Wysłuchany w pierwszym czytaniu fragment Listu do Hebrajczyków zawiera katechezę dotyczącą wiary. Usłyszeliśmy, że „bez wiary nie można podobać się Bogu (...) Przez wiarę Noe został pouczony cudownie (...) aby zbawić swą rodzinę”(Hbr 11,6-7). Czym jest wiara? Jest Cnotą Boską, obok wiary i nadziei, jest osobistą relacją zaufania człowieka do Boga, odpowiedzią na Boże Miłosierdzie. Ma ona jednak charakter nie tylko religijny. Wiara jest bowiem także zaufaniem człowieka do człowieka, pełną ufności relacją.
1. Autorytet w służbie więzi społecznych
Bracia i Siostry,
Kiedy dziś w środowisku medycznym podejmuje się temat autorytetu lekarza, kiedy pada pytanie, skąd się on bierze, część odpowiedzi przecież jest już znana. Znane są zagrożenia, jakie niesie ze sobą komercjalizacja procedur medycznych, brak lub niedostatek etycznych regulacji, czy też tendencyjne przedstawianie na forum publicznym relacji lekarz-pacjent.
Ale znane są także odpowiedzi pozytywne. Dobrze, że istnieje w środowisku lekarskim potrzeba edukowania pacjentów, szczególnie przewlekle chorych i ich rodzin, w celu poprawy leczenia, poprzez właściwe zrozumienie intencji lekarza i przyczyn własnego cierpienia. Nieobojętna jest również sprawa kontaktu z pacjentem, który w swojej kondycji jest szczególnie wrażliwy na sposób traktowania.
Niedawno przytrafiła mi się niecodzienna, główna rola w reportażu telewizyjnym. I cieszę się, że autorka, pani Jolanta Stefanowska, zatytułowała go „Być powiernikiem dusz”. Bo zwłaszcza w tym punkcie, myślę, dobrze rozumiemy się z tymi wszystkimi, którzy opiekują się człowiekiem w jego chorobie fizycznej.
Człowiek jest całością. Jeśli szwankuje ciało, to cierpi również i psychika i dusza. I jako duszpasterze także spotykamy ludzi w sytuacji cierpienia, zwłaszcza duchowego, związanego z grzechem, ze zwichnięciem, a często i z całkowitym załamaniem dobra, które Bóg dla każdego z nas przeznaczył do wypełnienia.
Także z tego względu rozumiem ogromną potrzebę autorytetu, a jednocześnie dbania o autorytet ludzi posługi. Nie dla własnego samozadowolenia i uprzywilejowania – tej czy innej grupy – lekarzy, pielęgniarek, farmaceutów, duchowieństwa, nauczycieli, policjantów – ale dla budowania koniecznych więzi społecznych. Aby człowiek w swoim cierpieniu, grzechu, niewiedzy, ucisku – mógł komuś ufać i by ta ufność nie została zawiedziona.
2. Wiara w Boga i wiara w człowieka
Jest to właśnie problem wiary. Wiary, o której czytaliśmy w Liście do Hebrajczyków. Gdyby Noe nie uwierzył Bogu – utonąłby, poległby sromotnie. On i jego rodzina. Zaufał Bogu, budując pośród pustkowia, zapewne poza jakimkolwiek zbiornikiem wodnym, okręt. Niewątpliwie spotkał się z tego powodu z drwinami i innymi przeciwnościami. Jemu wystarczała jednak ufność Bogu. I nie zawiódł się.
Taką arkę, w wymiarze międzyludzkim, budowała doktor Aleksandra Gabrysiak, którą tutejsze środowiska medyczne obrały za swój ideał. Budowała poprzez telefon zaufania, poprzez przywracanie nadziei tym, dla których starała się w czasach marnego zaopatrzenia o niezbędne leki.
Poruszało ją ludzkie cierpienie, choć sama cierpiąca, nigdy z obojętnością nie przeszła obok ludzkiej nędzy, także moralnej. Jej życie zostało radykalnie i tragicznie przerwane, jak by można powierzchownie stwierdzić, z powodu zbytniego zaufania do człowieka.
Ale czy historia zbawienia przedstawia się inaczej? Patrząc na nią powierzchownie należy stwierdzić to samo: Bóg zbytnio zaufał człowiekowi i poniósł klęskę na krzyżu. Ta sama wiara jednak uczy o zmartwychwstaniu i o tym, że na krzyżu, z którego Zbawiciel mógł zejść, zatriumfowały nie gwoździe, ale miłość i cierpliwość Syna Bożego.
