Czytania:
Dz 1,25-26; 34-39; 44–48
1 J 4, 7-10
J 15, 9–17
„Wytrwajcie w miłości mojej” (J 15,4)
Bracia Kapłani, pośród nich kapelani wojskowi!
Kombatanci i Weterani polskich dróg ku Niepodległej!
Drodzy Harcerze, wierni Bogu i Polsce!
Mieszkańcy Gdańska i Pomorza Gdańskiego świadkowie jego trudnej historii!
Wy wszyscy, którzy pamiętacie czas II wojny światowej!
Umiłowani Bracia i Siostry!
Dziękuję, że przyszliście dziś do Bazyliki Archikatedralnej, że przyjęliście moje zaproszenie do udziału w tym pierwszym w naszej Archidiecezji Spotkaniu Integracyjnym Kombatantów i Weteranów Wojennych. Będziemy mogli wspólnie oddać cześć Ojcu Wszechmogącemu, stworzycielowi nieba i ziemi, i Chrystusowi, przez którego wszystko się stało, i Duchowi Świętemu, który „z Ojcem i Synem wspólnie odbiera uwielbienie i chwałę”. Zjednoczymy się z ofiarą Chrystusa, uczestnicząc we Mszy świętej, aby przez udział w Komunii świętej tworzyć „jedno ciało w Chrystusie” (por. Rz 12,5).
I. Kto miłuje narodził się z Boga
Kiedy ustalaliśmy termin naszego spotkania, właśnie dzisiejszy dzień, VI niedziela wielkanocna, wydał mi się terminem właściwym. Wiąże się z ważną dla dziejów naszego narodu i oręża polskiego rocznicą – to przecież 17 maja 1944 roku, przed 65 laty, pod Monte Cassino,
„runęli – po raz drugi – impetem szalonym
I doszli, i udał się szturm
I sztandar swój biało-czerwony zatknęli
– przedpołudniem następnego dnia, 18 maja
– na gruzach wśród chmur!”
Dzisiejsze czytania mszalne – zdaliście sobie pewnie sprawę wsłuchując się w nie, wykreślają Bożą perspektywę tego, co stanowi istotę autentycznej, motywowanej głosem serca i sumienia żołnierskiej służby – miłość. Miłość do ojczyzny, do swego narodu, Ta miłość – gdy przyjdzie taka godzina – żąda czynu, ofiary, stawienia czoła złu, agresji, zniewoleniu...
W Ewangelii według świętego Jana, dziś czytanej, jest mowa o miłości Jezusa do uczniów: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej!” (J 15,9). W miłości ofiarnej. Jej najwspanialszym przykładem jest Chrystus, który przez „Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów” (Mt 26, 28) dokonał pojednania człowieka z Bogiem.
Tym, którzy idą z Nim, Jezus stawia wysokie wymagania. W swej Mowie pożegnalnej, wypowiedzianej podczas Ostatniej Wieczerzy, której fragmentu dziś słuchamy, wskazuje na maksymalny, powiedzieć można – pełny, wymiar ewangelicznej posługi miłości. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 14). Bo autentyczny chrześcijanin ma być gotowy iść za Jezusem Jego drogą, która przecież była drogą krzyża, cierpienia, ofiary. Bo przecież przez chrzest udzielony w imię Jezusa Chrystusa – mówi o tym św. Piotr Apostoł w pierwszym czytaniu – zostaliśmy związani z Chrystusem – przez Niego wybrani i przez Niego przeznaczeni, aby przynosić owoc – plon prawego życia, ofiarnej miłości. I aby owoc ten trwał, miły Bogu i przez Boga nagradzany: „aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię Moje” (J 15,16).
Umiłowani!
