Czytania:
Iz 58,7–10;
1 Kor 2,1–5;
Mt 5,13–16
„Ja jestem światłością świata, kto idzie za Mną, będzie miał światłość życia!” (J 8,12 b)
Bracia kapłani z ks. kanonikiem Adamem Zdrojewskim, proboszczem parafii pw. Świętego Kazimierza Królewicza w Gdańsku-Zaspie!
Drogie siostry zakonne, szczególnie ze Zgromadzenia Sióstr Wspólnej Pracy od Niepokalanej Maryi, od lat posługujące z oddaniem w tej parafii!
Wspólnoto parafialna gromadząca się w tej pięknej świątyni na Eucharystii, otwierająca swoje serca na Słowo Boże!
Rodacy, rozproszeni po świecie, jednoczący się dzięki Telewizji Polonia z naszą modlitwą, która płynie ku Bogu ze starożytnego Gdańska, dokąd szczep wiary przyniósł przed tysiącem lat św. Wojciech, patron naszej Ojczyzny!
Umiłowani w Panu
I. Ja jestem światłością świata!
Światło Chrystusa – jedyne światło, które nie zna zmierzchu! Nieśliśmy tamtego dnia światło Chrystusa do naszych domów. Osłanialiśmy drżący na zimowym wietrze płomień niesionych gromnic.Światło Chrystusa i znak Maryi, Orędowniczki i Pośredniczki. To przecież Ona – jak na znanym obrazie Piotra Stachiewicza – zapaloną gromniczną święcą odpędza zgraję wygłodniałych wilków – symbolizujących zło, nieszczęście, gromy, pożary... „Ja jestem światłością świata, kto idzie za Mną, będzie miał światło życia! (por. J 8,12 b) – słowa Chrystusa, przywołane w śpiewie przed Ewangelią, stanowią przewodni motyw V niedzieli zwykłej roku liturgicznego – czytań, świętej liturgii, modlitwy.
Pierwsze z czytań – zaczerpnięte z Księgi proroka Izajasza – wskazuje jedną z dróg prowadzących ku temu duchowemu światłu – światłu życia, którym Chrystus obdarza tych, którzy z czystym sercem idą za Nim. To światło dobrych uczynków. Jego blask płynie od naszych serc, kieruje się ku temu, który potrzebuje pomocy. Dotknęło go bowiem cierpienie i bieda, która ma różne oblicza: choroby, bezrobocia, niezaradności sędziwego wieku. To apostolstwo czynnej miłości – wiemy to dobrze – wpisane jest w naturę Kościoła. Jest obecne na jego drodze od samego zarania, od pierwszych gmin chrześcijańskich zakładanych przez apostołów. Stanowi czytelny znak jego zbawczej misji tak mocno odciśniętej w dziejach ludów i narodów. Z pokolenia na pokolenie uczniowie Chrystusa dzielą swój chleb z głodnymi, wprowadzają do swych domów zbłąkanych tułaczy, odziewają i wspomagają tych, którym niekiedy wszystkiego brakuje (por. Iz 58, 7). To droga duchowej dojrzałości i autentyzmu chrześcijańskiego. Dla tych, którzy nią idą duchowe światło „wzejdzie jak zorza” (Iz 58,8), doznają łaski Boga, spocznie na nich pełna chwały obecność Pana.
II. Miłość nie żąda poklasku
Umiłowani! Współczesny świat w rozmaity sposób, w różnej skali, i z różnymi rezultatami podejmuje działalność opiekuńczą i pomocową. Podejmują ją – w różnym zakresie – struktury państwa. Wydawać by się mogło, że to ich powinność wpisana w istotę państwa – wspólnotę obywateli. Ale na zakres tych działań, ich dynamikę, skalę przeznaczonych na nie środków, mają wpływ inne czynniki: program sprawujących władze ugrupowań, ich filozofia rządzenia, poglądy na sposób funkcjonowania państwa, jego zadania i powinności. Wystarczy przywołać spór, jaki toczą od kilku lat w naszej ojczyźnie dwa największe ugrupowania politycznych o to jaka ma być Polska? Czy Polska solidarna, czy Polska liberalna?
