i zamieszkam w domu Pana po najdłuższe czasy.”
Ps 23,6
Księże Arcybiskupie Tadeuszu,
Czcigodni Księża Infułaci,
Księże Prepozycie Henryku, nasz Gospodarzu,
Prześwietna Kapituło Staroszkocka,
Magnificencjo Księże Rektorze
wraz z Moderatorami i Profesorami
Gdańskiego Seminarium Duchownego
Bracia Kapłani!
Osoby życia konsekrowanego,
Drodzy Klerycy, Kandydaci do święceń Diakonatu,
Drodzy Rodzice i Krewni,
Umiłowani Bracia i Siostry!
1. Pan jest moim Pasterzem
Przed chwilą słyszeliśmy słowa Psalmu 23, głoszącego chwałę Boga jako Dobrego Pasterza. Już w Starym Testamencie rozwinął się obraz Pana prowadzącego Naród Wybrany jak pasterz swoją trzodę. Izraelici podążający do ziemi obiecanej wraz z całym żywym dobytkiem nie wahali się przyjąć tego obrazu, by opisać swoją niezwykła sytuację. Sytuację wybrania i niespotykanej dotąd zażyłości Boga i Jego Ludu.
Słowa natchnione posługując się powyższym obrazem wyliczają konkretne potrzeby, którym zaradzał dobry, odpowiedzialny pasterz. Znajdował on odpowiednie pastwiska dla trzody, by mogła odpocząć i zaspokoić głód, a także zdrową wodę, by gasiła pragnienie. Pasterz decydował o tym, która ścieżka będzie właściwa, dbał o bezpieczeństwo, by zapobiec szkodzie czynionej przez pustynne drapieżniki i leśne wilki, aby trzoda nie uległa uszczupleniu lub rozproszeniu.
Ale wizja Psalmisty wychodzi daleko poza codzienne doświadczenie pracy pasterza trzód. Pojawia się obraz przyjęty później w chrześcijańskiej eschatologii, w nauce o rzeczach ostatecznych, utrwalony poprzez Jezusową przypowieść o uczcie weselnej (Mt 22,1-14), znany już w Księdze Przysłów (Prz 9,1-6). „Stół dla mnie zastawiasz (…) namaszczasz mi głowę olejkiem, a kielich mój pełny po brzegi” (Ps 23,5). Obok obietnic dobroci i łaski Bożej pojawia się także zapowiedź zamieszkania w Domu Pana po najdłuższe czasy (werset 6). W ten sposób Psalm łączy doświadczenie wędrówki do Ziemi Obiecanej z wypełnieniem obietnicy. A Bóg jest tutaj obecny zarówno w drodze, jak i u celu, do którego ta droga prowadzi.
Droga i cel. I my tutaj jesteśmy zarówno u celu, jak i w drodze. Po pięciu latach przygotowań zebraliśmy się, by ośmiu alumnom Gdańskiego Seminarium Duchownego udzielić pierwszych święceń Kościoła Rzymsko-Katolickiego. To moment szczególny. Poprzez Sakrament Święceń staje się bowiem mężczyzna Pasterzem Ludu Nowego Przymierza. W różnym stopniu – zależnie od stopnia święceń. Pasterska odpowiedzialność odnosi się bowiem nie tylko do biskupów czy prezbiterów, ale również do diakonów. Wasze święcenia i nowe obowiązki, jak się przekonacie, w nowy i piękny sposób zbliżą was do naśladowania Chrystusa Dobrego Pasterza. Tego, który Swój Lud – Kościół – prowadzi na Ucztę Eucharystyczną i na Wieczną Ucztę w Swoim Królestwie.
Jakie są te nowe posługi, obowiązki które podejmiecie? Czytania przed chwilą wysłuchane kreślą realistyczny program posługi diakońskiej, która daje podwalinę przyszłej posługi kapłańskiej. Przyjmijcie diakonat całym sercem, ponieważ stając się kapłanem nie przestaniesz być diakonem. Prawdę tę wyraża strój biskupa udzielającego święceń kapłańskich. Do tej liturgii celebrans wdziewa najpierw dalmatykę, a następnie ornat oraz insygnia biskupie, by zaznaczyć, że uosabia wszystkie trzy stopnie święceń, żadnego po drodze nie tracąc i nie umniejszając. Zważcie więc, że dzisiejsza Liturgia Słowa kreśli przed wami bardzo konkretny, trojaki program służby diakońskiej: posługi mądrości słowa, wierności Chrystusowi w Kościele i miłości miłosiernej. Program, jak wspomniałem, na całe życie, nie tylko na ten nadchodzący rok, czy inny czas w drodze do kapłaństwa.
