"Mamy więc bracia pewność, iż wejdziemy do Miejsca Świętego przez Krew Jezusa". (Hbr 10,19)
Ekscelencjo Księże Biskupie Ryszardzie,
Księża Infułaci, Prałaci
Magnificencjo Księże Rektorze
wraz z Universitas Gdańskiego Seminarium Duchownego,
Bracia Kapłani, Zakonnicy i Siostry Zakonne,
Poczty Sztandarowe wraz z Przedstawicielami
Ruchów, Szkół i Stowarzyszeń Katolickich
Umiłowani Bracia i Siostry,
Ludu Boży Archidiecezji Gdańskiej,
która wraz z całym Kościołem wchodzi w Rok Wiary,
Przed pięćdziesięciu laty Ojciec Święty bł. Jan XXIII otworzył obrady Soboru Watykańskiego II, zaś 20 lat temu bł. Jan Paweł II ogłosił nowy Katechizm Kościoła Katolickiego. Dzisiaj „Nie możemy zgodzić się na to, aby sól utraciła smak, a światło było umieszczone pod korcem (por. Mt 5, 13-16) (...) Musimy na nowo z chęcią karmić się Słowem Bożym, wiernie przekazywanym przez Kościół, i Chlebem życia, danymi jako wsparcie tym, którzy są Jego uczniami (por. J 6, 51)” (PF 3) – napisał Papież Benedykt XVI w liście Porta Fidei, otwierającym Rok Wiary.
I tak też czynimy. W Dzień Pański zebraliśmy się w Matce Kościołów naszej Archidiecezji by uczynić rzecz najistotniejszą dla naszej wiary: by karmić się Słowem Bożym i Chlebem Życia. By czynić to z chęcią. By jako potrzebujący szukać w tych wartościach koniecznego wsparcia. Potrzebujemy Słowa i Chleba Życia. Bo albo istniejemy jako Uczniowie Jezusa Chrystusa, albo nie istniejemy wcale. Jest to perspektywa radości, a nie przymusu. To rzeczywistość świętych, którzy chodzili naszymi ulicami i męczenników, z których wiary żeśmy się stali wiernymi. To życie Świętego Wojciecha i błogosławionych Męczenników Gdańskich. I milionów wyznawców w skali historii, kultur i epok. Także naszej własnej historii i tożsamości, na drogach Ojczyzny i Pomorza.
1. Wiara jako fundament życia
Wysłuchaliśmy przed chwilą czytań z formularza Mszy Świętej o nową ewangelizację. Zwracają one naszą uwagę na rolę wiary jako fundamentu życia, nie tylko chrześcijańskiego. Św. Paweł w Liście do Hebrajczyków uczy o wierze i nadziei, która wypływa z zaufania do Osoby – do Boga Żywego: „(…) Przystąpmy z sercem prawym, z wiarą pełną (…) Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał obietnicę”. (Hbr 10,22a.23) Zaraz też Autor podkreśla, podobnie zresztą jak św. Jakub, że wiara posiada swój wymiar całkiem praktyczny: „Troszczmy się o siebie wzajemnie, by się zachęcać do miłości i do dobrych uczynków” (Hbr 10,24).
Co istotne, miłość i dobre uczynki wymagają zachęty, ale nie tylko. Laiccy projektanci współczesnej kultury zbyt wiele składają na karb ludzkiej spontaniczności, ekspresji, dowolności. Całe społeczeństwa traktowane są przez świat medialnej rozrywki i tzw. „autorytety” jak rozkapryszone dzieci wychowywane „bezstresowo” i „bez zobowiązań”. Tymczasem rzeczy wielkie, takie jak miłość, a co za tym idzie mądrze świadczone dobro wymagają wysiłku, również intelektualnego, panowania nad emocjami, nad pokusami przebranymi w ideę dobra.
Podam przykład: kilka dni temu wybrani przez nasz Naród przedstawiciele uchwalili, że warto się zająć ochroną życia każdego człowieka poczętego, także wówczas gdy podejrzewa się jego chorobę, słabość. Wynurzyli się polscy posłowie ponad poziom przepaści w górach Tajget, gdzie starożytni Spartanie wyrzucali i uśmiercali co mniej kształtne dzieci. Ujęli się parlamentarzyści za życiem nienarodzonych. Usłużne media zaraz pospieszyły z komentarzem, że to „posłowie bez miłosierdzia”, bo przecież każdy człowiek chory musi być nieszczęśliwy, a tylko szczęśliwi zasługują na życie. Czyż to nie jest myślenie wypaczone? Czy tak ma wyglądać projekt spontanicznego, szczęśliwego świata bez zobowiązań? „Troszczmy się o siebie wzajemnie, by się zachęcać do miłości i do dobrych uczynków” (Hbr 10,24). Jakże inna, jakże ożywcza to perspektywa, pośród ponowoczesnego bełkotu słabego myślenia.
