Księże Biskupie Wiesławie, Pasterzu Diecezji Włocławskiej!
Bracia w biskupstwie!
Kapłani wszystkich stopni i godności – Koledzy z czasów kleryckiej służby wojskowej!
Bracia i Siostry!
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Znowu jesteśmy razem. Dawni klerycy - żołnierze. Wspólnota pamięci. Wspólnota tożsamych przeżyć. Uczestnicy znamiennego doświadczenia powojennej polskiej historii. Tego jej fragmentu, który przypadł na czas, kiedy ojczyzna nasza nosiła miano Polska Rzeczpospolita Ludowa. Była wtedy, nie z woli swych obywateli, tylko przez dyktat siły i decyzję zwycięskich mocarstw, jednym z państw Europy Środkowo-Wschodniej włączonych do sowieckiego bloku. Ze wszystkimi tego konsekwencjami: politycznymi, ideologicznymi, społecznymi.
To był czas, wiemy o tym dobrze, kiedy próbowano zmienić bieg polskiej historii, zniewolić naród, skrepować jego wolność komunistycznym, wspartym o ideologię marksistowsko - leninowską systemem, który nie miał nic wspólnego z naszą dziejową drogą. Był jej obcy, wrogi. Zaprzeczał i obrażał pamięć historyczną narodu – pełną bólu, ran, krzywd, doznanych w nieodległej przeszłości.
I. Pół wieku temu „poszliśmy w kamasze”
Na drodze do wykreowania komunistycznego systemu stał Kościół. Wielka rzeczywistość wiary, nadziei i miłości. Idący wraz z narodem od Mieszkowego chrztu. Rzucający w polską glebę ziarna Chrystusowej Ewangelii – na wzrost, na plon urodzaju. Formujący serca i sumienia pokoleń. To Kościół tworzył kulturę i cywilizację chrześcijańską. To na jej gruncie wyrastało to, co było polską chwałą, sławą, dobrem, świętością.
Wiemy i pamiętamy jak różne były metody i etapy podjętej przez komunistyczny system walki z Kościołem. Każdy z nas, tu obecnych, miałby na ten temat wiele do powiedzenia.
Cel był jeden. Zepchnięcie Kościoła z polskiej drogi. Bo to była największa przeszkoda dla wprowadzenia komunistycznego totalitaryzmu. Różne były sposoby działania. Metody. Strategie.
Od aresztowania Prymasa Polski, biskupów, represji wobec kapłanów, po próby rozbicia jedności Kościoła, wyszukiwania szczelin, aby to jedność podważyć. A także ograniczanie na różne sposoby możliwości pełnienia jego zbawczej misji. Wyhamowanie przepisami prawa, zarządzeniami administracyjnymi różnych obszarów kościelnej aktywności. Wyciszanie w rozmaity sposób tego Bożego wichru, który tak mocno oddziaływał na polski los, na postawy, na świadomość.
Taki był kontekst naszej drogi. Ledwie zasygnalizowany. Doświadczeń i przeżyć żołnierzy kleryków. Dziś jesteśmy tu, w przyjacielskim kręgu. Złoci jubilaci. Pół wieku temu w 1965 roku „poszliśmy w kamasze”.
Stanowiliśmy ledwie cząstkę tego procederu powoływania kleryków do służby wojskowej. Trwał przez ćwierć wieku. Od 1955 roku po rok 1980. Łamał podjęte także w tej kwestii Porozumienie między państwem a Kościołem z 1950 roku.
Pamiętamy nasz niepokój, kiedy przyszło nam odbierać wezwanie do odbycia służby wojskowej. Wiedzieliśmy o służbie w LWP od naszych starszych kolegów i krewniaków z rodzinnych miejscowości. Opowiadali o swych przeżyciach, rygorach, także anegdotycznej stronie. Niektórzy z wojska przynosili umiejętności, kierowcy, mechanika, do których tam się przyuczyli, pomagające w życiowym starcie. Niewiele w tych opowieściach było ideologii. Zresztą w naszych środowiskach na służbę wojskową patrzono jako na życiową konieczność, jako na obowiązek młodego mężczyzny. Ważny etap w jego życiu. Jego zakończenie było znakiem dorosłości, dojrzałości. Zwykle dopiero młody mężczyzna „po wojsku” podejmował decyzję o stabilizacji rodzinnej, o ożenku.
