Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój,
albowiem oni będą nazwani synami Bożymi (Mt 5,9)
Drodzy Bracia i Siostry,
uczestnicy Najświętszej Ofiary sprawowanej w Bazylice Mariackiej!
W drugą niedzielę Adwentu święty Marek Ewangelista prowadzi nas nad Jordan, do świętego Jana Chrzciciela. Ten wielki prorok zamyka epokę Starego Testamentu. Staje na progu nowych czasów. Zapowiada godzinę przełomu, kiedy Bóg pośle Syna swego, „aby On się objawił Izraelowi” (J 1,31), jako kapłan, prorok i król i wypełnił jego mesjańską nadzieję. Przedwieczne Słowo stanie się Ciałem. Syn Człowieczy, „który z nieba zstąpił” (J 3,13), ruszy drogami świata, „stawszy się podobnym do ludzi” (Flp 2, 7) – nie po to, „aby mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu” (Mt 20, 28).
I. „Pan Bóg przyjdzie z mocą”
„Przygotujcie drogę Panu/ Dla niego prostujcie ścieżki” – apelował św. Jan Chrzciciel do tych, którzy ciągnęli ku niemu nad Jordan . A szła tam „cała judzka kraina i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy” (Mk 1,5). Udzielał im chrztu z wody „dla nawrócenia” i zapowiadał, że ten, który wkrótce nadejdzie „chrzcić was będzie Duchem Świętym”.
„Maranatha”! (Przyjdź Panie!) (1Kor 16, 22). Tam nad Jordanem św. Jan Chrzciciel zapowiadał Tego, „który ma przyjść” (Łk 7,19) – Zbawiciela i Odkupiciela człowieka.
„Maran atha”! (Pan przychodzi!) – od dwudziestu wieków Kościół głosi Chrystusa Obecnego w Sakramencie Eucharystii – „z Ciałem i Krwią, Duszą i Bóstwem”. Pokoleniom, które przechodzą przez swój czas, mówi „że klucz, ośrodek i cel całej ludzkiej historii znajduje się w jego Panu i Nauczycielu” (Sobór Watykański II, konstytucja Gaudium et spes, 10).
„Przyjdź, Panie Jezu!” (Ap 22, 10). Drogami adwentu zbliżamy się ku radosnym dniom Narodzenia Pańskiego, kiedy Chrystus „objawił się w ciele” (1 Tym 3,16), narodzony z Maryi Dziewicy w betlejemskiej szopie.
W dniach adwentu Kościół przypomina nam także – mocno i wyraźnie – że nadejdzie godzina w historii świata, kiedy Jezus Chrystus powróci w chwale, „przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba (Dz 1,11). O tym dniu Pańskim „ w którym niebo ze świstem przeminie, gwiazdy się w ogniu rozsypią” (2P 3,10) – pisze św. Piotr Apostoł w czytanym dziś 2 Liście. To wtedy się „chwała Pańska objawi (Iz 40, 5), to wtedy „Pan Bóg przyjdzie z mocą” (por. Iz 40, 10).
Adwent przypomina nam, że jesteśmy już „w ostatniej godzinie” (1 J 2,18). Bowiem czas Kościoła, czas przepowiadania Ewangelii, jest czasem ostatecznym. Rozpiętym między tym, co już nastąpiło – wniebowstąpieniem Chrystusa, a czasem, który nastąpi – Jego powtórnym przyjściem w chwale, aby sądzić żywych i umarłych.
Wtedy – w dniu Sądu Ostatecznego – zostanie ujawnione postępowanie każdego człowieka i odkryte tajemnice ludzkich serc: „nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome” (Łk 12,2).
Zostanie także wyjawiona i zastosowana ostateczne miara naszego życia: miara miłości. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych Mnieście uczynili” (Mt 25, 40).
Nadejdzie czas Nowego Stworzenia, czas triumfu Chrystusem, „Pana przyszłego wieku”. „Oto Jego nagroda z Nim idzie i przed Nim Jego zapłata” (Iz 40, 10).
II. Poryw polskich serc
Drodzy Bracia i Siostry!
Spotykamy się na modlitwie w adwentowym klimacie oczekiwania i zamyślenia nad drogami naszego życia. Kościół nawołuje nas do wewnętrznej przemiany, do zerwania z grzechem, także do refleksji nad ostateczną perspektywą dziejów świata i człowieka. Mówi nam o dniu, kiedy„ przychodząc na końcu czasów sądzić żywych i umarłych, chwalebny Chrystus objawi ukryte zamiary serc i odda każdemu człowiekowi w zależności od jego uczynków oraz jego przyjęcia lub odrzucenia łaski” (KKK 682)”.
