ani żałoby, ani krzyku, bo pierwsze rzeczy przeminęły”
- mówi Księga Apokalipsy w dzisiejszej liturgii (Ap 21.4).
Ekscelencjo, Księże Arcybiskupie Tadeuszu,
Księże Biskupie Ryszardzie,
Drodzy Bracia w kapłaństwie ze mną współkoncelebrujący,
Panie Prezydencie Najjaśniejszej Rzeczpospolitej,
Panie Wojewodo, Panowie Marszałkowie,
Panowie Prezydenci Gdańska, Sopotu i Gdyni,
Parlamentarzyści, Posłowie, Senatorowie,
Drogie Rodziny Poległych,
Czcigodne Poczty Sztandarowe,
Droga Młodzieży - szczególnie Wy, Harcerze,
Bracia i Siostry, Mieszkańcy Gdańska, Wierni naszej Archidiecezji.
1. „I otrze z ich oczu wszelką łzę”
„...Śmierci już odtąd nie będzie, ani żałoby, ani krzyku, bo pierwsze rzeczy przeminęły” ... oby tak było.
Wczoraj przyszliśmy do Katedry Oliwskiej z potrzeby serca. Przyszliśmy, aby wyrazić naszą solidarność w tej wielkiej narodowej tragedii z ich rodzinami i bliskimi i wobec Głowy Państwa, dwóch Prezydentów, prezydenta Lecha Kaczyńskiego z Małżonką i prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego. W tym duchu dziś wznosimy naszą modlitwę w Archikatedralnej Bazylice Mariackiej w Gdańsku i mówimy, modlimy się i prosimy: „Boże, uwolnij moje serce od smutku, wyzwól mnie od udręki. Spojrzyj na mój ból i utrapienie” (Ps 25, 17-18).
Spójrzmy na Polaków, tak wrażliwych na ból i cierpienie, rozmodlonych. Popatrzmy na te lampy i na kwiaty. To już drugi dzień jak pozostajemy wciąż pod wrażeniem tej śmierci: nagłej, niespodzianej, tragicznej, zaskakującej. Śmierć ta, która jest dla nas wszystkich, dla Polski nie tylko szokiem, wstrząsem. Jeszcze wciąż płyną łzy wielu, których dotknęła. Szczególnie w domach najbliższych. Przed tyloma z naszych braci i sióstr w dzisiejszy sobotni poranek nagle otworzyła się wieczność.
„Dlaczego akurat oni? Dlaczego teraz? Dlaczego w tym miejscu kaźni? Dlaczego w takich okolicznościach?” – to pytanie, które z ust do ust jest przekazywane. „A gdzie był Bóg ...? – pyta małżonka ministra Szmajdzińskiego. Pani Małgorzato - Bóg jest i był tam. Wczoraj cytowałem słowa siostry Łazarza: „Panie gdybyś tu był mój brat by nie umarł?” (J 11,21). Słowa żalu, wyrzutu - ... a jednak.
„Pośrodku żywota w śmierci jesteśmy”. Dzisiejsze czytanie z Księgi Apokalipsy mówi: „I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie „Bogiem z nimi”, i otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie” (Ap 21, 3-5a). „I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie” (Ap 21,4), bo zabłysła dla nas i dla Niego nadzieja chwalebnego zmartwychwstania (por. Prefacja o zmarłych), którą ofiarował nam Chrystus zwycięzca śmierci. Dziś jest Niedziela Miłosierdzia Bożego. Chrystus otwiera swój bok na całą ludzkość, na każdego z nas. Pozwala dotykać niewiernemu Tomaszowi swoich ran, by uwierzył, że Chrystus zaiste zmartwychwstał.
2. „Miarą naszego życia jest lat siedemdziesiąt...”
Drodzy Bracia i Siostry, Umiłowani w Panu
Nadszedł czas rocznic, wydarzeń, które wyciskają dotkliwe piętno na polskiej historii. Siedemdziesiąta rocznica jest o tyle znamienna, iż stanowi niejako „ostatnią chwilę”, by spotkać jeszcze naocznych świadków wydarzeń, do których się odnosi, bo „miarą naszego życia jest lat siedemdziesiąt, osiemdziesiąt gdy jesteśmy mocni” – mówi Psalm 90 – „... a większość z nich to trud i marność: bo szybko mijają, my zaś odlatujemy” (Ps 90,10). Przeżywaliśmy we wrześniu ubiegłego roku siedemdziesiątą rocznicę wybuchu II wojny światowej. Tu, w Gdańsku, na Westerplatte.
