Czyńcie to na moją pamiątkę
Drodzy Bracia w Kapłaństwie, Alumni,
Czcigodne Siostry Zakonne, Osoby konsekrowane,
Umiłowani w Chrystusie Siostry i Bracia!
Dzisiejszą celebracją Wieczerzy Pańskiej wchodzimy w Święte Triduum Paschalne, które jest pamiątką dramatycznego przejścia Jezusa z tej ziemi do chwały zmartwychwstania. Będziemy więc w tych dniach przeżywać mękę i śmierć na krzyżu, którą Jezusa podjął dla naszego zbawienia i dla zbawienia ludzi wszystkich czasów, wszystkich przestrzeni geograficznych, wszystkich kultur i języków. Ten wyjątkowy i niepowtarzalny dar z siebie, Jezus zawarł w Eucharystii, która jest jednocześnie pamiątką nowego Przymierza miedzy Bogiem i nami.
W ten dzisiejszy wieczór odnawiamy wydarzenia tamtego wieczoru, kiedy Jezus zasiadł razem z uczniami do Ostatniej Wieczerzy. Uczestnikami tej samej Wieczerzy, dzisiaj jesteśmy my wszyscy, zgromadzeni w tej katedralnej świątyni. Odtwarzamy moment po momencie, gest po geście, słowo po słowie, z tamtej pamiętnej Wieczerzy. Chcemy w ten sposób wniknąć głębiej w tajemnicę tamtych wydarzeń, w sposób szczególny w Eucharystię, którą Jezus ustanawia. Ale zanim ją ustanowi dokonuje gestu, który jest niepowtarzalny i który wyraża w najwyższym stopniu Jego pokorę. Jest to gest umycia uczniom nóg.
Do Wieczernika i do Eucharystii prowadzi nas dzisiaj św. Jan przez swoją Ewangelię. Rozpoczyna ją od słów „gdy nadeszła godzina”. Chce w ten sposób przypomnieć, że życie Jezusa na ziemi nie było przypadkowe, ale miało konkretny cel – zbawienie człowieka. Temu celowi w życiu Jezusa wszystko jest podporządkowane: narodziny w Betlejem, publiczna działalność, nauczanie, czynienie znaków i cudów, triumfalny wjazd do Jerozolimy, ustanowienie Eucharystii i Kapłaństwa, a wreszcie oddanie się w ręce ludzi, którzy Go oskarżą, osądzą, skażą na śmierć i ukrzyżują. Ale trzeciego dnia zmartwychwstanie. To wszystko Jezus zawiera w Eucharystii, dlatego, by ją ustanowić celebruje Paschę, zanim będzie cierpiał.
W Wieczerniku Jezus mówi: „gorąco pragnąłem spożyć Paschę z wami zanim będę cierpiał.” Dla Żydów Pascha nie była jedynie wydarzeniem z przeszłości, a więc pamiątką wyjścia z niewoli egipskiej, lecz nieustannym przeżywaniem jej na nowo jako wydarzenie, które dokonuje się w chwili obecnej, i która daje możliwość doświadczenia zbawczej mocy Pana (Wj 13,8). Tego właśnie pragnie Jezus, byśmy Ostatnią Wieczerzę – Eucharystię nie przeżywali jako coś z przeszłości, ale jako zbawcze działanie, które dokonuje się teraz i teraz udziela zbawczej mocy Pana każdemu, kto ją przeżywa.
Zanim jednak ją spożyje ze swoimi uczniami dokonuje gestu absolutnie bulwersującego, który wprowadza uczniów w prawdziwą konsternację. Opis tego wydarzenia jest uderzająco precyzyjny. Słuchając go ma się wrażenie, że Ewangelista nie chce, aby cokolwiek uronić z tego wyjątkowego gestu. Odnotowuje więc, że Jezus wstał, złożył szaty, wziął prześcieradło, przepasał się nim, nalał wody, umył nogi, otarł prześcieradłem. Jezus umył nogi wszystkim uczniom, również Judaszowi.
Gest umycia uczniom nóg staje się jeszcze bardziej nieprawdopodobny, gdy sobie uświadomimy, że umywanie nóg należało tylko do niewolników. Jezus przyjął więc postać sługi, pogańskiego niewolnika, aby przez to wyrazić, że staje się dla człowieka niewolnikiem miłości. Z miłości podejmuje za niego cierpienie, z miłości pozwala się osądzić człowiekowi, z miłości podejmuje krzyż, by na nim ukrzyżować ludzkie grzechy i z miłości do człowieka umiera na krzyżu. To właśnie w Wieczerniku powie do uczniów: „nie ma większej miłości, gdy ktoś oddaje życie swoje za przyjaciół”, a potem doda: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi” (J 15, 12).
Opis umycia nóg uczniom, objawia w pełni pokorę Jezusa. Podsumowuje czym tak naprawdę jest Jego Wcielenie. Uczniom powie, że nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć. W scenie umycia nóg, jak pięknie napisał Sługa Boży, amerykański abp Fulton Sheen, Jezus „złożył szaty swej chwały, przepasał swoją boskość prześcieradłem ludzkiej natury, którą otrzymał od Maryi, nalał lawatarz odrodzenia, którym jest Jego Krew przelana na krzyżu, by odkupić ludzi, i zaczął obmywać dusze swoich uczniów i wyznawców poprzez zasługę śmierci, Zmartwychwstania i Wniebowstąpienia” (Życie Jezusa Chrystusa, s. 427).