2. Posługa mądrości
„Będąc jeszcze młodym (…) szukałem jawnie mądrości w modlitwie. U bram świątyni prosiłem o nią i aż do końca szukać jej będę. (…) Nakłoniłem tylko trochę ucha mego, a już ją otrzymałem i znalazłem dla siebie rozległą wiedzę. Postąpiłem w niej, a Temu, co mi dał mądrość, chcę oddać cześć” – usłyszeliśmy dziś w zakończeniu Księgi Mądrości Syracydesa (Syr 51,13-17).
Obecni tutaj kandydaci do święceń mają za sobą pięć lat seminaryjnej formacji: intelektualnej, duchowej, duszpasterskiej. Świętując jubileusz 25-lecia kapłaństwa Księdza Rektora naszego Seminarium miałem okazję wysłuchać ciekawego świadectwa jednego z zaproszonych Profesorów Uniwersytetu Gdańskiego. Stwierdził on mianowicie, że w świadomości ogółu zbyt mało obecny jest fakt ogromnego wysiłku naukowego podejmowanego przez Kościół w Polsce. Powinno dotrzeć do społeczeństwa, iż mamy w Kościele niezwykle elitarnie wykształconą kadrę profesorską, która w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, zdobywała wykształcenie na najlepszych uczelniach kościelnych w Rzymie i w innych miejscach naznaczonych wielowiekową tradycją nauczania katolickiego. Tak dzieje się również obecnie. I kiedy Uniwersytet Gdański poszukiwał np. wykładowcy języka i kultury hebrajskiej, to najlepszym kandydatem okazał się nasz Ksiądz Profesor Grzegorz Szamocki. I tak jest w wielu innych dziedzinach – nauk humanistycznych, historycznych, społecznych.
Byłem wdzięczny za te słowa, wypowiedziane ustami przedstawiciela wiodącej uczelni Pomorza. Bo to były słowa prawdziwe. Kościół już w starożytności dbał o sprawne narzędzia interpretacji Słowa Bożego. Tak więc Ojcowie interesowali się nie tylko kerygmatem, niestrudzonym przekazywaniem Dobrej Nowiny ubogim, ale także zgłębianiem języków biblijnych, historii świętej, filozofii pogańskiej, w której odnajdywali furtki prowadzące współczesnych do poznania Odwiecznej Mądrości. Ludzie Kościoła nie stronili także od badań w dziedzinie nauk przyrodniczych i społecznych, także wówczas, gdy istniały one dopiero w postaci zalążkowej.
A co powiedzieć o rozkwicie uniwersytetów – w tym tak zwanym „ciemnym średniowieczu”? Co powiedzieć o tutejszym Kolegium Ojców Jezuitów, tworzącym niepowtarzalną atmosferę wiedzy, obcowania z przyrodą i patriotyzmu? Uczęszczał tu Opat Jacek Rybicki i późniejszy generał – Józef Wybicki – twórca polskiego Hymnu Narodowego. Jak nie wspomnieć wielkich dzieł salezjańskich – owocujących nowożytną koncepcją systematycznego szkolnictwa zawodowego dla warstw najuboższych? Przedwczoraj w sąsiedztwie – w Parafii św. Jana Bosko na Oruni – Księża Salezjanie gościli relikwie swojego Patrona i Założyciela – wielkiego promotora edukacji katolickiej.