W czas adwentowej modlitwy Kościoła włączamy dziś intencję dziękczynną tej Mszy świętej. Sprawujemy ją z okazji 25 rocznicy uhonorowania Pana Prezydenta Lecha Wałęsy Pokojową Nagrodą Nobla! Sprawujemy w jego intencji, w intencji tych wszystkich, którzy towarzyszą jego drodze życia.
Gdańsk uroczystymi obchodami przypomina tamten pamiętny październikowy dzień sprzed ćwierćwiecza, kiedy świat obiegła wiadomość o przyznaniu Lechowi Wałęsie, przywódcy „Solidarności”, Pokojowej Nagrody Nobla. Rozświetliła ta wiadomość tamten ciemny czas naszej ojczyzny – delegalizacji „Solidarności”, szykan, aresztowań, internowań, różnorodnych represji. Ciemny czas rozpoczęty grudniową nocą 1981 roku.
Przywołujemy podczas tych rocznicowych uroczystości scenerię tamtych dni, ich kontekst, rozpamiętujemy ich znaczenie dla Polski, dla jej drogi ku wolności, także dla polskiego dziś, także dla Polski jutra.
Znowu przed naszymi oczyma staje to wielkie doświadczenie naszego narodu – „Solidarność”. Jej droga, jej etos, jej pokojowa walka o to, „aby Polska, była Polską „ – wolną, sprawiedliwą, braterską. Także jej związek, silny, mocny, autentyczny, lepiej powiedzieć – naturalny, z rzeczywistością wiary, czerpiący siłę z ewangelicznego posłania miłości i nadziei.
Świadectwem tych naturalnych związków ludzi „Solidarności”, twórców „Solidarności”, przywódców „Solidarności” z Chrystusem i jego Kościołem jest ta modlitewna wspólnota, która gromadzi w Bazylice Mariackiej i Pana Prezydenta Lecha Wałęsę i Jego najbliższych – Małżonkę, Dzieci, Rodzinę, Przyjaciół – uczestników wspólnej drogi „Solidarności”.
Także mieszkańców Gdańska, miasta, które tak mocny zostawiło ślad na polskiej drodze ku wolności – drodze Grudnia 1970 i drodze „Solidarności”.
Mieszkańców Gdyni, gdzie równie silnym płomieniem rozpaliła się żagiew robotniczego, stoczniowego protestu, która zaowocowała powstaniem „Solidarności”.
Mieszkańców Pomorza, którzy wtedy, od sierpnia 1980 roku po grudzień roku 1981 , i później, w latach stanu wojennego, dali tak piękne, tak bogate, tak różnorodne świadectwo swej miłości do ojczyzny, do Kościoła, do ideałów „Solidarności”.
Bądźcie pozdrowieni wszyscy imieniem Bożym.
Bądźcie pozdrowieni w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego!
Bądźcie pozdrowieni od biskupa Gdańska, który rozumie wartość dziedzictwa „Solidarności”, bo jest to także cząstka jego własnego dziedzictwa: zapisanego w sercu, w pamięci. Dziedzictwa dawnego kapelana białostockiej Solidarności.
Umiłowani!
W 2 Liście św. Piotra Apostoła usłyszeliśmy słowa, które zapowiadają nową rzeczywistość przemienionego w Dniu Ostatecznym świata, „nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość” (2 P 3, 13).
Sprawiedliwość – wielkie wołanie ludzkości, rozlegające się w różnych epokach. Powiedzieć można, że dzieje człowieka są naznaczone tym wciąż niewygasłym pragnieniem sprawiedliwości –politycznej, obywatelskie, tej dotykającej zagadnień ludzkiej pracy, urządzeń społecznych, życia rodzinnego, ładu ludzkich serc.
I drugie wołanie ludzkości, które biegnie przez stulecia. Wołanie o pokój. Ten prawdziwy pokój, którego nie sposób osiągnąć bez sprawiedliwości i miłości, bez szacunku do drugiego, bez uwzględnienia jego praw – obywatelskich, pracowniczych. Także bez poczucia głębokiej z nim wspólnoty, bez ducha prawdy, który zwycięża kłamstwo, małość, nikczemność, stawianie na plan pierwszy interesów grup, klik, partii. Wreszcie bez zdolności przebaczania, bez ciągłego wysiłku skierowanego na duchowy rozwój.
