„Do Ciebie Boże wznoszę moje oczy” (Ps123,1)
– słowa z Psalmu, które wspólnie śpiewaliśmy w dzisiejszej liturgii.
Ekscelencjo, Księże Arcybiskupie Metropolito Gdański, który tu, w swej umiłowanej Bobrówce, w kościele pw. Matki Odkupiciela świętujesz 45. Rocznicę Święceń Kapłańskich!
Księże Infułacie, Stanisławie!
Bracia Kapłani, na czele z Księdzem Bogdanem Proboszczem Brzozowskiej Parafii!
Umiłowani w Panu, Siostry i Bracia, którzy w tej Przenajświętszej Ofierze łączycie się w modlitwie z Dostojnym Jubilatem - swoim Ziomkiem, dziękując Bogu za wszystko, co czyni dla naszego zbawienia!
I.
W naszym polskim języku bardzo często używamy słowa „Bóg”. To słowo ma swoją długą historię. Wywodzi się z bardzo starego języka, który uczeni nazywają językiem praindoeuropejskim. Był to język, którym jeszcze w III tysiącleciu przed Chrystusem posługiwały się ludy zamieszkujące ziemie Europy, Azji Mniejszej aż po Indie. Stąd – język praindoeuropejski. To z tego języka nasi słowiańscy praprzodkowie przejęli słowo „bóg”. I za pomocą tego słowa nazywali dobro, szczęście, pomyślność, powodzenie. Od tego słowa tworzyli też słowa pokrewne, jak np. słowo „zbożny”, które przechowało się w pieśni „Bogurodzica”, będącej najstarszym pomnikiem literatury polskiej i pierwszym narodowym hymnem. To w tej pieśni ku czci Matki Odkupiciela jest prośba: „Daj na ziemi zbożny pobyt”, tzn. „daj na ziemi szczęśliwe, pomyślne życie”. Od słowa „bóg” nasi słowiańscy praprzodkowie utworzyli też słowo „zboże”. I za pomocą tego słowa nazywali plony ziemi, czyli to, „co się poszczęściło”. Ale to słowo „bóg” nasi słowiańscy praprzodkowie odnosili też do żywiołów świata, do sił przyrody, które po prostu nazywali bogami. Według ich wierzeń to od sił przyrody zależały szczęście i pomyślność. Dlatego tym siłom przyrody, które nazywali bogami, oddawali religijną cześć. Ale ta religijna cześć rodziła wiele przesądów i była źródłem ustawicznego lęku.
Działo się tak, aż do czasu, gdy na ziemie naszych praojców została przyniesiona ewangelia, dobra nowina o zbawieniu. Stało się tak w myśl polecenia, jakie Pan Jezus dał swoim uczniom w dniu wniebowstąpienia. Powiedział wtedy do nich: „Gdy Duch Święty zstąpi na was i otrzymacie Jego moc, będziecie Moimi świadkami w Jerozolimie, w Judei, w Samarii i aż po krańce ziemi”. I zgodnie z tym Chrystusowym nakazem Ewangelia dotarła na ziemie naszych praojców. W jej świetle poznali prawdziwego Stwórcę i Zbawcę świata. Dostrzegli, że Stwórca i Zbawca jest nieskończonym dobrem, a tym samym źródłem prawdziwego szczęścia. Dlatego przenieśli nazwę „bóg” z sił przyrody na Stwórcę i Zbawcę świata. Poznali, że to Stwórca i Zbawca jest prawdziwym Bogiem, czyli prawdziwym dobrem, szczęściem, źródłem pomyślności i powodzenia. Poznali, że Stwórca i Zbawca – prawdziwy Bóg jest pełen chwały. Do Jego chwały już nic nie możemy dodać. Wyrażamy to w jednej z prefacji, w której powtarzamy słowa: „Nasze hymny pochwalne niczego Tobie nie dodają, ale się przyczyniają do naszego zbawienia”.
I Bóg będąc pełen chwały pragnie się tą chwałą dzielić. Dlatego stworzył aniołów, świat i człowieka. Wpisał w stworzenia blask swojej chwały. Poznając stwórcze dzieła możemy w jakiejś mierze rozpoznawać mądrość, dobroć i piękno ich Stwórcy. A nawet wtedy, gdy człowiek przez grzech oddalił się od Boga, to Bóg nie przestał dzielić się z nami swoją chwałą. Dlatego podjął plan zbawienia, który z wielką konsekwencją wypełnia.