Podałem tylko niektóre przykłady. Ale wielki wkład Kościoła w kształtowanie kultury, w edukację społeczeństw nie może być zapomniany. I wy – kandydaci do święceń diakonatu – jesteście tego żywym przykładem, ponieważ zdobyliście wiedzę rozległą i dogłębną. Nie potrzebujecie mieć pod tym względem żadnych kompleksów – o ile daliście z siebie wszystko na wykładach, ćwiczeniach, lektoratach, pisząc i broniąc prace magisterskie. Nie kończy się wasza formacja intelektualna, jak nie kończy się doskonalenie zawodowe lekarzy, inżynierów, służb mundurowych i każdej właściwie branży. Oprócz praktyk duszpasterskich na trzech różnych parafiach czeka w Seminarium, w nowym Roku Akademickim, jeszcze wiele godzin wykładowych. A później kształcenie ustawiczne w ramach Instytutu Stałej Formacji Kapłańskiej. Od najbliższego roku w ścisłej współpracy z Gdańskim Archidiecezjalnym Kolegium Teologicznym w Gdyni.
Po co tyle nauki, tyle kształcenia – może ktoś zapytać? Przecież posługa kapłańska, do której zmierzacie, nie wygląda ani na skomplikowaną, ani na bardzo wymagającą intelektualnie. To tylko pozory. Słowa Psalmu 23 odnoszące się do Dobrego Pasterza Jezusa Chrystusa i do wszystkich Pasterzy Kościoła mówią właśnie o owych „właściwych ścieżkach”. Wraz ze święceniami diakoni otrzymują misję kanoniczną – aprobatę Kościoła – by odtąd mówili Jego głosem. Ci mężczyźni będą odtąd występowali już nie w imieniu wyłącznie własnym, prywatnie, ale w imieniu Kościoła i jego wielowiekowej tradycji.
Nie przyszli znikąd. Nie znaleźli Ewangelii na ulicy, by przeczytawszy jej fragmenty lub całość wygłaszać na temat Bożego Królestwa własne sądy i pomysły. Zostali zakorzenieni w nauczaniu Kościoła, od Soboru Jerozolimskiego do Soboru Watykańskiego II. To są wieki działania Ducha Świętego na umysły i serca wiernych. To przeogromne dziedzictwo, którym teraz będą się dzielić w jedności Urzędu Nauczycielskiego Kościoła z Biskupami i z Biskupem Rzymu. Ale to jeszcze nie całość zadań diakońskich. Czytamy dalej u Syracydesa: „Postanowiłem bowiem wprowadzić [Mądrość] w czyn, zapłonąłem gorliwością o dobro i nie doznałem wstydu. (…) Skierowałem ku niej moją duszę i znalazłem ją dzięki czystości.” (Syr 51,18.20)
3. Posługa wierności
Bracia i Siostry,
„Niech nas uważają ludzie za sługi Chrystusa i za szafarzy tajemnic Bożych. A od szafarzy już się tutaj żąda, aby każdy z nich był wierny” (1Kor 4,1-2).
Wprowadzenie mądrości w czyn wymaga wierności. I to jest właśnie druga z owych posług, o których chcę powiedzieć wobec kandydatów do święceń diakonatu. Bez wierności bowiem mądrość pozostanie tylko teorią lub, co gorsza, teoretyzowaniem. A dziś przemiany domaga się nie tylko intelekt nowowyświęconych, ale także ich konkretna, codzienna egzystencja. Mianowicie podejmiecie – odtąd już na całe życie – zobowiązania do modlitwy brewiarzowej i zachowania czystej bezżenności – celibatu.
Zobaczcie, jak wielkie jest bogactwo Psalmów. Wystarczył jeden, by tak wiele powiedzieć o naszej pasterskiej posłudze. Ale oprócz treści intelektualnych i duchowych, jakie niesie ze sobą Liturgia Godzin – kapłański brewiarz, którego podstawą są Psalmy – pragnę podkreślić kwestię jeszcze inną. Żyjemy bowiem w kulturze niesamowicie wybujałego indywidualizmu, gdzie trudno znaleźć jakiś element spajający więź społeczną. Bo każdy ma wyobrażenie podmiotowości posuniętej do tego stopnia, że każdy jest sobie „sterem, żeglarzem i okrętem”. A z drugiej strony łatwo poddająca się manipulacji stadność, rozproszona odpowiedzialność zbiorowa, niechęć do podejmowania jakichkolwiek wymagających zobowiązań. Kościół mądrze unika obydwu tych skrajności. Nowy Lud Boży Jezusa Chrystusa oferuje współczesnemu światu zupełnie inny model społeczny. Z jednej strony daleko posunięta więź komunii – odpowiedzialności jedni za drugich – w rodzinie, w hierarchii duchownej, w dziełach miłosierdzia. Więź wspólnoty najdobitniej wyrażana przez Sakrament Eucharystii – łamanie tego samego Chleba – Ciała Pańskiego i czerpanie z tego samego Kielicha – Krwi Pańskiej. Z drugiej strony – posunięta do wieczności odpowiedzialność osobista przed Bogiem za swoje zbawienie i duszę nieśmiertelną.
