Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą
wszystkie pokolenia.
Gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny,
święte jest imię Jego (Łk1,48-49).
Księże Biskupie Wiesławie!
Księże Infułacie!
Księże Proboszczu Bazyliki Mariackiej!
Bracia Kapłani!
Drogie Siostry Zakonne!
Przedstawiciele struktur życia miejskiego, społecznego, obywatelskiego!
Żołnierze Wojska Polskiego obchodzący dziś swoje święto!
Czcigodni kombatanci żołnierskich dróg ku Niepodległej!
Umiłowani Bracia i Siostry!
Dziś Kościół święty głosi chwałę Maryi Wniebowziętej. Jej wywyższenia, które stanowi konsekwencję zjednoczenia Matki Jezusowej z odkupieńczym dziełem Chrystusa. Przekonanie o wniebowzięciu Maryi z duszą i ciałem do nieba było odwiecznym skarbem wiary, powszechnym przekonaniem chrześcijańskiego ludu, zarówno na Wschodzie jak i na Zachodzie. Powiedzieć można, że ku temu zbawczemu wydarzeniu prowadzi nas drogami wiary sama Maryja. Oto dziś w naszych świątyniach rozbrzmiewa radosny Magnificat, przepiękny hymn wyśpiewany przez Maryję w domu Jej krewnej Elżbiety. Hymn sławiący Boga, za wielkie rzeczy, jakie Maryi uczynił, za Jej wybranie, za Boże miłosierdzie ofiarowane Jej i przechodzącym przez swój czas pokoleniom.
„Oto bowiem błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia”. Błogosławić za to, że Maryja bez wahania okazała gotowość „do realizowania Bożego planu zbawienia” (św. Jan Paweł II), że to Ona, Niepokalana Matka Zbawiciela, „Boga nam na świat przyniosła”, że w sposób doskonały była zjednoczona ze zbawczą drogą swego Syna.
To były motywy, z których wyrósł dogmat Kościoła, zdefiniowany 1 listopada 1950 roku przez Ojca Świętego Piusa XII w konstytucji apostolskiej Munificentissimus Deus, iż „wzięcie ciała Najświętszej Maryi Dziewicy do nieba (…) jest prawdą objawiona przez Boga, musi zatem zostać na stałe i z wiara przyjęte przez wszystkie dzieci Kościoła”.
I. Matko, z nami bądź!
Umiłowani!
Ten sierpniowy dzień wpisany jest mocno w polską tradycję, w naszą odwieczną kulturę religijną. Dzień Wniebowzięcia Maryi – dzień Matki Bożej Zielnej. Przynosimy tego dnia do świątyń bukiety skomponowane ze zbóż, polnych kwiatów, ziół. Aby je poświęcić. A przez ten zwyczaj nawiązać do odległej, apokryficznej tradycji, mówiącej o tym, że Apostołowie, którzy przyszli do domu Maryi, która zakończyła bieg swego życia, zamiast Jej Ciała znaleźli wonne kwiaty. Stajemy z wdzięcznością, miłością, oddaniem przy Maryi. Najpiękniejszym kwiecie stworzenia.
Głosimy chwałę Maryi tu, w Gdańsku, w tej starożytnej bazylice konkatedralnej, która nosi wezwanie Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Nazywamy ją koroną miasta Gdańska. Wyraża jego dzieje. Wyraża drogę pokoleń, które zawierzyły Chrystusowi, tak jak Maryja. Przechodziły przez swój czas, dar Boga, świadome tej prawdy wiary, o której mówi św. Paweł Apostoł w Liście do Koryntian. Prawdy o tym, że w Chrystusie wszyscy będą ożywieni. „Trzeba bowiem, ażeby królował, aż położy wszystkich nieprzyjaciół pod swoje stopy. Jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć”. Prawdy, której doświadczyła Maryja Wniebowzięta.
Obecna w polskim wczoraj, dziś, także – jesteśmy głęboko przekonani – w Polsce jutra. Królowa polskich serc, dana na obronę naszego narodu, na wspomaganie jego dziejowych dróg. Promieniujący znak tego, co Polskę stanowi.
Odkrywamy jej obecność w godzinach początku, w tamtym błogosławionym czasie chrztu praojców naszych. W wezwaniach najstarszych polskich świątyń. W słowach tej dostojnej pieśni, która jest świadectwem duchowych związków praojców naszych z Maryją: Bogurodzica, Dziewica, Bogiem sławiena Maryja.