3. Lekarz - przedłużeniem misji Zbawiciela
3. W ubiegłym roku odbywał się w Gdańsku XI Europejski Kongres Katolickich Stowarzyszeń Lekarskich, podczas którego wiele mówiono na temat roli lekarza. Ks. kard. Javier Lozano Barragán, powiedział m. in. w wywiadzie dla prasy: „Życie i zdrowie nie należy tylko do rzeczy tego świata. Musimy je widzieć w perspektywie przyszłego życia. Lekarze katoliccy wykonują w świecie specjalną misję”.
Kardynał Barragan kontynuował: „Odchodząc z tego świata, Pan Jezus zostawił nam dwa przykazania. Powiedział: przepowiadajcie Ewangelię oraz uzdrawiajcie chorych. Aby wprowadzić w życie te polecenia Chrystusa, lekarze muszą sobie zdawać sprawę, że są przedłużeniem misji samego Zbawiciela. To zadanie spoczywa szczególnie na lekarzach katolickich, ponieważ to oni, lecząc chorych, przywracają zdrowie pacjentom, w ten sposób antycypują zmartwychwstanie samego Chrystusa”.
4. To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!
Z polecenia: „Jego słuchajcie!” emanuje pełnia władzy Boga, ale również cała miłość Boża do człowieka. Słuchanie Jezusa jest bowiem nie tylko obowiązkiem wypływającym z posłuszeństwa, ale także łaską, przywilejem, darem. On jest prawdą: idąc za Nim, nie zbłądzimy; jest miłością: tym samym szuka jedynie naszego szczęścia.
Nakaz: „Jego słuchajcie!” jest skierowany nie tylko do trzech uczniów, którzy byli na Taborze, ale do uczniów Chrystusowych wszystkich czasów. Trzeba więc zadać sobie pytanie: „Gdzie dzisiaj przemawia Jezus, abyśmy mogli Go słuchać?”.
Jezus przemawia także – jak mówił Kardynał Barragan - poprzez posługę lekarza. Zaufanie pacjenta do tego, który nie tylko z urzędu, ale i z serca, i z powołania dba o jego zdrowie, jest zbawienne nie dla opiekuna, ale właśnie dla chorego.
Nasza Rozmowa z chorym jest nie tylko źródłem informacji o jego chorobie i sytuacji życiowej, ale w tej rozmowie jest także ukryta moc terapeutyczna. Głos rozmówcy, a także treść wypowiadanych słów, może oddziaływać przyjemnie lub nieprzyjemnie, uspokajająco lub denerwująco, może ucieszyć lub zasmucić.
Wiele dolegliwości można zmniejszyć lub w ogóle zlikwidować poprzez życzliwą rozmowę, która rozładowuje napięcie psychiczne. Jeśli lekarz stoi nad łóżkiem chorego i unika kontaktu wzrokowego, to bardzo trudno będzie mu wzbudzić zaufanie. Taka postawa sugeruje pacjentowi, że przyszedł do niego ktoś nieprzystępny i bardzo ważny, od kogo zależy jego zdrowie i życie.
Autorytet lekarza jest więc cenniejszy dla pacjenta niż dla niego samego. Nie dla wygody i ozdoby, ale dla autentycznej i skutecznej posługi.
5. Góra Tabor naszego powołania
„Wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe”. Dzisiejsza Ewangelia mówi nam o Przemienieniu Jezusa. Pewnego dnia zabrał On ze sobą trzech uczniów i wszedł z nimi na wysoką górę (według tradycji była to góra Tabor).
Po dotarciu na szczyt góry Jezus przemienił się przed uczniami. Tak, jak kiedyś Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba, tak i dzisiaj zabiera, jeśli Mu na to pozwolimy, nas wszystkich.
Ewangelie powstały nie tylko po to, żeby je czytać, ile również po to, by za każdym razem były na nowo przeżywane. Także nam dana jest dzisiaj wyjątkowa okazja do przeżycia tego, co doświadczyli ci trzej uczniowie.
Jest pewne miejsce, na którym Chrystus nieustannie się przemienia, góra Tabor, na którą możemy wejść, jeśli tylko chcemy, a jest nią Eucharystia. Biała hostia wznoszona przez kapłana po konsekracji to przemieniony Chrystus. To od nas zależy, czy uczynimy z naszego serca namiot, w którym przyjmiemy Jezusa, a wraz z nim Ojca i Ducha Świętego.
Co uczynimy z naszym powołaniem? Skoro chodzi o drugiego człowieka, to nie można mówić o zawodzie, ale o powołaniu, bowiem – jak mówił wspomniany Kardynał Barragan – „lekarz jest przedłużeniem misji Chrystusa”. Amen.
Archidiecezja Gdańska