Dlatego ta niedziela, kiedy rozbrzmiewają Słowa Chrystusa, o ofiarnej miłości, o potrzebie i gotowości dawania świadectwa miłości, także w jej wymiarze społecznym, wydała mi się szczególnie odpowiednia do zaproszenia na wspólnotowe spotkanie w duchu i prawdzie, was, drodzy Bracia i Siostry, Kombatanci i Weterani. Do tej wspaniałej świątyni, w której z taką siłą przemawia głos przeszłych pokoleń, przynosicie owoc swego życia – obfity, bogaty, wyrosły z ewangelicznego szczepu ofiarnej miłości. Tej miłości, która gotowa jest wiele z siebie dać, aż po ofiarę życia. I tej miłości, która z Boga wyrasta. Bo „każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga” (1 J 4, 8).
II. Wszak Ciebie i Ojczyznę miłując chcemy żyć
Bądźcie pozdrowieni, Bracia i Siostry, słudzy ofiarnej miłości, wpatrzonej w Chrystusowy wzór! Bądźcie pozdrowieni żołnierze polskich dróg ku Niepodległej, na których ukazywaliście i piękno tej miłości, i jej trud, i jej cenę...
Przenieśmy się na chwilę wspomnieniem do tamtego pamiętnego dnia sprzed trzydziestu laty – 2 czerwca 1979 roku. Tamtej wielkiej manifestacji wiary na warszawskim placu, zwanym wtedy placem Zwycięstwa. To wtedy przed Grobem Nieznanego Żołnierza – symbolem polskich żołnierskich dróg przez dzieje – przyklęknął wraz z Prymasem Tysiąclecia Ojciec Święty Jan Paweł II. Po raz pierwszy pielgrzymował wtedy z watykańskiego wzgórza do domowych, ojczystych progów. Przyklęknął, „aby oddać – to jego słowa – cześć każdemu ziarnu, które – padając w ziemię i obumierając w niej, przynosi owoc”. Przyklęknął przy Grobie, w którym zostało złożone ziarno młodego żołnierskiego życia podjęte przed laty z lwowskiego pobojowiska. „ W dziejach Polski – mówił w tamtej, pamiętnej homilii – grób ten znajduje szczególne pokrycie. Szczególne uzasadnienie. Na ilu to miejscach ziemi ojczystej padał ten żołnierz? Na ilu to miejscach Europy i świata przemawiał swoją śmiercią, że nie może być Europy sprawiedliwej bez Polski niepodległej na jej mapie? Na ilu to polach walki świadczył o prawach człowieka wpisanych głęboko w nienaruszalne prawa narodu, ginąc za „wolność naszą i waszą”.
Na ilu miejscach Europy i świata padał ten żołnierz? Nikt pewnie dotąd nie zsumował tych ziaren ofiarnego, żołnierskiego, polskiego życia rzuconych w glebę Ojczyzny, Europy, świata. Padły te ziarna – i to w obfitości – na ziemię Pomorza Gdańskiego.
Za niespełna cztery miesiące nadejdzie dzień 1 września. Siedemdziesiąta rocznica tamtych pamiętnych strzałów o świcie skierowanych z niszczyciela Schlezwig Holstein na polską wojskową placówkę na Westerplatte. Początek II wojny światowej. Znamienny czas – wciąż pamiętany, doświadczany. Tyle wciąż wokół niego refleksji, pytań. Często jeszcze trudnych, nawet krwawiących?
Dlaczego rozpoczęła się ta wojna, podczas której z tak porażającą siłą doszło do głosu misterium iniquitatis – misterium nieprawości? Dlaczego Europa obsiewana od stuleci ziarnem Ewangelii, która jeszcze nie dźwignęła się ze straszliwych spustoszeń, jakich dokonała I wojna światowa, znowu stała się ziemią konfliktu, ziemią przelewanej krwi – na olbrzymią skalę?