O Westerplatte można dowiedzieć się z każdego podręcznika historii. Inaczej niż było ze zbrodnią katyńską. A dziś Katyń jest na ustach Brazylii, Gruzji, całego świata… Dziękujemy, modląc się dzisiaj za solidarność z Polską, za kondolencje z całego świata, za nić modlitwy, za modlitwę Ojca Świętego Benedykta XVI, za postawę prezydentów: Rosji Stanów Zjednoczonych i tylu innych.
3. Osobiste świadectwo katyńskie
Siedemdziesiąt lat po tamtej tragicznej zbrodni czołowi przedstawiciele Państwa Polskiego, już któryś raz, ja zresztą sam byłem dwanaście razy w Smoleńsku, pragnęli pochylić się nad mogiłami ofiar w duchu historycznej pamięci i narodowej tożsamości. Bez względu na lata wymuszonego milczenia i manipulacji faktami odcisnęły one swoje przewrotne piętno na wielu umysłach, niezdolnych do przyjęcia prawdy świadectwa naszej narodowej martyrologii.
Zabrzmiał smutno ten dzwon, jeden z trzech, które poświęciłem przed frontonem katedry polowej, a śp. Czesław Niemen wyśpiewał swoje lamentacje przy tych dzwonach. I nikt wtedy nie zarejestrował tego śpiewu. Nie interesowały się aż tak bardzo w połowie lat 90-tych i media tym, co się działo i tym, co było związane z Katyniem. I o tym pan prezydent tu obecny - Lech Wałęsa również pamięta. To było przedzieranie się jeszcze tak rok po roku także z budową pomnika wagonu „Golgoty Wschodu”, który jest dziełem pana Wojciecha Ziębińskiego, a pieniądze dał wtedy ówczesny premier - Józef Oleksy, taka jest prawda.
Na ekranach telewizorów widzieliśmy obraz pustych krzeseł, z opartymi o nie parasolami i nazwiskami. I takie będą w ławach sejmowych. Zupełnie jak puste miejsca przy wigilijnym stole. Puste miejsca, które jak wówczas, 70 lat temu pozostały po mężach, ojcach, dziadkach, zamordowanych z dala od Ojczyzny. I spieszyli jeszcze ci z Rodzin Katyńskich z panią Bożeną Łojek na czele, by oddać hołd swoim bliskim, krewnym, by zamknąć pewien rozdział historii. I te puste miejsca to dopełnienie Cmentarza. Krzesła – Groby. A generałów zginęło więcej niż w Katyniu. W Katyniu dwóch: generał Smorawiński i generał Bohatyrowicz. A tu dziewięciu, w tym jeden admirał. Ogromna wyrwa w szeregach kadry oficerskiej Wojska Polskiego. By dojrzeć do generała trzeba 20, 30 lat służby w wojsku.
W pokorze pochylmy czoła nad nowym rozdziałem pisanym jeszcze raz ofiarą z życia Polaków nam współczesnych. Oczywiście każdemu w oczach stają osoby żywe, nie tylko zdjęcia i nazwiska: posłów, senatorów, ministrów, biskupów polowych, kapłanów i Prezydenta.
4. Losy dzisiaj poległych związane były z Pomorzem
Losy śp. Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej związały się z Trójmiastem i „Solidarnością”, aczkolwiek pochodził z Warszawy. Jego matka walczyła w Szarych Szeregach, ojciec w Armii Krajowej. Po ukończeniu studiów prawniczych w Uniwersytecie Warszawskim, od 1971 roku Lech Kaczyński prowadził działalność naukową w Uniwersytecie Gdańskim. Doktorat z prawa pracy obronił w 1980 roku. Habilitację uzyskał 10 lat później. Wspominam ten wątek naukowy, ponieważ w jego życiorysie łączy się on ściśle z wątkiem społecznym, solidarnościowym. Z opozycją niepodległościową współpracował od roku 1977. W sierpniu 1980 r. był doradcą Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego. Po okresie internowania w stanie wojennym współkierował Związkiem. Brał udział w Komitecie Obywatelskim przy Lechu Wałęsie, w wyborach 1989 r. wybrany na senatora, następnie na posła.
Pełniąc w państwie wiele ważnych funkcji, włącznie z urzędem prezydenckim, nigdy o swoich gdańskich i solidarnościowych korzeniach nie zapominał. W zeszłym roku 4 czerwca pod Trzema Gdańskimi Krzyżami obchodziliśmy wspólnie z Panem Prezydentem 20-lecie pierwszych w powojennej Polsce wolnych wyborów. Byłby zapewne obecny podczas obchodów 30-lecia „Solidarności”. Inna rocznica stała się okolicznością końca jego ziemskiego życia. Dziękujemy Panie Prezydencie, Panie Profesorze. Bo uczyłeś Panie Prezydencie, Panie Profesorze polskiej historii. Leczyłeś z amnezji historycznej, bo ona ciążyła i jeszcze wciąż ciąży nad Polską. Aczkolwiek towarzyszył zarzut, że za dużo tej historiozofii. Przywołałeś ludzi wdeptanych w zapomnienie, nagradzałeś ich odznaczeniami, jak mogłeś.
