Czytania:
Iz 58, 6–11;
2 Kor 9, 6–15;
Mt 25, 316
„Idź, i ty czyń podobnie!” (Łk 10, 37)
Panie Prezydencie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej!
Panie Premierze – Ministrze Gospodarki!
Panie Przewodniczący Komisji Krajowej
Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”!
Związkowcy z „Solidarności” ze swoimi sztandarami!
Panowie Ministrowie !
Przedstawiciele samorządów
z Panem Marszałkiem Województwa Pomorskiego!
Przedstawiciele służb mundurowych;
Wojska Polskiego, Policji, Straży Pożarnej!
Kombatanci Polskich dróg ku Niepodległej!
Mieszkańcy Gdańska i Gdyni, skąd w pamiętnym Sierpniu 1980 począł wiać wicher wolności, który ogarnął Ojczyznę!
Bracia i Siostry, uczestnicy Ofiary Eucharystycznej
składanej w świątyni pod wezwaniem Świętej Brygidy!
Znów, jak co roku, w pamiętnym rocznicowym dniu 31 sierpnia przyszliście – ludzie „Solidarności”, ludzie sumienia, ludzie nadziei, do tej świątyni, która tak mocno zrosła się z waszą drogą – ku wolności narodu i człowieka, ku dobru i sprawiedliwości. My wszyscy, „którzy wierzymy w imię Syna Bożego (1J 5,12), gromadzimy się na Eucharystii, która jest, „ofiarą pochwalną” (Hbr 13,15). Spożywając łamany Chleb – Chrystusa, wchodzimy we wspólnotę z Nim i tworzymy w Nim jedno ciało. „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim” (J 6,56).
I. Cokolwiek uczyniliście nie zostanie zapomniane
Raduję się, że już drugi raz, jako Arcybiskup Gdański, mogę przewodniczyć tej uroczystej, rocznicowej Świętej i Boskiej Liturgii. Raduję się, że mogę być świadkiem waszej więzi z Bogiem – Bracia i Siostry z „Solidarności” – waszego zawierzenia Bożej Opatrzności. Z tego zawierzenia płynie też wasza pewność, że – mimo porażek, mimo zawodów, jakich nie szczędził miniony czas – wasze ideały, wasza służba wspólnocie polskiej pracy, więcej – wspólnocie narodu i ojczyzny – stanowi dobro trwałe, twórcze, promieniujące... Dobro, które – wierzymy w to mocno – kształtować dalej będzie ducha Polski, jutro Polski, i drogi Polski.
Raduję się, że jest dziś z nami tak wielu – od Pana Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej poczynając – których „Solidarność” kształtowała. Czas, kiedy „Solidarność” ogarniała Polskę wichrem wolności i nadziei formował ich etos i obywatelską wrażliwość. Stanowi wciąż oparcie i drogowskaz na drogach życia, w gąszczu problemów i wyzwań.
Są z nami kapłani, którzy towarzyszyli drogom „Solidarności” duszpasterską posługą, Błogosławili ją i utwierdzali w nadziei – Chrystusowej nadziei – kiedy przyszło nieszczęście stanu wojennego. Pośród nich ks. Henryk Jankowski, którego imię tak mocno zrosło się z tą świątynią: Bożym bastionem „Solidarności” na pomorskiej ziemi, Domem Bożym skąd przez lata płynie modlitwa w intencji „Solidarności”, narodu, ojczyzny. Dzisiejszemu spotkaniu Eucharystycznemu towarzyszą zapisane w Ewangelii według św. Mateusza słowa naszego Pana – obraz tego dnia ostatniego, „ gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z nim” , aby w godzinie Sądu Ostatecznego zasiąść na swoim „tronie pełnym chwały”. Będzie się on odbywał wedle miary miłości. Nasza postawa, nasze uczynki wobec bliźniego, wobec wspólnoty ważyć będą o tym, czy zostaniemy przyjęci do Ducha miłości Bożej. To w tamtej ostatecznej godzinie staniemy w prawdzie swego życia wobec Chrystusowych słów: : „Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych moich braci najmniejszych, Mnieście uczynili”. Kiedy nakarmiliście głodnego, napoiliście spragnionego, otworzyliście swój dom dla przybysza, przyodzialiście pozbawionego odzieży, odwiedziliście chorego, przyszliście do uwięzionego... Kiedy szliście z otwartym sercem ku drugiemu, ku wspólnocie, ku ojczyźnie i jej sprawom.