Wiemy dobrze, że to ludzie ludziom zgotowali ten los. To z posiewu zła, egoizmu, pychy, wyrósł na glebie Europy bezbożny, pogański system narodowego socjalizmu. Negował prawa Boże. Odrzucił Chrystusowe przykazanie miłości „To wam nakazuję, abyście się wzajemnie miłowali, tak ja was umiłowałem” (J 15, 17). Zdołał ten system wielu otumanić, pociągnąć ku sobie, zatruć serca i sumienia. Zdołał wielu przymusić, wciągnąć w swoje tryby. Ale przecież wywołał reakcję, sprzeciw, niezgodę .... Pierwszym narodem, który przeciwstawił się agresji – ofiarnym, zbrojnym czynem – był polski naród, polskie państwo – królewski szczep piastowy.
Przyniosła ta wojna doświadczenia niebywałego okrucieństwa, niebywałej pogardy dla drugiego, szatańskiej pychy, przekonania, że siła i bezprawie, może stać się siłą sprawczą ludzkiej historii. Ileż ta wojna zniszczyła istnień ludzkich! Ileż unicestwiła dzieł ludzkiej pracy! Ileż zdruzgotała pomników piękna i kultury tworzonych przez wieki! Ale także przyniosła przykłady najwyższego bohaterstwa, poświecenia, miłości – tej autentycznej, wypływającej z serc i sumień – gotowości do ofiary za wolność braci, za prawo ludów i narodów do życia. To podczas tamtych lat uzewnętrzniło się – jakże wiele – przykładów duchowej dojrzałości, wierności zasadom, imperatywowi miłości i honoru. To one wciąż promieniują – mimo że od tamtych czasów minęło tak wiele lat – blaskiem chwały. To one świadczą, że w tym dziejowym starciu zwyciężyła miłość. Bowiem: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 14).
Umiłowani!
Są pośród was ci, którzy pamiętają koniec lat trzydziestych ubiegłego wieku tamten czas narastającej agresji hitlerowskich Niemiec, żądań i roszczeń – aneksji Wolnego Miasta Gdańska, tzw. korytarza przez Pomorze, których celem było odepchnięcie Polski od Bałtyku, zatrzaśnięcie polskiego, morskiego okna na świat. Z jakże wielkim entuzjazmem otwierało je tamto pokolenie budowniczych Gdyni. Był to też czas mobilizacji polskich serc, wielkiej ofiarności, która miała wzmocnić nasz potencjał obronny. Także swoistych narodowych rekolekcji w obliczu zagrożeń. Także pytań – stawianych wtedy – o wymiarze etycznym i moralnym. Identyfikowała się tamta Polska ze słyną mową sejmową ministra Józefa Becka, wypowiedzianą 5 maja 1939 roku. Z jego znamiennymi słowami: „Pokój jest rzeczą cenną i pożądaną. Nasza generacja, skrwawiona w wojnach, na pewno na pokój zasługuje. Ale pokój, jak prawie wszystkie sprawy tego świata ma swoją cenę, wysoką, ale wymierną. My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę. Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenną. Tą rzeczą jest honor”.
To była Polska honoru. Honor przecież wyrasta z gleby prawego sumienia. A prawe sumienie wsparte jest o ewangeliczną prawdę, o wymiar etyki, o świat wartości, kształtowany wedle porządku miłości, która wypływa z Bożego źródła.
Ten świat wartości kształtował rodzinny, polski dom, kształtował Kościół, także polska szkoła, która uczyła i na równi wychowywała. W systemie wychowawczym II Rzeczypospolitej wielką wagę przywiązywano do edukacji patriotycznej, do przyswojenia i zrozumienia wartości własnego państwa – niepodległego, wyzwolonego z wasalnych zależności, z obcej dominacji, wolnego wśród wolnych, równego wśród równych, dumnego, że na przedpolach Warszawy w sierpniu 1920 roku ochronił Europę przed agresją szatańskiego bolszewizmu.