Działalność skierowana ku bliźniemu w potrzebie stanowi program rozmaitych fundacji, stowarzyszeń, ruchów, akcji. Żyjemy w epoce zbiórek, apeli, inicjatyw. Niektóre z nich wspierają opiniotwórcze media. Nadając im szeroki rezonans, a co za tym idzie skuteczność. Niestety, niektóre z nich kontestują chrześcijański porządek moralny, służą antywartościom, wprowadzają moralny zamęt. Ale wiele z nich przecież wyrasta z autentyzmu i wrażliwości ludzkich serc. Zdaliśmy dobrze egzamin jako naród w dniach ubiegłorocznej powodzi, która nawiedziła południową Polskę. Od poszczególnych ludzi, różnych struktur, także kościelnych, od Caritas, od parafialnych wspólnot, płynęła pomoc na dotknięte nieszczęściem obszary. Także z Archidiecezji Gdańskiej do ogarniętych powodzią okolic biskupiego Sandomierza.
Aby ta miłość miłosierna, aby to światło dobrych uczynków świeciło niezafałszowanym musi zostać spełniony podstawowy warunek. Trzeba ze swego serca usunąć owo „jarzmo”, o którym mówi prorok Izajasz – egoizmu, interesowności, pragnienia poklasku i społecznego uznania za swoje charytatywne czyny. Wyzbyć się postawy „grożenia palcem”, przewrotności serca i mowy. Bo miłość nie żąda poklasku, nie do twarzy jej w blasku jupiterów i szumie telewizyjnych kamer. Także dziś, w XXI wieku, kiedy tyle ludzkich spraw rozgrywa się na oczach świata, trzeba pamiętać o słowach Chrystusa: „Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu odda Tobie (Mt 6,1–5).
Dla naszego „tak” powiedzianego Chrystusowi, dla naszego publicznego świadczenia o Nim, nie musimy używać narzędzi retoryki i dialektyki, nie musimy „błyszczeć słowem i mądrością” (1 Kor 2,4), naginać się do norm i wyzwań świata, który – obserwujemy to – bardzo sobie ceni „uwodzące przekonywanie słów”. Słów, które często nie wyrażają mądrości, ale jedynie doraźne, płytkie interesy. Mówi o tym święty Paweł Apostoł w Pierwszym Liście do Koryntian. Pokazuje inny sposób świadectwa: przylgnięcie do Chrystusa ukrzyżowanego, świadomość mocy Boga obecnego i działającego w ludzkiej historii. Podążanie jego drogą, z Nim i za Nim.
Nasze dobre uczynki – jeden z elementów w naszej chrześcijańskiej drogi, która jest dziejowa drogą naszej ojczyzny – nie powinny być adresowane tylko do materialnej strony życia, ale także dotykać ran ludzkich serc. Święta Siostra Teresa z Kalkuty, która na ulicach dalekiej Kalkuty była świadkiem Chrystusa pośród ludzkiej nędzy i nieszczęścia, wypowiedziała niegdyś znamienne słowa: „Najgorszą chorobą nie jest trąd czy gruźlica, ale świadomość, że jest się nikomu niepotrzebnym, przez nikogo niekochanym, przez wszystkich opuszczonym”.
To wielkie wyzwanie i skaza naszych czasów – sieroctwo, samotność, opuszczenie niekiedy pośród wspólnoty z którą niekiedy szło się przez życie.
To dobrze, że w waszej parafialnej wspólnocie powstał przed laty Dom Opieki „Złota Jesień” przeznaczony dla osób starszych i chorych. Jedno z dzieł miłości miłosiernej. Jedno z tych dzieł – spotkamy je na naszych gdańskich drogach – w których, jeśli się w nie sercem wsłuchać, słychać głos Boga: „Oto jestem” (Iz 58,7–10). Oto jestem z wami: „Bo byłem głodny a daliście mi jeść (...) Byłem chory a odwiedziliście mnie Mnie (Mt 25,35,–36).