Taka postawa to miara autentyzmu naszego chrześcijaństwa. Papież Benedykt XVI w swej najnowszej encyklice: Caritas in veritate – Miłość w prawdzie” napisał: „Dać jeść głodnemu to największy imperatyw etyczny dla Kościoła powszechnego, odpowiadający na nauczanie jego Założyciela, Pana Jezusa, o solidarności i o dzieleniu się...”.
Odpowiadający także na wołanie proroków Starego Testamentu, przypomniane dziś słowami proroka Izajasza: „dzielić swój los z głodnymi , wprowadzać w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków”( Iz 58,7).
W tym kontekście Ewangelii dzisiejszego dnia i czytań: proroka Izajasza, i św. Pawła Apostola z 2 Listu do Koryntian, który apeluje do postępowania wedle miary serca, patrzymy na waszą drogę, drogę „Solidarności”.
Powtarzam z takim samym wewnętrznym przekonaniem, słowa, które wypowiedziałem do was – ludzi „Solidarności” – przed rokiem:
Cokolwiek uczyniliście nie zostanie zapomniane.
Cokolwiek uczyniliście nie zostanie przedawnione.
Cokolwiek uczyniliście dobrego trwa w Miłości Boga i w pamięci Ojczyzny.
II. Zawierzmy prawdzie!
Bracia i Siostry!
Wypowiadam te słowa: pewności i wdzięczności w dniu szczególnym. Rocznica porozumień sierpniowych w 1980 roku – dwudziesta dziewiąta. Znaczący punkt na drodze ku polskiej wolności i upodmiotowieniu polskiej pracy, „ W imię przyszłości człowieka i ludzkości trzeba było wypowiedzieć to słowo „solidarność” – mówił w Gdyni, 11 czerwca 1987 roku, Ojciec Święty Jan Paweł II. Wypowiedzieć właśnie tu, na polskiej ziemi. Stąd popłynęło dalej, aby „wyrwać murom zęby krat”, kruszyć okowy systemów zniewolenia, otwierać przestrzenie ludzkich serc na głos prawdy i przesłanie nadziei.
I wigilia innej rocznicy, do której w tych dniach powracamy jako państwo i naród – 70. rocznicy napaści narodowosocjalistycznych Niemiec na naszą ojczyznę. To tu, na Westerplatte, padły pierwsze strzały tamtej wojny wymierzone w Polskę – zmartwychwstałą po latach niewoli.
Ci, którzy na nią napadli, pragnęli ją zniewolić, zgnieść, skrzywdzić, wymazać z mapy świata. ...
1 września 1939 roku – agresja z Zachodu i 17 września – agresja ze Wschodu. Dwie daty, które niczym słupy ogniste wyznaczają nowy szlak historii narodu – cierpienia, upokorzeń, niekiedy duchowych zapaści, ale także walki i nigdy nieprzerwanej drogi nadziei, że przyjdzie Polska w imię Pana.
Wstąpiliście na tę drogę przed laty także wy, ludzie „Solidarności”, depozytariusze testamentu tamtych obrońców ojczyzny z Września a 1939 roku, i testamentu Polski Walczącej, i testamentu tych, którzy w powojennych latach – w różny sposób – mówili: „Nie” narzuconemu Polsce komunistycznemu systemowi.
Trzeba nam wpatrywać się w ten nurt nieśmiertelny polskich pragnień do życia w wolności. Wydobywać jego motywy, jego szczegóły.