W duchu takich wartości kształtowało młode pokolenie harcerstwo: wierne Bogu i Polsce. „Wszak Ciebie i ojczyznę miłując, chcemy żyć” – wyrażały tę prawdę słowa harcerskiego hymnu. Wojsko Rzeczypospolitej młodego rekruta nie tylko wdrążało do służby, także uczyło ojczyzny, tradycji oręża polskiego w służbie wolności. Wojskowi kapelani ukazywali żołnierzom Boże źródła ich służby dla bezpieczeństwa państwa i jego obywateli, wolności i suwerenności. A gdy przyszła godzina próby poświadczali to swoją postawą. Jak ten kapelan marynarzy tak mocno związany z pomorską ziemią, z Puckiem, z Gdynią – ks. kmdr. ppor. Władysław Miegoń. Znamy dobrze kluczowy moment jego życia, kiedy dobrowolnie, wraz z marynarzami, których przez lata ofiarnie prowadził ku Bogu, poszedł do niewoli niemieckiej. Męczennik Dachau. Wyniesiony do chwały błogosławionych pośród 108 męczenników II wojny światowej. „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J 15, 14).
III. W ciemną dolinę wchodzili bez lęku
Umiłowani Bracia i Siostry!
To z takiej gleby prawych sumień, miłości ojczyzny, przekonania o wartości własnego państwa, wyrastał ten ofiarny żołnierski duch, który z taką siłą dał o sobie znać, w kampanii wrześniowej: około 700 bitew i potyczek, 63 300 poległych, wśród nich 3 300 oficerów. Także tu na Westerplatte, które stanowi symbol: honoru żołnierskiego i wierności ojczyźnie. Stąd z tych nadmorskich Termopil, „Prosto do nieba czwórkami szli żołnierze z Westerplatte”.
Modlimy się dziś za was, sędziwi weterani wojny 1939 roku, obrońcy Westerplatte, Oksywia, Helu, całego Wybrzeża, za marynarzy polskiej floty, którzy – jak w znanej pieśni – bronili polskiego morza, gotowi lec na jego dnie – i wielu z nich legło.
Dzięki wysiłkowi historyków potrafimy tamten Wrzesień – także w wymiarze walk na Wybrzeżu – lepiej poznać, sprawiedliwie ocenić. Zrozumieć dramat obrońców Ojczyzny, ich osamotnienie. Niedopełnione sojusznicze umowy, tragedię 17 września i jej dalszy ciąg: Katyń, Charków, Miednoje. Pamiętamy o tych naszych braciach „wiernych aż do śmierci”, ofiarach Golgoty Wschodu, upamiętniliśmy ich także tu, na Gdańskim Wybrzeżu. W Gdańsku, u św. Brygidy, w kościele NMP w Gdyni, na Cmentarzu Obrońców Wybrzeża w Gdyni-Redowie, na skrzyżowaniu ul. Świętojańskiej i Pułaskiego w Gdyni...
To przecież w Gdyni przez wiele lat przechowywana była ta poruszająca relikwia z Kozielska: wizerunek Matki Miłosierdzia wyrzeźbiony na kawałku deski z obozowej pryczy, urodzinowy podarunek ojca, por. Henryka Gorzechowskiego, dla 19 – letniego syna, również Henryka, tak jak i ojciec więźnia Kozielska. Dziś ten Wizerunek – znak wiary, miłości i nadziei – doznaje chwały w Kaplicy Katyńskiej w Katedrze Polowej Wojska Polskiego, pośród ponad kilkunastu tysięcy tabliczek z utrwalonymi na nich nazwiskami ofiar tamtej kainowej zbrodni. Przywołujemy dziś ich imiona – zginęli, bo byli Synami Ojczyzny!
I te miejsca szczególnie nam bliskie – tu, na Pomorzu, Piaśnica, Stutthoff – gdzie zdradzono Boga i zdradzono człowieka. Zdradzono Boga, który tak umiłował człowieka, „że posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy” (1 J 4, 10), zdradzono człowieka Odkupionego przez Chrystusa, stworzonego na obraz Boga. Wyszydzono zbawczą miłość Boga. Przekreślono ludzką godność i Boży nakaz: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mt 22, 39).