Jest z nami, towarzyszy naszej drodze, w dobrym i złym, w radościach i dramach. Także tych w wymiarze narodu, wciąż niezabliźnionych mimo upływu lat.
To tu, w Gdyni, przez lata była przechowywana sławna dziś relikwia narodu: wizerunek Matki Bożej Ostrobramskiej wyrzeźbiony na desce z obozowej pryczy w Kozielsku, dar ojca, ofiary Katynia, dla syna, który ocalał. Dziś króluje w ołtarzu Kaplicy Katyńskiej w Katedrze Polowej WP w Warszawie; w otoczeniu tabliczek z nazwiskami tysięcy ofiar tamtej strasznej zbrodni, której wspomnienie zawsze będzie towarzyszyć polskim drogom. Przypomina o obowiązku pamięci wobec tych, którzy zginęli tylko dlatego, że byli Polakami.
To ku Maryi Wniebowziętej, Matce Dobrej Rady, płynęły modlitwy w sierpniowe, strajkowe dni przed trzydziestu pięciu laty, kiedy stąd, z Pomorza, na Polskę cała począł wiać wicher wolności, wicher solidarności. Pamiętacie, świadkowie tamtych dni, liczne wizerunki Maryi które zawisły na stoczniowych bramach i ogrodzeniach, znak tożsamości tych, którzy wtedy podnieśli zarzewie buntu, w imię prawa do godnego chleba i wolności, także tego, aby w ojczyźnie naszej Chrystusowi nie odmawiano obywatelstwa.
To w znaku Maryi, jak co roku, w sierpniowe dni, tym razem nader upalne, idą na Jasna Górę pielgrzymki wiary, nadziei, miłości. Także z Pomorza Gdańskiego, z Kaszub, z Helu. Aby zaświadczyć o jedności z Chrystusem, z Jego Matką, z Kościołem. Aby tym pielgrzymim marszem żmudnym, trudnym, wymagającym sprawności fizycznej i hartu ducha, powiedzieć „tak” dziedzictwu wiary świętej.
Wypowiedzieć to „tak” wobec rodaków spotykanych na trasie peregrynacji.
Wypowiedzieć wobec tych, którzy w oparciu o błędne, z powietrza wzięte przesłanki, tumanią swych słuchaczy i czytelników, twierdząc że katolicyzm w naszej ojczyźnie jest w odwrocie, że kurczy się liczba jego wyznawców, że świątynie pustoszeją, że Polscy wybierają inną drogę. Wyzwolenia z norm obyczajowych, religijnych, kulturowych.
Niech pójdą na pielgrzymi szlak, niech staną pośród dziesiątek tysięcy pielgrzymów – w dużej mierze ludzi młodych zgromadzonych tam pod Wałami Jasnogórskimi, w Domu naszej Matki, w Kanie Galijskiej polskiego narodu. Niech zobaczą ludzi wiernych temu, co Polskę stanowi. Pewnych, że postępują właściwą, pewną, zmierzającą do dobrego celu drogą. Bowiem ci, którzy tam peregrynują, nie potrafią kłaniać się okolicznościom, wymijać Bożych praw i przykazań w imię politycznej poprawności.
Dziś w Gdańsku, w tej wspaniałej świątyni, we wspólnocie naszych pomorskich, wiernych serc prosić będziemy naszą Matkę i Królową, Maryję Wniebowziętą, aby z wyżyn nieba nas wspomagała, osłaniała macierzyńskim płaszczem drogę narodu, państwa, Pomorza, naszych rodzin.
We wspólnocie naszych serc powtarzamy: Matko, z nami bądź, do Syna swego nas prowadź.
II. Starcie z siłami Antychrysta
Umiłowani!
Ten dzień uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny związał się przed dziewięćdziesięciu pięciu laty z wielkim historycznym wydarzeniem. Sierpniową Bitwą Warszawską. Zwycięstwem odniesionym nad bolszewicką nawałą. Dziejowym starciem armii chrześcijańskiego państwa z siłami Antychrysta - armią na służbie bezbożnego, ateistycznego, komunistycznego systemu.
To na pamiątkę tamtego zwycięstwa dzień 15 sierpnia został w II Rzeczypospolitej ustanowiony Świętem Żołnierza.