Trzeba wracać do tego przesłania polskiej nadziei wyrażonego przed laty przez Zygmunta Krasińskiego:
„Cokolwiek będzie, cokolwiek się stanie
Jedno wiem tylko sprawiedliwość będzie
Jedno wiem tylko; Polska zmartwychwstanie”...
Trzeba pokazywać jego znaczenie dla polskiego dziś, dla polskiego jutra, w kontekście ojczyzny, także tym szerszym – dotyczącym naszych wzajemnych relacji z sąsiadami, z Europą.
Trzeba o tym mówić, szczególnie ludziom młodym, także tym, którzy ulegli presji stereotypów, fałszywych ocen i nie są w stanie przezwyciężyć dziedzictwa przeszłości.
Umiłowani!
Pamięć odnajduje swój sens w prawdzie, jest w tej prawdzie zakorzeniona. „Tylko prawda może nas wyzwolić, prawda, która niczego nie upiększa i niczego nie pomija, która niczego nie przemilcza i nie dopomina się wyrównywania krzywd „ (por. J 8,32).
W imię prawdy zostało zredagowane oświadczenie przewodniczących Episkopatów Polski i Niemiec z okazji 70. rocznicy wybuchu wojny, ogłoszone równocześnie 25 sierpnia w Bonn i na Jasnej Górze, u tronu Królowej Polski. Przywołuje pamięć o tamtej wojnie, w której „zostały jawnie zanegowane zasady moralne i fundamentalne prawa człowieka”, pokazuje różnorodne skutki niemieckiej agresji, przypomina chrześcijańską drogę pojednania rozpoczętą listem biskupów polskich do niemieckich w 1965 roku. To dzięki wejściu na nią wspomnienie strasznych przeżyć, „nie przykuwa nas do przeszłości; ono czyni nas wolnymi dla przyszłości”, pozwala tworzyć nową kulturę „pokoju, prawdy, sprawiedliwości i miłości”.
To ważne przesłanie, służące pokojowi ludzkich serc, pojednaniu i lepszej przyszłości naszych chrześcijańskich narodów, pokładających nadzieję w Bogu, „który w Jezusie Chrystusie obdarował nas pokojem”.
I ten drugi nurt, o którym głośno w ostatnich dniach. Kiedy prawda o tamtej wojnie, o porozumieniu dwóch potężnych sąsiadów– wrogów polskiej wolności, o tajnych rozbiorowych protokołach – prawda po wielokroć potwierdzona – została przez zręcznych manipulatorów ludzką świadomością wprzęgnięta w służbę kłamstwu. Napastnik przerodził się w obrońcę zagrożonej wolności, napadnięty stał się tym, który szykował się do napaści.
Głosem prawdy przemawiają liczne świadectwa tamtego czasu, tragicznych chwil, do których drogę utorowała zmowa dwóch sąsiadów. Imiona miejsc zbrodni i męczeństwa przypominają także epitafia i tablice pamiątkowe w tej świątyni. Są dziś zapewne pośród nas i ci, co wówczas doświadczyli różnorodnych form przemocy, cierpienia, przesiedleń...
Niejeden z nas pyta w tych dniach z goryczą. Dlaczego ci, których powinnością jest obrona polskiej racji stanu, prawdy historycznej, polskiego honoru, jak dotąd wybrali głos milczenia?
Bracia i Siostry!
Zawierzmy prawdzie! Trwajmy przy prawdzie! Brońmy prawdy, kiedy przychodzi taka potrzeba!
„Solidarność” wspierała się o imperatyw prawdy. Podjęła swoistą walkę o prawdę – o historii ojczystej, szczególnie tej najnowszej, przez lata zakłamywanej, prawdy o Polsce tamtego czasu, o ludziach tej ziemi, ich aspiracjach, potrzebach, pragnieniach, tęsknotach, także o tych, którzy „przez nieprawość nakładają prawdzie pęta” (Rz 1,18).