Tamta śmierć tysięcy w Piaśnicy i w Stutthofie – świadectwo uzewnętrzniającej się szatańskiej mocy obleczonej w uniform narodowego socjalizmu. Ci, co tam ginęli, winni byli tego, że byli Polakami – dziećmi polskiego Narodu, ukształtowanymi w kręgu lokalnej kaszubskiej, pomorskiej kultury – polskiej kultury. Księża, urzędnicy, nauczyciele, prawnicy, kupcy. Ludzie dla których ta ziemia była ziemią rodzinną, ziemią ewangelicznych błogosławieństw. To na niej otwierali swoje serca na słowa Chrystusa: „Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego” (Mt 22, 39). Nie przypuszczali zapewne, że tu, u siebie, na ich rodzinnej ziemi, przyjdzie im wejść na drogę krzyża i pójść za Nim – za Chrystusem – Jego śladami (por. 1 P 2, 21).
Zaniosła swój krzyż w piaśnickie lasy błogosławiona siostra Alicja Kotowska, przełożona konwentu Sióstr Zmartwychwstanek w Wejherowie, także dziewięciu Jezuitów z Gdyni-Orłowa, profesorów miejscowego Gimnazjum, wychowawców młodzieży. Pośród tysięcy ofiar Stutthofu Kościół wskazał na trzech kapłanów z Gdańska: księży Mariana Góreckiego, Bronisława Komorowskiego, Franciszek Rogaczewskiego – świadków Chrystusa i Jego Krzyża. W ciemną dolinę wchodzili bez lęku, bo wiedzieli, że Pan jest ich pasterzem. Wyniesieni do chwały błogosławionych orędują dziś przed Bożym Tronem za Gdańskiem, z Pomorzem, za ludźmi tej ziemi.
IV. Dochowaliście wierności ideałom polskim i Chrystusowi
Umiłowani!
Jesteście kombatantami polskich dróg ku Niepodległej. Różnych dróg, które prowadziły ku niej z bliska, z daleka, od Zachodu, od Wschodu. Kombatantami regularnego wojska, leśnych oddziałów, konspiracyjnych struktur, które swą siatką ogarniały miasta i wioski.
Można zapytać jak byłaby droga naszego narodu, jaki jego los, gdyby was zabrakło, gdybyście uznali, że trzeba się przystosować do nowej sytuacji, zmienić przysłowiową skórę, odrzucić i przekreślić to wszystko, czym się do tej pory żyło.
Jaka byłaby ta droga, jaki byłby ten los? Co by się wtedy stało z tą realizacją tego Bożego prawa, o którym słyszymy w dzisiejszych czytaniach mszalnych? Gdzie bylibyśmy dziś, i kim bylibyśmy dziś?
A może nie warto tak pytać? A może nie warto kreować sytuacji, która się nie spełniła? Bo was przecież nie zabrakło. Bo dochowaliście wierności i żołnierskiej przysiędze, i tradycji ojczystej, i ideałom polskim, i Chrystusowi.
Wiec wołamy was dzisiaj do apelu pamięci – żołnierze polskich dróg ku Niepodległej. Żołnierze Wierni. Żołnierze nadziei, że przyjdzie Polska w imię Pana, że z waszego trudu i znoju Polska powstanie by żyć.
W tym żołnierskim apelu pamięci stajecie, żołnierze konspiracji pomorskiej: z Tajnej Organizacji Wojskowej „Gryf Pomorski” i Polskiej Armii Powstańczej i kartusko-wejherowskieego Polskiego Związku Armii Podziemnej „Zachód” i Związku Jaszczurczego i struktur Armii Krajowej, i zastępów harcerskich Szarych Szeregów. Okrutnie prześladowanych, tropionych, zamęczanych w katowniach gestapo i w Stutthofie. Za służbę dla polskiej sprawy, dla Niepodległej.
