Ekscelencjo Księże Biskupie Polowy Wojska Polskiego!
Pogrążona w bólu Rodzino śp. generała Sławomira Petelickiego!
Przedstawiciele struktur Państwa Polskiego!
Weterani i żołnierze GROM-u!
Bracia i Siostry, uczestnicy Mszy świętej, podczas której Bożemu Miłosierdziu będziemy polecać zmarłego Generała!
Przyszliśmy do katedry Polowej Wojska Polskiego niczym współrodacy Łazarzowych sióstr Marty i Marii, „aby je pocieszyć po bracie”. Chcemy dziś być z tymi, których dotknęła, zasmuciła, boleśnie ugodziła śmierć śp. generała Sławomira Petelickiego – z małżonką Agnieszką, dziećmi, najbliższymi. Wyrazić modlitewną solidarność z ich cierpieniem, które przyszło tak niespodziewanie i nagle. Towarzyszyć ostatniej godzinie ziemskiej drogi zmarłego Generała, którego tak wielu obecnych w tej świątyni znało, wchodziło z nim w różnorodne relacje, także te z których rodziła się przyjaźń i wdzięczność.
I. Bądź mi litościw, Boże nieskończony
W godzinie pożegnania zmarłego tragicznie Generała usłyszeliśmy – utrwaloną przez świętego Jana Ewangelistę Chrystusową proklamację nadziei: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem./Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie” (J 11,25).
Wypowiedział ją Zbawiciel w Betanii, u progu domu Łazarza, człowieka bliskiego Jezusowemu sercu, „już od czterech dni spoczywającego w grobie” (J 11,17), którego tego dnia wskrzesił z martwych. Wypowiedział je wobec Łazarzowej siostry, Marty, która nadchodzącego Jezusa, powitała słowami „Panie gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga” (J 11,21–22).
Tę Chrystusową proklamację wypowiada nieprzerwanie Kościół. Bowiem nadzieja życia wiecznego i wiara w zmartwychwstanie umarłych, stanowi niezbywalny element katolickiego Credo. Ukazuje i uświadamia ostateczny wymiar i sens ludzkiej egzystencji.
W tej Chrystusowej proklamacji nadziei uzewnętrznia się i wyraża cała ziemska droga życia chrześcijanina. Wprowadza na nią sakrament chrztu świętego, który stanowi fundament całego życia chrześcijańskiego. To on wyzwala z ciężaru grzechu pierworodnego, wszczepia w Kościół, wiąże z Chrystusem.
Ileż razy na drodze naszego życia słyszymy słowa św. Pawła Apostoła: „My wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć. Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć, zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie” (Rz 6, 3–4).
„Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem...” Te słowa Zbawiciela nadają ostateczny sens naszej egzystencji. I to nie tylko w wymiarze indywidualnym, także w szerokim spektrum wspólnotowego życia. Jeśliby tak ni było, to wtedy – przytaczam słowa Ojca Świętego Benedykta XVI – „pozbawiony światła wiary cały wszechświat zostaje zamknięty w grobie bez przyszłości, bez nadziei” (z Orędzia na Wielki Post, 2011).
Dziś w to przesłanie chrześcijańskiej nadziei – tej, która zawieść nie może – włączamy drogę życia i godzinę śmierci śp. generała Sławomira Petelickiego.
Miało to życie, tak nagle urwane, wiele barw, odcieni. Nie biegło prostymi drogami. Stanowiło świadectwo polskiej historii. Ludzkich wyborów, decyzji, deklaracji i motywacji. Sławomir Petelicki był przez wiele lat funkcjonariuszem służb komunistycznego systemu. Docenianym, odnoszącym w swej pracy sukcesy, nagradzanym... Nie sposób odpowiedzieć, czy na drogach tamtej służby nie miał moralnych wahań, wątpliwości. Ale kiedy przyszła w 1989 roku nowa rzeczywistość, opowiedział się po stronie wartości, z których powstał dom polskiej wolności. Więcej, począł im z oddaniem służyć. Wiele mediów tę drogę w ostatnich dniach przypomina, roztrząsa, ukazuje. Szuka miary dla tego nieszablonowego życia. Szuka motywów, dla wyjaśnienie jego dróg...