Z głębokim żalem przeżywamy odejście śp. Marii Kaczyńskiej – Małżonki Pana Prezydenta. Rodzice Marii przybyli na teren dzisiejszej Polski z Wilna. Jej ojciec walczył w wileńskiej partyzantce, jeden ze stryjów pod Monte Cassino, a drugi zginął właśnie w Katyniu. Po studiach na Wydziale Transportu Morskiego ówczesnej Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Sopocie Maria podjęła pracę w Instytucie Morskim. W 1978 r. wyszła za mąż za Lecha Kaczyńskiego, którego poznała w Uniwersytecie Gdańskim. Wiernie wspomagała męża zarówno w działalności opozycyjnej, społecznej jak i w okolicznościach sprawowania władzy. Wczoraj w Katedrze Oliwskiej ustawione były dwa klęczniki – Panu Prezydentowi i Małżonce. Przykryte kirem i biało - czerwoną flagą - ... puste. Ale przed dwoma laty, kiedy obejmowałem w czasie ingresu posługę w archidiecezji gdańskiej, były zajęte. I dziękuję dzisiaj, bo czułem Twoje wsparcie, Panie Prezydencie i Małżonko. I dziękuję jeszcze za obronę krzyża, za wypowiedź publiczną po decyzji Trybunału w Strasburgu.
Jakże nie wspomnieć dzisiaj jeszcze raz pana marszałka Macieja Płażyńskiego i jego małżonkę Elżbietę, bo przecież dokładnie tydzień temu, w poranek wielkanocny śpiewał pieśń - „Wesoły nam dzień dziś nastał”, radosne „Alleluja”. Spotkaliśmy się jeszcze z alumnami w Seminarium na wielkanocnym śniadaniu po procesji rezurekcyjnej w Katedrze.
Jego życiorys posiada wiele wątków wspólnych z życiorysem śp. Pana Prezydenta. To także Gdańsk i działalność opozycyjna. W 1977 roku rozpoczął studia prawnicze w Uniwersytecie Gdańskim, w 1980 r. współzakładał Niezależne Zrzeszenie Studentów. W latach 1983-1990 prowadził „Spółdzielnię Usług Wysokościowych”, która oprócz działalności gospodarczej stanowiła zaplecze wzmacniające środowiska opozycyjne. W latach 1990-1996 był pierwszym niekomunistycznym wojewodą gdańskim. W 1997 r. został wybrany ogromną ilością głosów do Sejmu III Kadencji i został Marszałkiem bez jednego głosu sprzeciwu. Zawsze opowiadał się za porozumieniem sił politycznych i społecznych wywodzących się z Solidarności. Był człowiekiem wielkiego kompromisu, wielkiej więzi z Kościołem, autentycznym i nie na pokaz. Senator VI Kadencji. Od prawie dwóch lat służył Polakom rozsianym po świecie, zwłaszcza na Wschodzie jako Prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Miałem okazję odbyć z nim wiele podróży jako Marszałkiem Sejmu - do żołnierzy w Kosowie, Bośni i Hercegowinie, Libanie i Syrii.
Nie sposób wymienić tutaj wszystkich Ofiar poległych w dzisiejszej katastrofie. Przywołam jednak nazwiska tych, którzy podobnie jak Prezydencka Para i Pan Marszałek Płażyński związani byli z Pomorzem Gdańskim. Chylę więc czoło przed ofiarą życia Pana Admirała Andrzeja Karwety – Dowódcy Marynarki Wojennej - i pozdrawiam serdecznie Pana Admirała, Pana Komandora i całą osieroconą Marynarkę Wojenną. Przywołuję pamięć pani Anny Walentynowicz – niezłomnej prorokini Solidarności, pomorskich Parlamentarzystów: Arkadiusza Rybickiego oraz Izabeli Jarugi-Nowackiej. W geście ludzkiej solidarności i chrześcijańskiej nadziei zmartwychwstania staję wraz z całym Ludem Bożym przy Rodzinach Poległych. Przy pozostałych współmałżonkach, dzieciach i wnukach. Przy Matce Śp. Pana Prezydenta Jadwidze, bracie Jarosławie, Przy Pani Elżbiecie Płażyńskiej z dziećmi i Pani Rybickiej z dziećmi.