Są wśród uczestników naszego modlitewnego spotkania Żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, pośród nich ci od Andersa, z II Korpusu Polskiego. Wyszli z ziemi nieludzkiej, niedawni łagiernicy zesłańcy. Obrońcy Europy, obrońcy wartości, które kształtowały jej historię, kulturę, etos. Świadczyli swoja służbą ze miłość jest większa niż nienawiść, że ponad mocami zła i nieprawości wyrasta krzyż Chrystusa. A równocześnie żołnierze – tułacze. Żołnierze, których zdradził świat. Prawie dziewięciuset z nich poległo w pamiętnej, zwycięskiej bitwie pod Monte Cassino. W bitwie o miejsce związane ze wspaniałym dziedzictwem chrześcijańskiej Europy, z posługą jej patrona, świętego Benedykta. Ora et labora – módl się i pracuj. To było hasło, program jego misji. Módl się do Boga, twego Ojca w niebie, i pracuj, aby ziemia, na której przyszło ci żyć, piękniała, rozwijała sie, wypełniała owocami twojej pracy, twojej myśli – błogosławiona ziemia, żyzna ziemia.
Monte Cassino: miejsce narodowych pielgrzymek, także zadumy nad polskim losem, tam przy grobach żołnierzy, gen. Władysława Andersa, abp Józefa Gawliny... „Wiele razy chodziłem po tym cmentarzu. Czytałem wypisane na grobach napisy, świadczące o każdym z tych, którzy tu polegli, o dniu i miejscu urodzenia. Te napisy odtwarzały w mojej duszy kształt Ojczyzny, tej, w której się urodziłem. Te napisy z tylu miejscami ziemi polskiej, ze wszystkich stron, od wschodu do zachodu i od południa ku północy – nie przestają woląc tu, w samym sercu Europy, u podnóża opactwa, które pamięta czasy świętego Benedykta – nie przestają wołać tak, jak wolały serca walczących tu żołnierzy: Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki .. – to fragment homilii Ojca Świętego Jana Pawła wygłoszonej na Monte Cassino 18 maja 1979 roku. Niebawem na Monte Cassino stanie Benedykt XVI. I tak jak jego poprzednik, odczytywać będzie moralną wymowę tamtej walki – podjętej dla obrony chrześcijańskich wartości i dziedzictwa ducha, przez tych obrońców Europy, którzy nie doszli, którym przerwano marsz ku Polsce. Związały się z ich losem maki na Monte Cassino – czerwieńsze od tych z innych miejsc, bo z polskiej wzrosły krwi.
Są z nami żołnierze Powstania Warszawskiego, tego niezwykłego wichru wolności, który ogarnął Stolicę. Powstania, które – wbrew temu, co się niekiedy mówi – stało się obfitym źródłem nadziei i moralnego oparcia dla przyszłych generacji.
Także ci z I i II Armii. Zbyt szafowano ich żołnierską, polską krwią. Szli – ku Berlinowi, ku Odrze. Synowie polskich Kresów, równie ciężko doświadczeni, jak ich bracia, którzy zdążyli do Armii gen. Władysława Andersa. I żołnierze ze wschodnich Okręgów Armii Krajowej, od Lwowa, Wołynia, Wilna. Osiedlili się po tu wojnie, zmuszeni do opuszczenia swej ojczyzny, grobów bliskich i miejsc ukochanych. Przynieśli na pomorską ziemię wizerunki Tej, co w Ostrej świeci Bramie, i tej która zwą Śliczną Gwiazdą Miasta Lwowa.
I żołnierze podziemia niepodległościowego, z powojennych, lat – wierni żołnierskiemu honorowi, nieugięci, bezlitośnie tępieni. Warto wybrać się na film Generał Nil , który w jakże poruszający sposób kreśli obraz powojennych lat i prześladowania pokolenia Polski Walczącej.