Ale teraz, podczas tej Mszy św. ostatniego pożegnania, patrzymy na drogę zmarłego Generała poprzez Boży pryzmat. Z jego życia wydobywamy i ukazujemy motyw transcendentnej nadziei. Mocny, trwały filar, górujący ponad jego życiem. Jest nim niezniszczalne, nie dające się zetrzeć, znamię chrztu świętego.
To jego obecność dziś w godzinie pożegnania, nasze myślenie kieruje poza próg doczesności, w wymiar życia wiecznego, tam gdzie jest „Bóg miłosierny i litościwy, cierpliwy i bogaty w łaskę i wierność” (Wj 34, 5–6), gdzie króluje Chrystus, który przyszedł na świat, aby człowieka zbawić, a nie potępić. To On w Królestwie Światłości ociera wszelką łzę, i daje życie, które jest w Nim (por J 5,26).
Więc co możemy dziś, jako wspólnota wiary, uczynić wobec naszego brata Sławomira, wkorzenionego poprzez chrzest święty, w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa?
Jest powinnością Kościoła – modlić się za tych, co pomarli, upraszać, aby Bóg bogaty w miłosierdzie ofiarował im łaskę odkupienia, przebaczenia, dar Ducha miłości. Wobec naszej wspólnoty wiary, wobec Chrystusa Eucharystycznego, dla którego podczas Komunii świętej tej otworzycie bramy waszych serc, wypowiadam – skierowane ku Bogu Miłości i Miłosierdzia, słowa prośby, skruchy i zawierzenia:
Bądź mi litościw, Boże nieskończony
Według wielkiego miłosierdzia Twego
Według litości Twej niepoliczone
Chciej zmazać mnóstwo przewinienia mego.
To modlitwa zmarłego generała Sławomira!
To modlitwa każdego z nas – słabego i grzesznego! To modlitwa naszej nadziei!
II. Pośrodku życia w śmierci jesteśmy
Umiłowani!
W Bazylice Mariackiej w Gdańsku, na pomniku, który utrwala pamięć naszych Braci i Sióstr, którzy 10 kwietnia 2010 roku zginęli pod Smoleńskiem, w drodze do Katynia, widnieje łacińska sekwencja zaczerpnięta z Mszału rzymskiego: Media vita in morte sumus – Pośrodku życia w śmierci jesteśmy.
Przychodzi taka nagła godzina: pośród porządku dnia, powszednich zdarzeń. Nagle, w jednej chwili, zamyka się to, co stanowiło esencję życia, jego porządek, sens. Znikają hierarchie wartości, zobowiązania, powinności, plany... Jak w tamto pamiętne dla bliskich Pana Generała popołudnie, dnia 16 czerwca, kiedy zatrzasnęła się tak nagle, tak dramatycznie, księga jego żywota.
Pozostało bolesnej, jątrzące pytanie: dlaczego? Pytanie, które dręczy i nie daje spokoju.
Media vita in morte sumus – Pośrodku życia w śmierci jesteśmy. To z takich śmierci – dramatycznych, niespodziewanych – których wiele w dziejach człowieka, zrodziła się błagalna suplikacja. „Od nagłej i niespodziewanej śmierci, wybaw nas Panie”. Niedawno rozbrzmiewała na ulicach naszych miast podczas procesji Bożego Ciała.
Z takiej śmierci – nagłej i niespodziewanej – płynie dla naszego życia katecheza, Aby być gotowym na wezwanie Tego, który jest Panem człowieczego życia. Nawet wtedy, kiedy śmierć przychodzi, jak złodziej pośród nocy. Bo nikt przecież nie zna dnia, ani godziny, kiedy czas naszego doczesnego życia, osiągnie swój kres, zanurzy się w wieczności.
