św. Jan Paweł II

Nic tak nie jest potrzebne człowiekowi jak Miłosierdzie Boże - owa miłość łaskawa, współczująca,

wynosząca człowieka ponad jego słabość ku nieskończonym wyżynom świętości Boga.

św. Siostra Faustyna Kowalska

Niech wszechmoc miłosierdzia Twego, o Panie, rozsławiona będzie po świecie całym,

niechaj cześć Jego nigdy nie ustanie, głoś, duszo moja, miłosierdzie Boże z zapałem.

bł. ks. Michał Sopoćko

Decydującym czynnikiem w otrzymaniu miłosierdzia Bożego jest ufność.

Ufność Bogu ma być mocna i wytrwała, bez zwątpień i słabości.

św. Matka Teresa z Kalkuty

Największym złem jest brak miłości i miłosierdzia, okrutna obojętność wobec bliźniego,

który wyrzucony został przez margines życia w skutek wyzysku, nędzy, choroby.

Papież Franciszek

Miłosierdzie to jest słowo, które objawia Przenajświętszą Trójcę.

Miłosierdzie to najwyższy i ostateczny akt, w którym Bóg wychodzi nam na spotkanie.

Do gdyńskiej kolegiaty trafiły relikwie męczenników z Pariacoto - bł. Michała Tomaszka i bł. Zbigniewa Strzałkowskiego.
Franciszkanie z Krakowa - o. Piotr Stanisławczyk oraz br. Jan Hruszowiec - 5 listopada przekazali i zainstalowali w gdyńskiej parafii pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski relikwie pierwszego stopnia (cząstki kości) męczenników z Pariacoto - bł. o. Tomaszka OFMConv i bł. o. Strzałkowskiego OFMConv.Obaj błogosławieni zakonnicy zamordowani zostali w Peru 9 sierpnia 1991 roku. - Tamtego dnia grupa terrorystów z komunistycznej organizacji Świetlisty Szlak przyjechała do misji Pariacoto, aby aresztować dwóch polskich misjonarzy - ojców Zbyszka i Michała. Po całodniowym przesłuchaniu, kiedy okazało się, że zakonnicy nie chcą współpracować i ciągle mówią o potrzebie pokoju i potrzebie przyjęcia Chrystusa, zapadła decyzja o ich śmierci. Wieczorem terroryści wywieźli franciszkanów w góry andyjskie i zamordowali, zwyczajem komunistów, strzelając w tył głowy - opowiada o. Stanisławczyk.- Zbyszek i Michał, gdy wyjeżdżali z Polski, mieli ok. 30 lat. Trafili na misję do Pariacoto, gdzie spędzili 3 lata. Była to misja trudna - położona w górach andyjskich, w ich części pustynnej. Wymagała więc wytrwałości i siły. Misjonarze duszpastersko obsługiwali kilkadziesiąt małych miejscowości rozsianych w górach, nawet na wysokości 3000 m n.p.m. By odwiedzić swoich parafian, nierzadko wyruszali na tygodniowe wyprawy - mówi o. Stanisławczyk.- Kiedy obaj ojcowie pojawili się na misji, szybko okazało się, że mają szczególne charyzmaty. Zbyszek wspaniale zajmował się ludźmi starszymi i chorymi. Górale andyjscy nazywali go "doktorkiem", ponieważ organizował dla nich pomoc medyczną. Michał z kolei gromadził wokół siebie dzieci i młodzież. Wiele tych młodych ludzi cierpiało głód i miało podstawowe braki w edukacji. Ojciec Michał zakładał świetlice socjoterapeutyczne, gdzie andyjska młodzież mogła zjeść ciepły posiłek oraz uczyć się czytać i pisać.- Dlaczego więc polscy misjonarze zostali uznani za zagrożenie dla komunistycznej bojówki? Członkowie Świetlistego Szlaku wierzyli, że można wprowadzić w Peru dobrobyt, ale najpierw należy doprowadzić obywateli do skrajnego ubóstwa i niezadowolenia. Tylko w ten sposób ludzie chwycą za broń, nastąpi rewolucja, a następnie zapanuje prawdziwy komunizm. Misjonarze stanęli na drodze w realizacji tych utopijnych założeń - podkreśla o. Stanisławczyk.- Michałowi i Zbyszkowi udawało się zdobywać pieniądze na budowy mostów, dróg, miejsc pomocy. Opiekowali się potrzebującymi. Wlewali nadzieję w serca młodych ludzi. A przy tym głosili naukę Chrystusa, przygotowywali do przyjęcia sakramentów. Szybko stali się wrogami numer jeden dla komunistycznych terrorystów, którzy wysyłali ojcom ostrzeżenia: "Jeśli nie opuścicie misji, to was zabijemy". Nawet miejscowy biskup przyjechał do Pariacoto, by ostrzec polskich franciszkanów. "Musicie stąd uciekać. Ja nie mam takiej władzy, by was ochronić". Wtedy bracia odpowiadali: "Tutaj nas posłał Chrystus. Do tych ludzi. Jeśli my ich opuścimy, nikt po nas nie przyjdzie. Nasze życie jest w rękach Pana Boga".


 


Franciszkanie proszą o zgłaszanie wszelkich łask i cudów otrzymywanych za wstawiennictwem męczenników z Peru


Jan Hlebowicz /Foto Gość



O. Michał i o. Zbigniew zostali wyniesieni na ołtarze 5 grudnia 2015 roku. Franciszkanie są pierwszymi polskimi błogosławionymi misjonarzami, którzy zmarli śmiercią męczeńską.- Ojcowie Michał i Zbyszek są szczególnymi patronami w czasach, gdy przeżywamy różne niebezpieczne sytuacje związane z terroryzmem. Nie tylko międzynarodowym, ale także terroryzmem w skali mikro, którego doświadczamy od naszych bliskich, pracodawców, współpracowników oraz od samych siebie - podsumowuje o. Stanisławczyk.- Wciąż docierają do nas informacje o działalności błogosławionych męczenników - uzdrowieniach i nawróceniach. Bardzo prosimy, jeśli doświadczycie ich opieki, napiszcie do nas - apeluje.- Chcemy podziękować ojcom franciszkanom za dar relikwii. Korzystajmy z niego i módlmy się przez wstawiennictwo czcigodnych błogosławionych męczenników - zachęca parafian ks. dr Edmund Skalski, proboszcz gdyńskiej kolegiaty.Franciszkanie proszą o zgłaszanie wszelkich łask i cudów otrzymywanych za wstawiennictwem męczenników z Peru na adres: Prowincja św. Antoniego i bł. Jakuba Strzemię Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych, ul. Hetmana Żółkiewskiego 14, 31-539 Kraków, telefon: +48 12 428 62 80, e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..

Kuria Metropolitalna Gdańska

ul. Biskupa Edmunda Nowickiego 1
80-330 Gdańsk Oliwa

tel.:(+48 58) 552-00-51
fax.: (+48 58) 552-27-75
kuria@diecezja.gda.pl

od poniedziałku do piątku w godz. 9.00 - 13.00