Nie brzmi to łatwo, ale wyraża całą godność właściwą człowiekowi i wspólnocie ludzkiej. I dlatego od dzisiaj podejmujecie zobowiązanie do Brewiarza – codziennej modlitwy Kościoła. Wasza osobista więź z Jezusem Chrystusem – Dobrym Pasterzem – włączona zostaje w więź Jezusa Chrystusa z całym Kościołem – i pomiędzy Jego poszczególnymi członkami. Nigdy już nie będziesz modlił się tylko sam, choćbyś brewiarz odmawiał w zaciszu górskiego szlaku lub w rekolekcyjnej pustelni. Jak w Modlitwie Pańskiej – nie będzie już tylko „Ojcze mój”, ale zawsze „Ojcze Nasz” – jak nauczył nas Boski Mistrz – Jedyny Syn Umiłowany Ojca.
To będzie słodkie brzemię. Nawet po wielu godzinach szkolnej i parafialnej katechizacji, i wieczorze spędzonym do późna na wizycie duszpasterskiej – kolędzie. Nie odkładaj modlitwy na później, choć czasem może i nad tym brewiarzem kiwnie się ze zmęczenia głowa. Tak umiłowani – posługa diakońska, kapłańska i biskupia to jest także konkretna, nieraz nużąca praca – z człowiekiem i dla człowieka – w obliczu Boga i Kościoła. Nie jesteście w niej sami.
Ten sam brewiarz odmawiają diakoni i kapłani w krajach, gdzie za bycie chrześcijaninem przelewa się krew. Niejedna karta brewiarza spłynęła krwią Męczenników. Odmawiają go świeccy, także tam, gdzie bardzo brakuje kapłanów. Brewiarzem modlą się osoby życia konsekrowanego. A ostatecznie – psalmami modlił się – i nie przestaje się wstawiać za nami u Ojca, sam nasz Pan i Zbawiciel Jezus Chrystus.
Drodzy Kandydaci,
Przygotowując się do święceń kapłańskich podejmujecie dziś także zobowiązanie do kapłańskiego celibatu. Zawsze kładłem nacisk, by Ojcowie Duchowni i seminaryjni wychowawcy dużo i dokładnie pouczali alumnów o tym duchowym bogactwie. Wspomniałem już o rozpanoszonym dzisiaj indywidualizmie. Nie myślcie, że wasi koledzy świeccy mają łatwiej wchodząc w związek małżeński. Wyjście poza samotność wymaga wielkiej dojrzałości. Zarówno w małżeństwie, jak i w celibacie. Ileż egoizmu trzeba zwalczyć, ile ofiar ponieść. Jeśli jest miłość do Boga i do człowieka – ona nie szuka swego, nie zazdrości, nie unosi się pychą, nie dopuszcza się bezwstydu (por. 1Kor 13) – tak w małżeństwie, jak i w celibacie. Jedna jest miłość, jedna wierność Bogu.
Dlatego więcej dziś powiedziałem o modlitwie brewiarzowej – bo ona przełamuje indywidualizm, włącza w duchową wspólnotę Kościoła, którego masz być Pasterzem – a więc także Oblubieńcem – w relacji do wielkiej Rodziny Bożej – zwłaszcza ubogich, potrzebujących i zagubionych. Nie przypadkiem niewierność kapłańskiej modlitwie łatwo owocuje także niewiernością ślubom kapłańskiego celibatu. Niech was nie świerzbią uszy różnymi nowinkarskimi usprawiedliwieniami. Każdy penitencjarz w Bazylice św. Piotra powie, że zaniedbywanie brewiarza jest grzechem ciężkim, choćby skutków tego zaniedbania nie było od razu widać. Nie czekajcie na nie. Łączcie się w codziennej, wiernej i ufnej modlitwie z Najwyższym Pasterzem, który do końca was umiłował, z Niepokalaną Matką Kościoła w Jej Magnificat.