To był czas polskiej bitwy o prawdę. O prawdę w służbie miłości. O Miłość w służbie prawdy. O splot prawdy i miłości, który odnajduje swój najgłębszy sens w Bożej Miłości – Deus caritas est i Bożej Prawdzie, jaką przynosi Jednorodzony pełen łaski i prawdy (por. J 1,14).
III. Bóg jest poręczycielem prawdziwego rozwoju człowieka
„Miłość w Prawdzie – Caritas in veritate – której Jezus Chrystus stał się świadkiem przez swoje życie ziemskie, a zwłaszcza przez swoją śmierć i zmartwychwstanie, stanowi zasadniczą siłę napędową prawdziwego rozwoju każdego człowieka i całej ludzkości” – to słowa, którymi Benedykt XVI rozpoczyna swoją najnowszą encyklikę społeczną. Dotyka ten papieski dokument szerokiego spektrum zagadnień związanych z życiem rodziny ludzkiej, jej współpracą, prawami i obowiązkami, rozwojem ekonomicznym... To krytyczna analiza neoliberalnego modelu kapitalizmu, iluzji postępu, zasadzek globalizacji, kryzysu ogarniającego świat rodziny ludzkiej. To przenikliwy głos Najwyższego Kapłana wywiedziony ze źródeł miłości – tego największego daru, jaki Bóg przekazał ludziom. Miłości „oświeconej światłem rozumu i wiary”. Współczesnemu światu uwikłanemu w sprzeczności, w którym normą stało się oddzielenie ekonomii od moralności, i sytuacji „faktycznej zależności między ludźmi i narodami nie odpowiada etyczne współdziałanie sumień i umysłów”, Ojciec Święty przypomina o przesłaniu Ewangelii, o którym wielu dziś skłonnych jest zapomnieć: człowiek stworzony na obraz i podobieństwo Boże, odkupiony krwią Baranka – Jezusa Chrystusa , jest zawsze celem – nigdy środkiem.
Politycy, związkowcy, dziennikarze, myśliciele, obywatele, otwórzcie wasze serca i umysły na to przesłanie Benedykta XVI. które idzie drogą „rozjaśniających drogę ludzkości w kierunku zjednoczenia” encyklik społecznych Pawła VI Jana Pawła II. Zrodzone z misji świadczenia prawdy, jaką Kościół ma do spełnienia „ w każdym czasie i okolicznościach, dla społeczeństwa na miarę człowieka, jego godności i powołania”. Bowiem „wierność człowiekowi wymaga wierności prawdzie, która jako jedyna gwarantuje wolność (por J 8, 32) i możliwość integralnego rozwoju ludzkiego”. Bowiem „bez prawdy, bez zaufania i miłości do prawdy, nie ma świadomości i odpowiedzialności społecznej, a działalność społeczna zostaje uzależniona od prywatnych interesów społeczeństwa”. Miejcie świadomość , ze to „ Bóg jest poręczycielem prawdziwego rozwoju człowieka, ponieważ stwarzając go na swój obraz, obdarza go także transcendentną godnością i podtrzymuje w nim konstytutywne pragnienie, by „być więcej”.
Umiłowani!
Kiedy dziś spoglądamy na czas „Solidarności”, dostrzegamy to, co wtedy w natłoku wydarzeń i emocji, mogło zostać niezauważone – związek, mocny, trwały, twórczy z dziedzictwem polskiego ducha. Jakże bardzo entuzjazm społeczny i obywatelski rozbudzony przez „Solidarność” przypominał entuzjazm budowniczych Gdyni i COP-u! W ofiarności na drodze ku temu, „żeby Polska była Polską” odzwierciedlał się etos pokolenia „kamieni na szaniec”. A w tamtej refleksji nad etycznym wyrazem zainicjowanych przemian, namyśle nad „pracą nad pracą” odzywało się echo nauczania Stefana Wyszynskiego, budziciela ducha pracy ludzkiej?