„Towarzysze - wołali najeźdźcy – runął Bóg, ten największy ciemięzca proletariatu (…). Po trupie Polski wiedzie droga do wszechświatowego pożaru. Idźcie i we krwi zmiażdżonej armii polskiej utopcie zbrodnicze rządy Polaków”. To się nie udało. Na podwarszawskiej równinie pochód za Wisłę bolszewickiej armii został zatrzymany. W godzinie zagrożenia Biskupi Polscy zgromadzeni na Jasnej Górze apelowali o utworzenie „narodowej armii zbawienia”. I ta armia nie zawiodła. Ocaliła i obroniła polską wolność i niepodległość. Postawiła tamę pożarowi rewolucji, który miał ogarnąć Europę, zniszczyć jej tożsamość religijną, historyczną, kulturową.
Rozumiał to dobrze św. Jan Paweł II, który w czerwcu 1999 roku, podczas nawiedzenia Cmentarza Poległych w Radzyminie, spotkał się z garstką sędziwych weteranów tamtej bitwy. Dziękował im za ich postawę, powiedział, że od urodzenia nosi w sobie wielki dług wdzięczności „w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli, płacąc za to własnym życiem”. To była wdzięczność i pamięć Papieża ukształtowanego w szkole ojczyzny.
Ale byli pośród nas i tacy, którzy więź z tą pamięcią zerwali, którzy w powojennym okresie nie szczędzili wysiłku, aby pamięć o tamtym zwycięstwie zgasić, usunąć ze świadomości zbiorowej. Wiele się o tym dowiedziałem w latach mej posługi biskupiej w diecezji warszawsko-praskiej, m.in. o swoistym wilczym bilecie, jaki wtedy otrzymał Radzymin, karany przez lata, pomijany, niedoinwestowany za to, że stał się jednym z symboli tamtego zwycięstwa, że tam w sierpniowe dni ważyły się losy Bitwy Warszawskiej.
Stanął po latach przed frontonem Katedry Diecezji warszawsko-praskiej, ufundowany z kapłańskich składek, pomnik ks. Ignacego Skorupki, kapłana, który stał się symbolem tamtej bitwy i kapłańskich dróg w służbie Boga, Kościoła, Ojczyzny. „Za wpojoną miłość ojczyzny płacę miłością serca” napisał ks. Skorupka w zredagowanym przed wyruszeniem na front testamencie.
To przekonanie o wartości ojczyzny motywowało służbę i czyny tysięcy tych, którzy stawili tamę bolszewii, zwyciężyli hordy Antychrysta. Żołnierzy polskiej wolności. Jakże wielu z nich zawierzyło swój los Maryi. Matce Bożej Zwycięskiej. Po wojnie 1920 roku wzniesiono świątynie wota – na warszawskim Kamionku, w Białymstoku. W setkach świątyń rozległo się dziękczynne Te Deum laudamus. Śpiew mocy, wdzięczności, zawierzenia Bogu.
Tak jak to miału miejsce przed wiekami, po Viktorii Wiedeńskiej, kiedy w szumie husarskich skrzydeł rycerzy króla Jana Sobieskiego zatrzymany został pochód ku Europie agresywnego islamu.
Tamta wojna, tamto sierpniowe zwycięstwo, cementowało polską wspólnotę, tworzyło trwały, niewzruszony monolit polskich serc, świadomych wartości ojczyzny, chrześcijańskiej tożsamości naszego narodu.
Jakże inny byłby polski los, gdyby nie tamten „Cud nad Wisłą”! Jego lekcja była czytelna na polach Września 39, kiedy osamotniona przez sojuszników Rzeczpospolita w imię honoru, godności, wierności swej drodze, podjęła nierówny bój z III Rzeszą i Związkiem Sowieckim.
I później. W okupowanym kraju, który się nie poddał. W niepodległościowym podziemiu, w tajnym nauczaniu, w różnorodnej służbie temu co polskie, co Boże, co trwałe. Także na wojennych szlakach żołnierzy, których zdradził świat.
I później, w powojennych latach, kiedy osiem spośród dwudziesty sześciu krajów Europy, pośród nich Polska, zostało ujarzmionych, stało się częścią sowieckiego imperium.
III. Pamięć o pokoleniu Żołnierzy Wyklętych
To dobrze, że przyszedł taki czas, kiedy zdzieramy zasłonę niepamięci, likwidujemy zmowę milczenia, dotyczącą tych, o których zwykło się mówić: Żołnierze Wyklęci. To ci, którzy w pierwszych powojennych latach z determinacją, ale także z przekonaniem, że tak trzeba, podejmowali walkę z narzuconym sowieckim systemem w imię Polski Niepodległej.