II. Oparliśmy się naciskom i pokuszeniom
Nasza służba była inna. Owszem, dostawaliśmy w kość w czasie zajęć wojskowych, wykuwaliśmy regulaminy, kaprale tropili niewidzialne pyłki kurzu w żołnierskich izbach i egzekwowali czystość – do lustrzanego połysku. Ale naszym dowódcom nie zależało na tym, aby wyszkolić nas na sprawnych żołnierzy, gotowych do obrony granic przed „różnej maści imperialistami”, jak to wtedy mówiono w propagandowym żargonie. Skuteczna indoktrynacja polityczna i antyreligijna miała większą wartość, niż perfekcyjna obsługa kałasznikowa. Nie szło o to, abyśmy opuszczali koszary jako sprawni, wyszkoleni rezerwiści. Chodziło o to, abyśmy po opuszczeniu koszar, zmienili kierunek naszej drogi. Nie wrócili już do naszych seminariów. Poszli do cywilnych zajęć, rozpoczęli wyższe studia – mieliśmy ku temu gwarantowaną pomoc, ułatwienia, preferencje.
Nasza klerycka wojskowa służba niewiele miała wspólnego z tradycyjną wojskową służbą. To była walka o nasze dusze, świadomość, wierność. O to, żeby nam te wartości odebrać. Myśmy to rozumieli, myśmy walkę w obronie tych wartości podjęli. Czy byliśmy na tę walkę przygotowani?
Wybraliśmy naszą seminaryjną drogę bośmy usłyszeli głos Jezusa: „Pójdź za Mną”. Do naszego „tak” wypowiedzianego Chrystusowi przygotowały nas nasze rodzinne środowiska. Katolickie i polskie. Nie zawierały kompromisów z obcą polskiemu duchowi ideologią. W rodzinnych domach poznawaliśmy prawdy wiary i zasady chrześcijańskiego życia. Wzrastaliśmy w tradycji chrześcijańskiej przestrzeganej i pielęgnowanej.
W naszych świątyniach parafialnych poznawaliśmy naszych kapłanów, bywało naszych przewodników duchowych. W niejednym z nas iskrę powołania rozpalał właśnie przykład troskliwego, Bożego kapłana. Przemawiała do nas nieodległa przeszłość. Wtedy przekazywana w domowym zaciszu.
W moich stronach o powojennym oporze leśnych oddziałów przeciw nowej komunistycznej władzy, choćby o sławnej 5. Wileńskiej Brygadzie AK. O ich mundurach zdobionych ryngrafami Matki Bożej Ostrobramskiej. Tej samej, która w swym wizerunku na ścianie rodzinnego domu towarzyszyła naszemu życiu.
Nie rujnowała naszej świadomości szkoła. Nasi, jeszcze przedwojenni nauczyciele, potrafili omijać ideologiczny sztafaż. Przekazywali nam, co trzeba. Nawet więcej niż co trzeba, skoro w sokólskim gimnazjum zawiązaliśmy, w gronie rówieśników, organizację Białe Orły. Przyszło za to, jeszcze przed maturą, poznać celę białostockiego więzienia.
A kiedy przekroczyliśmy progi naszych seminariów duchownych, poznaliśmy mądrych i dobrych profesorów, w mym wypadku wygnańców z Wilna, którzy podjęli trud systematyzowania i pogłębiania naszej wiedzy religijnej. Ukazywali nam piękno i znaczenie kapłaństwa w służbie Chrystusa i Kościoła.
Takie wartości naszych młodych serc przyniósł nasz rocznik do kleryckich jednostek w Bartoszycach, Brzegu i Kołobrzegu. Służył w nich w latach 1965-1967.
Dzięki tym wartościom zwyciężyliśmy. Oparliśmy się w swej masie naciskom i pokuszeniom. Przeszliśmy sucha stopą przez to swoiste czerwone morze indoktrynacji, duchowego zniewalania, kpin i szyderstw z tego, cośmy pokochali, z kapłaństwa, ku któremu zaczęliśmy drogę.
III. Pragnęliśmy Boga w polskiej rzeczywistości
Koledzy!
W koszarach LWP doświadczyliśmy także czegoś bardzo ważnego. Braterstwa, poczucia duchowej jedności.
Pamiętacie o sile i znaczeniu naszej wspólnotowej modlitwy, choć nam tego zakazywano.
Pamiętacie jak wspomagaliśmy się, pocieszali, wspierali w chwilach trudnych, których nie brakowało.
Pamiętacie radość niedzielnej Mszy św. kiedy udało się nam wyjść na przepustkę.