III. Bo nie jest światło by pod korcem stało
Umiłowani! Mówi psalmista: Pan „wschodzi w ciemnościach jak światło dla prawych, łagodny, miłosierny i sprawiedliwy” (Ps 112,4). A kto to są ludzie prawi? „Ścieżka prawych – to światło poranne, wschodzi – wzrasta aż do południa” (Prz 4,18). To ludzie duchowego ładu, wewnętrznego porządku serca i sumienia, świadomi, że życia nie można zmarnować, ponieważ jest wielkim darem i zadaniem od Boga otrzymanym. To do ludzi prawych, wiernych Chrystusowi, Jego misji, Jego przykazaniom, Jego Ewangelii, odnoszą się słowa naszego Pana z Kazania na Górze. „Wy jesteście solą ziemi” (Mt 5, 13) ... „Wy jesteście światłem świata” (Mt 5,14).Metafora soli i światła...
Sól – nadaje potrawom smak, niektóre z nich konserwuje. Niezbędna, niezwykle cenna w życiu człowieka, szczególnie niegdyś, kiedy nie znano dobrodziejstwa lodówek, chłodziarek , zamrażarek. I światło – świecy, łuczywa, kaganka. lampy oliwnej ogniska, w naszych czasach elektrycznych żarówek i świetlików. Światło rozpraszające mroki nocy. Sól ziemi i światło świata. Trudno sobie bez nich wyobrazić ludzkie życie. Wnosi w nie wartości pozytywne. Tworzy poczucie bezpieczeństwa, jest znakiem ładu. Jeśli ich zabrakło, życie stawało się uciążliwe, nieznośne, przygnębiające. Jak długo można spożywać niesolone potrawy? Jak długo można przebywać w mroku?
Sól ziemi i światło świata. „Wy jesteście solą ziemi ...” „Wy jesteście światłem świata” – mówi Chrystus do swoich uczniów. Kiedyś było inaczej: „Niegdyś bowiem byliście ciemnością, lecz teraz jesteście światłością w Panu; postępujcie jak dzieci światłości! (Ef 5,8–14). To On, nasz Pan, Jezus Chrystus jest światłością, która „oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi” (por J 1,4), to On czyni nas solą ziemi i światłością świata. A skoro tak jest, to naszą powinnością, jest dawanie świadectwa o Chrystusie. Rozświetlanie dróg, które prowadzą ku Niemu, szczególnie tym, którzy zbłądzili, weszli w krainę ciemności.
Pisał przed laty Cyprian Norwid: „Bo nie jest światło, by pod korcem stało, ani sól ziemi dla przypraw kuchennych”(Promethidion). To światło, które Jezus zapala w nas, ma płonąć na wysokim świeczniku naszego życia. Ma rozświetlać mrok, niczym światła miasta położonego na wysokiej górze, które widać z oddali. Ma zwyciężać ciemność, która ogarnia niekiedy ludzkie serca, struktury życia, także dzieje naszego narodu. W poprzednim stuleciu ogarnęła je ciemność okupacji hitlerowskiej i sowieckiej, później ciemność politycznego i ideologicznego zniewolenia. Boże światło przecież wtedy nie zgasło. Rozświetlało tyle ludzkich serc, wiernych, prawych tradycjom ojczystym, Chrystusowi, Matce. Jaśniało światłem nadziei to niezwykłe miejsce położone na górze: klasztor Jasnogórski. Przyciągało ku sobie tysiące, umacniało moc ducha, podtrzymywało nadzieje, utwierdzało duchową pewność, że polski naród ma Matkę, Królową Polskiej Korony, która nas zna, która prowadzi – drogami światła – do Syna.
To do wspólnoty Kościoła – rozświetlonego miasta na górze świata – odnieść można słowa św. Piotra Apostoła „Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym tym, ludem Bogu na własność przeznaczonym, ,,abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła” (1 P 2,9).
Obyśmy dochowali wierności drodze, jaką wyznaczył nam Pan. Oby sól, jaką uczynił nas Chrystus, dla ziemi, nie utraciła swego smaku. Bowiem wtedy „nie nadaje się ani do ziemi, ani do nawozu, precz się ją wyrzuca” (Łk 14,34–35).
