Odkryjmy w sobie potrzebę adoracji Eucharystii
Umiłowani w Chrystusie Siostry i Bracia!
Uczestniczymy dzisiaj w wyjątkowym wydarzeniu, które ma dwa zasadnicze momenty. Pierwszy to Eucharystia, którą w tej chwili sprawujemy. Drugi zaś, to procesja z Najświętszym Sakramentem na okręcie marynarki wojennej po wodach zatoki.
Dzisiejsza celebracja jest nawiązaniem do wielkiej uroczystości, która odbyła się w naszym mieście dokładnie w dniach od 29 czerwca do 1 lipca 1939 roku. W Gdyni odbywał się wówczas Morski Kongres Eucharystyczny, który połączono z obchodami Święta Morza. Do Gdyni przybyły wówczas ogromne rzesze wiernych z całej Polski. Razem z Kaszubami i miejscową ludnością manifestowali swoją żywą wiarę i głębokie przywiązania do Boga i do Eucharystii. Kongres swoją obecnością zaszczycił sam prymas Polski, kard. August Hlond, grupa biskupów, przedstawiciele rządu oraz dowództwa Marynarki Wojennej. Na tę okoliczność depeszę przesłał także Ojciec Święty, życząc, aby „pobożne dnie uroczyste Chrystusowi Zbawicielowi naszemu i Królowi [poświęcone] przyniosły pełen chwały triumf i silniejszym jeszcze węzłem spoiły z Nim serca Polaków”.
Jezus spajał rzeczywiście serca Polaków, czego dowodem były uroczystości na zakończenie Kongresu Eucharystycznego, w dniu 1 lipca. Uczestniczyło w nich blisko 150 tyś. ludzi. Kardynał Prymas przewodniczył Mszy św. i pierwszej w dziejach Polski eucharystycznej procesji na Bałtyku. Najświętszy Sakrament w okazałej Monstrancji, umieszczonej na jednym z trzech okrętów wojennych, w asyście statków, kutrów, łodzi rybackich i rzeszy wiernych, popłynął wzdłuż brzegu morskiego po granice Wolnego Miasta Gdańska, niosąc swoje błogosławieństwo portom, miastom, mieszkańcom, pracownikom i rybakom naszego wybrzeża.
W okolicznościowej homilii, ówczesny biskup chełmiński, Stanisław Okoniewski, sławił wiarę Polaków, która w tych dniach wybrzmiewała ze szczególną mocą nad polskim morzem. Wybrzmiewała mocno również w dźwięku morskich fal, które mówiły polską mową i śpiewały polskie pieśni. „Słowo Bałtyk – mówił kaznodzieja - rozbrzmiewa w tegoroczne Dni Morza pełniejszym jeszcze niż w poprzednich latach dźwiękiem /…/. Słowo to ma dźwięk twardy jak stal i zacięty jak upór, jasny i radosny jak odwaga i bohaterstwo, miękki i ciepły jak ojczyzna, jak miłość i wierność. Bałtyk to przysięga wielka. Bałtyk to prośba o błogosławieństwo dla kraju i jego przyszłości”. Podkreślał w ten sposób głęboką wiarę Polaków i ich więź w morzem Bałtyckim, które stało się symbolem niepodległości, wolności i suwerenności, oknem na świat, ale również żywicielem rodzin rybackich i miejscem pracy dla wielu tutejszych mieszkańców.
Niezapomniane pozostają również słowa ówczesnego ministra Józefa Becka wypowiedziane 29 czerwca na Placu Grunwaldzkim pod Kamienna Górą w Gdyni: „”Od Bałtyku Polska odepchnąć się nie da”. Te słowa mocno wpisały się wówczas w serca Polaków, którzy byli gotowi bronić polskiego skrawka dostępu do morza za cenę nawet swojej krwi. Skądinąd, ta polska krew zaczęła płynąć już dwa miesięcy później, kiedy to wybuchła druga wojna światowa, i płynęła przez ponad 5 kolejnych lat aż do jej zakończenie w 1945 roku.