Okrutnie represjonowani, na śmierć skazywani, wrzucani do bezimiennych mogił. Tak jak ci z Katynia, Charkowa, Miednoje. Wielu z nich, warto o tym wspomnieć, było weteranami wojny 1920 roku. Dosięgła ich okrutna zemsta.
Żołnierze Wyklęci. Wydobywamy ich szczątki z bezimiennych mogił. Szukamy prawdy o ich życiu, dramatycznie przerwanym. O ich wiernej służbie. O ich pragnieniu, aby nasza ojczyzna, powstająca z odmętów była wolna, niepodległa, wierna swej historycznej drodze, wspartej o wiarę świętą, o Chrystusową Ewangelię.
I zdają się nas pytać. Czy warto było? Czyśmy ich ofiary nie zmarnotrawili? Czyśmy pamięć o nich zachowali? Czyśmy ich postawę uszanowali? Czyśmy ich ideałów nie porzucili?
To pytania skierowane do naszej pamięci, wrażliwości, świadomości, naszej postawy wobec wspólnoty ojczyzny. Odpowiedzmy na nie w ciszy naszych serc dziś, w dniu Maryi Wniebowziętej, w dniu Święta Żołnierza.
Umiłowani!
Gdańska Archidiecezja podjęła to wyzwanie pamięci, więcej obowiązek pamięci o pokoleniu Żołnierzy Wyklętych, o ich ofierze złożonej w imię Polski Niepodległej.
30 sierpnia, w Gdańsku, przy parafii pw. św. Jana Bosko, zostanie poświęcony pomnik „Inki” Danuty Siedzikównej, niespełna osiemnastoletniej dziewczyny z mego rodzinnego Podlasia, sanitariuszki 5 Wileńskiej Brygady AK, straconej w 1946. Młodej Polki ukształtowanej w katolickim, wiejskim domu, wspartym o wiarę święta, o tradycje chrześcijańską i narodową, o jasny kodeks moralny. Przez lata była określana, tak jak i współtowarzysze jej dróg w służbie Niepodległej, mianem „bandyta”.
Zapraszam już dziś na tę uroczystość pamięci, wdzięczności, wierności polskiej tradycji, która pamięta o swych bohaterach, o tych, którzy dla Ciebie Polsko i dla twojej chwały swe życie ofiarowali.
IV. Polsce nie przystoi występować w roli papugi,
Umiłowani!
Niebawem obchodzić będziemy 35 rocznicę sierpniowego porywu polskich serc – wichru Solidarności. Zaczął się tu, na Pomorzu, w stoczniach, w zakładach pracy. Zrodził się z tamtego tchnienia Ducha Świętego, którego przyzywał św. Jan Paweł II w czasie swej pierwszej Pielgrzymki do Ojczyzny w 1979 roku. Także z polskich dróg wspartych o czytelne, akceptowane wartości. Także z tamtych dróg żołnierzy 1920 roku.
Ideały solidarności ujmowały w sposób zwięzły, syntetyczny, słowa pieśni tamtej epoki – aby Polska, była Polską. Tamte ideały nie zginęły nie sczezły, wciąż ujawniają swoją twórczą siłę, nie chcą wbrew wysiłkom wielu zejść ze sceny polskiego życia. Kto chce to usłyszy ich brzmienie: klarowne, jasne, proste.
Trwa Polska wierna, ufna, piękna w we wspólnotach polskich rodzin, w ich etosie, w ich trudzie, ich zawierzaniu Bożym rozrządzeniom. Trwa w tradycji historycznej, bogatej, chlubnej, do której trzeba wciąż wracać. Przypominać, że to Polska postawiła tamę bolszewizmowi w 1920 roku, nie uległa wrogom ojczyzny podczas II wojny światowej i terrorowi komunistycznemu po jej zakończeniu – przeprowadził ją przez Czerwone Morze nieustraszony Prymas Tysiącleci. Dała Europie i światu wielkiego, świętego Papieża. Dała Solidarność która wyrwała zęby krat, przyniosła kres zniewoleniu ludów Europy Środkowo - Wschodniej.
Czy to mało? Czy to nie wystarcza, aby iść własną, polską drogą. Przestać kłaniać się okolicznościom, szukać różnorakich zewnętrznych protekcji. Przestać usłużnie i bezmyślnie otwierać się na to wszystko, co ma stempel inności, rzekomej nowoczesności, postępowości, politycznej poprawności.
Polsce nie przystoi występować w roli papugi, bezkrytycznie otwartej na pseudowartości, jakie ku niej napływają, na zjawiska kulturowe, które zaprzeczają jej drodze, tradycji, etosowi.