Ochrona życia, choć może i powinna wypływać zarówno z przesłanek nauki, jak i wiary – nie jest kwestią wyznaniową. Tak chcieliby nam wmówić zaślepieni publicyści. Tymczasem człowiek poczęty nie ma wyznania katolickiego, mojżeszowego, prawosławnego, czy islamskiego. Ale ma Stwórcę, który w sumieniu każdego człowieka, w tylu religiach i kulturach złożył prawo: „Nie zabijaj”. Dzięki temu prawu przyszli na świat rodzice tego człowieka, których tak wielu podżega dziś do zabójstwa. Ten głos wybrzmiał najmocniej w życiu Jezusa Chrystusa. Ten, na którego życie od początku czyhał żądny władzy i krwi Herod, który pozbawiony został życia przez światopoglądowo neutralny wyrok Piłata, zmartwychwstał. Pokonał śmierć. I taka jest nasza wiara. Wiara w Zmartwychwstałego Pana Życia. Mocniejsza od śmierci. Niezależnie od referendów i publikacji.
2. Wiara jako dzieło życia
Kiedy ludzie zapytali Jezusa, co mają czynić, by wykonywać wielkie dzieła Boże On im odpowiedział: „Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał” (J 6,28-29) Chodzi więc o sprawę wielkiej wagi. Wiele rzeczy może się w życiu osób i wspólnot po ludzku sądząc nie udać, nie powieść. Ale brak wiary, nadziei i miłości, zwątpienie i rezygnacja wobec prześladowań są klęską totalną. Mówiłem o tym niedawno w Piaśnicy, na grobach pomordowanych Polaków, Żydów, Katolików, ludzi różnych wyznań. Wiara kosztuje. Tożsamość kosztuje. Często przychodzi za nie płacić cenę najwyższą, zwłaszcza gdy świat udziela głosu Herodom i Piłatom naszych czasów.
Jezus nie domagał się dla swych Uczniów jakichś przywilejów, stawiał im wysokie wymagania. A jednak wiedział, że są oni Jego Uczniami i Apostołami nie z powodu jakichś niemożliwych do osiągnięcia zasług, ale dlatego, że w Niego uwierzyli, że się z Nim, choć w sposób niedoskonały, utożsamili. Jezus dopełnia naszą wiarę swoją Ofiarą Krzyża, uobecnianą w każdej Eucharystii. On utożsamił się z nami do końca. Dlatego Jego los jest naszym losem, naszą wiarą i życiem. Stał się losem męczenników i wyznawców przez tysiąclecia chrześcijaństwa, aż do czasów dzisiejszych. Znaczone są te czasy mordami chrześcijan w podzielonym Sudanie, exodusem wyznawców Chrystusa z Iraku i innych miejsc, ogarniętych tzw. „arabską wiosną”. Nie przypadkiem przybył Ojciec Święty z apostolską podróżą do Libanu jak do oazy kruchego pokoju na pograniczu z płonącą Syrią i gotowymi do wojny wschodzącymi potęgami atomowej zagłady.
Także w naszej Ojczyźnie społeczność wierzących jest dzisiaj dyskryminowana. Jak bowiem inaczej zrozumieć fakt, iż reakcją władz na 2,5 mln podpisów za ogólnodostępną telewizją katolicką jest lekceważenie, względnie wrogość i zniechęcanie. Tak należy zapewne odczytać najnowszą decyzję o tym, że „nowi” użytkownicy multipleksu muszą wnosić 150% więcej opłat co ci, którzy już koncesję otrzymali. To tak na wszelki wypadek, gdybyśmy to miejsce dostali, bo przecież ponoć wszyscy obywatele traktowani są równo.
Nie wolno nam „odpuszczać”. Nie wolno się zniechęcać. Prawda ostatecznie zwycięży. Tego właśnie uczy nasza wiara. Bowiem sam Bóg „zbadał przepaści i serca ludzkie i wszystkie ich knowania poznał, albowiem Najwyższy posiada całą wiedzę i przewiduje najdalszą przyszłość. Ogłasza to, co minęło, i to, co będzie, i odsłania ślady ukrytych rzeczy. Żadna myśl nie ujdzie Jego uwagi i nie ukryje się przed Nim ani jedno słowo” (Syr 42,18-20) – słyszeliśmy dziś w pierwszym czytaniu z Księgi Syracydesa.