„Pan da siłę swojemu ludowi, Pan da swojemu ludowi błogosławieństwo pokoju! (Ps 29 (28) 11)
Przed niespełna trzema miesiącami modliliśmy się na placu Solidarności, przy Trzech Krzyżach Gdańskich – dziękując za dar wolności i za drogę do wolności – waszą drogę, drogę „Solidarności”, która swą energie czerpała ze źródeł miłości , ze źródeł wiary, z nadprzyrodzonych mocy, z tchnienia Ducha Świętego – Światłości Najświętszej!
Ducha przywoływanego przez Papieża Polaka, przewodnika mesjańskiego – ojca naszej wolności...
IV. Idźcie dalej i czyńcie
Umiłowani!
Dwadzieścia lat minęło od przełomu w życiu narodu i ojczyzny, jaki miał miejsce w 1989 roku. Obchodzimy rok niepodległości i rok Solidarności . To sprzyjający czas do ocen, pytań, obrachunków, radości z dobrych dokonań, za które jesteśmy winni wdzięczność Bogu i ludziom.
Także czas, kiedy wskazujemy na nierozwiązane problemy, które jątrzą, bolą, spędzają sen z powiek, nerwicują, bolą.
Jak nie powiedzieć w tym miejscu o problemie stoczni, znanym wszystkim. O jego wymiarze nie tylko gospodarczym, także moralnym. Ten problem ujawnia wyraźnie, powiedzieć można: brutalnie to, na co wskazuje Benedykt XVI w swej najnowszej encyklice: autonomia ekonomii nie akceptującej wpływów o charakterze moralnym doprowadziła do systemów i rozwiązań, „które podeptały wolność osoby i grup społecznych i które nie były w stanie zapewnić sprawiedliwości”. To szczególny paradoks, mówiłem o tym przed rokiem, kiedy stoczniowcy, ci, co pierwsi stanęli do pokojowej walki o nową Polskę, sprawiedliwą i solidarną, stali się ofiarami zmian, które zainicjowali. Czekają na rozwiązania. Wiemy, ze żadne z nich nie będzie w pełni satysfakcjonujące.
Jak zagospodarowaliśmy w ciągu tych dwudziestu lat naszą wolność? Cośmy dobrego osiągnęli, zbudowali? Cośmy zmarnowali? Do czego może nie dorośliśmy? Czegośmy zaniechali?
Stawiają takie pytania i odpowiadają na nie publicyści, politycy, związkowcy, także ludzie Kościoła. Szeroka jest ich gama, szeroka amplituda, szeroka skala. Wydobyłem kilka z nich, dla przykładu, dla refleksji, dziś, w dniu święta „Solidarności” podczas naszego spotkania z Chrystusem Eucharystycznym. Często są to pytania nie do was, tutaj obecnych – ludzi sumienia, ludzi nadziei, ludzi wiernych. I często są to pytania bez odpowiedzi! Bo nie ma z nami ich adresatów, bo poszli inną drogą!
Dlaczego rządy minionego dwudziestolecia, te z solidarnościowym rodowodem, nie kontynuowały ducha i etosu „Solidarności” – ducha prawdy, miłości, stawiania dobra wspólnego ponad grą partykularnych interesów?
Dlaczego wielu z tych, co w tamtych pierwszych latach szło w pierwszej związkowej linii, tak szybko odwróciło się od „Solidarności”, od jej ideałów, poczęło się krzątać wokół własnych karier, ambicji, aspiracji ?
Dlaczego elity wywodzące się z „Solidarności” nie potrafiły zbudować silnego społeczeństwa obywatelskiego, nie podjęły działań, skutecznych, klarownych, aby wyrugować struktury i ducha minionego systemu, który wciąż zatruwa tak wiele obszarów zycia narodu?