4. Posługa miłości
Wiele już powiedziałem o posłudze mądrości Ducha Świętego i wierności Kościołowi. A przecież w ich zakresie, choć niezwykle szerokim, nie wyczerpuje się istota udzielanych dzisiaj święceń. „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej (…) To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję” (J 15,9.12-14).
Posługa diakońska jest w swojej istocie posługą Miłości Miłosiernej. Korzeniami swoimi sięga troski Kościoła Apostolskiego o ubogich, a jednocześnie wynika z potrzeby porządku posług i zadań. Znany jest dobrze fragment Dziejów Apostolskich, opisujący genezę diakonatu: „Wówczas, gdy liczba uczniów wzrastała, zaczęli helleniści szemrać przeciwko Hebrajczykom, że przy codziennym rozdawaniu jałmużny zaniedbywano ich wdowy. "Nie jest rzeczą słuszną, abyśmy zaniedbywali słowo Boże, a obsługiwali stoły" - powiedziało Dwunastu, zwoławszy wszystkich uczniów. "Upatrzcież zatem, bracia, siedmiu mężów spośród siebie, cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości! Im zlecimy to zadanie” (Dz 6,1-3).
Do dziś znane są imiona owych siedmiu mężów pełnych wiary i Ducha Świętego: Szczepana, Filipa, Prochora, Nikanora, Tymona, Parmenasa i Mikołaja (por. Dz 6,5). Dzisiaj was Kościół wzywa po imieniu – do posługi miłości miłosiernej. Jesteście do niej dobrze przygotowani – poprzez kleryckie praktyki w hospicjach, szpitalach, na rekolekcjach dla osób niepełnosprawnych, w parafialnych i diecezjalnych dziełach „Caritas”. Nie przypadkiem wielu laureatów konkursu „Ośmiu Wspaniałych” rekrutuje się z grona Szkolnych Kół Caritas. Obyście byli właśnie jak owych „Ośmiu Wspaniałych” – niestrudzeni w wolnej od miłości własnej miłości bliźniego. Radujcie się, że w ten sposób wasze imiona zapisują się i w diecezjalnych annałach, i w Królestwie Niebieskim.
Wchodząc w sakrament święceń przyjmujecie niezatarte znamię Ducha Świętego – Ducha Miłości. Zadatek Jego darów otrzymany we Chrzcie Świętym, rozwinięty w dojrzałości Sakramentu Bierzmowania rozkwita w Sakramencie Święceń bardziej i obficiej. Kościół potrzebuje i oczekuje od was owocowania tych darów. Wierność na rok przed oczekiwanymi święceniami kapłańskimi nie może być mniej czysta i szczera niż w rok po święceniach. Ona może być zawsze bardziej dojrzała, ale nigdy mniej prawdziwa. Otrzymujecie inkardynację – czyli włączenie w Kościół Hierarchiczny Archidiecezji Gdańskiej. W ten sposób jeszcze bardziej jednoczycie się z waszym Biskupem, z Braćmi Kapłanami i Ludem Wiernym.
Bracia i Siostry,
Widzicie teraz jasno, że ci nasi Bracia wchodzą w rzeczywistość niezwykle doniosłą dla nich samych i dla życia całego Kościoła. Święcenia które otrzymają nie są tylko jakimś mało istotnym etapem, ale podwaliną późniejszego kapłańskiego życia. Niech Maryja, Matka Kapłanów, chroni w każdym z nich to nowe życie: pasterskie, ofiarne, włączone w Kościół Hierarchiczny. Niech prowadzi ich po drogach Archidiecezji Gdańskiej, po drogach nowej ewangelizacji.
„Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał, aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali” (J 15,15-17).
Amen.
Archidiecezja Gdańska