3. Istota wiary
Czymże jest wiara, o której tak wiele będzie się mówiło w tym nadchodzącym roku? Jest to oparty na zaufaniu stosunek człowieka do Boga. Wiara jest też pewnym depozytem Bożej prawdy niezbędnej do zbawienia - tym w co się wierzy. Ten depozyt dotarł do nas przez wieki, zapisany na kartach Pisma Świętego, w księgach należących do chrześcijańskiej tradycji teologicznej, w orzeczeniach soborów, w wydawanych katechizmach, włącznie z najnowszym Katechizmem Kościoła Katolickiego. Jest także wiara jedną z Cnót Boskich – obok nadziei i miłości. A przede wszystkim jest aktem człowieka – wydarzeniem pomiędzy osobą człowieka i Osobą Boga – pewnym dziełem do wykonania dzięki łasce Bożej, konkretną rzeczywistością życia z Bogiem.
W dzisiejszym drugim czytaniu z Listu do Hebrajczyków Autor nie zawahał się nazwać wiary „pewnością”: „Mamy pewność, iż wejdziemy do Miejsca Świętego przez Krew Jezusa. On nam zapoczątkował drogę nową i żywą, przez zasłonę, to jest przez ciało swoje” (Hbr 10,19-20). Używa także innych mocnych sformułowań: „Trzymajmy się niewzruszenie nadziei, którą wyznajemy, bo godny jest zaufania Ten, który dał obietnicę” (Hbr 10,23). Wiara jest więc jak uchwyt, jak lina alpinisty, od której zależy nasze „być albo nie być”. Wiary trzeba się uchwycić, a więc wymaga ona także naszego wysiłku, współpracy, choć ostatecznie inicjatywa należy do samego Boga. Drugim imieniem wiary jest wierność. To jej wymiar praktyczny. Wierność oznacza stałość, wytrwałość, odporność na zniechęcenie nawet przez tzw. „obiektywne trudności”. Być wiernym w miłości to wytrwać do końca. „Com przyrzekł Bogu przy chrzcie raz dotrzymać pragnę szczerze. Kościoła słuchać w każdy czas. I w świętej wytrwać wierze” – śpiewamy podczas aspersji – pokropienia wodą święconą, która przypomina nasz własny chrzest.
Cenna jest więc Pawłowa uwaga, dotycząca praktykowania wiary. „Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak to się stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem, i to tym bardziej, im wyraźniej widzicie, że zbliża się dzień.” (Hbr 10, 25). O jakim dniu tutaj mowa? O Dniu Pana, o którym liturgia Kościoła śpiewa w przejmującym hymnie Dies Irae, czy też w strofach Te Deum Laudamus – „O w dniu owym racz nas Panie od wszelakiej ustrzec winy”. Bez wskazywania na poszczególne daty można stwierdzić, że dzień powtórnego przyjścia Chrystusa na ziemię zbliża się bezustannie, od czasów Jego pierwszego przyjścia na świat, w chwili Zwiastowania. To ważne przypomnienie, ponieważ nasza chrześcijańska wiara dotyczy zarówno doczesnego życia w jedności z Chrystusem i Jego Kościołem, jak też wiecznego zjednoczenia z Bogiem w Trójcy Świętej Jedynym. Mówi o tym artykuł naszej wiary, nasze chrześcijańskie Credo: „I oczekuję wskrzeszenia umarłych. I życia wiecznego w przyszłym świecie”.
Wiara otwiera nas na przyszłość, na niezniszczalną miłość, na życie wieczne. To zdecydowanie więcej niż perspektywa nakazów i zakazów, do których chce się sprowadzić chrześcijaństwo za pomocą sloganu: „Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę”. Być chrześcijaninem to znacznie więcej, niż nie zabijać, nie kraść i nie cudzołożyć, choć niektórym i to minimum przychodzi z trudem. To znacznie więcej niż zbiór nauk, choćby najwznioślejszych. To Osoba Jezusa Chrystusa, którego miłość nas zbawia, przywracając prawdziwą nadzieję, poczucie godności i sensu życia, otwierając zamknięte dotąd perspektywy.
4. Ku Nowej Ewangelizacji
Dzisiejsza Ewangelia stawia przed naszymi oczyma Jezusa, który „powrócił mocą Ducha do Galilei”, który „nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich” (Łk 4,14-15). Była to pierwsza, najbardziej pierwotna ewangelizacja, początek publicznej działalności Jezusa Chrystusa. Odbywała się ona w mocy Ducha Świętego, z polecenia Boga Ojca. Tak więc w ewangelizację, w głoszenie Dobrej Nowiny, zaangażowana jest cała Trójca Święta. Jest to dzieło Boga, od którego zaczyna się zbawienie człowieka. Kiedy w trzeciej tajemnicy różańcowej światła rozważamy, jak Jezus wzywał do nawrócenia i zapraszał do Królestwa Bożego, to właśnie chodziło o prowadzoną przez Niego ewangelizację. Bo, przypomnę, nauczanie Chrystusa niesie ze sobą wymiar nie tylko etyczny, ale przede wszystkim egzystencjalny. Nie podejmie chrześcijańskiej etyki w duchu wiary ktoś, kto nie doświadczył w niej mocy Ducha, zamiast ciężaru litery Prawa. Wszak przyszedł Jezus „ubogim nieść dobrą nowinę, więźniom wolność, a niewidomym przejrzenie, aby uciśnionych odsyłał wolnymi” (por. Łk 4,18).