Wobec dramatu śmierci trzeba stanąć w prawdzie naszej wiary. A ta prawda mówi, że Panem naszego życia i naszej śmierci jest Bóg. To On w swych dłoniach trzyma nici naszego żywota. Przypomina nam o tym Apostoł Paweł w pierwszym czytaniu. „Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie: jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana, jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana I w życiu więc i w śmierci należymy do Pana” (Rz 14, 7–8).
My, chrześcijanie, doświadczenie śmierci mamy przyjąć w duchu wiary. Niech płyną łzy, niech serca ogarnia smutek. Przecież sam Jezus zapłakał na wiadomość o śmierci Łazarza. Ale niechaj nie przysłaniają perspektywy nadziei.
W prefacji dzisiejszej Mszy świętej usłyszymy słowa, przepełnione tonem transcendentnej nadziei: Życie Twych wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy”.
Niesie nam taką nadzieje św. Paweł Apostoł: „Wiemy bowiem, że jeśli nawet zniszczeje nasz przybytek do¬czesnego zamieszkania, będziemy mieli mieszkanie od Boga, dom nie ręką uczyniony, lecz wie¬cznie trwały w niebie” (2 Kor 5,1). Zachęca do niej – słyszany podczas dzisiejszej Mszy świętej Psalmista: „Wierzę, że będę oglądał dobra Pana/w krainie żyjących (Ps 27, 14).
Rozbrzmiewa tą nadzieję Kościół, zanosi niemilknące przesłanie światu, narodom, wspólnotom. Bowiem „Współudział z Chrystusem w tym życiu przygotowuje nas do pokonanie granicy śmierci, aby żyć bez końca w Nim (Benedykt VI, Orędzie na Wielki Post, 2011).
III. Już znają prawdę tego przesłania
Umiłowani!
Każda śmierć kieruje spojrzenie ku temu, który od nas odchodzi, aby za progiem wieczności stanąć w prawdzie życia wobec Tego, który jest Panem Żywych i Umarłych.
Biegną dziś takie spojrzenia ku generałowi Petelickiemu. Szczególnie tych, dla których był osobą bliską. Budzą sie wspomnienia, powracają obrazy, słowa, sytuacje – kadry minionego życia... To z nich poczyna się wyłaniać prawda o człowieku i o jego drodze. Jeszcze pewnie za wcześnie – mówiłem już o tym – aby ją w pełni objaśnić, rozpoznać, zrozumieć...
Do tego obrazu człowieka, którego dziś żegnamy, mogę dołączyć jeden wątek. Przyszedł do mnie, któregoś dnia, aby uporządkować swoje zaniedbane przez lata chrześcijańskie życie, aby dać świadectwo wiary. Pani Agnieszce i jemu udzieliłem sakramentu małżeństwa. To był duszpasterski rezultat tamtego spotkania, rozmowy, otwartości serca...
Błogosławiony Jan Paweł II postawił mnie – jako Biskupa Polowego Wojska Polskiego – na czele odradzającego się Ordynariatu Wojska Polskiego w szczególnym, długo oczekiwanym momencie, kiedy Wojsko Polskie i inne służby mundurowe poczęły być przywracane narodowi. Zrzuciły balast ideologii komunistycznej i wojskowej doktryny, nastawianej na konfrontację z zachodnimi demokracjami Chrystus przekroczył bramy koszar i instytucji wojskowych, księża kapelani rozpoczęli posługę w szeregach wojska.
A także objawiło sie coś niezwykle pięknego: swoisty podziemny Kościół katakumbowy, powrót wojska, tego zawodowego, ku Chrystusowi, ku wierze. Jednanie z Bogiem oddalonych przez lata żołnierskich, oficerskich serc, klimat przyjaźni i akceptacji dla posługi kapelanów.