IV. Byliśmy świadkami Jego życia
Umiłowani! Święty Paweł Apostoł w Pierwszym Lisie do Tesaloniczan przypomina: „Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia. Nie jesteśmy synami nocy ani ciemności” (1 Tes 5,5). Dzieje Kościoła rozświetla to światło płynące od ludzkich serc czerpiących moc i nadzieję od tamtego blasku, który bije od Chrystusowego Krzyża, od pustego grobu w poranek Zmartwychwstania. Kościół zatrzymuje się przy wielu z nich. Ukazuje ich życie, pobożne, rozświetlone blaskiem wierności i przyjaźni z Chrystusem. Ze czcią nachyla się nad ich męczeńska krwią przelaną w imię Chrystusa. Wynosi ich do chwały świętych i błogosławionych. Aby byli dla Kościoła, dla wspólnoty wiary, niczym to miasto położone na górze, jaśniejące w mrokach nocy światłem swych domów.
Takim światłem jaśnieje od wieków patronka dzisiejszego dnia, święta Dorota z Cezarei, córką rzymskiego senatora, zamęczona podczas prześladowań chrześcijan za cesarza Dioklecjana w 304 roku. Jaśnieje nim patron waszej parafii święty Kazimierz Królewicz, wzór pobożnego, idącego drogami Chrystusa władcy chrześcijańskiego. Związany swym życiem z królewskim Krakowem, z Radomiem, z Wilnem, z historią dwóch narodów: polskiego i litewskiego. Doznaje czci w archikatedrze wileńskiej pw. Świętego Stanisława Biskupa i Męczennika. Tam spoczywają jego doczesne szczątki. Obecny mocno w sercach tych wszystkich, co pochodzą od wileńskiej strony. Wielu z nich, po utracie swej najściślejszej, kresowej ojczyzny, odnalazło nowe miejsce na ziemi tu, w Gdańsku, na Pomorzu.
Umiłowani! Oczekujemy z radością na ten nieodległy dzień, niedzielę Miłosierdzia Bożego, kiedy do chwały błogosławionych zostanie wyniesiony Sługa Boży, nasz umiłowany Ojciec Święty Jan Paweł II. Byliśmy świadkami Jego życia, adresatami Jego nauczania, szliśmy wraz z nim drogą nadziei, która zawieść nie może. Otwierał dla Chrystusa bramy ludzkich serc w tylu miejscach świata. Raduj się, wspólnoto z Gdańska-Zaspy. Z pamiętnej stacji trzeciej pielgrzymki do Ojczyzny w dniu 12 czerwca 1987 roku. Wielu z was pamięta dobrze tamten dzień. Modlitwę wielotysięcznej wspólnoty do Tego, który umiłowawszy wszystkich, do końca ich umiłował (por. J 13,1), tamtą liturgię, która mówiła o odnowie i wyzwoleniu człowieka, tamtą pamiętną homilię. Mówił wtedy Jan Paweł II – mówił o Was i za Was – o polskiej pracy, o podjętym w 1980 roku w Gdańsku, na Wybrzeżu Bałtyckim, wysiłku, „zmierzającym do tego, by ludzkiej pracy przywrócić jej pełny wymiar osobowy i społeczny”, o potrzebie międzyludzkiej i społecznej solidarności, którą najpełniej wyrażają słowa św. Pawła Apostola: „Jeden drugiego brzemiona noście”(Ga 6,2). Obecność Jana Pawła II na gdańskiej Zaspie. Wielkie wydarzenie w historii waszej dzielnicy, w historii Gdańska i archidiecezji. Trzeba je utrwalać, do niego wracać, a niebawem prosić nowego błogosławionego o wspomożenie w rozwiązywaniu wielu problemów polskiej pracy, o których dobrze wiecie, których jesteście świadomi.
Kończę już, bracia i siostry. Ponieście w wasze życie, do waszych domów, do waszych wspólnot pracy i nauki, słowa Chrystusa, które skierowane są każdego z nas, Jego wyznawców: „Niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5,16). „Wszyscy wy bowiem jesteście synami światłości i synami dnia (1 Tes 5,5). Dziećmi Wszechmogącego Boga, świadkami i uczniami Chrystusa, Boga Żywego, dobrego jak chleb. Otwórzmy nasze serca, nasze życie całe na Jego słowa: „Ja jestem światłością świata, kto idzie za Mną, będzie miał światłość życia! (J 8,12 b)
Podążajmy za tą światłością! Amen.
Archidiecezja Gdańska