Dziś wiele zjawisk nazywa się nową ewangelizacją i mówi się o jej potrzebie. Istnieją nawet szkoły nowej ewangelizacji. Mamy taką również w naszej Archidiecezji. Przystanek Jezus w Żarach też należy do tego dzieła. 1000-lecie chrztu Gdańska odbywało się w Archidiecezji Gdańskiej pod hasłem „Wojciechowe Millenium Nową Ewangelizacją”. W Rzymie trwa Synod Biskupów poświęcony nowej ewangelizacji. Sprawa więc jest chyba dość ważna, doniosła. Ale co to znaczy dla nas? Czym jest ta nowa ewangelizacja? Pośród wielu wyznaczników tej ewangelizacji, jakimi są nowe formy przekazu: towarzysząca muzyka, dramy, kursy rekolekcyjne, zaangażowanie świeckich i działania w pozakościelnej przestrzeni publicznej jeden jest chyba najistotniejszy. Chodzi o specyficzny rodzaj chrześcijańskiego świadectwa. Oczywiście chrześcijańskim świadectwem jest moralne i godne życie dzieci Kościoła. Świadectwem jest również prawe i rzetelne podejmowanie przez chrześcijan obowiązków stanu. Ale czymś nieporównanie „gorętszym” w przekazie jest autentyczne, niemożliwe do pomylenia z czymkolwiek innym doświadczenie obecności Boga w historii własnego życia. Każdy z nas, każdy z ludzi duchownych i świeckich, mężczyzn i kobiet, może się stać ewangelizatorem. Potrzebujemy Sakramentów Kościoła: przyjmowania Eucharystii, poddawania się Pokucie, odnawiania Chrztu i Bierzmowania. Ale by Chrystus mógł się nami posłużyć jako ewangelizatorami potrzebujemy doświadczyć Jego obecności także poza kontekstem sakralnym naszego życia.
I tutaj objawia się genialny zamysł Boga. Ten, że Jezus Chrystus przyszedł głosić Ewangelię ubogim. To znaczy takim, którym brakuje wszystkiego, którzy w żadnej mierze nie czują się nasyceni. Każdy człowiek, nawet najbogatszy i najświętszy jest ubogi. Ale nie każdy człowiek doświadcza tego równie jasno, jak ten któremu brak wszystkiego. Może dlatego łatwiej mówić o swoim doświadczeniu Boga trzeźwym alkoholikom i narkomanom, ludziom po przejściach, samotnym matkom, tym którzy unieśli życie z jakiejś wielkiej tragedii, którzy stracili wszystko, a ocalili człowieka. To, że Bóg tak wielu ludziom oszczędza tego typu doświadczeń nie znaczy, że nie chce być blisko każdego z nas. Być może czujemy się zbyt bogaci we wrażenia, znajomości, w ludzkie zabezpieczenia, aby usłyszeć Jego Głos. Aby ze szczerą prostotą powiedzieć potem zasmuconemu bratu: „Jezus żyje! Spotkałem Go. Odmienił moje życie. Na ciebie także czeka!” Taka jest właśnie nowa ewangelizacja. I taka jest nasza wiara. Nasze Credo, którego chrześcijanie pierwszych wieków uczyli się na pamięć, bo było dla nich wielką pociechą: że „Jezus Chrystus począł się z Ducha Świętego, narodził się z Maryi Panny, ukrzyżowan, umarł, pogrzebion – zstąpił do piekieł, trzeciego dnia zmartwychwstał, wstąpił na niebiosa…”
Najświętsza Maryja Panna nazywana jest Gwiazdą Nowej Ewangelizacji. Ta, która w ubóstwie Nazaretańskiego domu przyjęła z posłuszeństwem wiary Słowo Boga, stała się Matką Wielkiego Zawierzenia. Tak właśnie scharakteryzował Maryję bł. Jan Paweł II na Jasnej Górze, gdy po raz pierwszy odwiedził to sanktuarium jako Namiestnik Piotrowy, 4 czerwca 1979 r. Niech i nasza wiara staje się na wzór Maryi, Pani Jasnogórskiej, Gwiazdy Nowej Ewangelizacji – wielkim zawierzeniem Bogu. Świadectwem żywym i ożywiającym Kościół.
Amen.
Archidiecezja Gdańska