W takim dniu jak ten wspominamy tych wszystkich, którzy nas wspomagali, podnosili na duchu, dawali świadectwa pamięci, wspólnoty, pocieszenia. Nasi Biskupi. Pisali do nas, pamiętali o życzeniach świątecznych, imieninowych. Bywało, że odwiedzali nas w koszarach. Wszyscy z nich odeszli już do wieczności. Także nasi seminaryjni Profesorowie. Także bywało proboszczowie z naszych rodzinnych parafii, którzy traktowali nas jako duchowych synów, swych wychowanków.
Z wdzięcznością wspominamy kapłanów z tych miast, gdzie były kleryckie koszary. Modli się dziś z nami Ksiądz Biskup Józef Wysocki z Elbląga. Wtedy wikariusz w Bartoszycach w parafii Świętego Brunona, który wspierał duchowo klerycką brać w żołnierskich mundurach. Bóg ci zapłać za to Księże Biskupie.
Bóg zapłać Wam wszystkim, którzyście się wtedy o nas troszczyli, wspomagali. Kapłanom, członkom naszych rodzin, kolegom, przyjaciołom.
Pamiętamy o was, wspominamy wasze imiona w naszej wdzięcznej modlitwie.
Nasza służba wojskowa przypadła na szczególny czas w dziejach naszej ojczyzny. Sacrum Poloniae Millenium. Tysiąclecie Mieszkowego chrztu. Tysiąclecie drogi polskiego narodu z Chrystusem i Jego Matką. Kościół w ojczyźnie naszej przygotowywał się przez lata do obchodów tego wielkiego Jubileuszu. Jasnogórskie Śluby Narodu. Wielka Nowenna Tysiąclecia. Czas przemiany i narodowych rekolekcji zainicjowany przez tego, którego później nazwano Prymasem Tysiąclecia – kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Tysiąclecie chrztu Polski miało być radością całego Kościoła powszechnego. W dniach kończącego się Soboru Watykańskiego II Biskupi Polscy zaprosili na milenijne uroczystości episkopaty świata. Kościół w Polsce oczekiwał przyjazdu ojca świętego Pawła VI. Miało to być wielkie święto wiary, święto Kościoła i idącego z nim przez tysiąclecie Narodu.
Tymczasem z woli komunistycznego państwa nastąpił czas konfrontacji, agresji politycznej i medialnej państwa na Kościół, na chrześcijański naród. Biskupi zostali wręcz oskarżeni o zdradę polskiej racji stanu za swój zredagowany w duchu chrześcijańskiego przebaczenia list do Episkopatu Niemiec. Przed Ojcem Świętym zatrzaśnięto drzwi naszej ojczyzny. Uwięziono peregrynującą po Polsce kopię Cudownego Obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej. Obchody kościelne były w różnorodny sposób zakłócane. Konfrontowane z równolegle organizowanymi obchodami tysiąclecia państwa polskiego. Agresja, wrogość, szyderstwa, zniewagi, wielka, antykościelna ofensywa. Czas trudny do pojęcia i zrozumienia dla tego, kto go nie przeżył.
Tamten czas nie oszczędził nas, kleryków żołnierzy. Wzmógł się antykościelny kurs, dodał skrzydeł oficerom politycznym. Pamiętam jak na poligonie słuchaliśmy w ukryciu przez tranzystorowe radio sprawozdania z Wolnej Europy z milenijnej uroczystości na Jasnej Górze, Na nadmorski poligon docierał stamtąd śpiew dziesiątków tysięcy: „My chcemy Boga...”
My też, żołnierze klerycy, pragnęliśmy obecności Boga w polskiej rzeczywistości. To dla Jego imienia, dla wolności Kościoła w Polsce, ofiarowaliśmy czas naszej wojskowej służby, jej przykrości, czasem bolesne upokorzenia.
IV. Modlitwa za śmiałą przyszłość
Dziś we wspólnocie kapłanów, dawnych żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego z lat 1965-1967 przyszliśmy od tego domu Matki, do licheńskiej Bazyliki Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski, na modlitwę wdzięczności i pamięci. Towarzyszą nam czytania z uroczystości Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski. Bowiem z Jej imieniem szliśmy przez tamten trudny czas. To ku Niej, Pośredniczce łask, kierowaliśmy nasze modlitwy zawierzenia i nadziei. To Ją prosiliśmy: Okaż nam się Matką, Maryjo.
Dziś dziękujemy, ze prowadziła nas, Patronka Polski, pewnymi i skutecznymi drogami do Swego Syna. Dziękujemy za wszystko dobro, które wyrosło z tamtej naszej, wojskowej służby. Modlitwą ogarniamy naszych kolegów, dawnych żołnierzy, którzy odeszli już do Pana po wieczną nagrodę.
