So 3,14-18a;
Flp 4,4–7;
Ef 1,3-6.11-12;
Łk 3,10-18
„Pan jest blisko!” (Flp 4,5)
Bracia Kapłani!
Boża Wspólnoto Parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Różańca Świętego wraz ze swym Proboszczem Księdzem Prałatem Andrzejem!
Drodzy Górnicy ‘Petrobaltic’ i Lotosu
Drodzy Telewidzowie Telewizji Polonia!
Rodacy, rozsiani po całym świecie, którzy dzięki telewizyjnej transmisji uczestniczycie w tej Mszy świętej sprawowanej w świątyni Ojczyzny!
Dziś przeżywamy trzecią niedzielę Adwentu. Zwaną niedzielą radości – Gaudete. Bo to łacińskie słowo znaczy – radujcie się. I kolor szat liturgicznych jest dziś inny. Dominuje w nim światło, jasność.
Światło – symbolizujące adwentowe czuwanie.
Światło – znak zbliżających się narodzin Jezusa: „Światłości świata”.
Niebawem Boża Noc. Noc Narodzenia Jezusa. Rozbłyśnie niebiańskim światłem skromna pasterska szopa w Betlejem. To w niej Przedwieczne Słowo „stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1,14). Spełniła się mesjańska obietnica: „Ojciec zesłał Syna jako Zbawiciela świata” (1 J 4, 14).
„Nie bój się Syjonie! Niech nie słabną twe ręce! Pan, twój Bóg jest pośród ciebie” (So 3,16) – słyszeliśmy słowa z prorockiej księgi Sofoniasza.
I. Marana Tha! Przyjdź Panie!
Wysłuchujemy tego radosnego oznajmienia wypowiedzianego przez proroka ponad sześć wieków przed narodzinami Jezusa. Wtóruje mu – przepełniony radością i pewnością – głos Świętego Pawła Apostoła: „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! (...) Pan jest blisko” (Flp 4,4–5).
Powtórzmy: „Pan jest blisko”. Narodzony z Maryi Dziewicy, ukrzyżowany, zmartwychwstały. Ten, który wstąpił do Nieba, gdzie siedzi po prawicy Boga, Ojca Wszechmogącego.
Adwent to czas, kiedy w szczególny sposób rozważamy prawdę wiary o paruzji Chrystusa i Jego powtórnym przyjściu na końcu czasów... O tej godzinie, której nadejście zna tylko Bóg, „gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale”(Łk 25, 31), aby „doprowadzić do ostatecznego triumfu dobra nad złem, które w historii, jak pszenica i kąkol, rosły razem” (KKK,681).
Syn Człowieczy. Dawca żywota wiecznego. Sprawiedliwy Sędzia. „Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym” (Łk 3,17).
„Marana Tha! Przyjdź Jezu, Panie/ W swej chwale do nas zejdź”. Rozbrzmiewa podczas Adwentu to wołanie. O tym dniu ostatecznym, o przyjściu Króla na ziemię z „wielką mocą i chwałą” (Łk 21,27) przypominają nam słowa wypowiadane przez kapłana podczas Mszy świętej: „Wspomóż nas w swoim miłosierdziu, abyśmy zawsze wolni od grzechu i bezpieczni od wszelkiego zamętu, pełni ufności oczekiwali przyjścia naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa”.
Oczekiwali na wieczną radość w Bogu!
II. Co mamy czynić?
Umiłowani!
Drogę Adwentu rozjaśnia blask roratniej świecy. Przepasana niebieską wstęgą symbolizuje Maryję, Matkę Pana. To Ona, jako Gwiazda Zaranna, poprzedza przyjście na świat Chrystusa.
Wobec nadchodzącego czasu, który rozświetli światło Chrystusa, staje w pokorze swego serca św. Jan Chrzciciel. Tym, którzy przychodzili do niego nad Jordan, oznajmiał:. „Ja was chrzczę, lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów” (Łk 3,11).
Ci, co przychodzili do Jana Chrzciciela nad Jordan, pytali: Co mamy czynić?
Co mamy czynić? Stawiamy i my to pytanie. Czasem przepełnione niepokojem, rozterką, duchową szamotaniną. Stawiamy tym, którzy stanowią dla nas autorytet – dzięki swej mądrości, przymiotom ducha i intelektu.
Co mamy czynić? Wobec Boga, który przychodzi do naszych serc? Wobec Kościoła, który prowadzi nas drogami zbawienia? Wobec bliźnich, z którymi wchodzimy w rozmaite relacje? Wobec tych, za których jesteśmy odpowiedzialni? Co mamy czynić?
Święty Jan Chrzciciel, wielki prorok, który stoi na granicy Starego i Nowego Testamentu, na tak postawione pytanie – z którym przychodzili do niego żołnierze bez szarż, celnicy – ludzie zwykli – dawał odpowiedź: prostą, klarowną, konkretną. „Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie” (Łk 3,14).