5. Nasze posłannictwo na tę godzinę dziejów
Bracia i Siostry,
Została zachwiana nawa państwowa. Każda z tych osób niemalże reprezentowała poważne instytucje Państwa, Rządu i zginęła większość głównodowodzących Wojska Polskiego, dlatego mamy powód do głębokiej żałoby i obowiązek godnego uczczenia poległych. Ale na tym nasze powinności się nie kończą. Kiedy pięć lat temu, także w wigilię Niedzieli Miłosierdzia Bożego, przechodził do Domu Ojca Sługa Boży Jan Paweł II Wielki, żyliśmy w świadomości ogromnej i niepowetowanej straty. Wówczas jednak otrzymaliśmy testament do wypełnienia. Otrzymaliśmy testament Jego świętości, do której Papież wzywał nas. Stał się także cud, bo media zaczęły mówić nie głosem, nie obrazem, ale sercem.
Bracia i Siostry,
Tego pokoju potrzeba w ludzkich sercach, w sercach Polaków – w mowie i czynach. Trzeba wreszcie zmieniać język polityczny. Uczyć szacunku dla autorytetów, a szczególnie dla Głowy Państwa, dla Głowy Narodu. Jeżeli sami nie wypracowaliśmy tego, to musimy się uczyć tego od innych narodów ... chociażby od Amerykanów.
6. „Niech będą przepasane biodra wasze...
Dzisiaj przed nami kolejna odsłona chrześcijańskiego i narodowego posłannictwa. To prawda, że otaczamy wielka miłością zmarłych, modlimy się, palimy znicze, składamy kwiaty, ale jutro przyjdzie nam żyć w świecie żywych. I Polski nie da się zbudować już wolnej, jeśli swoje nadzieje, aspiracje, autorytet władzy ulokuje poza horyzontem doraźnych ambicji, potępieńczych swarów i podziałów partyjnych.
„Służba ojczyźnie - kapłaństwem jest” - mówiłem wczoraj, a władza to służba, to ciężar, który trzeba rozkładać roztropnie na wiele głów, rąk i serc. A władza to odpowiedzialność przed Bogiem, historią i ludźmi w sprawach żywotnych dla Narodu, dla Państwa, dla polskiej racji stanu, dla wszystkich obywateli społeczeństwa.
I dlatego tę miłość wobec zmarłych trzeba przenieść na miłość do Ojczyzny, by budować harmonię społeczną, by wydobyć najżywotniejsze wartości z organizmu Państwa i uhonorować wszystkich obywateli. I Kościół ma wpisane także w dzieje Ojczyzny swoje czytelne, jasne, trwałe, służebne miejsce.
Fragment Ewangelii przypomniał nam prawdę, że życie jest przechodnie i znajduje swój kres: „Niech będą przepasane biodra wasze..., bo nigdy nie wiecie, kiedy wasz Pan przyjdzie”. Nigdy zatem nie możemy zapomnieć o sprawie najważniejszej, jaką jest spotkanie z Panem. W tym znaczeniu całe nasze ludzkie życie jest oczekiwaniem na spotkanie z Chrystusem zmartwychwstałym. I bywa tak, że chwila ta przychodzi niespodziewanie - tak jak w Smoleńsku - w sposób tragiczny, czy tak jak w tylu innych katastrofach: samolotowych, drogowych, czy kataklizmach natury. „Szczęśliwi owi słudzy, których Pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie”.
Bracia i Siostry,
W tych chwilach Kościół jak Matka otwiera swe ramiona i tuli synów i córki, niesie nadzieje i pokój. Tak go potrzeba. Tak nam trzeba, by jak w Wieczerniku stanął Chrystus i powiedział - „Pokój wam ... pokój mój daję wam”, bo przecież potrzebujemy żyć we wspólnocie, w jedności, w pokoju. Dlatego dziś Chrystusowi, który jest naszą nadzieją, polecamy tych, co zginęli i otaczamy naszą miłością zmarłych, aczkolwiek trzeba tej miłości dla żyjących.
Gdy w 1991 r. opuszczaliśmy cmentarz w Katyniu, pamiętam, wpisałem do księgi zdanie, którym chciałbym zakończyć dzisiejszą homilię: „Pamiętaj Polsko o tych dzieciach swoich, które miłość do Ciebie okupiły śmiercią swoją”.
I dziś wpisując się do pamiątkowej księgi przed rozpoczęciem tej liturgii, wpisałem te słowa jeszcze raz, dodając już w okolicznościach tego drugiego Katynia: „Boże, okaż swoje miłosierdzie, a Ty Polsko pamiętaj o tych dzieciach swoich, które miłość do Ciebie, okupiły śmiercią swoją.”
Amen.
Niech się tak stanie.
Archidiecezja Gdańska