Uczniowie nie są jeszcze w stanie tego zrozumieć. Dlatego, gdy Jezus podchodzi do Piotra, aby mu umyć nogi, on przerażony i zażenowany, protestuje: Nie, „nigdy nie będziesz mi nóg umywał!”
Piotr wydaje się być człowiekiem bardziej sukcesu niż pokory. W Jezusie bardziej dostrzega proroka potężnego w słowie i czynie niż kogoś pokornego, kto ma zawisnąć na krzyżu. Już wcześniej, w Cezarei Filipowej, gdy Jezus mówił, że idzie do Jerozolimy, by zostać ukrzyżowany, Piotr protestuje z oburzeniem. Nie dziwi nas ta postawa Piotra. Być może w takiej sytuacji zareagowalibyśmy podobnie. Człowiek dotknięty grzechem i egoizmem postrzega pokorę jako słabość. Nam również zdarza się wyrażać zdziwienie, że Bóg wybrał właśnie tak trudną formę odkupienia człowieka – przez cierpienie. Mógł przecież dokonać tego inaczej – mówimy. Jesteśmy więc jak Piotr. Nie rozumiemy, albo nie chce dopuścić do świadomości, że aby wejść do chwały trzeba przejść przez pokorę krzyża. Piotr nie mógł zrozumieć, że dla człowieka nie ma innej drogi niż ta, która prowadzi przez Kalwarię. Jezus mu odpowiada: „Jeżeli ci nóg nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną”, tzn. nie będziesz ze Mną zjednoczony, nie będziesz uczestniczył w Mojej tajemnicy. A jest to właśnie tajemnica Eucharystii. To w Niej dokonuje się najgłębiej zjednoczenie człowieka z Chrystusem, zwłaszcza gdy do swojego serca przyjmujemy Jego Ciało i Jego Krew. On wówczas staje się częścią nas, a my częścią Jego życia.
Piotr dostrzegając wreszcie wagę tego gestu, prosi „Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę!”. Jezus mu odpowiada „Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy”. Daje do zrozumienia, że od tej pory On sam stanie się naszym oczyszczeniem jeśli pozostaniemy Mu wierni, jeśli pozostaniemy z Nim zjednoczeni, jeśli pozostaniemy wierni Jego nauce i Jego przykazaniom. Czy potrzebujemy tego oczyszczenia? Bynajmniej. Jesteśmy świadomi, że go potrzebujemy, bo niemal każdego dnia na naszym życiu osadza się najprzeróżniejszy brud: niedotrzymane obietnice składana wobec Chrystusa, puste i bez pokrycia słowa, uprzedzenia względem innych, pomówienia, ograniczanie i fałszowanie prawdy, wszelka nieprawość ludzka, duchowa i moralna, wdzierająca się do naszego sumienia. Stąd potrzebujemy nieustannego obmycia nóg, obmycia z naszych codziennych grzechów.
Na koniec tego wielkiego gestu Jezus poleca uczniom: „Czyńcie to na moją pamiątkę”. Mamy więc umywać nogi jak to uczynił Jezus. Za chwilę ten gest powtórzymy i w tej świątyni. Uczynimy go duchowo wszyscy. Polecenie Jezusa, aby umywać nogi innym jest ważne zwłaszcza w Roku Świętym, który obecnie przeżywamy. Trzeba się zastanowić co on konkretnie znaczy dla mnie, aby nie pozostał gestem pustym. Jezus mi przypomina, że w umyciu nóg jest zawarta miłość pełna pokory, która jak mówi św. Paweł przekłada się na konkretną postawę. Kto żyje miłością „nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma” (1 Kor 13, 4-7).
Umywać nogi innym znaczy okazywać im miłość na miarę miłości Chrystusa. Umywać nogi, znaczy kochać, kochać swoją żonę, swojego męża, swoje dzieci, znajomych, tych, z którymi się spotykam w pracy, szkole, urzędzie, kochać nawet swojego nieprzyjaciela. Umywać nogi znaczy przebaczać doznane od innych krzywdy i urazy, unikać skłonności do grzechu, do obmawiania, oczerniania, plotkowania i tego wszystkiego co nas dzieli, różni i wywołuje nieporozumienia. Umywać nogi znaczy zatroszczyć się o zbawienie swoje i innych poprzez solidne rozwijanie w sobie wiary.
Tę moc miłości Jezus daje właśnie w Eucharystii. Dlatego dopiero po umyciu nóg, Jezus wziął do ręki chleb, odmówił dziękczynienie, połamał go i podał uczniom, aby jedli. Ten chleb to Ciało Chrystusa. Chleb, który mocą słowa Jezusa stał się Chlebem Eucharystycznym. Nie jest on jedynie symbolem, lecz jest autentycznym Ciałem Chrystusa. Podobnie i kielich z winem. Wino przemienione mocą słów Jezusa, to Jego Krew. Pozostawił nam ten pokarm, abyśmy nim umocnieni, z odwagą przemierzali pustynię życia ludzkiego, pełną trudności, zagubienia, dezorientacji i niebezpieczeństwa śmierci. Ten chleb, jest jedynym pokarmem, który daje życie i siły do kontynuowania wspólnie naszej codziennej drogi ku ziemi obiecanej, którą jest wieczność. Dlatego jesteśmy pielgrzymami nadziei, bo widzimy sens i cel naszej codziennej drogi. Karmmy się Ciałem Chrystusa i bądźmy pielgrzymami nadziei również dla innych. Amen.
Archidiecezja Gdańska