Dlaczego to Pawłowe wołanie: jeden drugiego brzemiona noście – tak szybko przestało być drogowskazem życia, zasadą cementującą politykę społeczną. Dlaczego tak szybko przyzwolono na dyktat szczególnej formy rynku pozbawionego „wewnętrznych form solidarności i wzajemnego zaufania”, który nie pozwala na dobre funkcjonowanie żadnej wspólnocie?
Dlaczego podejmowane programy modernizacyjne często nie liczyły się z ugruntowanymi zasadami, z wartościami tradycji, z uwarunkowaniami wynikającymi z polskiej mentalności, duchowości, historycznej pamięci?
Dlaczego bezustanne spory – często o kwestie drugorzędne – pogłębiły społeczną apatię, dystans do instytucji państwa? „Prowadzicie walki i kłótnie, a nic nie posiadacie, gdyż się nie modlicie” (Jk 4,2) – napomina św. Jakub.
Dlaczego uległ tak wielkiej erozji etyczny wymiar polityki polskiej, często widowiska próżności, wygórowanych ambicji, jałowych sporów, wzajemnej agresji? A przecież: „Jeśli kto chce być pierwszy, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich” (Mk 9,35).
Dlaczego tyle problemów wciąż jest nierozwiązanych: w służbie zdrowia, w rolnictwie, w oświacie, polityce rodzinnej, poszerza się więc sfera biedy i ubóstwa sięgająca już granicy 10 procent?
Dlaczego tak bezrefleksyjnie – przy wsparciu mediów – promuje się liberalną koncepcję życia, tak jakby Boga nie było, tak jakby normy moralne podlegały historycznym i koniunkturalnym zmianom?
Dlaczego na drodze tego dwudziestolecia tak wiele oskarżeń padło pod adresem Kościoła. Dlaczego?
Umiłowani!
Również wy, związkowcy z „Solidarności” stawiacie takie pytania. Czynicie to może z większym duchowym napięciem, z większym emocjami, które rozbudza sytuacja ostatnich tygodni – napięć, problemów, demonstracji. Z emocjami uzasadnionymi, zrozumiałymi,. Bo to przecież – „ z waszego trudu i znoju Polska powstała by żyć”, Polska nie tylko tych gorzkich pytań i zaniechań, także wielkich sukcesów: wolna, niepodległa, samorządna, włączona w struktury wspólnoty europejskiej, w obronny sojusz NATO, odpowiedzialna za swój los, za swoje jutro.
Stawia te pytania i Kościół, świadom swej posługi uświęcania i ewangelizowania pełnionej wśród ludzi ojczyzny. Ludziom naszego czasu, dzieciom naszej ojczyzny, Kościół nieprzerwanie głosi nadzieję, transcendentną nadzieję. Inną niż nadzieja tych, którzy zawierzyli złudom materializmu, porządkowi zasobnego świata zamkniętego w wymiarze doczesności, w przestrzeni między narodzinami a zgonem. Drogę tej chrześcijańskiej nadziei rozświetla blask prawdy o Bogu, który jest miłością , prawdy o Chrystusie, który „odsłania przed nami w całej pełni inicjatywę miłości i projekt prawdziwego życia, jaki Bóg nam przygotował” (Benedykt XVI).
Idźcie nią dalej, Bracia i Siostry. drogami ojczyzny, drogami waszej pracy i służby.
Tego wam życzę, jeden z biskupów, którego życiowa droga przed laty związała się w rodzinnej Ziemi Białostockiej z losem „Solidarności”.
Życzę także tego, aby droga Solidarność dalej była drogą w prawdzie, w odpowiedzialności, w miłości, w służbie wspólnocie polskiej pracy, w służbie nadziei.
Niech wam towarzyszy łaska i miłość Boża, która sięga w wieczność, ku tej godzinie, kiedy zdawać będziemy przed Panem życia wiecznego rachunek z uczynków miłości: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych moich braci najmniejszych, Mnieście uczynili"
Idźcie i dobrze czyńcie.
I sztandarów nie zwijajcie! Jeszcze nie czas.
Amen.
Archidiecezja Gdańska