V. Niech nie milknie wasza opowieść o drodze ku Niepodległej
Umiłowani!
Patrzymy na was, Szacownych Weteranów, jako na ojców wolności, która po latach przyszła. Kiedy wojna się kończyła, kiedy zaczynały się lata zniewolenia, niejednego z was ogarnęła może gorycz zwątpienia, pojawiło się pytanie czy warto było?
Jednoczył was w czasie wojny wspólny cel: Wolność – Całość – Niepodległość Rzeczypospolitej. Nie udało się go zrealizować. Przyszły nowe doświadczenia dla waszej generacji, często tragiczne:
„Za dywizję wołyńska, nie kwiaty i wianki –
Szubienica w Lublinie, ojczyste kajdanki (...)
Za bój o naszą Rosse, Ostrą Bramę, Wilno
– Sucha gałąź lub zsyłka na rozpacz bezsilną
(Kazimierz Wierzyński, Na rozwiązanie Armii Krajowej)
Droga Chrystusowego krzyża stała się udziałem wielu z was”.
Ale przecież wasze pokolenie nie stało się pokoleniem klęski. Przez mroczne lata stalinowskie, mimo doznawanych krzywd, przenieśliście niepodległościowy etos, imperatyw pracy i służby dla ojczystej wspólnoty. W swojej pracy zawodowej odnosiliście sukcesy – traktując ją serio, szlachetnie. Wiele waszym doświadczeniom zawdzięcza „Solidarność”, szczególnie w latach stanu wojennego, kiedy trzeba było znów w Polsce konspirować, drukować, organizować przepływ informacji. Wtedy znowu staliście się niebezpieczni. Pośrod internowanych w Białołęce znalazł się, warto to teraz przypomnieć, Antoni Heda „Szary”, legendarny dowódca z Lasów Świętokrzyskich, wsławiony rozbiciem w 1945 roku ubeckiego więzienia w Kielcach.
Wasza wierna służba wartościom polskim, europejskim, chrześcijańskim, to ważny element polskiego wiana, jaki nasza ojczyzna wnosi do domu zjednoczonej Europy. Nie wolno go strącić z oczu, nie wolno go pomniejszać. „Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli w jej służbie – przypomina pamiętny napis na Monte Cassino. „Polsko pamiętaj o swych szlachetnych synach, obrońcach swej ojczyzny, obrońcach Europy, jej wolności, ducha, moralnego ładu”.
Pamiętaj o nich nie tylko od święta, nie tylko z okazji rocznic i okolicznościowych akademii, ale na co dzień. Potrzeba wam, Weterani i Kombatanci, zapewnić właściwą opiekę zdrowotną, odsunąć troski o sprawy bytowe: renty, emerytury, dodatki. Godna jesień życia należy się żołnierzom Polskiej Wolności. I społeczny szacunek!
Takim szacunkiem w II Rzeczypospolitej otaczani byli weterani 1863 roku. Patrzono na nich jako na ojców polskiej wolności. Poznałem i duchowo zbliżyłem się do nich w czasie mej posługi biskupiej w Diecezji Warszawsko-Praskiej. W pobliżu katedry diecezji Warszawsko-Praskiej w okresie II Rzeczypospolitej usytuowane było Schronisko dla Weteranów 1863 roku; udało się ten budynek zakupić, urządzić w nim siedzibę Kurii Diecezjalnej: pracowałem tam co dnia, zda się słychać było ich opowieści o tamtym zrywie, który ogarnął wszystkie historyczne ziemie Rzeczypospolitej: Koronę, Litwę, Ruś...
Umiłowani!
Niech nie milknie i wasza opowieść o drodze ku Niepodległej. Wasze świadectwo o czynach, etosie, ideałach. Ważne i potrzebne. Nie pozwólcie, aby ta wiedza odeszła wraz z Wami. Naród musi znać prawdę o przeszłości. Bo tylko wtedy będzie mógł zrozumieć skąd przychodzi, co przynosi, ile i komu jest dłużny.