Mamy to szczęście, ten niezwykły przywilej, że wstawienniczą modlitwę możemy kierować ku Temu, który był kiedyś jednym z nas. Do błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki. Żołnierza jednostki kleryckiej w Bartoszycach w latach 1966-1968.
Według wielu świadectw podczas swej żołnierskiej służby dawał po wielokroć odważne świadectwo wierności Chrystusowi, Bożym prawom, katolickiej postawie. Czynił to z taką samą gorliwością w swym kapłańskim życiu. Niezłomny świadek Chrystusa i Jego Ewangelii, kapelan Solidarności i pokolenia czasu wojennego. Wzywał do duchowego przebudzenia, do pokonywania zła dobrem, wskazywał drogę do wolności.
Przedwczoraj, 19 października, obchodziliśmy kolejną rocznicę jego męczeńskiej śmierci.
Św. Jan Paweł II, wobec męczeństwa bł. Jerzego wypowiedział swoje, wciąż aktualne, pragnienie: „aby z tej śmierci wyrosło dobro, tak jak z Krzyża zmartwychwstanie”. Wciąż aktualne. Potrzeba dziś żarliwej modlitwy o dobro, o prawdę, o sprawiedliwość, o ład sumień, o szlachetne i godne pełnienie służby publicznej. Przez tych, którzy do tego zostali powołani. Tego potrzebuje Polska i Polacy.
Tej modlitwy nam potrzeba w obliczu bliskich wyborów parlamentarnych. Wiele od nich zależy. Wiele się od nich spodziewamy. Wiele jest oczekiwań, że przyniosą oczekiwane zmiany. Że dobrze przysłużą się przyszłości. Pamiętajmy w tych dniach o słowach bł. ks. Jerzego: „Tylko naród, który ma zdrowego ducha i czułe sumienie, może tworzyć śmiałą przyszłość”. Potrzeba nam śmiałej przyszłości. „W potrzebie jest Ojczyzna, kroczy różnymi drogami. Błogosławiony Orędowniku w niebie czuwaj i módl się za nami” (ks. prałat płk Stanisław Obszyński).
Drodzy Przyjaciele!
Wielka radość, że mogę być z wami. Jak niegdyś w Katedrze Polowej Wojska Polskiego, w kościele Wszystkich Świętych, u św. Stanisława Kostki u grobu bł. ks. Jerzego. Wspominać miniony czas, spotykać kolegów, modlić się.
Nasza służba dobiegła końca jesienią 1967 roku. 20 października, wczoraj minęła 48 rocznica, wypełniliśmy – było nas około dwustu- Salę Rycerską na Jasnej Górze. Staliśmy w dwuszeregu, niemal jak na ćwiczebnym placu. Gdy wszedł Kardynał Prymas Stefan Wyszyński, jeden z nas złożył meldunek: „Wróciliśmy z wojska, jesteśmy, pragniemy dalej realizować nasze kapłańskie powołanie”.
Kardynał mówił nam o swej służbie kapelana Armii Krajowej. Przywoływał słowa św. Pawła Apostoła z Drugiego Listu do Tymoteusza „Weź udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa'” (2 Tm 2,3). Także scenę z Golgoty, kiedy rzymski setnik otwiera włócznią bok Zbawiciela - zdrój Bożej miłości, która trwa, spływa z drzewa Krzyża.
Rozbiegły się po skończonej służbie wojskowej nasze drogi. Kiedy ją wspominamy, to zapewne towarzyszy tym wspominkom refleksja, że to Boża miłość pomogła nam przejść przez jej czas.
Dziś połączyła nas pamięć i przyjaźń. Zadzierzgnięta w tamtych latach żołnierskiej służby, niezetlała, żywa, dająca o sobie znać na naszych kapłańskich drogach. Niech trwa w najdłuższe lata. Niech promieniuje, niech prowadzi nas do tamtych odległych wspomnień, w których – wbrew intencjom tych, którzy nas do tej służby wezwali – umacniało się nasze powołanie, nasze pragnienie kapłaństwa, ten wzór Chrystusowego żołnierza – w służbie Bogu i ojczyźnie, o którym mówił nam przed laty na Jasnej Górze Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński.
A teraz módlmy się w intencjach tej Mszy św. do Pana Wieków, za pośrednictwem Tej, która nas zna, która w tym sanktuarium króluje: Matki Bożej Bolesnej Królowej Polski. Amen.
Archidiecezja Gdańska