Dzisiaj powracamy do tamtych wydarzeń, by spojrzeć na wiarę naszych rodaków, ale również, by zastanowić się nad naszą wiarą. Jak ją dzisiaj wyznajemy. Dzisiaj nie ma takich tłumów jak w tamte pamiętne dni, choć wybrzeże jest znacznie liczniej zaludnione niż wówczas. Tym nie mniej, obecni tu, reprezentujecie dzisiaj również nie tylko nasze miasto, lecz całą chrześcijańską Polskę. Przyszliście, bo w waszym sercu jest gorące pragnienie zamanifestowania swojej wiary, jest żywa potrzeba jeszcze mocniejszego zwrócenia swojego serce i myśli do Boga. Przyszliście, by prosić o dar zrozumienia Eucharystii, o głęboką wiarę w obecność Jezusa w Eucharystii nie tylko dla siebie ale dla wszystkich mieszkańców Gdyni i Trójmiasta, dla wszystkich Polaków. Wszyscy potrzebujemy zbliżenia do Chrystusa Eucharystycznego, by doświadczyć umacniania w trudzie budowania naszej chrześcijańskiej społeczności i naszego chrześcijańskiego narodu. Potrzebujemy zbliżenia do Chrystusa Eucharystycznego, aby z odwagą stawać w obronie wartości chrześcijańskich, aby bronić krzyża, którego Eucharystia jest symbolem, aby go nie pozwalać usuwać z miejsc publicznych, ani zdejmować ze ścian w urzędach i szkołach. Jest on symbolem naszej polskiej tysiącletniej tożsamości kulturowej.
W Kolekcie na rozpoczęcie Mszy św. modliliśmy się słowami: „Boże, Ty w Najświętszym Sakramencie zostawiłeś nam pamiątkę swojej męki…”
Te słowa przybliżają nas do tajemnicy Najświętszego Sakramentu. Jest to tajemnica obecności Jezusa Chrystusa pod postaciami chleba i wina, które przez konsekrację stają się Ciałem i Krwią Chrystusa. Ciało i Krew Chrystusa przywołują wydarzenia z Wieczernika i z Golgoty. Gdy zbliżało się święto Paschy - usłyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii wg św. Marka - uczniowie zapytali Jezusa gdzie mają przygotować spożywanie Paschy. On kazał im, aby poszli do miasta, a tam spotkają człowiek, niosącego dzban wody. On wskaże na górze salę dużą, usłaną i gotową. Uczniowie wybrali się i przyszli do miasta, gdzie znaleźli, tak jak im powiedział, i przygotowali Paschę (por. Mk 14, 13-16).
A gdy zasiedli do stołu, Jezus wziął do ręki chleb, pobłogosławił go i podał uczniom, mówiąc: „«Bierzcie, to jest Ciało moje». Potem wziął kielich i odmówiwszy dziękczynienie, dał im, i pili z niego wszyscy. I rzekł do nich: «To jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana”. Mówiąc o „Krwi Przymierza” Jezus wskazywał, że niebawem zostanie pojmany i skazany na śmierć przez ukrzyżowanie.
Jezus zaprasza nas, abyśmy spożywali Jego Ciało i pili Jego Krew w Eucharystii, i przez to stawali się częścią Jego istnienia. On stał się Człowiekiem, abyśmy my stawali się dziećmi Bożymi. Daje nam ten cudowny i uzdrawiający pokarm, abyśmy jego mocą mogli umacniać jedność i przyjaźń z Bogiem oraz odbudować naszą ludzką wspólnotę, na fundamencie przykazania miłości. Dzięki Eucharystii, życie Chrystusa i Jego miłość stają się naszym życiem i naszą miłością. Eucharystia buduje wspólnotę życia, wspólnotę miłości, wspólnotę braterstwa. „Tak jak manna dla narodu Izraela, - mówił kiedyś papież Benedykt XVI - tak dla każdego pokolenia chrześcijan Eucharystia jest niezbędnym pożywieniem, które wspiera go, kiedy przemierza pustynię tego świata, wyjałowioną przez systemy ideologiczne i gospodarcze, które nie promują życia, lecz raczej je zadręczają; świata, w którym dominuje logika władzy i posiadania, a nie logika służby i miłości; świata, w którym nierzadko triumfuje kultura przemocy i śmierci. Jednakże Jezus wychodzi nam naprzeciw i napawa nas poczuciem bezpieczeństwa: On sam jest «chlebem życia»”.
Dalej w Kolekcie modliliśmy się: „Daj nam wielką czcią otaczać święte tajemnice Ciała i Krwi Twojej”
Czy otaczamy Eucharystię czcią? W pięknej polskiej tradycji i pobożności Eucharystia zawsze cieszyła się wielką czcią. Wspomnieć wystarczy tylko procesje Bożego Ciała wraz z oktawą, procesje z Najświętszym Sakramentem wielkanocne i innych okazjach, kaplice wiecznej adoracji, których jest coraz więcej w naszym mieście i całej Polsce. My Polacy jesteśmy świadomi, że Eucharystia jest największym darem, jaki zostawił nam Jezus. W Eucharystii, choć ukryty, jest realnie obecny. Możemy go doświadczyć jednak tylko naszą wiarą. Bez niej widzimy tylko biały chleb. Wiara pomaga nam zrozumieć, że w tym białym kawałku chleba jest żywy i prawdziwy Bóg, który stał się Człowiekiem, nauczał, czynił cuda i znaki, chodził po wodzie, uciszał burzę na morzu, wskrzeszał z martwych, a na koniec z miłości pozwolił się ukrzyżować i oddać swoje życie za nas.