Walka o historyczna prawdę i o historyczna pamięć to wielkie wyzwanie dla współczesnej Polski i Europu. „ Pamięć jest tą siłą, która tworzy tożsamość istnień ludzkich, zarówno na płaszczyźnie osobowej, jak i zbiorowej” –pisał Ojciec Święty Jan Paweł II (Pamięć i tożsamość). Przebaczać, to nie znaczy zapominać . Pamiętać, to nie znaczy wciąż rozdrapywać stare rany.
Młodzi Polacy, młodzi Gdańszczanie, młodzi Pomorzanie, którzy dziś tu jesteście – kolejne ogniwa sztafety polskich pokoleń. Otwórzcie swe serca na te słowa Ojca Świętego o wartości pamięci!
Wielu tych, którzy obserwują przemiany kulturowe, obejmujące nasz kontynent i toczące się na nim duchowe zmagania, przestrzegają i zwracają uwagę, że – to słowa Jana Pawła II – „podstawowym zagrożeniem dla Europy Wschodniej jest jakieś przyćmienie własnej tożsamości” Ucieczka przed nią ku fałszywym mirażom przyszłości, ucieczka od historycznych problemów, przejmowanie negatywnych wzorów kultury i myślenia.
Pamiętajcie, Drodzy Przyjaciele, że nie zbuduje się stabilnego, dojrzałego życia bez spójnego systemu wartości. Powinno w tym systemie wartości być także miejsce na naród i ojczyznę, bo jest to – wbrew temu co głoszą prorocy Europy bez granic – rzeczywistość nie do zastąpienia. To wielkie dobro wspólne i wielki obowiązek. Mówi o tym dobitnie, wyraźnie, przekonująco wasze życie, wasze doświadczenie, wasza walka i służba – Bracia i Siostry, Kombatanci i Wetrani polskich dróg ku Niepodległej.
Ojciec Święty w 1987 roku, podczas spotkania z młodzieżą na Westerplatte powiedział jej że ten symbol – obrona Westerplatte we wrześniu 1939 roku – wciąż stanowi „wyzwanie dla coraz nowych ludzi i pokoleń Polaków, także i to, że każdy z nich, ludzi młodych znajduje w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które musiał podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować”.
To słowa wciąż aktualne, które płyną – do nowych generacji Polaków – także od pokolenia Westerplatte, pokolenia Polski Walczącej, które miało taką swoją „słuszną sprawę” nie do zapomnienia, nie do zlekceważenia.
Umiłowani!
Kościół stanowi źródło pamięci i modlitwy. Wspierajcie się o to źródło, budując jedność waszego środowiska. Tak niezbędną, tak potrzebną, tak skuteczną. Niech tej jedności służy i to spotkanie – w duchu i prawdzie, podczas którego objawia się tajemnica Chrystusowej miłości, którą umiłował nas aż „do końca” (J 13,1) jednocząc nas ze sobą nas w sakramencie Eucharystii. „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim (J 6,56).
Wiara w Bożą Opatrzność pozwoliła wam przetrwać to, co najgorsze, i zaufać nadziei, i ożywiać nadzieję i żyć w służbie nadziei. Powierzam wasz los, wasze życie, Matce naszej nadziei, Przewodniczce człowieka na drogach ku Chrystusowi.
Kończę słowami św. Jana Apostoła. Przegląda się w nich wasz etos, postawa, życie, służba dla Niepodległej:
„Umiłowani, miłujmy się wzajemnie
ponieważ miłość jest z Boga
a każdy, kto miłuje
narodził się z Boga i zna Boga.”(1 J 4,7-8).
„Wytrwajcie w miłości mojej” (J 15,4)
Wytrwajcie!
Amen
Archidiecezja Gdańska