To o taki kształt pokoju, to o taki kształt sprawiedliwości, zabiegał ruch „Solidarności”, wielki ruch obywatelski, związkowy, moralny, którego Pan, Panie Prezydencie był współtwórcą i liderem – poczynając od sierpniowych strajków 1980 roku. Liderem niekwestionowanym, wybranym przewodniczącym NSZZ „Solidarność” głosami delegatów, reprezentujących miliony członków związku, podczas historycznego I Zjazdu „Solidarności” w hali gdańskiej Olivii.
O taki kształt pokoju, wyrosłego na gruncie sprawiedliwości, prawdy, miłości, a nie na dyktacie siły, przymusu, nakazu i zakazu, apelował Ojciec Święty Jan Paweł II w pamiętnym liście skierowanym po wprowadzeniu stanu wojennego do gen. Jaruzelskiego. Apelował, aby polskie sprawy załatwiane od sierpnia 1980 roku „na drodze pokojowego dialogu, wróciły na tę samą drogę”, bowiem. Bowiem jak pisał: „Domaga się tego dobro całego narodu. Domaga się również opinia całego świata, wszystkich społeczeństw, które słusznie wiążą sprawę pokoju z poszanowaniem praw człowieka i praw narodu”.
Umiłowani Bracia i Siostry!
Z perspektywy lat patrzymy na czas „Solidarności”. Na tamten poryw polskich serc, na tamten powiew wiatru od morza, który zdynamizował drogę ku nadziei milionów: stoczniowców, portowców, górników, hutników, różnorodne kręgi polskiej pracy, środowiska uczelniane, inteligenckie – Polskę całą od Bałtyku po gór szczyty.
Patrzymy na tamten czas, który pozwolił związać węzłem wspólnoty miliony i je upodmiotowić. Przecież każdy z członków tego wielkiego ruchu czuł się potrzebny i odpowiedzialny. Znajdował swoje miejsce pośród wspólnoty. Realizował swoje ambicje nie w konflikcie, nie w zajadłej politycznej grze, nie wygrywaniu jednych przeciw drugim. Czy to nie obraz naszego czasu, kondycji moralnej politycznych elit, których członkowie jakże często zapominają, że tam ich początek – w ruchu „Solidarności”?
To był ruch, który przecież w różnorodny sposób związał się z tym Pawłowym nakazem, który w szczególny sposób w tamtych latach znalazł dostęp do polskich serc i sumień: „Jeden drugiego brzemiona noście” (Ga 6,2).
Solidarność była niczym potężna rzeka, o nurcie potężnym i bystrym. Dopływy, które go zasilały, choć napływały z różnych stron ojczyzny, łączyły się w wielki nurt wspólnoty, nadziei, społecznej odpowiedzialności za ojczyznę, prowadzonego środkami pokojowymi protestu przeciwko niewydolnym strukturom, lekceważeniu polskiej pracy, manipulowaniu naszą historyczna pamięcią. Później, po 13 grudniu 1981 roku, podjęła walkę przeciwko siłom, które chciały zatrzymać bieg tego nurtu polskiej nadziei, postawić mu tamę, skierować do wąskiego koryta społecznej apatii, zgody na to, że o kształcie ojczyzny – w różnych wymiarach – znowu będą decydować ONI. Funkcjonariusze obcego duchowi tej ziemi komunistycznego systemu, zaszczepionemu tu po wojnie wbrew woli chrześcijańskiego, wiernego tradycjom ojczystym narodu.
W takim kontekście trzeba zobaczyć tę nagrodę – Pokojową Nagrodę Nobla, przyznaną 5 października 1983 roku Panu Lechowi Wałęsie. Jeszcze niedawno jednemu z internowanych, „osobie prywatnej” jak wtedy mówiono. Pamiętamy jak wiele czyniono, aby do przyznania tej nagrody nie dopuścić. Aby zdeprecjonować postać Lecha Wałęsy, którego nazwisko – na całym świecie – było synonimem Solidarności i jej niezwykłej walki, której jedynym orężem była prawda i ewangeliczne orędzie pokoju.
Przyszła ta nagroda w 1983 roku – ważnym roku dla tamtych polskich zmagań o solidarność, o sprawiedliwość, o prawdę. To był rok otrząsania sie z szoku jaki wywołał stan wojenny. To był rok nowych wysiłków podejmowanych przez zdelegalizowaną, podziemną „Solidarność”.