W Wieczerniku łamiąc chleb i dając go uczniom mówił wyraźnie: „To jest moje Ciało”. Ta biała hostia to sam Chrystus. Właśnie dlatego Najświętszy Sakrament otaczamy wielkim szacunkiem, wystawiamy do adoracji w pięknych monstrancjach, przechowujemy w kunsztownie ozdobionych tabernakulach. Są one sercem każdej świątyni. One nam przypominają o tym, że Bóg-Eucharystia jest między nami i zaprasza nas do adoracji. Zaprasza, aby Go adorować, aby z Nim spędzać czas i karmić się Jego miłością, a On w zamian przemieni nasze życie. Bo, jak wymownie o tym przekonywał pewien misjonarz „Systematyczna modlitwa polegająca na przebywaniu z Jezusem, na przebywaniu w Jego obecności zaczyna przedłużać się na pozostałe godziny dnia. Zmienia się jakość myśli, rozmów. Jakbyś patrzył na ten świat wyraźniej, nie swoimi oczami, jakbyś widział wydarzenia i swoje życie w głębszym wymiarze, od strony Stwórcy. Doświadczyłem tego wielokrotnie – zwierzał się dalej misjonarz – że kiedy przestaję się modlić tyle ile powonieniem, nie dbam o adorację Najświętszego Sakramentu, to po prostu ślepnę. A kiedy znajduję czas na adorację Chrystusa, widzę, jak Bóg mówi do mnie przez wydarzenia, innych ludzi, Słowo” [O. Krzysztof Pałys, OP]. Właśnie dlatego adoracji Eucharystii rodzi w nas nieodpartą potrzebę, by ponownie klękać przed Najświętszym Sakramentem.
Ostatnia wezwanie Kolekty brzmi: spraw, „abyśmy nieustannie doznawali owoców Twego odkupienia”.
Eucharystia, jeśli się na nią otwieramy, pomaga nam zrozumieć i dostrzec jaśniej, że otaczająca nas rzeczywistość i dziejące się wokół nas wydarzenia są pełne Boga. Dzięki niej można wzrastać i kształtować naszą codzienność zgodnie z zamierzeniem Bożym. Przekonał się o tym pewien młody człowiek z południa Polski. Niespełna dwa tygodnie temu przeczytałem jego wzruszające świadectwo. Określał siebie jako człowieka całkowicie niewierzącego. Uważał, że wiara to czysty wymysł a religia to jakieś baśniowe opowieści z przeszłości. Nie miał i nie chciał mieć nic z tym wspólnego. Kiedyś szedł ulicą swojego miasta, gdy nagle nadciągnęła burza i lunął ulewny deszcz. Nie miał gdzie się schować. Jedynym miejscem był otwarty kościół. Nie chciałem tam wchodzić, ale zmusiła mnie do tego ulewa. Gdy wszedłem, zobaczyłem wystawiony na ołtarzu Najświętszy Sakrament. Nie wiedziałem co to jest, ale w jednym momencie poczułem ogromny przypływ wiary. Ten jeden moment wystarczył, abym się nawrócił. Wszedłem do kościoła niewierzący, a wyszedłem z niego pełen wiary - wyznał. Nie potrafię wytłumaczyć jak to się stało, ale poczułem wyraźnie Jego obecność. Pierwszą rzecz jaką potem zrobiłem, to kupiłem Pismo św. i zacząłem czytać. Chciałem poznać Jezusa. Im więcej czytałem, tym mocniej czułem Jego obecność. Potem poznałem adwentystów i zacząłem uczęszczać do Kościoła Adwentystów. Tam nauczyłem się czytania i rozumienia Pisma św. Z czasem jednak to mnie nie zadawalało, bo Jezus, którego tam czczono nie wydawał mi się być Jezusem, którego spotkałem w monstrancji. Przeszedłem do Kościoła Katolickiego i tu odnalazłem tego Jezusa, którego szukałem. On wniósł pokój i radość w moje życie. Ze smutkiem jednak muszę powiedzieć, konkludował tenże młody człowiek, moi bracia katolicy tak mało czytają Pismo św. i tak mało znają Jezusa.
Jezus Chrystus, który w Najświętszym Sakramencie przemówił do tego młodego człowieka, dzisiaj przypomina nam, że jest obecny pośród nas. Za chwile, w Komunii św. da nam Siebie jako pokarm. A potem, z wdzięcznością popłyniemy w procesji na morzu, aby oddać Mu cześć i wyznać że wierzymy w Jego obecność pośród nas. Otwórzmy Mu drzwi naszych domów i rodzin, uczyńmy Mu mieszkanie z naszych serc! Jezus ukryty w Eucharystii błogosław nam i naszemu miastu! Amen.
Archidiecezja Gdańska