszystkim daje świadectwo swojego życia, że mimo wielu cierpień i wielkich trudności pozostał zawsze wierny Chrystusowi. Nie cofnął się nawet przed śmiercią w Rzymie, gdzie w ostateczności oddał swoje życie, aby z Chrystusem złączyć się na zawsze. W zamian od Chrystusa otrzymał ducha męstwa i moc do zachowania wierności aż do końca, by w móc wyznać w liście do Rzymian: „Któż może nas odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? Jak to jest napisane: «Z powodu ciebie zabijają nas przez cały dzień, uważają nas za owce przeznaczone na rzeź». Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani potęgi, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” (Rz 8,37-39).
W świetle tej prawdy i Pawłowego świadectwa rozumiemy lepiej postawę dzisiejszych naszych patronów: św. Floriana i św. Stanisława.
Pierwszy z nich, św. Florian, żyje pod koniec trzeciego wieku, w czasach niezmiernie trudnych, naznaczonych wielkimi prześladowaniami chrześcijan i wiary chrześcijańskiej. Wiara, która przyjął, dała mu wolność i odwagę, aby nieść pomoc prześladowanym. Jako dowódca wojsk rzymskich pospieszył z pomocą chrześcijanom uwięzionym przez namiestnika rzymskiego, przeciwstawiając się w ten sposób rozkazom cesarskim. Nie wyparł się też wiary chrześcijańskiej w obliczu prześladowań jakie nań spadły. Poniósł za to śmierć męczeńską 4 maja 304 r. Po śmierci jego ciało kazano wrzucić do rzeki. Ale Pan nie opuszcza tych, którzy Go miłują. Dzisiaj czcimy go jako świętego patrona strażaków.
Podobnie uczynił dzisiejszy patron, św. Stanisław Męczennik. „Żył tylko dla Boga – wspominał w homilii o św. Stanisławie papież Pius XII – całkowicie oddany ludziom i trosce o powierzona sobie owczarnię, za przykładem Biskiego Pasterza, który był mu wzorem aż po ostatnie dni życia /…/ Nie cofnął się nawet i wtedy, gdy ściągnął na siebie gniew króla Bolesława, któremu wypominał jego zgubne postepowanie. Ten bezbożny tyran mógł się srożyć na biskupa, mógł się targnąć na jego życie, nie mógł jednak złamać jego ducha”. Nie mógł złamać jego ducha, bo Bóg uwalnia serce człowieka od lęku i daje moc do dania najbardziej nawet wymagającego świadectwa, jakim może być śmierć. Św. Jan Paweł II przypomniał w Lumen fidei że „Wiara nie jest światłem rozpraszającym wszystkie nasze ciemności, ale lampą, która w nocy prowadzi nasze kroki, a to wystarcza, by iść” (Lumen fidei, n.57).
Dla obu wielkich świętych męczenników wiara była prawdziwą lampą, która rozświetlała ich kroki, ale też i dawała im gotowość do kroczenia z odwagą, do dawania jej świadectwa, a nawet do poświęcenia swojego życia. Uzdalniała ich do przezwyciężania leku i strachu przed śmiercią i do stawienia czoła próbom i prześladowaniom. Uzdalniała nawet do wyrzeczenia i do ofiary z życia w obronie słusznej sprawy (zob. KKK 1808).
Z dzisiejszego Słowa płynie więc dla nas bogate i budujace przesłanie. Mówi o mocy wiary i zachęca do bycia wiernymi uczniami Jezusa Chrystusa. Nie można być wierzącym na połowę: ni zimny ni gorący, zapraszać Jezusa do swojego życia, ale tylko do pewnego stopnia, kierować się Jego nauką ale tylko wtedy, gdy mi to pasuje, karmić się Jego Słowem, ale tylko tym które mi odpowiada a odrzucać to, które mi stawia wymagania. Taka wiara jest fikcją, nic nie wnosi do naszego życia, nic w nim nie zmienia, nie daje mocy ani radości, nie otwiera na innych. Właśnie przed tym przestrzegał Paweł w Milecie i zachęcał: czuwajcie! Tylko wiara żywa i szczera sprawia, że drugi człowiek jest dla mnie bratem, siostrą. Ona buduje moją z nimi relację miłości i sprawia, że czuję potrzebę poświęcenia się im, wyciągnięcia do nich bezinteresownie dłoni, niesienia im pomocy. Jakże wymownie ujął tę prawdę zmarły niedawno papież Franciszek, który w jednej z katechez mówił: „Iluż mężczyzn i kobiet – ich imion nie znamy – przynosi chlubę naszemu ludowi, przynosi chlubę naszemu Kościołowi, bo są mężni: mężnie idą przez swoje życie, dbają o rodzinę, pracują, pielęgnują wiarę. Ci nasi bracia i siostry są świętymi, świętymi w życiu codziennym, świętymi ukrytymi pośród nas: mają właśnie ten dar męstwa, pozwalający wykonywać swoje obowiązki osób, ojców, matek, braci, sióstr, obywateli. Jest ich wielu”.
Kontynuując tę myśl papieża, chce podkreślić, że taka jest również posługa strażaka, który nie patrzy na swoje życie, nie zważa na niebezpieczeństwa, nie ogląda się na innych, lecz spieszy z pomocą! Spieszy by ratować przy wypadkach drogowych i losowych, towarzyszy osobom w potrzebie, ratuje mienie na którym pastwi się pożar, spieszy na ratunek stworzeniom Bożym, trudzi się gdy żywioł doświadcza. Taki jest strażak, pełen odwagi, która rodzi się właśnie z wiary. Jakże nie wspomnieć dzisiaj o tych wszystkich strażakach, którzy w służbie innym oddali swoje życie. Jest ich wielu. To wciąż żywi świadkowie, albo święci – jak ich określił papież Franciszek.
O taką wiarę, gotowość i męstwo prosimy dzisiaj dla wszystkich strażaków, by ją okazywali swoim życiem we wszystkich obszarach osobistego, zawodowego i społecznego posługiwania. Niech Słowo Boże nieustannie budzi w Was tę gorliwość do troski o innych, a Dobry Pasterz niech Wam hojnie ją wynagradza i błogosławi. Amen.
Archidiecezja Gdańska