Także rok pamiętnej, drugiej pielgrzymki do ojczyzny, Jana Pawła II. Na warszawskim stadionie wobec tysięcy, wobec emblematów i sztandarów „Solidarności”, która pokazywała, że jest, przypomniał, „że prawo Polski do suwerennego bytu, a także do prawidłowego rozwoju w zakresie kulturalnym i społeczno-ekonomicznym, apeluje do sumienia wielu ludzi i społeczeństw w świecie”. Mówił, że „Los Polski w 1983 roku nie może być obojętny narodom świata – zwłaszcza Europy i Ameryki”.
Polakom zgromadzonym na tym stadionie, wspominającym tamtego roku, dawną, przed trzystu laty odniesioną, wiekopomną wiktorię wiedeńską króla Jana III Sobieskiego, odkrywał sens pamiętnych słów tego chrześcijańskiego władcy, jakimi o odniesionym zwycięstwie zawiadomił Stolicę Apostolską: Venimus, vidimus Deus vicit – przybyliśmy, zobaczyliśmy, Bóg zwyciężył.
Mówił wtedy, że te królewskie słowa „ wpisały w nasze historyczne „wczoraj” ewangeliczną prawdę o zwycięstwie” Także to, że „mocą Boga, która za sprawa Jezusa Chrystusa działa w nas przez Ducha świętego, człowiek powołany jest do zwycięstwa nad sobą”. że „Deus vicit” – Bóg zwyciężył w człowieku” . „Chrześcijanin bowiem – to pamiętne słowa Ojca Świętego –powołany jest w Jezusie Chrystusie do zwycięstwa. Zwycięstwo takie jest nieodłączne od trudu, a nawet cierpienia, tak ja zmartwychwstanie Chrystusa jest nieodłączne od krzyża”.
Tamta Pokojowa Nagroda Nobla, Panie Prezydencie, stała się w wymiarze świata, takim jaśniejącym znakiem zwycięstwa.
Pięknym i mocnym znakiem wrażliwego sumienia Europy i świata.
Także odpowiedzią na tamten znak jedności i wspólnoty z Polską, z Panem, z losem internowanych – z płonącą świecą solidarności zapaloną w papieskim oknie na Watykanie po wprowadzeniu stanu wojennego. Z tym światłem solidarności i nadziei zapalanym przez ludzi dobrej woli w wielu krajach świata.
Bracia i Siostry!
Dziękujemy dziś Bogu za tamto zdarzenie, sprzed 25 lat, które wielu dodało ducha, pozwoliło iść pewniej, śmielej, odważniej drogami polskiej nadziei.
Dziękujemy ludziom, którzy tę decyzje podjęli, ogłosili światu, a poprzez to zwrócili jego oczy na Polskę, i na Pana – piątego laureata tej prestiżowej nagrody pośród synów i córek narodu polskiego: po Marii Curie-Skłodowskiej, Henryku Sienkiewiczu, Władysławie Reymoncie, Czesławie Miłoszu.
10 grudnia 1983 roku odbyła się uroczystość wręczenia Narody. Odebrała ją w Pana imieniu żona Danuta z najstarszym synem Bogdanem. „ Czy moi koledzy, którzy siedzą w więzieniu lub są pozbawieni pracy, mogliby mi towarzyszyć w tym dniu? jeśli nie – to znaczy, że nie nadszedł jeszcze dla mnie czas świętowania – tak uzasadniał Pan wtedy swoją decyzję, aby nagrody nie odbierać osobiście. Były też przecież uzasadnione obawy, że jeśli Pan pojedzie do Oslo, nie będzie już mógł z tej podróży powrócić do Gdańska.
Tamtego wieczoru Pańskie nazwisko było najważniejszym nazwiskiem świata. Tamtego wieczoru świat usłyszał – odczytane przez Panią Danutę – Pańskie słowa, ważne i znamienne.
To był głos „Solidarności”, to była ekspozycja jej zasad, jej racji, jej praw, jej nadziei. Przyjąłeś bowiem tę Nagrodę, Panie Prezydencie, jako – cytuje teraz twoje słowa – „nagrodę dla Solidarności, dla ludzi i spraw, o które walczyliśmy w duchu pokoju i sprawiedliwości”. Mówiłeś światu o polskiej historii, która choć „wpajała nam nieraz poczucie goryczy i bezsilności”, była przede wszystkim wielką lekcją nadziei. Mówiłeś o sierpniowym zrywie, w którym chodziło o coś „znacznie więcej niż o materialny byt”: robotnicy wystąpili w nim jako przedstawiciele narodu, jego praw, jego aspiracji, a związek „Solidarność” „stał się wielkim ruchem moralnego i społecznego wyzwolenia”. I powiedziałeś także światu, stan wojenny mając na uwadze, że „społeczeństwo polskie ani nie dało się złamać, ani nie weszło na drogę gwałtu i bratobójczej walki”, że to polskie doświadczenie – trudne i dramatyczne – „jest doświadczeniem skierowanym w przyszłość. Tego, co się stało w ludzkiej świadomości i co ukształtowało postawy ludzi, wymazać się nie da. To trwa i to zostanie”, a „polskich aspiracji do wolności zniweczyć się nie da”.