Był to też czas powrotu do tradycji oręża polskiego, tych przez lata nieobecnych, spychanych w cień. Wojna 1920 roku, Armia Krajowa, Powstanie Warszawskie, powojenne podziemie antykomunistyczne. Nawiązywanie przez Wojsko Polskie więzów ze środowiskiem kombatantów polskich dróg do Niepodległej. Budowanie nowej tożsamości wojska pozostającego na służbie narodu.
W takim kontekście biegła służba gen Petelickiego – oficera III Rzeczypospolitej. „Dobry człowiek z dobrego skarbca wydobywa dobre rzeczy” (Mt 12, 35). To słowa Chrystusa, które wypowiedział w swej nauce o grzechu przeciwko Duchowi Świętemu. Wiemy, jaka szczególna wartość spoczywała w skarbcu serca, życia, służby gen. Sławomira Petelickiego.
Jednostka GROM – jego dzieło. Był jej dowódcą w latach dziewięćdziesiątych. Zorganizowana przy pomocy amerykańskich sojuszników, przeznaczona do zadań specjalnych, wymagających niezwykłego profesjonalizmu, perfekcji, odwagi, determinacji. Uznawana za jedną z czterech najlepszych formacji na świecie. Znana z brawurowych akcji, choćby z tej w Bagdadzie, kiedy uchroniła i ewakuowała zagrożonych, zdekonspirowanych amerykańskich agentów wywiadu. Jednostka w służbie ochrony światowego pokoju, kiedy stała się częścią składową Wojska Polskiego.
Są zapewne pośród nas weterani GROM-u, dawni podkomendni gen. Petelickiego – nazywał ich swymi synkami. Przyszli pożegnać swego dowódcę, złożyć mu ostatni meldunek, podziękować za serce, które włożył w organizacje oddziału, jego szkolenie, funkcjonowanie, troskę, jakiej im nie szczędził, także wtedy, kiedy juz przestał być ich dowódcą.
Zabiegał Generał, aby ta nowa, specjalna jednostka odnalazła swoją historyczną tożsamość, oparcie w tradycji oręża polskiego... Był entuzjastą gen. Stanisława Sosabowskiego, dowódcy Samodzielnej Brygady Spadochronowej, która swą księgę żołnierskiej chwały zapisała w czasie desantu pod Arnhem. Żył legendą cichociemnych, najdzielniejszych z dzielnych, zrzucanych na terytorium okupowanego kraju, oficerów pierwszej linii podziemnego frontu. Ich imię – Cichociemnych Skoczków Armii Krajowej nosi GROM.
Był obecny w polskim życiu społecznym, politycznym. Dawał o sobie znać. Potrafił iść pod prąd obiegowym opiniom, dyktatowi politycznej poprawności, grze pozorów. Nie pora, aby wchodzić w szczegóły...
Dziś nadeszła godzina pożegnanie Generała. Godzina modlitwy w jego intencji. Godzina myśli o jego życiu, jego drodze. Godzina naszej chrześcijańskiej solidarności z najbliższymi. Niech Matka Miłosierdzia osuszy ich łzy, przygarnie do swego Serca, przyniesie pociechę.
Za chwilę w sakramencie ołtarza stanie miedzy nami Chrystus, dobry jak chleb, Pan życia wiecznego... To On rozrządzi i osądzi życie i czyny gen. Sławomira Petelickiego. Wierzymy, ze uczyni to, „wedle wielkiego miłosierdzia Swego”.
A wam, Bracia i Siostry, uczestnicy tego pogrzebu, przypominam raz jeszcze przesłanie chrześcijańskiej nadziei – na umocnienie waszych dróg, na umocnienie wspólnoty z tymi, którzy nas poprzedzili na drodze ku wieczności. Oni już znają prawdę tego przesłania:
Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem.
Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie (J 11,25).
Amen.
Archidiecezja Gdańska