Wypełniajcie uczciwie i rzetelnie swoje obowiązki: obowiązki stanu, zawodu, powołania. Odsuńcie od siebie to wszystko, co w waszym życiu jest złe i grzeszne. Zaufajcie Bogu. On was nie pozostawi samotnymi. On was odszuka.
Trzeba w adwentowy czas przystanąć w biegu swego życia, spojrzeć w głąb siebie samego, w głąb serca, w głąb sumienia. Zobaczyć siebie w prawdzie swego życia. Zapytać, dlaczego czynię to, co czynię.
Zobaczyć Tego, który jest Źródłem życia!
III. Jeszcze się kiedyś zasmucę
„Jam głos wołającego na pustyni: prostujcie drogę Pańską” (J 1,23). Pokolenia słuchają tych słów Świętego Jana Chrzciciela.
„Jam głos wołającego na pustyni”. A pustynia to przecież przestrzeń ciszy. Przerywa tę ciszę głos Proroka. Przerywa tę ciszę adwentową modlitwa Kościoła.
Przerywa ją pełne tęsknoty wołanie ludzkości o nadejście Mesjasza -Zbawiciela wyśpiewywane podczas roratnej Mszy świętej.
Odpowiada na nie Bóg, zapowiada wyzwolenie z więzów niewoli:
Cito veniet salus tua – Wkrótce nadejdzie twoje zbawienie.
Salvabo te, noli timere – Ocalę cię, nie bój się.
Jam jest bowiem Pan, Bóg twój, Święty Izraela, twój Odkupiciel!
Otwórzmy nasze serca na ten Boży głos. Niech dotrze do pustyni wielu zamkniętych na głucho naszych serc.
Jeszcze się kiedyś zasmucę,
jeszcze do Ciebie powrócę, Chrystusie
jeszcze tak gorzko zapłaczę,
że przez łzy Ciebie zobaczę, Chrystusie.
Jeszcze do Ciebie powrócę, Chrystusie!
Wielka to łaska Adwentu: pojawienie się na horyzoncie naszego życia pytania stawianego niegdyś św. Janowi Chrzcicielowi: Co mamy czynić?
Pytania, które dotyczy naszego życia, naszych relacji z Bogiem. Pytanie, które dotyka także szerokiego kontekstu: społecznego, wspólnotowego, obywatelskiego. Stawiamy to pytanie również wobec struktur zła, które napotykamy na naszej drodze, wobec wyzwań czasu, w którym żyjemy, wobec wydarzeń, które dotykają wspólnoty państw i narodów... Co mamy czynić?
IV. Na drzwiach ponieśli go Świętojańską
Umiłowani!
Dzisiejsza niedziela, to dla nas, dzieci polskiej ojczyzny, czas wspomnień, czas pamiętnych rocznic. Wspomnienie Grudnia 1970 – jutro minie 39 lat od wybuchu strajku załogi Stoczni Gdańskiej, który rozpoczął dni robotniczego buntu. Wspomnienie wprowadzenia w Polsce stanu wojennego – 28 lat temu. Bolesne daty polskiej historii, które szczególnie tu, na Wybrzeżu, nabrały tragicznego wymiaru. Jakże wiele ich śladów – niezatartych – w ludzkich sercach, w pamięci naszej diecezjalnej wspólnoty – mieszkańców Gdańska, Gdyni, Wybrzeża...
Grudzień 1970. Bunt ludzi skrzywdzonych arogancją ówczesnych, komunistycznych władz, drastycznymi podwyżkami cen żywności. Upomnieli się o to, „aby pracując ze spokojem własny chleb jedli” (2 Tes 3, 12). Chleb, na który zarobili codzienną, ciężką pracą.
Wielu z was zna imiona tych, którzy wtedy polegli. Pamięta tamte dramatyczne godziny, które – jeśli się na nie patrzy z perspektywy minionych lat – były wielkim wołaniem o godność pracy ludzkiej, o prawa człowieka, tak bardzo wtedy lekceważone, a w grudniowych dniach szczególnie brutalnie i bezwzględnie łamane.
To wtedy, kiedy przelała się szala goryczy, wielu z waszych ojców i braci, zadawało pytanie, które dziś przywołujemy: co mamy czynić? Czy pogodzić się z krzywdą? Zaciąć zęby w milczeniu? Czy wykrzyczeć swój ból?
Co mamy czynić, zadawali, sobie pytanie pracownicy gdyńskiej stoczni. 17 grudnia zdecydowali się, zachęcani do tego, radiowymi apelami, wyruszyć rankiem do pracy. Wiemy, co ich spotkało na przystanku Gdynia-Stocznia. Strzały! To wtedy pośród innych padł młody Zbyszek Godlewski. To o nim – nazwanym w tekście Jankiem Wiśniewskim – powstała słynna pieśń-ballada, która kończą pamiętne słowa:
„Nie płaczcie matki, to nie na darmo
Nad stocznią sztandar z czarną kokardą
Za chleb i wolność i nową Polskę
Janek Wiśniewski padł...