Przez dzieło zbawienia Bóg pragnie dać nam więcej niż w dziele stworzenia. Pragnie dać nam swoje życie, udział w swojej Boskiej naturze, czyli pragnie nam dać wszystko, co potrzebne jest do szczęścia na zawsze. W dziele zbawienia Bóg pragnie nam dać to wszystko, za czym tęskni nasze niespokojne serce. I to zbawcze dzieło, wykonane przez krzyż i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, prowadzi do pełni Duch Święty przez misję Kościoła, która trwa już dwa tysiące lat.
II.
W tę zbawczą misję Kościoła, przed 45 laty został włączony w sposób szczególny, bo na mocy święceń kapłańskich, nasz dostojny Jubilat. Bóg w swoim zbawczym planie prowadzi Go różnymi drogami. Powierza Mu liczne funkcje i zadania na miarę posiadanych talentów, a że talentów ma wiele, to też wiele otrzymuje zadań.
Na początku kapłaństwa był wikariat w Szudziałowie. Potem studia w Paryżu i praca duszpasterska wśród tamtejszej Polonii. Następnie studia na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i na Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie zakończone doktoratem z prawa kanonicznego. Potem wykłady w Seminarium Duchownym, praca w Kurii, a także w Trybunale Arcybiskupim w Białymstoku oraz funkcja dyrektora studium katechetycznego.
W międzyczasie, na zaproszenie Ojca Świętego, brał czynny udział w Synodzie Biskupówpoświęconemu„Rodzinie chrześcijańskiej we współczesnym świecie”. Także i dzisiaj w swoim nauczaniu wiele miejsca poświęca rodzinie, zwłaszcza jej roli w kształtowaniu człowieka. Warto tu wspomnieć cenne spostrzeżenie, jakie zawarł w jednej ze swoich homilii, że „podczas zaborów to w rodzinach katolickich przechowana została Polska”.
Umiłowanie Ojczyzny, troska o jej wolny kształt, były nie tylko istotnymi znamionami pełnionej przez Niego funkcji kapelana "Solidarności" Regionu Białystok, ale objawiły się już wcześniej, jeszcze w czasach liceum w słynnej akcji antysowieckiej, za co przypłacił więzieniem. Jego patriotyzm wyrasta z ducha ewangelii. I cokolwiek mówi, to wie, co mówi. Dlatego nawet jego przeciwnicy, po czasie refleksji, przyznają Mu rację.
W roku 1981 rozpoczęła się dziesięcioletnia praca w Kongregacji Kościołów Wschodnich w Watykanie, i w polskiej sekcji Radia Watykańskiego. W międzyczasie pełnił posługę duszpasterską wśród polskich emigrantów w ośrodku obozowym w Pavonie.
A potem nastał rok1991, a wraz z nim pojawiły się nowe zadania. Został mianowany przez Ojca Świętego Jana Pawła II biskupem polowym Wojska Polskiego. Wojsko w tamtym czasie, to był trudny teren ewangelizacji. Podjął się tego wyzwania z nadzwyczajnym zapałem. W krótkim czasie zorganizował struktury Ordynariatu Polowego. Otworzył nowy rozdział w historii Wojska Polskiego, nadając mu bardziej ludzkie i chrześcijańskie oblicze.„Zastał jałową ziemię, a zostawił kwitnącą łąkę Chrystusowej wiary”(jak wspomina ks. Płk Robert Mokrzycki, proboszcz Katedry Polowej w Warszawie). To tam, a także w świecie polityków, ministrów, prezydentów odnalazł nie jedną owcę, która zginęła.
Następnie przez cztery lata kierował Diecezją Warszawsko-Praską. A od 2008 roku jest Metropolitą Archidiecezji Gdańskiej, której swoją gospodarnością, zmysłem organizacyjnym, pasterską aktywnością nadaje nową jakość.
A jak tu nie wspomnieć, chociaż niektórych dodatkowych funkcji, jakie sprawował i nadal sprawuje.
Między innymi jest konsultorem watykańskiej Kongregacji do spraw Katolickich Kościołów Wschodnich; Członkiem Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski; Współprzewodniczącym Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu, stoi na czele Rady do spraw Środków Społecznego Przekazu. Jest członkiem Komisji ds. Polonii i Polaków za Granicą; członkiem Rady Prawnej i zespołu ds. Kontaktów z Konferencją Episkopatu Francji. Aktywnie uczestniczy w Ogólnopolskim Komitecie Organizacyjnym Obchodów 1050. Rocznicy Chrztu Polski. Jest też delegatem Konferencji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Strażaków, których służbę – jak wiemy - niezwykle ceni i wspiera.