Ofiarowałeś, Panie Prezydencie, tym wszystkim, którzy „na całym świecie walczą o prawa robotnicze i związkowe, o godność człowieka pracy, o prawa człowieka”, nasze , polskie przesłanie braterstwa i nadziei: słowa Psalmu umieszczone na Pomniku wzniesionym w Gdańsku, ku czci robotników poległych w grudniu 1970 roku: „Pan da się swojemu ludowi, Pan da swojemu ludowi błogosławieństwo pokoju”.
I zwyciężyło to przesłanie braterstwa i nadziei.
Pan dał siłę swojemu ludowi, Pan dał swojemu ludowi błogosławieństwo pokoju.
„Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi” (Mt 5,9).
Bracia i Siostry!
Wolność przyszła do ojczyzny. Runął berliński mur. Zerwały pęta niewoli narody Europy Środkowo-Wschodniej, tyle lat zniewolone. Zrealizowało się posłanie Zjazdu Solidarność skierowane do tych narodów – profetyczne posłanie nadziei.
Lech Wałęsa, przywódca Solidarności, Laureat Pokojowej Nagrody Nobla w 1983 roku, został z woli narodu pierwszym prezydentem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, wreszcie wolnej, wreszcie niepodległej pośród narodów świata.
W salach Zamku Królewskiego w Warszawie odebrał z rąk konstytucyjnego Prezydenta II Rzeczypospolitej, Ryszarda Kaczorowskiego, wiernego strażnika na obczyźnie Polski Niepodległe i jej Konstytucji, insygnia władzy prezydenckiej.
To był owoc drogi „Solidarności”, drogi bezkrwawej walki w duchu pokoju i sprawiedliwości.
Panie Prezydencie!
Ten dom Boga żywego, ta wspaniała świątynia gdańska, jak wiele świątyń ojczyzny, była także ostoją nadziei, myśli i czynów gorących biegnących ku Polsce. To stąd przecież, z kaplicy Matki Bożej Ostrobramskiej, ruszała gdańska młodzież w pochodzie nadziei i protestu – pacyfikowanym i rozbijanym – ku pomnikowi Jana III Sobieskiego, tego chrześcijańskiego króla, który przed wiekami przypominał, że to Bóg jest źródłem zwycięstw. Zarówno tych wielkich, które zapisują się w historii świata, i tych, które przemieniają człowieka ku dobru, ku prawdzie, ku sprawiedliwości. Tu tutaj, z jakże wielu serc płynęła ufna modlitwa zawierzenia.
Był Pan jednym z nich – człowiekiem zawierzenia. Nie ukrywał Pan tego, manifestował Pan to. Wizerunek Matki Bożej w klapie był tego znakiem. Patrzyły na ten znak tysiące. Tak jak tysiące – w szeregi „Solidarności” – wnosiło to wiano wiary, wierności Chrystusowi i Matce Najświętszej. Polskie wiano, które otrzymali w rodzinnych domach i w parafialnych wspólnotach.
Bracia i Siostry!
W tej godzinie wdzięczności i solidarności z drogą polskiej nadziei, którą szedł wraz z „Solidarnością: Pan Lech Wałęsa, w tej godzinie, kiedy kierujemy ku niemu nasze przyjazne myśli i szczere życzenia na dalsze pomyślne dni, na dalsze pożyteczne prace, zwracamy się ku Tej, którą praojcowie nasi obrali za Królową naszego narodu, ku Matce Pana, Orędowniczce naszej i Pośredniczce naszej.
Jutro uroczystość jej Niepokalnego Poczęcia. To Ona – cicha i pokorna służebnica Pańska stoi u początku Wcielenia. Nowa Ewa i Gwiazda Zaranna, która zapowiada koniec nocy oczekiwania i światło wschodu – przyjście na świat światłości prawdziwej, Jezusa Chrystusa.
Niech Cię, Panie Prezydencie, Twoich bliskich, nas wszystkich tu zgromadzonych, prowadzi dalej drogami swego Syna, które przecież są drogami polskiej nadziei.
Amen.
Archidiecezja Gdańska