Za chleb i wolność i nową Polskę
Janek Wiśniewski padł...
Umiłowani!
Wielu z was niesie w sercach tamten czas ... Tamten ból niewygasły. Pamiętacie dobrze, jak bardzo się starano, aby zabić pamięć Grudnia 1970 roku. Jak wiele nieprawości doświadczali ci, którzy o tę pamięć się upominali, strzegli jej, organizowali rocznicowe manifestacje, gromadzili informacje dotyczące tamtej zbrodni. Wielu ludzi pokolenia „Solidarności”, szukając własnej tożsamości, odwoływało się do Grudnia 1970. Strzegli tej pamięci kapłani Wybrzeża.
Wspomnijmy jednego z nich, śp. ks. prałata Hilarego Jastaka, proboszcza parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Gdyni, który w tamtych tragicznych dniach spieszył z pomocą rodzinom zabitych.
Jest z nami ks. prałat Henryk Jankowski, budowniczy i wieloletni proboszcz parafii św. Brygidy.
Wiatr Solidarności – tamten pamiętny, sierpniowy „wiatr od morza” – ożywił pamięć o grudniowej tragedii. Właściwa tamtym miesiącom refleksja nad etycznym wymiarem polskiej pracy, nad jej godnością, przywoływała wspomnienia Grudnia 1970 – dni, kiedy polska praca została tak boleśnie skrzywdzona.
Przyszedł pamiętny dzień grudniowy dzień 1980 roku, kiedy w Gdańsku stanęły Trzy Krzyże Gdańskie – pomnik upamiętniający Ofiary Grudnia 1970 roku. „Pan da siłę swojemu ludowi, Pan da swojemu ludowi błogosławieństwo pokoju (Ps 29(28), 11). Te słowa psalmisty – przesłanie nadziei i ufności, w Bogu pokładanej – utrwalono na pomniku. Odczytują je kolejne generacje.
Krzyż to znak ofiary Chrystusa, to znak ofiary i życia, także tego nagłego, tragicznego przy drodze. Od Krzyży Gdańskich, od pomnika Ofiar Grudnia 1970 roku w Gdyni, ze świątyń Wybrzeża płynąć będzie w tych dniach modlitwa naszej wspólnoty, adwentowa modlitwa pamięci, nadziei, oczekiwania. Refleksja nad trudem wolności, nad ceną wolności. Niech jej wymiar uświadomią sobie ci, którzy twierdzą, że ta wolność została nam darowana, że nic nas nie kosztuje...
V. Zło dobrem zwyciężaj
Umiłowani!
Wspominamy dziś i tę drugą rocznicę: 13 grudnia 1981. Grudniową noc pacyfikacji „Solidarności”, która stanowiła polską nadzieję. I to, co przyszło wkrótce. Strzały w kopalni „Wujek”. Znowu przelana polską krew. Kainowa zbrodnia, kainowy grzech Kres oczekiwań i nadziei, że drogą porozumienia można rozwiązać problemy Ojczyzny.
I tamte lata, które ten dzień zapoczątkował: czas, który jakimś wielkim cieniem położył się na polskim życiu, który przyniósł tak wiele krzywd, dramatów, bólu.
Ale także czas, kiedy – jakże wielu – stawiało wobec swoich sumień pytanie: Co mamy czynić?
Zadawano takie pytanie często Kościołowi, który w tamtych latach stał się szczególnym depozytariuszem narodowych nadziei. Ofiarował wielu przestrzeń wolności. W iluż świątyniach trwała ufna, żarliwa, modlitwa za Ojczyznę. Podejmował dzieło pomocy: rodzinom aresztowanych, internowanych, ludziom pozbawionych pracy.
Wiele razy rozlegał się głos polskich biskupów, którzy upominali się o pokrzywdzonych, o przekreślone prawa obywatelskie, pracownicze i związkowe, a także wzywali: „Niechaj każdy dzień modlitwy i zaufania Bogu będzie oddaleniem niebezpieczeństwa rozlewu krwi i gwałtów” – to słowa z komunikatu Rady Głównej Episkopatu z 15 XII 1981.
„Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”(Rz 12,21) – to wskazanie św. Pawła Apostoła z Listu do Rzymian stało się drogowskazem tamtych dni. Irytowało szczególnie tych, którzy różnych szczeblach praktykowali teorię „mniejszego zła”, której echo wciąż powraca, szczególnie w wypowiedziach tych, którzy byli architektami stanu wojennego.