Tak wiele rzeczy i dzieł Bóg dokonuje przez Jego posługę dla dobra Kościoła i naszej Ojczyzny. Trudno je wszystkie zliczyć. A gdyby je wszystkie wymienić, to zajęłoby pewnie kilka godzin. Nie licząc ogromnej spuścizny pasterskiego nauczania, które stało się już przedmiotem naukowych badań, w tym dwóch prac doktorskich.
Trzeba jednak tu też zaznaczyć, że posługa w kapłaństwie Chrystusa to nie tylko sukcesy i oklaski, ale to ciężka praca, nieustanne zmaganie się z różnymi przeciwnościami, do których w minionym roku dołączył także krzyż choroby. Tę Jego walkę dla Chrystusa zdaje się najtrafniej opisywać to, co w drugim czytaniu mówi dzisiaj o sobie św. Paweł: „Mam upodobanie w moich słabościach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny”.
Nasz Jubilat zapytany kiedyś o marzenia, odpowiedział z niezwykłą szczerością: „W życiu kapłańskim osiągnąłem wszystko, poza świętością - do której trzeba nieustannie dorastać”. I dodał: „Ale chciałbym jeszcze zostać sołtysem”.
III.
A teraz, aby nieco odpocząć, nasz Dostojny Jubilacie, przybyłeś tu do swojej umiłowanej Bobrówki, którą tak często wspominasz i o której zawsze mówisz tak, jakby była co najmniej stolicą Polski.
W jednym ze swych wywiadów powiedziałeś: „Ja w tej mojej Bobrówce na Podlasiu nie tyle się urodziłem, co się stałem. Urodzenie to jedno, a wzrastanie to drugie, z zapachem tej ziemi, krajobrazami, kulturą i językiem, które się wszędzie ciągnie ze sobą przez całe swoje życie. Do tego wracam najchętniej i najlepiej tam odpoczywam. Mimo że spędziłem dwa lata we Francji, 14 lat w Rzymie, że znam pół Europy i kraje za oceanem, to dzisiaj mnie nie ciągnie w świat. A do Bobrówki, mój Boże, ciągnie mnie. Do tej zwyczajności. - Tam ludzie są tak szczerzy i dobrzy”.
Nie dziwię się, bo tu jest Twoja kolebka, tu w parafialnym kościele (oddalonym 4 km od Bobrówki) przez chrzest narodziłeś się do wiecznego życia. Tu jest Twój rodzinny dom (tu są groby Twoich Rodziców), tu mieszkają Twoi krewni, sąsiedzi, koleżanki i koledzy, tu ożywają wspomnienia z dzieciństwa. Tu się wychowałeś. Tu jest Twój Nazaret. Ale jakże różni się ten Nazaret od Nazaretu Jezusa. Tu bowiem otwartym sercem przyjęto Jezusa. Świadczy o tym żywa wiara tutejszych ludzi i przywiązanie do Kościoła. Świadczą też te zewnętrzne znaki – liczne przydrożne krzyże i kapliczki, a zwłaszcza ta piękna świątynia, w której teraz jesteśmy.
To życzliwe przyjęcie tutaj Jezusa, z Jego słowem i łaską, przekłada się też na cnotę gościnności, jaką odznaczają się mieszkańcy tej ziemi, dla których rzeczywiście „gość w dom, to Bóg w dom”.
Drogi Jubilacie, Księże Arcybiskupie!
To dzięki swoim rodzicom, tej społeczności, tej małej ojczyźnie, pielęgnowanym tu tradycjom, wierze przodków jesteś, kim jesteś. A jesteś zwyczajnym człowiekiem, takim prawdziwym z krwi i kości, a zarazem w tej zwyczajności jest w Tobie jakaś nieprzeciętność, którą trudno opisać w kilku słowach.
Przyjmij nasze wyrazy uznania!
Przyjmij też nasze najlepsze życzenia!
Niech kapłańska służba przynosi Ci radość i daje poczucie głębokiego sensu życia!
Niech Maryja, Matka Odkupiciela i Królowa Apostołów, wyprasza Ci potrzebne łaski!
Niech nieustannie towarzyszy Ci nadzieja, że prawdziwa pochwała jest w Bogu,
który jest dobrem nieskończonym, szczęściem niewyczerpanym, pomyślnością nieustającą,
powodzeniem bez granic! Amen.
Archidiecezja Gdańska