Przez nasza ojczyznę płynie porywisty nurt. Nie jest to nurt wody czystej, ożywczej. Niesie wodę mętną, brudną, zainfekowaną rozmaitym śmieciem.
Ten porywisty nurt deprecjonuje, niszczy, rozmywa wartości o które wspierały się polskie pokolenia, deprawuje sumienia, atakuje bezpardonowo Kościół, odmawia mu prawa do uczestniczenia w debacie publicznej, do wypowiadania swego non possums.
Doszło więc do rozerwania tkanki społecznej, do rozerwania wspólnoty narodowej, którą trzeba scalić. Tak zawsze rozumiał swoją powinność Kościół. Scalanie wspólnoty narodu jest powinnością obywatelską, powinnością obywatelskiego sumienia, jest powinnością także nowego Prezydenta, co podjął z odwagą, za co Mu dziękujemy.
Kiedy patrzymy na szereg ustaw, jakie ostatnio, w pośpiechu, w atmosferze przedwyborczej gorączki i szukania poklasku, uchwaliła większość sejmowa, można odnieść wrażenie, że nastąpiło swoiste wypowiedzenie wojny wspólnocie chrześcijańskiej, wartościom, które naród wyznaje i pogłębiło to jeszcze bardziej podział we wspólnocie narodu, w tkance społecznej przez pokrętną etykę i moralność sankcjonowaną prawem. Nas obowiązuje najpierw prawo Boże, prawo naturalne, prawo prawego sumienia.
V. Tak mi dopomóż Bóg
Umiłowani!
To wezwanie scalenia wspólnoty narodu podjął nowy prezydent Andrzej Duda. W święto Przemienienia Pańskiego miała miejsce inauguracja Prezydentury. Przyzwał wspomożenia Bożego, składając wobec Zgromadzenia Narodowego przysięgę iż dochowa wierności postanowieniom Konstytucji, że będzie strzegł niezłomnie godności Narodu, niepodległości i bezpieczeństwa Państwa, a także, że dobro Ojczyzny oraz pomyślność obywateli będą najwyższym nakazem dla jego posługi państwu i narodowi.
Swe pierwsze kroki po zaprzysiężeniu skierował do Archikatedry Świętojańskiej na modlitwę w intencji prezydenckiej posługi.
Do modlitwy, która płynęła z murów warszawskiej świątyni dołączmy naszą modlitwę w intencji rozpoczętej przez Prezydenta Rzeczypospolitej drogi w służbie ojczyzny. To nasza chrześcijańska powinność. Zarówno tych, którzy za takim wyborem głosowali, jak i tych, którzy postąpili odmiennie.
W swym orędziu Pan Prezydent bardzo mocno zaakcentował potrzebę odbudowy polskiej wspólnoty, tak bardzo dziś rozbitej, poróżnionej, popękanej. O tej potrzebie mówi Kościół który jest w Polsce. Który jest po to, aby prowadzić naród drogami zbawienia, a także aby go jednoczyć, goić duchowe rany, budować braterska wspólnotę na Bożym fundamencie prawdy, wartości, szacunku, społecznej miłości, sprawiedliwego prawa.
I jeszcze jedno. Po roku 20, po wojnie bolszewickiej Wincenty Witos z oficerem ochrony i kierowcą wojskowym łazikiem objechał cała Polskę. A jaka to była Polska – rozbita, rozdarta po rozbiorach. Trzeba było zszywać rozdartą szatę narodu i to się udało. Ale historia pisze klęski i zwycięstwa. I tego scalenia trzeba dzisiaj. I Panu Prezydencie, niech się Panu to uda. Bo jedna jest Polska - wielki dar Boga. Przestrzeń naszego życia, narodowej wspólnoty, naszego ziemskiego istnienia.
Kończę kazanie słowami wypowiedzianymi 2 sierpnia przez Ojca świętego Franciszka: „ludzkie dzieje z ich cierpieniami i radościami należy postrzega w perspektywie wieczności, to znaczy w tej perspektywie ostatecznego spotkania z Nim. A to spotkanie rozświetla wszystkie dni naszego życia”.
„Świątynia Boga w niebie się otwarła i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego świątyni” (Ap 11, 19a).
Śpiewamy dziś radosne Magnificat z Maryją.
Została wzięta do nieba, radują się zastępy Aniołów.
Raduj się Polsko, bo to Twoja Królowa. Amen.
Archidiecezja Gdańska