Nieśli je kapłani – siewcy ewangelicznej nadziei, oddani sprawom ojczyzny. Jaśnieje postać szczególnego świadka Chrystusowej nadziei – Sługi Bożego ks. Jerzego Popiełuszki.
Wielu było, co usłyszało wtedy Chrystusowe wezwanie: Idź i czyń. Wezwanie do prawego życia, do angażowania się w problemy wspólnoty, do uczestnictwa – w różnym wymiarze – w zmaganiach narodu o lepszy czas, o prawdę, o wolność.
Zapłonęła w papieskim oknie świeca solidarności z polskim narodem. Jej światło dodawało siły wielu. Stanął Ojciec Święty Jan Paweł II, samotny, obdzielony kordonem policji, przed Trzema Krzyżami Gdańskimi. Ze Skweru Kościuszki w Gdyni 11 czerwca 1987 roku popłynęły pamiętne słowa o tym, że „solidarność musi iść przed walką. Wówczas ludzkość może przetrwać”.
Umiłowani!
Drodzy Telewidzowie – Rodacy!
Przywołuję obrazy tamtego czasu. Jedne z wielu. Z tamtych lat wielkiego duchowego napięcia. Kiedy dobro, które w tylu ludzkich sercach się rodziło, często napotykało na małość, na potwarz, na fałsz.
Pytać dziś trzeba, choć to już tyle czasu minęło: Co zrobiliśmy z wianem dobra, które się w tamtych latach rodziło? Czyśmy go nie pogubili na drogach ostatnich lat? Jakże wielu z tych, co wtedy szło razem, zapomniało o wspólnej niegdyś drodze, odmierzanej pawłową miarą: „Jeden drugiego brzemiona noście”?
Czyśmy nie uśpili naszych sumień, ongiś tak wrażliwych. Bo przecież uśpione ludzkie sumienia nie będą w stanie przeciwstawić się temu, co złe, przymkną oczy w imię świętego spokoju. Uśpione ludzkie sumienie zapomni o tym, co tak ważne – o sprawiedliwości. O sprawiedliwości, której siłą jest miłość.
Bracia i Siostry!
Pozdrawiam was drodzy Rodacy rozsiani po świecie, szczególne wy, którzy znaleźliście się na obczyźnie z powodu krzywd doznanych w stanie wojennym, pozbawieni pracy, niepewni o los rodzin, szykanowani, prześladowani. Służyłem niegdyś wam, w czasie moich rzymskich lat, w obozie dla uchodźców w Pavonie.
Stykam się z wami, rozsianymi po krajach i kontynentach – stróżami polskiej pamięci, tamtych porywów i przeżyć, wiernych ideałom tamtych lat. Bądźcie pozdrowieni stąd, z tego miasta, skąd powiał „wiatr od morza”, który tak bardzo odmienił wasze życie. Dziś już spokojne, ustabilizowane w Australii, Kanadzie, Stanach Zjednoczonych. Już Obywatele – nie uchodźcy i emigranci.
Pozdrawiam także was, wspólnoto Parafii Najświętszej Maryi Panny Królowej Różańca Świętego z Gdańska-Przymorza. Parafii, która liczy sobie 51 lat, wrosła w Kościół Gdański, jest w nim widoczna, swoją posługą, także troską o ten piękny kościół, powstały po trudach wielu, w latach siedemdziesiątych. Ta świątynia wyrosła z ofiar i modlitw ówczesnej klasy robotniczej – stoczniowców.
Odwiedzał w tamtych latach waszą parafię i kardynał Stefan Wyszyński, i kardynał Karol Wojtyła. Niech w waszej codzienne pracy, dla dobra wspólnoty, błogosławi i wspomaga Królowa Różańca Świętego – Gwiazda Zaranna rozświetlające drogę Synowi, który jest blisko.
Umiłowani!
Dziś przed Boże Oblicze przynosimy – w adwentowy czas – naszą pamięć o Grudniu 1970 roku, o stanie wojennym, o tamtych ludziach, którzy szli przez tamten czas, ich wierności, ich nadziei i ich ofiary.
Niechaj ta pamięć nie ginie, niech owocuje, niech nowym czasom i nowym pokoleniom mówi o naszej polskiej drodze, drodze nadziei.
Marana Tha! Przyjdź Panie, pociesz nas!
Pomóż odnajdywać odpowiedzi zgodne z Twoją wolą, zgodne z Twoją miłością, na pytanie, które rozbrzmiewa w Ewangelii dzisiejszej niedzieli: co mamy czynić?
Zgodnie z Twoją wolą, zgodne z Twoją miłością. Bo przecież: „Wszyscy, którzy się Go dotknęli, zostali uzdrowieni (Mt 14, 36).
„Spuście nam na ziemskie niwy
Zbawcę z niebios obłoki”
Pan jest blisko. Amen.
Archidiecezja Gdańska